Scena III

Gustaw, Aniela.

ANIELA

wchodząc ostrożnie

Słyszał Radost?

GUSTAW

Nie słyszał.

ANIELA

Ach, oddycham przecie!

GUSTAW

Wszystkom naprawił.

ANIELA

Ginęłam z bojaźni.

GUSTAW

biorąc za rękę

Tyle dobroci tak rzadkiej w tym świecie.

Tyle dowodów troskliwej przyjaźni,

Ileż wdzięczności nie obudzą we mnie?

ANIELA

Cóż uczyniłam wdzięczości godnego?

GUSTAW

Chcesz dobrze czynić.

ANIELA

Wszak to tak przyjemnie.

GUSTAW

Masz dziś sposobność.

ANIELA

Proszę wskazać drogę.

GUSTAW

Rękęm skaleczył.

ANIELA

I bardzo?

GUSTAW

Nic złego.

Lecz pióra całkiem utrzymać nie mogę.

nieśmiało

Gdybyś w tym razie zastąpić mnie chciała.

ANIELA

Pisać? I co?

GUSTAW

List.

ANIELA

List! Ach nie!

GUSTAW

Dwa słowa.

ANIELA

Dwa — a kogo?

GUSTAW

Do mojej Anieli.

ANIELA

Co? Takie listy ja bym pisać miała?

GUSTAW

I cóż w tem złego?

ANIELA

Daremna namowa.

GUSTAW

żałośnie

Rękęm skaleczył.

ANIELA

To może kto drugi...

GUSTAW

Ach, któż na świecie moje troski dzieli?

Komu się zwierzyć, gdzie błagać usługi,

Kiedy przed tobą daremnie się żalę?

ANIELA

chodząc i pół z płaczem

Cóż ja mam robić?

po krótkiem milczeniu

To nie pisać wcale.

GUSTAW

Jeszcze, Anielo, w kwiat życia bogata,

Znasz tylko rozkosz, a nie znasz cierpienia;

Jeszcze, szczęśliwa, nie znasz oddalenia!

Nie wiesz, że wtedy cały ogrom świata

Jeden punkt tylko dla nas w sobie mieści,

A tym jest chwila spodziewanej wieści.

Nie wiesz, jak wtedy śledcze oko płonie,

Jak każdy szelest dech zapiera w łonie,

I jaka boleść, gdy mija godzina —

Z nią wprzód spłacona pociecha jedyna.

ANIELA

Otóż to miłość! — kochajże tu, proszę!

GUSTAW

Ach, kochaj, kochaj! Boskie to rozkosze!

ANIELA

Ach nie!

GUSTAW

Dlaczego?

ANIELA

Nie wiem, lecz się trwożę.

GUSTAW

Trwożysz?

ANIELA

Lękam się...

GUSTAW

Jak dziecię lekarza,

Który mu jednak życie zwrócić może. —

Ach, obojętność naturę znieważa:

Dusza niezdolna wybrać, kochać inną,

Zimną rachubą każde czucie zaćmi;

Dla niej jest niczem dla drugich być czynną,

Dla niej łza niemą — ludzie nie są braćmi. —

Lecz gdy miłością serce moje bije,

Gdy powiem: kocham — wtenczas tylko żyję,

Żyję szczęśliwy i w lubym zamęcie

Świat do podziału pociągam w objęcie.

ANIELA

Tak, gdyby miłość mogła być prawdziwa...

GUSTAW

Miłość jest jedna...

ANIELA

Udawań tysiące.

GUSTAW

Wyrzec się światła, bo i ciemność bywa?

ANIELA

Wyrzec się każą pozory mylące.

GUSTAW

z uczuciem, biorąc ją za ręką

Ach, nie wierz zresztą tej pieszczocie wzroku,

Gdy z wolna sunąc, spocznie w twojem oku.

Tej drżącej dłoni, kiedy ciebie bliska;

Nie wierz głosowi, co się w serce wciska.

Lecz własne czucie niech się wiarą stanie:

Ta czułość tęskna, to błędne żądanie,

A zwłaszcza pociąg nieodmienny losem

Równego czucia jest tylko odgłosem. —

na znak niedowierzający Anieli

Wierz mi, są dusze dla siebie stworzone:

Niech je w przeciwną los potrąci stronę,

One wbrew losom, w tym lub w tamtym świecie,

Znajdą, przyciągną i złączą się przecie.

