III
Lecz... wy wolicie temat inny,
Nie tych obrazów prostych rząd;
To wszystko jest natury gminnej,
Niewiele wdzięku bije stąd.
Już inny wieszcz230, Apollinową
Obdarzon łaską, cudną mową
Wam odmalował pierwszy śnieg,
Wszystko o cudach zimy rzekł...
Przejażdżki w saniach tajemnicze
Umiał w ognisty zamknąć rym
I pewnie was czarował nim...
Z nim walczyć — sobie dziś nie życzę,
Ani wymieniać z tobą strzał,
Śpiewaku Edy z fińskich skał!231
IV
Tania — że ruską duszę miała —
Rosyjskiej zimy chłodny wdzięk
Całą swą duszą ukochała...
(Wyjaśnić, za co — byłby sęk!)
Kochała sanek polot śliski,
W zorzy różowe śniegu błyski,
Sosny na mrozie skrzący wierzch,
Wieczorów grudnia długi zmierzch.
Dom cały święcił zwyczaj miły:
W zmroku służebnych huczał głos;
Wróżyć panienkom przyszły los
Z kuchni, z folwarków się schodziły:
Przepowiadały im co rok
Wojskowych mężów bliski krok!
V
Tania w prostocie słucha służby,
Wierzy w znaczenie wieszczych słów,
W kabałę z kart, w księżyca wróżby,
W przesądy, w głos proroczych snów.
I różne złe ją trwożą znaki;
Wypadek, przedmiot lada jaki
Ma dla niej tajemniczy wiew;
Przeczucie w żyłach ścina krew.
Kot z zalotnością na kominie,
Miaucząc, łapkami mordkę mył:
To dla niej znak niemylny był,
Że goście jadą. Wtem wypłynie
Dwurogiej Luny młoda twarz
Na lewym niebie — otóż masz:
VI
Tatiana zbladła i zadrżała!
A kiedy, złoty kreśląc szlak,
Przez ciemne niebo przeleciała
Gwiazdka, spadając — na ten znak,
Tatiana spieszy szepnąć właśnie,
Dopóki gwiazdka nie zagaśnie,
Życzenie serca... Znaków złych
Ustrzec się chce: gdy czarny mnich
Przeszedł jej drogę albo zając
Mignął przed okiem pośród pól,
Uczuwa w sercu strach i ból,
Na miejscu stoi, już dumając,
Jaki ją rychło spotka cios,
Jaki ją czeka smutny los...
VII
Cóż? Tajny urok grozy siła
Posiada... Tanię nęci strach...
Natura tak nas utworzyła,
Z sprzeczności wznosząc życia gmach!...
Nastały Świątki232. Toż uciecha!
Młodość wróżenia nie zaniecha,
Choć nie zna, wietrzna, co to żal,
Choć przed jej okiem życia dal
Ciągnie się jasna... Z nią ochotnie
Przez okulary wróży też
Starość, grobowych bliska leż,
Straciwszy wszystko niepowrotnie!
Nadzieja wszędzie bierze prym;
Bełkotem dziecka kłamie im!
VIII
Ciekawym okiem Tania bada,
Jak mieni się, topniejąc, wosk;
Przedziwny jego kształt powiada,
Czy czekać uciech, czyli trosk.
W naczynie z wodą kładzie rączki,
Szuka pod pieśni takt obrączki,
Wyjęła swoją... Biedna drży,
Bo właśnie motyw stary brzmi:
«A tam to chłopy są bogate,
A złota, srebra mają w bród...
Komu śpiewamy, temu cud
Przyniesie szczęście!»... Przecie stratę
Wróży ten motyw... Sercu dziew
O kotku z kotką milszy śpiew233.
IX
Noc mroźna... Niebo jasne, czyste...
Gwiazdy, odwieczny pełniąc lot,
Płyną poważne, uroczyste.
Tania wybiega na dwór... Ot!
Lusterkiem w drżącej ręce błyśnie234;
Pierś wpół odkrytą drugą ciśnie,
Patrzy w lusterko... W lustrze masz
Tylko miesiąca smutną twarz!
Pst!... Śnieg zaskrzypiał... Ba, wędrowiec!
Na palcach dziewczę biegnie wnet
I pyta głosem, co jak flet
Rozbrzmiewa słodki: «Proszę, powiedz,
Jak twoje imię?». Na to on
Spojrzy i mruknie: «A-ga-fon!».235
X
Tatiana, według rady niani,
Nocą chce wróżb rozplątać nić;
Przeto cichaczem każe w bani236
Na dwie osoby stolik kryć.
