SCENA VIII
Elwira, Wacław, Alfred.
WACŁAW
Zapomniałeś nas całkiem, kochany Alfredzie,
Przecie dziś jakieś bóstwo łaskawe cię wiedzie;
Trzy dni się niewidzenia — to wieczność prawdziwa.
ELWIRA
Pewnie w tej części miasta rzadko kiedy bywa,
Inaczej swych przyjaciół nie mijałby zawsze.
ALFRED
Nie mogą być, prawdziwie, wymówki łaskawsze,
Lecz przy tym niezasłużone.
WACŁAW
Będziem więc słyszeć obronę.
ALFRED
Naszej szkody, że pani dość samotność lubi,
Jestem, rzadko bywając, dotychczas pamiętny;
Lecz w miłym towarzystwie, gdy się pamięć gubi,
Byłbym wkrótce rad33 sobie, a pani natrętny.
WACŁAW
Zła, zła obrona.
ALFRED
Ciebie zaś, mój panie,
Sam przyznasz, rzadko kto w domu zastanie.
WACŁAW
I owszem, bardzo często, dziś cały dzień prawie,
Nie chcąc słabą zostawić34, przy Elwirze bawię.
ALFRED
do Elwiry
Czy pani słaba?
ELWIRA
z pomieszaniem
Tak...
WACŁAW
zbliżając się
Słaba nieboga.
pieszcząc się
Moja kochanka, moja pani droga...
ALFRED
Pewnie ból głowy, widać to z wejrzenia.
WACŁAW
Tak... katar... katar zaraz oczy zmienia.
ALFRED
Katary teraz mocne, nie trzeba wychodzić.
WACŁAW
z pośpiechem
O, i owszem, i owszem, nie może zaszkodzić:
W domu siedzieć — to niezdrowo.
do Elwiry
Jakże, najdroższe życie, jakże z twoją głową?
ELWIRA
Nie wiem, czy będę...
WACŁAW
nie słuchając odpowiedzi, do Alfreda
Wiesz, dostałem charta;
Co za skład, wielkość! Rzecz widzenia warta.
Zmartwię Henryka, bo takiego nié ma;
Żaden z nim porównania pewnie nie wytrzyma,
O, i twój Sokół za nic, tą razą35 wybaczysz.
Tyli36, czarny jak gałka37, a kita... zobaczysz.
Ale teraz powiedz mi, co się z tobą działo?
Tak cię w świecie widać mało,
Zwłaszcza wieczorem unikasz zabawy.
Cóż dziś robiłeś? Żądam ścisłej sprawy.
ELWIRA
Może w tym tajemnica, nie wypada śledzić.
WACŁAW
Pewnie nie dla mnie.
ALFRED
O, wszystkim powiedziéć
I ścisłą sprawę zdać mogę,
Jaką odbyłem dziś drogę:
Byłem u Stolnikowej38. Po co? Nie wiem prawie.
WACŁAW
Cóż tam słyszałeś? Udziel nam łaskawie.
ALFRED
Kaszlu dużo.
WACŁAW
To niewiele.
ALFRED
I plotek trochę.
ELWIRA
A to nadto dużo.
ALFRED
Jednak powtórzyć można by je śmiele39,
Bo chyba tylko za przestrogę służą —
Wszystko od dawna zapomniane dzieje;
Sama rozprawia, sama się i śmieje.
ELWIRA
Tak, ale dobrze mówi.
WACŁAW
O, bardzo wymowna.
ELWIRA
Bardzo godna osoba.
WACŁAW
Najlepsza.
ALFRED
Szanowna.
WACŁAW
Ależ nudna! Jak zacznie i gadać, i gadać,
Trzeba, żeby nie zasnąć, rzadką moc posiadać.
ALFRED
Wkrótce przybyła Aniela w żałobie.
ELWIRA
Po kim?
ALFRED
Po mężu.
WACŁAW
Umarł?
ALFRED
Żyje sobie,
Lecz dziś na wieś wyjechał, a jutro powróci.
WACŁAW
Cóż za czułość! Lecz czemuż w domu się nie smuci?
ALFRED
W domu? Dobre pytanie: któż by o tym wiedział?
Ledwie mi jej brat rzecz tę rozpowiedział,
Weszła Julija do naszego grona.
ELWIRA
W złym humorze?
WACŁAW
Jak zwykle,
ALFRED
Ściśnięta, upstrzona40.
WACŁAW
Gipsem prósząca41.
ALFRED
Postrach mego fraka.
ELWIRA
Co przy tej — trudno zasnąć.
WACŁAW
Bo budzi tabaka42.
ELWIRA
I słówka ostre.
ALFRED
Bardzo ostre z bliska.
WACŁAW
Czego ona się stroi, złoci, bieli, ściska?
Na co jej walczyć z naturą?
ALFRED
kończąc
Była niegdyś jaszczurką, teraz jest jaszczurą.
WACŁAW
Wszędzie coś gani, coś śmiesznego widzi,
Zawsze się dąsa, zawsze z kogoś szydzi...
Ale mów o kim innym, nie lubię tej baby.
ALFRED
Był więc Erazm — rumiany, chociaż niby słaby,
Zawsze słodko mówiący, choć pół głosu chował.
Najczulej Stolnikowej urodzin winszował,
Mnie zaś imienin w dziesiątej oktawie,
Panu Janowi, że mieszka w Warszawie,
Księciu, że w domu dwoje dzieci zastał,
I tak się mocno rozmachał, rozszastał,
Że i Staroście43 winszował,
Że żonę pochował.