Tak jak dwóch kwiatów obce sobie wonie

Łączą się w górze, jedna w drugiej tonie.

Aniela zamyślona; Gustaw po krótkiem milczeniu mówi dalej:

I cóż to, powiedz, zaraz w pierwszej chwili

Wzbudziło we mnie tę ufność ku tobie?

Co ośmieliło, że zwierzenie robię,

Jeśli nie serce, co nigdy nie myli?

ANIELA

Ach, czyliż zdradzić jest kiedy kto w stanie?

GUSTAW

Klara najpierwsza.

ANIELA

Zbyt błędne mniemanie.

GUSTAW

Ile mnie złego, tyle jej korzyści.

ANIELA

Komu? Co? Klarze?

GUSTAW

Radost ją zaślubi.

ANIELA

Radost? —

GUSTAW

Jak tylko zamiaru nie ziści,

Przez zemstę ku mnie z Klarą się ożeni,

Mnie wydziedziczy i na zawsze zgubi.

ANIELA

To być nie może.

GUSTAW

To się nie odmieni.

ANIELA

Ona nie zechce.

GUSTAW

To już ułożono.

ANIELA

I wstręt jej szczery...

GUSTAW

Szczery czy nieszczery,

Radost majętny, ojciec Klary chciwy,

Nie ma co gadać — jak dwa a dwa cztery —

Nie dziś, to jutro będzie jego żoną.

ANIELA

Ale jej śluby?

GUSTAW

Śluby? — sen prawdziwy!

I ty, Anielo, rzuć tę ciemną drogę,

Póki czas tobie, a ja przestrzec mogę.

Lecz powiedz szczerze: kiedy polot myśli

Obraz nam szczęścia czasami zakréśli

I zdobi błahe, lecz lube utwory

W kwiatów marzenia najczystsze kolory;

Cóż ściąga światło, w całym blasku stawa,

Jeśli nie miłość i stała, i prawa:

Miłość szlachetnej przewodząca parze

Z łona rodziców przed ślubów ołtarze! —

Ach, być kochanym wszyscy szczęściem głoszą,

Mem zdaniem kochać jest większą rozkoszą.

Los kilku istot zrobić swoim losem,

Czuć i żyć tylko drogich dusz odgłosem,

Dla dobra innych cenić własne życie,

Dla nich poświęcić każde serca bicie,

Światem uczynić najmniejszą zagrodę,

Tam mieć cel życia i życia nagrodę,

I kończąc cicho wytknięte koleje,

Za grób swój jeszcze przeciągnąć nadzieje:

Otóż to szczęścia rzetelne zalety.

I ty, ty wyrzec chcesz się ich, niestety!?

ANIELA

z uniesieniem

Nigdy, przenigdy...

miarkując się — z czułością

Ach, ja nie wiem jeszcze...

znowu z zapałem

Ale chcę pisać, niech się moje zdanie

Jednej łzy w świecie przyczyną nie stanie;

ocierając łzę

Niech w szczęściu drugich własne dziś umieszczę.

GUSTAW

Chcesz pisać? Będziesz? O, drogi aniele!

Jak wiele czynisz, jakżem wdzięczen wiele!

Całuje ją w rękę.

O, gdybyś mogła w mojem sercu czytać!

ANIELA

Ależ Gustawie!

GUSTAW

Lecz nie chciej się pytać:

Więcej bym wyrzekł, niż wyrzec potrzeba...

Pióro i papier...

z zachwyceniem patrząc na nią — i trzymając rękę

Dlaczegoż, o nieba!

Takim sposobem?... Lecz ty mnie zrozumiesz:

Umiałaś pojąć i przebaczyć umiesz.

Całuje w rękę i nagle odchodzi.

ANIELA

sama, po krótkiem milczeniu

Nienawidzieć! Tak! — każda plecie, baje, —

Ale nie tak to łatwo, jak się zdaje. —

Z gniewu w nienawiść droga bardzo bliska,

Kiedy dotknęła jaka czynność zdradna,

Lecz kiedy czule kto nam rękę ściska,

Jak mamę kocham, nie potrafi żadna.