SCENA IX

ALFRED

po krótkim milczeniu

Ach, jakże ładna, kiedy się rozgniewa!

Jeszcze tak ładną nigdy nie widziałem.

O, na honor, przeproszę, niech się nie spodziewa...

Ale stój, hola! Wszak się rozstać chciałem?

Dobra sposobność; lecz tak — wypędzony,

Złajany, wzgardzony...

Nie, nie; pójdę, przeproszę, a potem... cóż potem?

Porzucę... Fe! I cóż bym zyskał takim zwrotem?

Zostawmy im tę chlubę, której każda chciwa,

Że to one rwą zawsze miłośne ogniwa.

po krótkim myśleniu

Podarłem bilet, kaci wiedzą na co;

Nie bardzom gładko postąpił w tej mierze.

zbierając kawałki podartego listu

Lecz te kawałki wartości nie tracą,

Owszem96, z nich każdy dwakroć większy bierze;

Powiem, żem uratował od zazdrośnej ręki,

A za to Aliny wdzięki...

Aj, wdzięki niezbyt wdzięczne, to przyznać wypada;

Rozumu jak na próbkę, długa, prosta, blada...

Ale mąż, mąż zazdrośny — uciecha jedyna!

Niechaj tylko ten utraci,

A co mi ujmie z rozkoszy Alina,

Mąż zazdrością dwakroć spłaci.

Ale biedna Justysia, któż to nas mógł zdradzić?...

Mniejsza z tym... miejsce straci... potrzeba zaradzić...

U Aliny ją umieszczę!

Brawo, brawo, wyśmienicie!

Żyj, Alfredzie, krótkie życie!

Lecz z Elwirą chciałbym jeszcze

Choć na pozór się pogodzić.

Ale jak ją ułagodzić?

KAMERDYNER

wchodzi

Pan Hrabia czeka i prosi do siebie.

ALFRED

biorąc kapelusz

Ha! Zobaczymy, koncept przychodzi w potrzebie.

Wychodzi.