SCENA VIII

Alfred, Elwira.

ELWIRA

Ach!

na stronie

Boże, on tu jeszcze!

ALFRED

z troskliwością

Elwiro kochana,

Cóż znaczy, powiedz, ta twarz zapłakana?

Jeśli ci jeszcze drogie moje życie,

Uśmierz niepewność sroższą nad wszelkie odkrycie;

Ach, powiedz, duszo moja, co się ze mną dzieje?

ELWIRA

Zdrajco! i ty się pytasz, czemu ja łzy leję?

Jak to? i oka ode mnie nie zwracasz?

Czyż głos sumienia już nieznany tobie?

Za czułą miłość wzgardą mi odpłacasz,

Przysięgasz, zdradzasz, dwakroć w jednej dobie,

Lód w twojej duszy, kiedy ja goreję —

I ty się jeszcze pytasz, czemu ja łzy leję?

Tak jest, płakałam, bo się sobą brzydzę,

I teraz jeszcze płaczę, lecz — że ciebie widzę.

Ale nie myśl, że miłość łzy moje wysącza,

Chytrość twoja mnie z tobą na zawsze rozłącza;

Ile kochałam, tyle nienawidzę!

Cieszę się nawet, czuję rozkosz w duszy,

Żeś mnie z miłośnej uwolnił katuszy,

Żeś mnie objaśnił, ile godne wiary

Tobie podobne poczwary.

ALFRED

Uspokój się, Elwiro...

ELWIRA

Łatwo z mojej zguby

Przyszło ci dostąpić chluby.

Bez doświadczenia, bez rodziców rady,

Rzucona w świata szkodliwe przykłady,

Z pragnącą duszą dzielenia się z drugą —

Zyskać mą ufność nie bawiło90 długo.

Oziębłość męża i twoje zalety,

O których zawsze słyszałam, niestety!

Wszystko ku tobie me serce skłaniało,

Wszystko zwalczyło odporu już mało.

Zwyciężyłeś. Lecz kiedy ja w szczerej żałobie,

Kochając, cnotę poświęciłam tobie,

Ty swoją zdradą cieszyłeś się skrycie!

Lecz niczym zdrady byłoby użycie,

Niczym i sztuka uwodzenia cała,

Gdybym cię tylko mniej była kochała91!

ALFRED

Możeszże myśleć...

ELWIRA

Jestem występną, przyznaję,

Nie chcę taić moich błędów.

Hańbą okrytą zostaję

I niewartą żadnych względów.

Zdeptałam świętość skromności i wiary,

Godnam tak bolesnej kary.

Ale czyliż to tobie karać mnie przystało?

Krwawić serce, że ciebie swoim bóstwem miało?

Jeśliś nigdy nie kochał, nie znał ognia duszy,

Co namiętnym pożarem źródło życia suszy,

Co w serce wciska i razem w nim mieści

Obok lubej rozkoszy najsroższe boleści —

Cóż nieszczęsna Elwira mogła ci przewinić,

Żeś ją starał się gwałtem występną uczynić?

ALFRED

Cóżem zrobił...

ELWIRA

Ach, Alfredzie,

To być nie może, mnie błędna myśl wiedzie,

Ty mieć nie możesz duszy tak nikczemnej,

Nie zdeptałbyś ludzkości92 dla chluby daremnej

I łzami mymi twej cnoty nie zmazał;

Tyś musiał mnie porzucić, honor ci tak kazał.

Wszak prawda? Powiedz, musiałeś mnie zwodzić,

Ciężkim pociskiem w to serce ugodzić?

Ach, powiedz, zaklinam cię, zmniejsz, skryj twoją winę,

Jak najpłonniejszą93 wynaleź94 przyczynę,

Jak najmniej wiary godną — ja chcę, ja uwierzę,

Lada pozoru uchwycę się szczerze,

Nie żebym w dawnych marzeniach została,

Lecz żebym ciebie cnotliwszym widziała.

ALFRED

Zgaduję teraz twych żalów przyczynę:

Zazdrosnaś — i o kogo? O biedną Alinę!

Ale jakżeś ją mogła porównywać z sobą?

Ty, która jesteś płci pięknej ozdobą,

Ty, przed którą pół świata musi się uniżać,

Ach, jakżeś mogła tak sobie ubliżać

I brać za miłość — rozrywkę z mej strony?

Lecz żebym cię przekonał, ile jest ceniony

Każdy zadatek uczucia Aliny —

Oto jej bilet, w swym guście jedyny,

Mocny morałem i wczesną obroną,

Obok obietnic, o co nie proszono.

drąc list

Zdzieram go w sztuki, bądź pewna, że szczerze,

I u nóg twoich kładę go w ofierze.

zbliża się

Zgoda zatem, Elwiro, niechaj znowu stanie,

Przebaczam nawet dla niej krzywdzące mniemanie.

ELWIRA

Precz ode mnie, poczwaro! O łaskawe nieba!

Ileż podłości poznawać mi trzeba!

Alinę? Ty? Alinę?... Czyż mnie słuch nie myli?

W tej samej dobie, w tejże samej chwili,

Kiedy przysięgasz?... Nie, nie, wielki Boże!

Głos mój tej zgrozy wyrazić nie może.

do siebie

I toż jest dusza, którąm ja wielbiła!

do Alfreda

Więc i Alina twe żądze wzbudziła?

Jeszcześ winniejszy, jeszcze wina nowa.

Lecz tu nie o Alinie między nami mowa.

ALFRED

O kimże?

ELWIRA

O Justysi, zdrajco!

ALFRED

na stronie

Dałżem sobie...

ELWIRA

Nie szukaj zdrady, nie myśl o sposobie

W innym świetle się wystawić;

Wiem wszystko, nic nie zdołasz zaprzeć lub wyjawić.

Lecz nie chcę z tobą i minuty strawić,

Skrócę przykre nam uczucie,

Kładąc koniec tej rozprawie.

Sama oddam się pokucie,

Ciebie zgryzotom zostawię.

Ale nie, tego, co spodlił mi duszę,

Nieszczęsna, łaski jeszcze błagać muszę,

Udział spodlonych! Krok pierwszy sromoty!

Zaklinam cię więc na najświętsze prawa

Litości, jeśli nie cnoty,

Zachowaj przyjaźń Wacława.

ALFRED

Ale słuchaj mnie!...

ELWIRA

Zbyt nagłe zerwanie

Może skazówką dla świata zostanie.

Jeśli mam tyle cierpieć, niechże cierpię skrycie...

Albo nie — idź, głoś, chwal się, zatruj nędzne życie,

Powiedz światu, uciesz go mych błędów obrazem,

Uciesz; ale powiedz razem95,

Że ile zgryzot cierpię z utraty honoru,

Tyle wstydzić się muszę mojego wyboru.

Odchodzi.