Lecz straszno robi się Tatianie...
Ja sam — ach, na myśl o Świetlanie,
Drżę również!... Strachu działa moc...
Nie będziem z Tanią wróżyć w noc!
Jedwabny pasek Tania zdjęła,
Już się w posłania rzuca biel.
Nad piękną główką krąży Lel237.
A pod poduszkę, nim usnęła,
Włożyła lustro z drżeniem rąk...
Śpi Tania... Cisza legła w krąg.
XI
I dziwny sen się śni Tatianie...
Zdaje się jej, że idzie w dal,
Idzie po śnieżnej wciąż polanie...
Wokoło mgła, a w sercu żal...
Patrz! W rowie przed nią się przewala
Potoku ciemnosiwa fala;
Nieskuty zimą wartki bieg,
Szumiąc, unosi z brzegów śnieg...
Dwie żerdzie, lodem słabo zbite,
Tworzą przez potok zgubny most...
Tania ku niemu dąży wprost,
Lecz zatrzymała oczy wryte:
Iść nie śmie... drży pod stopą żerdź...
A z głębin, zda się, patrzy śmierć...
XII
Jak na rozłąkę przykrą, srogą,
Tatiana szemrze tak na toń...
Po tamtej stronie — ba! nikogo,
Kto by pomocną podał dłoń.
Wtem bryła rusza się śniegowa,
Spod niej potworna wstaje głowa...
Kudłaty niedźwiedź... Tania w krzyk...
A na jej «ach!» odpowie ryk...
Łapę w pazury ostre zbrojną
Wyciąga zwierz; Tatiana, drżąc,
Wsparła się, ledwie spojrzeć śmiąc,
I przeszła stopą niespokojną
Przez ruczaj... Idzie dalej w świat...
Lecz niedźwiedź kroczy za nią w ślad.
XIII
Dreszcz trwogi wstrząsa moją Tanią;
Przyspiesza krok... nie patrzy już...
Ale kosmaty lokaj za nią
Jak nieodstępny goni stróż...
Nieznośny niedźwiedź, rycząc, wali...
Las nieruchomy widać w dali:
Posępnie pięknych sosen rzęd238...
Dźwiga gałęzi każdy skręt
Śnieżną oponę; przez wierzchołki
Nagich jesionów, lip i brzóz
Błyskają gwiazdy... Krzepnie mróz...
Ni śladu drogi... Krzaki, dołki,
Wszystko zamieci powiew skrył;
Narzucił wszędy śnieżnych brył...
XIV
Tania do lasu... Niedźwiedź za nią...
W śniegu do kolan dziewczę brnie...
To kolce sosny w szyję zranią,
To długa wić ją w ucho tnie
I złoty kolczyk wyrwie zdradnie;
To kruchy śnieg z jej nóżki skradnie
Trzewiczek mokry... Albo wraz
Chusteczkę zgubi... Lecz nie czas
Schylić się, podnieść... Jak się zegnie,
Gdy za nią niedźwiedź spieszy tuż?!
Więc nawet drżącą ręką już
Szat nie unosi... Biegnie — biegnie...
Zwierz za nią miecie śnieżny pył...
I Tania biec już nie ma sił.
XV
Upadła w śnieg; a zwierz już czyha,
Pochwycił, zręcznie niesie łup...
Ona — bez ruchu — nie oddycha —
Korna — nieczuła — jako trup...
On z łupem mknie śród leśnej drogi...
Wtem szałas pośród drzew, ubogi...
Dokoła głucho... Z wszystkich stron
Śnieg go zasypał... Lecz przez szron
Jaskrawym światłem błyszczy szyba,
W szałasie hałas, gwar i szum.
Niedźwiedź przemówił: «Tu mój kum,
Pozwoli ci się ogrzać chyba».
Do sieni wchodzi... U swych nóg
Składa Tatianę tam na próg.
XVI
Przyszła do siebie... Niedźwiedź szpetny
Gdzieś zniknął... Tania wstaje w mig...
Za drzwiami, jak na stypie świetnej,
Słyszy brzęk szklanek, gwar i krzyk...
Gdzież jest?!... Ciekawość ją pochłania...
W dziurkę od klucza patrzy Tania
Przebóg! Co widzi?... Stołu kąt...
Przy nim potworów siedzi rząd...
Tam szkielet hardy, tam diablica,
Tamten z rogami, mordą psią,
Ów z łbem kogucim, z łapą lwią,
Tuż z koźlą brodą czarownica
Karzeł z ogonem... dalej, ot!
