SCENA II
Gustaw, Albin.
GUSTAW
Co? dobrym radca i przyjaciel szczery?
ALBIN
Dzięki Gustawie, za twoje rozkazy,
Spojrzała na mnie już dwanaście razy.
GUSTAW
A westchnęła sześć.
ALBIN
O nie, tylko cztery.
GUSTAW
I to dość na tę, co nigdy nie wzdycha.
ALBIN
z westchnieniem
Prawda, nie wzdycha — ale któż bez skazy!
GUSTAW
A ty westchnąłeś?
ALBIN
Raz tylko z daleka,
I to przypadkiem, ale bardzo z cicha.
GUSTAW
Jak cię przynagli, wyjdź za drzwi, u licha!
ALBIN
Co to za szczęście! za niebios opieka!
Tak rozsądnego że mam przyjaciela,
Że mi tak dobrych, świętych rad udziela.
Ściska go.
GUSTAW
Tylko ich słuchaj.
ALBIN
Co każesz, to zrobię.
GUSTAW
I słowa do niej — to pamiętaj sobie,
Choćby płakała...
ALBIN
boleśnie
Ach! choćby płakała!
GUSTAW
Ach? — no, kiedy ach! za nic czynność cała.
ALBIN
heroicznie
Choć wielem cierpiał, choć z potem na czole,
Wszakże widziałeś, jakim był przy stole:
Spojrzała na mnie? — mój wzrok na suficie;
Zwróciła oko? — ja zerk na nią skrycie.
GUSTAW
W tem cała sztuka.
ALBIN
Prosiła mnie wody —
Ja nic. Prosiła soli — ja nic. — Chleba —
Ja nic. —
GUSTAW
W tem sztuka. — Nalała ci wina —
ALBIN
z pośpiechem
A ja...
ciszej
wypiłem.
GUSTAW
Bo pić zawsze trzeba.
Lecz ja ci ręczę, zmiękczać się zaczyna.
Wszakże tysiączne daje ci dowody:
Patrzy za tobą, sama ciebie szuka.
Tylko wytrzymaj — na tem cała sztuka.
Choćby tu przyszła, chciała szczerej zgody,
Choćby najczulsza była jej rozmowa,
Ty: tak, albo: nie, — więcej ani słowa.
ALBIN
Choćbym miał zginąć, wszystko jak chcesz zrobię,
Boś już przekonał o dobrym sposobie.
Ach, twoje rady szczerem dla mnie złotem.
Ściska go.
GUSTAW
udając płaczliwy ton stryja
Tylko zmiłuj się, przestań być trzpiotem,
Bądź raz rozsądny — patrz, bierz przykład ze mnie.
ALBIN
Ach, tobie zrównać chciałbym nadaremnie!
Klara wbiega, a zobaczywszy Gustawa nagle się wstrzymuje.