SCENA JEDENASTA
CIŻ — MAŁGORZATA — potem ANNA.
MAŁGORZATA
Czego chcesz, Prudencjo?
PRUDENCJA
Armand jest u mnie...
MAŁGORZATA
Co mnie to obchodzi?...
PRUDENCJA
Chce z tobą mówić.
MAŁGORZATA
A ja nie chcę go widzieć... Zresztą nie mogę... czekają na mnie... Powiedz mu to...
PRUDENCJA
Niech mnie Bóg broni! Wyzwałby hrabiego!
MAŁGORZATA
No i czegóż on chce?
PRUDENCJA
Czy ja wiem?... Czy on sam wie?... Ale my wiemy, co to jest zakochany!
ANNA
Z futrem w ręku.
Pani życzy sobie futro?
MAŁGORZATA
Nie, jeszcze nie...
PRUDENCJA
No i co?... Cóż postanowisz?
MAŁGORZATA
Ten chłopak mnie wpędzi w nieszczęście!
PRUDENCJA
Więc najlepiej nie widzieć go już więcej! Lepiej nawet, aby się w ten sposób skończyło.
MAŁGORZATA
Tak sądzisz? nieprawdaż?
PRUDENCJA
Oczywiście!
MAŁGORZATA
Po chwili.
Co ci jeszcze mówił?
PRUDENCJA
Ej, ty chcesz, aby przyszedł... Zawołam go... A hrabia?
MAŁGORZATA
Hrabia?... Zaczeka.
PRUDENCJA
Lepiej byłoby może odprawić go zupełnie...
MAŁGORZATA
Masz słuszność! Do Anny. Anno, zejdź, powiedz panu de Giray, że czuję się niezdrowa i że nie pójdę na kolację, niech mi wybaczy.
ANNA
Słucham panią.
Wychodzi.
PRUDENCJA
W oknie.
Armandzie! Chodź pan! Och! Nie trzeba mu tego dwa razy powtarzać.
MAŁGORZATA
Zostaniesz tu cały czas, póki on będzie.
PRUDENCJA
Nie, nie! Przyszłaby chwila, w której kazałabyś mi się wynosić, wolę iść od razu!
ANNA
Wraca.
Pan hrabia odjechał, proszę pani.
MAŁGORZATA
Czy nic nie mówił?
ANNA
Nie.
Wychodzi.