WACŁAW
Gdy do mnie idzie, albo przy mnie staje,
Żem solenizant, zaraz mi się zdaje,
W istocie ta figura, zawsze winszująca,
Śmiejąca, kochająca, jest bardzo nudząca.
ELWIRA
Dobre ma serce.
ALFRED
Jak gdyby baranek.
WACŁAW
Słodki jak lukrecyja44, dobry jak rumianek.
ALFRED
Byłbym w uwagach 45czas dłuższy tam strawił,
Gdyby Kasztelan46 strachem nie nabawił.
Postrzegłszy, że już ku mnie rozpuścił swe żagle,
Nie chcąc słuchać procesów, wymknąłem się nagle.
WACŁAW
Dokąd?
ALFRED
Do Baronostwa47.
WACŁAW
Cóż dobra Barona?
ALFRED
Dobra Barona kontent48, kocha swego żona.
WACŁAW
Zastałeś Pułkownika?
ALFRED
A cóż za pytanie!
To się rozumie, któż go nie zastanie?
ELWIRA
Na bardzo piękną napadliście drogę,
Obmawiacie od godziny.
ALFRED
Co wszyscy wiedzą, czyż mówić nie mogę?
Jestże49 tu co mojej winy...
WACŁAW
Że Baronowa wojskowości sprzyja.
Nareszcie, czyż to dzisiejsze odkrycie?
ELWIRA
Zapewne, wina jej samej, nie czyja;
Lecz któż bez ale, mówią pospolicie.
WACŁAW
Ależ bo Baronowej za grube jest ale,
I bardzo proszę nie bronić jej wcale.
ELWIRA
Sam ją chwaliłeś.
ALFRED
Trzeba też mieć względy
Na słabość kobiet, ich tak miłe błędy.
WACŁAW
do Alfreda
Żarty.
do Elwiry
Chwaliłem rozum, milcząc o honorze;
Bo jeżeli szacunku taka pragnąć może,
Która zdeptawszy skromność, obowiązki, cnotę,
Wyrzekła się już wstydu, lubi swą sromotę50,
Co z tajemnych miłostek w jawny nierząd leci,
Którą gardzą uczciwi, gardzić będą dzieci,
Jeżeli taka chlubne zyska zdanie,
Cóż się więc dla tej zostanie,
Co szczęście wkoło siebie ustalając sobą,
Jest wzorem cnoty, płci pięknej ozdobą?
ALFRED
Co za rozprawa grzmiąco wyłuszczona!
WACŁAW
Wróćmy więc do weselszej, wróćmy do Barona:
Że mu się żona... tam... te... wiemy, co się dzieje...
No, cóż ma robić? Lecz z czego się śmieje,
To, że tak kocha tego Pułkownika,
Który sumiennie czasami unika;
Ale ten gwałtem przy sobie go mieści,
Zaprasza, trzyma, ledwie że nie pieści:
Z nim musi zawsze, z nim musi być wszędzie,
Słowem, że jak odjedzie, Baron żyć nie będzie.
śmiejąc się
A, to rzecz śmieszna!
ALFRED
Prawda, że zabawna.
WACŁAW
Tak się zaślepić i to od tak dawna!
I spokojnie żyją z sobą,
Żyją, jak ja z tobą.
śmieje się
A co najbardziej śmieszności pomnaża,
Że cudze kroki dowcipnie uważa,
Umie postrzegać, umie i wyszydzić,
I wszystko może, oprócz siebie, widziéć.
ALFRED
Poczciwa dusza!
WACŁAW
A, to gap51 prawdziwy!
ALFRED
O, to za ostro! Za cóż tak niegrzecznie?
WACŁAW
Gap, gap — mąż taki, to wyraz właściwy.
ALFRED
Niech i tak będzie, kiedy chcesz koniecznie.
WACŁAW
Jego ta pewność, na której spoczywa,
Czasem mnie śmieszy, lecz czasem i gniéwa;
I nieraz chętka mnie bierze
Wszystko powiedzieć mu szczerze.
śmieje się
Toby się zdziwił!
ALFRED
I miałby przyczynę.
WACŁAW
Wystaw52 go sobie, jaką miałby minę.
ALFRED
Nie chciałby wierzyć.
WACŁAW
Dowody bym złożył.
ALFRED
Toby się gniewał.
WACŁAW
Nie, stałby jak wryty,
udając minę Barona
Oczy wytrzeszczył i gębę otworzył.
ALFRED
śmiejąc się
Niech pani spojrzy, jaki wyśmienity —
Baron prawdziwy!
Dotychczas Elwira ze spuszczoną głową, przeglądając książkę, śmiała się skrycie; teraz głośno się śmieje, spojrzawszy na męża.
Po krótkim czasie
Na zegarek patrzę,
Bo jeżeli będziecie państwo dziś w teatrze —
Siódma minęła.
WACŁAW
dzwoni, potem mówi do Kamerdynera
Pojazd.
KAMERDYNER
Zaprzężony.
WACŁAW
Do naszej loży jesteś zaproszony,
Jutro zaś przyjedź, do dziesiątej z rana
Z konną jazdą zaczekam na mojego pana,
Potem u nas na obiedzie;
Dobrze, kochany Alfredzie?
ALFRED
podając rękę Elwirze
Chętnie przyjmuję wszystkie zaproszenia,
Oprócz do loży; mam co do czynienia...
WACŁAW
Zatem do jutra.
ALFRED
idąc ku drzwiom
Tak, jutro, Wacławie,
Na twoje miłe rozkazy się stawię.