SCENA I
Elwira, Justysia.
Elwira siedzi oparta na stole, trzymając chustkę na oczach.
JUSTYSIA
wnosząc kilka pakietów
Otóż pana Alfreda słodziutkie bilety97;
Zewsząd, gdziem mogła zgadnąć, zbierałam pakiety:
Z środka kanapy ta największa plika,
Ta spod krosienek98, a ta ze stolika,
Te zaś z komody, związane łańcuszkiem,
Ten pakiet był za biurkiem, a te dwa za łóżkiem;
Patrzałam, szukałam wszędzie,
I zdaje mi się, że już wszystko będzie.
ELWIRA
Jeszcze nie wszystko.
JUSTYSIA
Jeszcze nie? Gdzież skryte,
Niech pani powie, te skarby obfite?
ELWIRA
Są jeszcze za portretem.
JUSTYSIA
Czyim?
ELWIRA
z westchnieniem
Mego męża.
do odchodzącej
Ach, i pod ołtarzykiem, gdzie się modlę co dzień.
Justysia odchodzi.