SCENA VI

Major, Rotmistrz, Kapelan, Porucznik.

Następnie wchodzą zamyśleni i stają przy Majorze, który od początku przeszłej sceny nieporuszenie na środku stoi. Rotmistrz i Porucznik w mundurach, Kapelan w surducie.

ROTMISTRZ

Po krótkim milczeniu.

Cóż tam słychać?

KAPELAN

Zaprzęgać nie każą?

PORUCZNIK

Jakimże rozkazem zaszczyciły nas damy?

MAJOR

Ra ra ra ra ra ra, rozumiecie?

ROTMISTRZ

Któż to zrozumie?

MAJOR

I ja nie zrozumiałem, w uszach mi tylko dzwoni.

ROTMISTRZ

Jednak...

MAJOR

Nic nie wiem.

PORUCZNIK

Przecie...

MAJOR

Nic, nic u kata! Gdy jedna mówi, druga jej zazdrości, jedna od drugiej mędrszą się mniema. Tak, chociaż wszystko zawsze w jednym słowie, gadaninie końca nie ma, a o co rzecz idzie, mądry, kto zgadnie. Jednak, czy się dowiemy czy nie, wypada przyjąć je godnie. Połączmy nasze starania. Nieszczęście tylko, że nikogo nie mamy takiego w domu, co by umiał damy przyjąć.

PORUCZNIK

Aha: źle, kobiet nie ma.

KAPELAN

Nie ma gderać komu.

ROTMISTRZ

Szkoda w samej rzeczy, żeśmy się ostatniej pozbyli.

MAJOR

Hej! Grzesiu! Rembo! Zaraz wszystko będzie.

Rembo i Grzegorz wchodzą.

Do Remba.

Niech Kutasiński na łysego wsiądzie i dalej w pogoń za klucznicą. A jak ją dojdzie, niech baba nie trzepie, nie rozprawia i czym prędzej na łysego wsiada.

KAPELAN

Nie uchodzi, nie uchodzi.

PORUCZNIK

Śmiejąc się, do Remba.

I niech tęgim kłusem wraca.

KAPELAN

Ale nie uchodzi.

MAJOR

Ale czemu? Czyż nie kłusują nasze markietanki37? Do Remba. Zresztą jak zechce, niech zrobi. Byle mi Patrząc na zegarek. na jedenastą klucznicę przystawił. Marsz! Jedno już jest.

Rembo odchodzi.

ROTMISTRZ

Wszystko to jeszcze fraszka, ale obiad, obiad to sęk. Bo nie zwódźmy się umiejętnością Kordesza. Słynie on wprawdzie w obozie jako najlepszy kucharz, ale cóż umie dobrze zrobić, mówiąc między nami: huzarską pieczeń i pieczeń huzarską.

KAPELAN

Nie uchodzi, nie uchodzi.

ROTMISTRZ

Dla dam innych przysmaczków, innych łakoci potrzeba. Trzeba jakiejś na stół ozdoby, coś pięknego, coś lekkiego.

MAJOR

Wiem, wiem, czego trzeba. Wszystko to Grześ zrobi. Bywał po różnych miastach, po różnych dworach, widział różne kuchnie. Grześ, Grześ zrobi ciasta.

GRZEGORZ

Ale...

MAJOR

A ty, mój Edmundzie, zatrudnisz się, z łaski swojej, szykiem38 potraw. Bo to, słyszę, teraz rzecz wielkiej wagi: czy ryba po mięsie czy mięso po rybie. A Grześ, chłopak nie w ciemię bity, zrobi, choć czego nie umie.

GRZEGORZ

Ale...

MAJOR

Ale zrobisz ciasta.

GRZEGORZ

Ale ja, panie Majorze, dalibóg nie umiem.

MAJOR

Zrobisz; ja każę i basta. Jest więc i drugie. Dobrze nam się wiedzie.

ROTMISTRZ

Trzeba by jeszcze przy stole jakiej rozrywki damom.

MAJOR

Muzyczki? Co mówicie?

ROTMISTRZ

Zapewne, czego by trzeba! Ale skąd?

MAJOR

Skąd? Grześ i Rembo trąbią doskonale.

KAPELAN

Nie uchodzi, nie uchodzi.

MAJOR

O, daj no pokój, Kapelanie. Wszystko nie uchodzi.

PORUCZNIK

Ale zmiłuj się, Majorze, wszystkie do jednej wystraszysz z własnego domu.

MAJOR

Czym, czym u diabła? Nie trąbią że walca doskonale? Niech im tylko czasem Kapelan w takt głową kiwnie, a zobaczycie, jak wytrąbią gładko. Ale co za myśl nagle mi przychodzi! Wybornie, przedziwnie! Ty, ty, Rotmistrzu, musisz się tym zająć. Każ postawić pod oknami jadalnego pokoju... Postawić... Wiesz co? Zgadnij! Moździerzyk nabity... Jak krzykną: „Wiwat damy!”, rym z moździerza!

KAPELAN

O, na honor, nie uchodzi.

Wstaje.

PORUCZNIK

Wstając.

To żadnym sposobem być nie może. To nie z żołnierzami sprawa.

MAJOR

Wstając.

Ale już proszę...

PORUCZNIK

Uważ39 przecie, że to kobiety.

MAJOR

Jest i kaznodzieja! Brawo, brawo, kobiety... Nie wiedziałem. Co to u diabła, że ci panowie młodzi myślą, że starzy nigdy młodymi nie byli. Jak wy teraz żyjecie, myśmy żyli dawniej... A może i lepiej, i tężej, kiedy o to chodzi. Proszę! Hm! Oni tylko wiedzą, jak się z damami obchodzić. I jam całe życie nie rąbał40, i jam się bawił z damami i zawszem dogodził! Zatem gadaj nie gadaj, ja z moździerza wystrzelę.

ROTMISTRZ

Można bezpiecznie, bo choć się trochę popłoszą, to zapewne z przestrachu złych skutków nie będzie!

MAJOR

Tak jest, złych skutków nie będzie!

ROTMISTRZ

A zabawić trzeba.

MAJOR

A zabawić trzeba. Do Grzegorza. Moździerz pod oknem postawić. Marsz! Ale, ale, proszę cię, mój Grzesiu, jak będziesz trąbił, nie dmij też tak mocno, zwłaszcza w drugiej części. Na tej odbitej nucie zawsze tak ci w trąbie wrzaśnie, że aż słuchać niemiło. Lekko... A patrzeć na Kapelana.

Grzegorz odchodzi. Fruzia wchodzi, dygając na obie strony; tylko Porucznik jej się odkłonił. Kapelan odwraca się i odchodzi.