Na poły żuraw, na pół kot.
XVII
Okropnych dziwów moc się skupia:
Gna na pająku konno rak,
Na gęsiej szyi głowa trupia
W czerwonym fezie kroczy wspak
I młyn w prysiudach239 żwawo pląsa,
Skrzydłami warczy i potrząsa;
Szczekanie, śmiechy, świst i ryk
Tętenty końskie, ludzki krzyk!
Lecz co się w sercu Tani mieści,
Gdy wpadł jej w oczy pewien gość,
Co już ją w życiu strwożył dość —
Miły bohater mej powieści?!
Oniegin — tam! Za stołem grzmi...
Czasem ukradkiem patrzy w drzwi.
XVIII
Znak poda: wszyscy wnet poskoczą;
Rozśmieje się — i wszyscy w śmiech;
Pije — i wszyscy gęby moczą;
Brwi chmurzy — wszystko wstrzyma dech.
Rzecz jasna z ruchów, z jego twarzy:
On na tej uczcie gospodarzy.
Więc Tania z własnych obaw drwi.
Z wolna otwiera nieco drzwi.
Wtem wicher zadął... Drgnęli wszyscy...
Gaśnie kagańców nocnych blask...
Strwożona szajka... Ustał wrzask...
Oniegin gniewnym okiem błyszczy,
Powstał od stołu... groźnie grzmi...
Powstali wszyscy... Idzie w drzwi...
XIX
I strach ją zdjął, i uciec pragnie...
Lecz nie ma sił; chce wydać krzyk —
Głos w gardle zamarł; drży, jak jagnię,
Gdy z jaru idzie na nie dzik. —
Pchnął drzwi Eugeniusz... Tania blada
W oczy piekielnym widmom wpada.
Brzmi dzikim śmiechem każdy kąt
I gorejących oczu rząd,
Kopyta, kły, języki krwawe,
Ogony, ryje, każdy róg —
Wskazują Tanię... Mierzą w próg
Palce kościste i koślawe...
Lecz wymowniejszy niźli gest —
Krzyk poczwar: «Moja, moja jest!».
XX
«Moja!» — Eugeniusz krzyknął groźny...
I znikła szajka... tylko dym
Wzbił się na miejscu... We mgle groźnej
Zostało dziewczę samo z nim...
On ją powoli wiódł do kąta,
Na ławie złożył... Tam się krząta
Wkoło niej, cuci... Potem skroń
Wsparł o jej ramię... ściska dłoń,
Wtem Olga wchodzi — Leński za nią...
W izbie błysnęło mocą gusł,
Oniegin rękę groźnie wzniósł,
Klnie nieproszoną tę kompanią...
I twarz mu skurczył dziki śmiech...
Tatianie w piersi zamarł dech...
XXI
Rozgorzał spór... Eugeniusz długi
Nóż chwycił nagle.... Błysnął... W mig
Leński powalon. — Mroku strugi
Zgęstniały... straszny rozbrzmiał krzyk.
Drży szałas... Ziemia go pochłania — —
I w strachu z snów się budzi Tania...
Patrzy... W komnatce widno już...
Na zmarzłej szybie blaski zórz
Różowo grają... Drzwi otwiera
Ola... Wlatuje jako ptak,
A tak różowa, świeża jak
Aurora240, gdy się w drogę zbiera...
«Siostrzyczko! — woła — kto był ten,
Kogo widziałaś dziś przez sen?»
XXII
Nie widzi siostry — milczy Tania,
W łóżku zajęta nie na żart,
Książka uwagę jej pochłania...
Przewraca szybko szereg kart.
W tej książce nie masz dziwnych zdarzeń,
Ani poety słodkich marzeń,
Ani prawd mądrych... Jednak ot!
Przenigdy Byron, ani Scott,
Wirgili241, Rasyn242 lub Seneka243,
A nawet «Żurnal Damskich Mód»244
Nikogo tak nie zajął wprzód:
Bowiem to Marcin był Zadeka245,
Co wiódł chaldejskich mędrców246 huf,
Kabały twórca, tłumacz snów!
XXIII
W tę ustroń kupiec koczowniczy,
Pod pliką247 książek chyląc kark,
Przyniósł ten utwór tajemniczy,
I z Tanią wreszcie kończąc targ,
Z Malwiną248, gdzie brak kart sześćdziesiąt,
Ustąpił go za trzy pięćdziesiąt.
