SCENA V
Wacław, Justysia.
Justysia wbiega wziąć robótki pani.
WACŁAW
Dobrze, żeś przyszła, Justysiu kochana,
Dybię26 na chwilkę od samego rana,
Którą by można przepędzić ze sobą.
Chciałbym cię widzieć i pomówić z tobą,
A mam mówić tyle.
JUSTYSIA
Ech, gdybyś pan chciał, to nie tylko chwilę,
Znalazłbyś pewnie i całą godzinę.
WACŁAW
Jakże mnie możesz przypisywać winę?
Wszak wiesz, że proszę, błagam czy się srożę,
Nic mojej żony stąd ruszyć nie może;
W domu siedzi całe życie,
I chcąc cię kochać, muszę kochać skrycie.
Ale gdy jutro pójdzie do kościoła...
JUSTYSIA
Już, już rozumiem, puść pan, pani woła.
WACŁAW
Tak ci się zdaje.
JUSTYSIA
Nadejdzie, dla Boga!
WACŁAW
Nie zapominaj o mnie, lubciu droga;
Staraj się wszystkich od siebie wyprawić,
Tak będziem mogli z sobą godzinkę zabawić.
Pamiętaj o mnie, bo ja w każdej dobie27
Lubię pamiętać o tobie.
Patrz, pierścionek dla ciebie od dawna już noszę;
Chciej go przyjąć, bardzo proszę,
Niech go twoja rączka zdobi.
Justysia się kłania
Tak mi dziękujesz?
JUSTYSIA
z kokieterią
A jakże dziękować?
WACŁAW
Jak, Justysiu? Pocałować.
Chce ją całować.
JUSTYSIA
nastawiając się
Proszę pana, co pan robi.
Elwira wchodzi, Justysia odtrąca Wacława, który stał tyłem do Elwiry.