SCENA VIII

Gustaw, Albin.

GUSTAW

Otóż to, to jest przyczyna,

To powód wszystkiego złego!

Chodzi, łazi cień Albina,

Płacze diabli wiedzą czego!

Pięćdziesiąt lat jęczy, szlocha.

Teraz każda myśleć będzie,

Że to tak się miłość przędzie,

Niby wiekiem życie człeka,

Aby wzdychać mógł pół wieka!

Już łzy lejąc w dzień i w nocy,

Sam się zmienisz we fontannę,

A tymczasem bez pomocy

Ja mam znosić twoją pannę?

Nie kochaj ją tak poddanie,

A wzajemną ci się stanie;

Nie daj władać, rządzić sobą,

A rząd tobie sama przyzna;

Nie nudź płaczem i żałobą,

A zwyciężysz jak mężczyzna.

Inaczej myślą wariaci. —

Bądź zdrów!

odchodząc, ciszej

Niech cię wszyscy kaci...

wracając

Gdzie poszła?

ALBIN

Ach, kto?

GUSTAW

wzruszając ramionami

Tego nawet nie wie!

Odchodzi za Anielą.

ALBIN

sam

I jemu teraz szkodzę — w srogim gniewie,

Gdzież mam wylać łzy moje, gdzie podziać westchnienie?

Pałam lat dwa, lat dziesięć — jeszcze się nie zmienię.

Niechaj, tylko na chwilę, na cząsteczkę chwili,

Klara patrząc się na mnie, choć trochę zakwili.