A że głęboki był to twór,
Wziął na dodatek bajek zbiór,
Gramatykę, dwie Petryjady249
I Marmontela250 trzeci tom.
A odkąd wszedł Zadeka w dom,
Tania w nim szuka ulgi, rady...
On wiernym druhem jej się stał,
Pod jej poduszką zawsze spał.
XXIV
Dziś senne trwoży ją marzenie...
Przedmiot uwagi głębszej wart.
Ciemne groźnego snu znaczenie
Musi odnaleźć śród tych kart.
Po to spis rzeczy na początku
W abecadłowym ma porządku.
Znalazła: «burza», «bór» i «bieg»,
«Mrok», «mostek», «niedźwiedź», «potok», «śnieg»...
Et cetera... Lecz i Zadeka
Zwikłanych nie rozjaśnił snów!
Jedno widoczne z wszystkich słów:
Że trosk i smutków moc ją czeka.
Pamięta sen... Po kilku dniach
Jeszcze ją ciągle dręczy strach.
XXV
Lecz z dolin dłonią purpurową
Wytacza zorza słońca glob,
A za jasnością zdąża dniową
Gwarne imienin święto w trop...
Rój gości spieszy uczcić Tanię;
Od rana bryczki, wózki, sanie
Lecą; sąsiadów zjechał huk —
Z żonami, z dziećmi, z kupą sług.
W podworcu ruch i psów szczekanie,
W sieni bieganie, hałas, tłok,
W bawialni posuwisty krok,
Śmiechy, dziewczęcych ust cmokanie,
Szuranie nóg, ukłonów szyk,
Dziecięcy płacz i mamek krzyk!
XXVI
Z tłustą połową okazały
Zjechał Pustiakow, ze wsi Głusz
Gwoździn, gospodarz doskonały,
Właściciel mnogich głodnych dusz,
Siwy Skotinin ze swą starą,
Z dziatek wszelkiego wieku chmarą:
Od lat trzydziestu do dwóch lat;
Pietuszkow — wiejskiej młodzi kwiat;
I bliski kuzyn mój, Bujanow251,
W cylindrze z daszkiem (w twarzy pąs,
Strój w pierzach, niegolony wąs),
I «otstawnoj sowietnik»252 Flianow,
Łapownik, żarłok, stary łgarz,
Plotkarska gęba, błazna twarz.
XXVII
Panfil Charlikow z żoną chudą,
A z nimi wraz monsieur Tricke
(Żartami i peruką rudą
W Tambowie niegdyś wsławił się).
Prawdziwy Francuz — dla Tatiany
Kuplet w kieszeni wiózł, na znany
Dziateczkom motyw; kuplet brzmi:
Reveillez-vous belle endormie...253
Śród kart zgrzybiałych almanachu
Był drukowany kuplet ów,
Tricke go z prochu wskrzesił znów;
Zręczny poeta nie zna strachu,
Więc śmiało zamiast «belle254 Nina»
Postawił: «belle Tatiana»!
XXVIII
Wtem słychać ostróg brzęk... Rotmistrza
Z mieściny bliskiej poznasz krok —
Panien przejrzałych już bożyszcza,
Na którym matek wisi wzrok...
Wszedł, przyniósł nowość... Ba! Muzyka
Wojskowa dąży... Pułkownika
Śle ją tu rozkaz... (Toć nie dal...)
Co za uciecha: będzie bal!
Zawczasu już dziewczęta skaczą...
Lecz jeść podano... Powstał gwar...
Idą do stołu rzędy par...
Panny na bliskość z Tanią baczą...
Młodzież naprzeciw. — Cichnie szum...
Przeżegnał się i zasiadł tłum.
XXIX
Na mig rozmowa zwykła ścichać,
Gdy żują usta... Tylko dźwięk
Talerzy lub widelców słychać,
Zgrzyt nożów i kieliszków brzęk.
Ale powoli gwar znów rośnie;
Ten i ów krzyczy coś donośnie,
Nie słucha nikt... Zgiełkliwy chór
Tworzą śmiech, hałas, pisk i spór...
Wtem drzwi rozwarto. Leński wchodzi,
Oniegin z nim. Gosposia — «Ach!
Nareszcie!» — woła... Jeszcze w drzwiach,
A już im każdy rad wygodzi:
Nakrycia, krzesła zsuwa gość,
By druhom zrobić miejsca dość.
XXX
Naprzeciw Tani siedli oba...
