SCENA DRUGA

CIŻ i ARMAND.

GASTON

Do Armanda.

Mówiliśmy o tobie przed chwilą...

ARMAND

I coście mówili?

PRUDENCJA

Mówiliśmy, że pan jest w Tours i że pan nie przyjdzie.

ARMAND

Omyliliście się...

GASTON

Kiedyś przyjechał?

ARMAND

Przed godziną.

PRUDENCJA

I cóż, drogi Armandzie, co nam powiesz nowego?

ARMAND

Nic, Prudencjo... A ty?

PRUDENCJA

Widziałeś Małgorzatę?

ARMAND

Nie...

PRUDENCJA

Ma przyjść.

ARMAND

Zimno.

W takim razie ją zobaczę.

PRUDENCJA

Jak ty to mówisz!

ARMAND

Jakże mam mówić?

PRUDENCJA

Więc serce już uleczone?

ARMAND

Zupełnie.

PRUDENCJA

Już nie myślisz o niej?

ARMAND

Powiedzieć, że zupełnie nie myślę, byłoby kłamstwem... Ale Małgorzata dała mi odprawę w sposób tak brutalny, iż wydałem się sam sobie wielkim głupcem, żem ją kochał... bo ja byłem naprawdę w niej bardzo zakochany...

PRUDENCJA

I ona kochała cię bardzo, i kocha cię zawsze trochę... Ale był czas, żeby się z tobą rozstała!... Już mieli ją licytować.

ARMAND

A teraz, zapłacone?

PRUDENCJA

Zupełnie.

ARMAND

I to pan de Varville płaci?

PRUDENCJA

Tak!

ARMAND

Więc wszystko jak najlepiej?

PRUDENCJA

Są ludzie umyślnie na to stworzeni... Słowem, nareszcie doszedł do celu... odkupił jej konie, klejnoty, cały jej dawny zbytek... Toteż jest bardzo szczęśliwa!

ARMAND

Wróciła do Paryża?

PRUDENCJA

Oczywiście... Nie chciała ani zajrzeć do Auteuil od czasu, jak pan wyjechał... To ja przywiozłam stamtąd wszystkie jej rzeczy, a nawet i pańskie... To mi przypomina, że mam panu oddać różne przedmioty, odbierze je pan u mnie... Małgorzata zatrzymała tylko mały pugilaresik z pańską cyfrą... jeżeli panu na nim zależy, upomnę się u niej.

ARMAND

Wzruszony.

Niech go zachowa.

PRUDENCJA

Poza tym nigdy jeszcze jej nie widziałam w takim usposobieniu... Prawie nie sypia, ugania po balach... trawi tak całe noce... Niedawno po jakiejś kolacji leżała trzy dni w łóżku, a kiedy doktor jej pozwolił wstać, znów zaczęła na nowo, nie dbając, że może to przypłacić życiem... Jeżeli tak pójdzie dalej, to nie potrwa długo... Czy pan zamierza ją odwiedzić?

ARMAND

Nie, pragnę nawet uniknąć wszelkich wyjaśnień... Przeszłość umarła na apopleksję, niech Bóg przyjmie jej duszę, o ile miała duszę...

PRUDENCJA

Widzę, że pan jest rozsądny... to ślicznie!

ARMAND

Spostrzegając Gustawa.

Droga Prudencjo, oto jeden z moich przyjaciół, któremu chciałbym coś powiedzieć... Czy pozwolisz?...

PRUDENCJA

Ależ... Idzie do gry. Stawiam dziesięć franków!