SCENA I

Radost, Gustaw.

RADOST

Guciu! na miłość Boga! jedynego Boga!

Przyznaj się, tyś coś zbroił?

GUSTAW

Skądże ta trwoga?

Ja się teraz już kocham, szaleństwa nie zrobię,

Ja, widząc mój rozsądek, dziwię się sam sobie.

RADOST

Obym ja się mógł dziwić choć na pół godziny!

Cóż więc znaczą te wszystkich powarzone miny,

Zacząwszy od Dobrójskiej? — na ciebie ladaco,

Że się krzywi, to dobrze; ale na mnie za co?

Siedzieliśmy u stołu jakby w trzynaścioro,

I wszystkim czas dość krótki szedł diable40 niesporo.

Aniela jakaś drżąca, to blednie, to płonie;

Matka oka nie spuszcza, wzrok jej w córce tonie;

Klara śmieje się, trzepie, lecz w ciągłym przymusie;

Albin wszystkie już kwiatki przeliczył w obrusie;

Ty także nieswój, piłeś tylko po swojemu;

Ja zaś nic nie pojmując, dziwiąc się wszystkiemu,

Jeden ponoś rozsądny przy całym obiedzie,

Siedziałem między wami jakby Piłat w kredzie41.

GUSTAW

ciszej

Miłość, stryjaszku, miłość, to cała zagadka.

RADOST

Aniela, Klara, dobrze; ale matka, matka!

GUSTAW

Matka kochać nie może?

RADOST

kiwając ręką

Szalał i szaleje!

GUSTAW

odprowadzając na stronę

Jak to mówią, stryjaszku? Coś to nie rdzewieje...

RADOST

Ej, Guciu, tyś coś zbroił — ja czuję przez skórę.

GUSTAW

Ja bym zbroił!

RADOST

Najłacniej rozpędzę tę chmurę,

Gdy pójdę do Dobrójskiej i pogadam o tem.

GUSTAW

Ona nie wie.

RADOST

Co nie wie?

GUSTAW

Nic nie wie.

RADOST

Trzpiot trzpiotem!

Proś, głaszcz, błagaj, zaklinaj; on jak wilk do lasu.

odchodząc

I co mam z nim rozmawiać! Szkoda tylko czasu.

Odchodzi w prawe drzwi boczne.

GUSTAW

sam

Dobrze stryjaszku, radość ciebie czeka,

Lecz mego planu jeszcze ci nie zwierzę,

Bo kto się kocha, rozsądnego człeka

Za powiernika niech nigdy nie bierze.

Radzi się — przyzna, że najświętsza rada,

Ale tak zrobi, jak jemu wypada.