SCENA SIÓDMA

Klara, Papkin

PAPKIN

Jak w dezertej83 Arabiji

Złotosiejny wzrok Febowy84

Niesie skwarem śmierć liliji,

Aż nakłoni białej głowy;

A zebrana na błękicie

Płodorodna kropla rosy

Wraca zwiędłej nowe życie

I unosi pod niebiosy —

Równo-władna, równo-czynna

Prezencyja85 twoja miła,

Starościanko miodopłynna,

z ukłonem

Dla twojego sługi była.

Jużem bliski był zwiędnienia,

Gdy twe oko wszystko zmienia.

Oby kiedyś dały bogi,

Abym niosąc odwet86 drogi,

Nim czas raźniej machnie kosą87,

Był twym żarem, był twą rosą.

ukłon głęboki

KLARA

ironicznie całą tę scenę, oddając niski ukłon

Równie z rytmu88 jak z oręża

Tak sławnego dostać męża

Jest zaszczytem białogłowy89;

Ale każdy dziś młodzieniec

Miłosnymi, czczymi słowy

Zwykł przeplatać ślubny wieniec,

Trudno zawsze dawać wiarę.

PAPKIN

Czyż nie wierzyć, wielkie nieba!

Że się kocha piękną Klarę?

Czyliż na to przysiąg trzeba?

KLARA

Że się kocha — nie potrzeba;

A że zawsze równie będzie

I przysięga nic nie znaczy.

PAPKIN

Ach, na serca mego grzędzie

Niech twe ziarnko bujać raczy:

A zadatek ten twój mały

Puści korzeń wiecznotrwały.

KLARA

W dawnych czasach rycerz prawy,

Lubo90 zdobion wieńcem sławy,

Lubo staczał krwawe boje,

Nim oświadczył miłość swoję —

Ku czci drogiej swej kochanki

W turniejowe wjeżdżał szranki91,

Tam na kopią dzielnie gonił,

Po dziesięciu zsadzał z koni,

I dopiero gdy się skłonił

Wziąć nagrodę z lubej dłoni,

Błagał, aby sercu miła

Kochać mu się pozwoliła —

By mu wolno pod jej barwą

Kruszyć kopie, miecze ścierać,

Dla niej tylko żyć, umierać!

PAPKIN

Z tego stroju i z tej broni

Marsowego znać piastuna92,

Co w rycerskiej zbiegł pogoni

Od bieguna do bieguna.

Oby moja Artemiza,

Światu groźne to żelazo,

Krwią jak gąbka napęczniałe,

Przemówiło choć tą razą93

Wam na wiarę, mnie na chwałę —

z coraz większym zapałem

Gdzie na skale gród kamienny,

Gdzie działami mur brzemienny,

Gdzie bagnetów ostre wały,

Gdzie sklepienie z dzid i szabli —

Tam był Papkin — lew zuchwały!

Strzelec boski! — rębacz diabli!

Jęk, szczęk, krzyk, ryk, śmierć dokoła —

Tu bezbronny pardon woła,

Tu dziewica ręce łamie,

Matka płacze, dziecię kwili,

Ale spada moje ramię:

Ci, co żywi, już nie żyli.

Klara parska śmiechem.

Przebacz zapał zgrozo-krwawy

Rycerskiego uniesienia,

Ale widzisz: dość mam sławy,

Brak mi tylko pozwolenia,

Bym w fortunnych stanął rzędzie,

Których celem Klara będzie.

KLARA

Więc zezwalam.

PAPKIN

klękając

Przyjmij śluby...

KLARA

Hola! teraz lata próby,

W nich dowody posłuszeństwa,

Wytrwałości i śmiałości.

PAPKIN

O królowo wszechpiękności!

Ornamencie94 człowieczeństwa!

Powiedz: «W ogień skocz, Papkinie» —

A twój Papkin w ogniu zginie.

wstaje

KLARA

Nie tak srogie me żądanie:

Klejnot rycerskiego stanu

Pastwą ognia nie zostanie.

Lecz powtarzam waszmość panu:

Posłuszeństwa, wytrwałości

I śmiałości żądam próby.

PAPKIN

W każdej znajdę powód chluby.

KLARA

Posłuszeństwa chcąc dać miarę

Milczeć trzeba sześć miesięcy.

PAPKIN

Nic nie gadać?

KLARA

Tak — nic więcéj.

Wytrwałości zaś dam wiarę,

Gdy o chlebie i o wodzie...

PAPKIN

Tylko, przebóg, niezbyt długo.

KLARA

Rok i dni sześć.

PAPKIN

boleśnie

Jestem w grobie...

z ukłonem

Ale zawsze twoim sługą.

KLARA

Zaś śmiałości — w tym sposobie

Da mi dowód, kto dać zechce:

W oddalonej stąd krainie

Jadowity potwór słynie,

Najmężniejszym trwogą bywa,

Krokodylem się nazywa.

Niech go schwyci i przystawi,95

Moje oko nim zabawi;

Bom ciekawa jest nad miarę

Widzieć żywą tę poczwarę.

To jest wolą niewzruszoną —

A kto spełni, co ja każę,

Ten powiedzie przed ołtarze,

Tego tylko będę żoną.

ukłoniwszy się, odchodzi w drzwi prawe