SCENA PIERWSZA
GASTON — ARTUR — DOKTOR — PRUDENCJA — ANAIS — GOŚCIE — później SAINT-GAUDENS i OLIMPIA.
GASTON
Który trzyma bank w bakaracie.
Stawiajcie, panowie!
ARTUR
Ile w banku?
GASTON
Sto ludwików.
ARTUR
Stawiam pięć franków na prawo.
GASTON
Warto było pytać, ile w banku, po to aby postawić pięć franków.
ARTUR
Czy wolisz, żebym postawił dziesięć ludwików na słowo?
GASTON
Nie, nie, nie! Do Doktora. A ty, doktorze, nie grasz?
DOKTOR
Nie.
GASTON
Cóż ty tam robisz?
DOKTOR
Rozmawiam ze ślicznymi paniami, daję się poznać.
GASTON
Zyskujesz na poznaniu!
DOKTOR
Owszem, zyskuję, wcale nieźle.
Dokoła stołu śmiechy, rozmowa.
GASTON
Jeżeli tak mamy grać, oddaję bank komu innemu.
PRUDENCJA
Czekaj, stawiam dziesięć franków.
GASTON
Gdzież są?
PRUDENCJA
U mnie w kieszeni...
GASTON
Śmiejąc się.
Dałbym piętnaście, żeby je zobaczyć...
PRUDENCJA
Och! Zapomniałam sakiewki!
GUSTAW
Twoja sakiewka zna swoje rzemiosło... Masz, weź tych dwadzieścia franków.
PRUDENCJA
Oddam ci je...
GASTON
Nie gadajże głupstw! Rozdaje karty. Mam dziewięć!
Zgarnia pieniądze.
PRUDENCJA
Zawsze wygrywa!
ARTUR
Przegrałem pięćdziesiąt ludwików!
ANAIS
Doktorze, wylecz Artura z jego choroby piłowania ludzi.
DOKTOR
To choroba młodości, która przejdzie z wiekiem.
ANAIS
Mówi, że przegrał pięćdziesiąt ludwików, a miał w kieszeni dwa, jak tu przyszedł.
ARTUR
Czegóż to dowodzi? To dowodzi, że jestem winien dziewięćset sześćdziesiąt franków...
ANAIS
Żal mi tego, komu jesteś winien.
ARTUR
Mylisz się, moja droga, ja płacę moje długi, wiesz o tym dobrze...
GASTON
Dalej panowie, stawiać, nie jesteśmy tu dla zabawy!
OLIMPIA
Wchodząc z Saint-Gaudensem.
Ciągle gracie?
ARTUR
Ciągle.
OLIMPIA
Saint-Gaudens, daj mi dziesięć ludwików, chciałabym pograć trochę.
GASTON
Olimpio, twój bal jest czarujący!
ARTUR
Saint-Gaudens wie, ile kosztuje!
OLIMPIA
Nie on wie, ale jego żona!
SAINT-GAUDENS
Ślicznie powiedziane! Paradne! — A, jesteś, doktorze! Cicho. Muszę się pana poradzić... miewam zawroty głowy...
DOKTOR
Ba!
OLIMPIA
O co on się pytał?
DOKTOR
Zdaje mu się, że ma chorobę mózgu.
OLIMPIA
Zarozumialec!... Przegrałam! Saint-Gaudens, graj za mnie i staraj się wygrać.
PRUDENCJA
Saint-Gaudens, pożycz mi pan trzy ludwiki...
Saint-Gaudens daje jej.
ANAIS
Saint-Gaudens, przynieś mi pan lodów.
SAINT-GAUDENS
Za chwilę.
ANAIS
W takim razie opowiedz nam historię o żółtej dorożce.
SAINT-GAUDENS
Idę! Idę!
Wychodzi.
PRUDENCJA
Do Gastona.
Ty pamiętasz historię o żółtej dorożce?
GASTON
Czy pamiętam?... Myślę sobie! Przecież to u Małgorzaty Olimpka chciała nam ją opowiadać... Prawda?... Czy Małgorzata jest tutaj?
OLIMPIA
Ma przyjść.
GASTON
A Armand?
PRUDENCJA
Armanda nie ma w Paryżu... Cóż wy nie wiecie, co się stało?
GASTON
Nie!
PRUDENCJA
Rozeszli się.
ANAIS
Ba!
PRUDENCJA
Tak, Małgorzata go rzuciła.
GASTON
Kiedy?
ANAIS
Przed miesiącem, i dobrze zrobiła.
GASTON
Czemu?
ANAIS
Zawsze trzeba rzucić mężczyznę, zanim on nas rzuci...
ARTUR
Panowie, gramy, czy nie gramy?
GASTON
O, jakiś ty nudny! Czy ty myślisz, że ja będę się męczył rozdawaniem kart dla twoich pięciu franków? Wszyscy Arturowie są jednacy! Szczęściem, ty jesteś ostatnim Arturem!
SAINT-GAUDENS
Wraca.
Anais, masz swoje lody!
ANAIS
Długo to trwało, staruszku, ale ostatecznie, w twoim wieku...
GASTON
Wstając.
Panowie, bank pękł! — Kiedy pomyślę, że gdyby mi kto powiedział: Gastonie, mój chłopcze, dostaniesz pięćset franków pod warunkiem, że będziesz wykładał karty całą noc, nie przyjąłbym, to pewne! I oto dwie godziny już wykładam, aby przegrać dwa tysiące franków! Ładna zabawa!
Inny gość bierze bank.
SAINT-GAUDENS
Nie grasz już?
GASTON
Nie!
SAINT-GAUDENS
Pokazując dwóch gości grających w écarté w głębi.
Trzymasz za którym z nich?
GASTON
Nie mam zaufania... Czy to ty ich zaprosiłeś?
SAINT-GAUDENS
To przyjaciele Olimpii... Poznała ich zagranicą.
GASTON
Cacani są!
PRUDENCJA
Och! Armand!