SCENA IX

Albin, Klara.

ALBIN

Nigdyż, Klaro, nie przyjdzie chwila wypłakana,

Kiedy balsam otrzyma sroga serca rana?

KLARA

Otrzymać może, ale nie ode mnie.

ALBIN

Ja kocham.

KLARA

Ja wiem.

ALBIN

Zaczekam.

KLARA

Daremnie.

ALBIN

Błagam.

KLARA

Dość tego.

ALBIN

Okrutna!

KLARA

Być może.

ALBIN

Obym mógł przestać kochać!

KLARA

Kłębek upada; Albin goni i podnosi.

Daj to Boże,

Żeby raz jeden wypadł kłębek z dłoni,

A waćpan za nim byłeś w pogoni;

Żeby raz chustka padła ze stolika,

A waćpan za nią nie leżał na ziemi;

Żebym raz chciała nożyczek, nożyka,

Waćpan nie szukał, nie latał za niemi;

Żebym raz mogła jeden kichnąć skrycie,

Nie słysząc wróżby na stoletnie33 życie!

Nie, to prawdziwie już nie do zniesienia!

ALBIN

Jeśli pragnę uprzedzać wszystkie twe życzenia,

Jeślibym całe życie chciał poświęcić tobie,

Przypisz to mej miłości i swojej osobie.

Ale żem nie mógł zmiękczyć serce nazbyt harde,

Powiedz, Klaro, czym przeto zasłużył na wzgardę?

KLARA

Nie, na wzgardę nie, ja tego nie mówię.

ALBIN

Ach, jeżeli nie wzgarda, jakże się to zowie?

KLARA

Przykre mi często są jego cierpienia.

Że szczere, wierzę, lecz to nic nie zmienia.

Na głos mężczyzny Klara ucha nié ma,

Nienawiść wszystkim przyrzekła, dotrzyma.

ALBIN

Ach, a w tej nienawiści moja część niemała.

KLARA

Nie największa.

ALBIN

Ach, Klaro, gdybyś pojąć chciała,

Co się na twe wejrzenie w mojej duszy dzieje,

Pewnie byś serca mego ziściła nadzieje.

KLARA

Pewnie bym nie ziściła.

ALBIN

Nigdy?

KLARA

Dość już, proszę.

ALBIN

Okrutna! Tem słowem śmierć...

KLARA

śmiejąc się

Ach, śmierć, śmierć przynoszę!

ALBIN

Wkrótce tej nowej chluby świat ci pozazdrości.

KLARA

Żaden mężczyzna dotąd nie umarł z miłości.

ALBIN

Bo żaden nie mógł, ale niejeden chciał szczerze.

KLARA

Chęć więc za skutek trzeba wziąć w tej mierze.

Obchodząc zatem śmierć pana Albina,

Moja żałoba od dziś się zaczyna.

ALBIN

Ach, dobrześ, widzę, radził, szczęśliwy Gustawie!

KLARA

ironicznie

Cóż radca stanu poradził łaskawie?

ALBIN

Albin powoli, Klara mówi prędko.

Nie kochaj, rzekł, tak czule, a będziesz kochany.

KLARA

Nie kochaj! Proszę, już mu na zawadzie,

Że ktoś jest wierny i w tem szczęście kładzie;

Już go to korci, już by chciał odmiany.

ALBIN

Dwa lata wzdychasz, płaczesz, a sam nie wiesz czego.

KLARA

A sam, sam nie wiesz!... słyszał kto co podobnego?

ALBIN

Każda już zechce zadać tak długą pokutę. —

KLARA

A on chce dobę, godzinę, minutę?

ALBIN

Nie daj jej sobą rządzić...

KLARA

Nie daj rządzić! brawo!

Nie daj! no proszę, to mi piękne prawo!

ALBIN

A ty nią rządzić będziesz...

KLARA

Co, co? Będziesz rządzić?

A zaraz rządzić, zaraz rządzić chcecie;

Jakże tu ma być porządek na świecie?

Jak? — Kiedy jeden stu nauczy błądzić,

A pierwsze słowo: «Nie daj sobą rządzić»!

ALBIN

Jednak słuchać go nie chcę — co każesz, to zrobię.

KLARA

do siebie

To radca! To profesor!

ALBIN

zbliżając się czule

Cóż zrobić?

KLARA

Pójść sobie.

Albin ukłoniwszy się, wzdycha ciężko i odchodzi.

KLARA

sama

Gadaj — gada, milcz — milczy, idź — idzie, stój — stoi;

A niechże się sprzeciwi, niech się Boga boi!

Bo ta uległość mimo woli, zdania,

I nienawidzić, i kochać go wzbrania.