SCENA IV

Aniela, Klara.

KLARA

Kto tu był?

ANIELA

unikając odpowiedzi

Jak to — kto?

KLARA

Kto tu był z tobą?

ANIELA

Gustaw przechodził.

KLARA

Rozwodził swe żale?

ANIELA

Trochę.

KLARA

Tak długo mówiliście z sobą.

ANIELA

O, jak cię kocham, tak nie długo wcale.

KLARA

I cóż nowego?

ANIELA

Nie dasz temu wiary:

Wszak, jednem słowem, chce się żenić z tobą.

KLARA

Ze mną?

skacząc i klaszcząc w ręce

Oto to, oto to mi radość!

Toż będę dręczyć i męczyć bez miary.

O, panie Guciu, będziesz ty miał zadość!

ANIELA

urażona

Ale nie Gustaw — Radost.

KLARA

Radost stary?

ANIELA

jak wyżej

Radost — Hm! Gustaw!

KLARA

Ja nie chcę.

ANIELA

Ja wierzę.

KLARA

Ja nienawidzę.

ANIELA

Wbrew twej nienawiści,

Jak Gustaw jego zamiarów nie ziści,

Przez zemstę tylko z tobą się ożeni.

KLARA

I któż mnie może przymusić w tej mierze?

ANIELA

Ojciec twój, ojciec, co tak złoto ceni;

A Radost bogacz — rzeczą dowiedzioną:

Nie ma co mówić — będziesz jego żoną.

KLARA

ukrywając pomieszanie coraz wzrastające

Otóż nie będę! — Otóż się nie boję —

Ma ojciec wolę, ja mam także moję —

Nie boję się... nie...

w płacz

Cóż ja teraz zrobię!

Jak raz mój ojciec co ułoży sobie,

To wszystko za nic, — to ratunku nie ma.

ANIELA

Jakoś to będzie.

KLARA

po długiem milczeniu

Idź ty za Gustawa.

ANIELA

A nasze śluby?

KLARA

Niechże je dotrzyma

Jedna przynajmniej, gdy nie możem obie.

ANIELA

Lecz Gustaw kocha.

KLARA

O, nieszczęsna sprawa!

Pójdę do cioci.

ANIELA

oglądając się niespokojnie

Powiedz, a w sekrecie;

Idź, nie trać czasu.

KLARA

Poradzi mi przecie;

Nie da mi umrzeć przy tym starym gracie.

ANIELA

oglądając się

Idź, idź, zbyt droga każda nam godzina.

KLARA

Wolę już klasztor, albo i Albina.

Odchodzi.

ANIELA

wołając cicho

Słuchaj no, Klaro! — otóż macie!

Odeszła. — Chciałam zasięgnąć jej zdania

Względem owego dziwnego pisania;

Krzyczałam, — ale kiedy nie słyszała,

To cóż mam robić; — już będę pisała.