Drżąc, jako łań255 na rogów wieść,
Bledsza niż miesiąc, kiedy doba
Wszczyna się ranna — nie śmie wznieść
Ściemniałych oczu biedna Tania...
Wre w sercu... Duszno... Powitania
Druhów nie słyszy... Z oczu łzy
Gotowe upaść... Cała drży.
Biedaczka ledwie nie zemdleje...
Lecz wola i rozsądku moc
Schodzącą na jej duszę noc
Przemogły... Z cicha się rozśmieje,
Przez zęby cedzi słówka dwa...
Usiedzi, chociaż boleść trwa!
XXXI
Traginerwowych zjawisk różnych,
Dziewiczych zemdleń, płaczu burz
(Zniósłszy tak wiele łez usłużnych)
Eugeniusz mój nie znosił już!
Dziwak, że wpadł na bal ogromny,
Był mocno nierad... A nieskromny
Chwilowy Tani widząc szał,
Już oburzeniem skrytym wrzał;
Nadął się, oczy spuścił gniewnie,
Leńskiego w duchu mocno klął
I zemsty plan obmyślać jął...
Uknuwszy, jak go skarać pewnie,
Czas skraca, w duchu, jako widz,
Karykatury tworząc z lic.
XXXII
Zmieszanie Tani mej uroczej
Nie on jedynie dostrzec mógł,
Lecz tłusty «pieróg»256 wszystkich oczy
Pociągnął wówczas (ręką sług
Był na nieszczęście przesolony).
Lecz, patrz, w butelce zasmolonej,
Nim po pieczystym przyjdzie krem,
«Cymlańskie»257 służba wniosła... Z niem
Rzęd kieliszków długich, wiotkich,
Jak twoja kibić, o Zizi258,
Krysztale młodych moich dni,
Przedmiocie wierszy moich słodkich,
Amforo uciech, których wiew
Pijanił ongi moją krew...
XXXIII
Wystrzelił korek mokry; wino
Perli się w czarach; pośród pań
Siedzący, wstał z poważną miną
Monsieur Tricke (już dawno krtań
Tłoczył mu kuplet); wszystko w ciszy
Utonie; Tania ledwie dyszy;
Do niej się zwraca mówca nasz:
Laurka w ręku, wzniosła twarz...
Śpiewa, fałszując... Wnet ogromny
Wybucha zapał: brawa, krzyk...
Tania zmuszona zrobić dyg;
A wieszcz choć wielki, jednak skromny,
Na cześć jej pierwszy toast wzniósł,
Wręczając kuplet... Zapał wzrósł.
XXXIV
Z powinszowaniem tłum się rusza;
Wokoło Tani gości tłok;
Przyszła i kolej Eugeniusza:
Podszedł... Dziewicy tęskny wzrok,
Przy jej znużeniu i wzruszeniu,
Budzi w nim litość... Więc w milczeniu
Złożył jej ukłon... Ale z ócz
Świeciła tkliwość... W czymże klucz
Zagadki był? — Czy mimo woli
Wzruszony, stracił duszy hart?
Czy kokietując, zrobił żart?
Nienaumyślnie? Ze swawoli?
Dość, że mu wzrok pieszczotą drgnął
I w serce Tani życie tchnął.
XXXV
Zagrzmiały krzesła odsunięte
I do bawialni wali tłum...
Tak na wiosennych łąk ponętę
Rój pszczół wylata — sprawia szum...
I po paradnym syt obiedzie
Już sąsiad sapie: «Hm, sąsiedzie!»...
Przy piecu zasiadł matron rząd;
Panny poszeptać poszły w kąt;
Zielone stoły rozstawiono;
Spieszy kłótliwy młody gracz
Do gry w bostona259, a tam, patrz! —
Wistem się bawi starców grono.
Z ich jednostajnych czytasz min,
Że każdy — chciwej nudy syn.
XXXVI
Już osiem robrów odegrali
Bogowie wista; ósmy raz
Już miejsca swoje pozmieniali...
Herbatę dano... Lubię czas
Mierzyć obiadem i kolacją;
Na wsi, zaprawdę, z wielką racją
Określasz jadłem pory w dniu;
Żołądek jest zegarkiem tu.
Lecz zauważę rad, w nawiasach,
Że równie często lubię wpleść
W strofy swej pieśni miłą treść —
O ucztach, winach i frykasach,
Jak ty, Homerze, bożku nasz,
Co wiek trzydziesty w chwale trwasz.
XXXVII
Herbata... Panny wzięły sztywnie
Spodeczki w palce... Ale wnet
Za drzwiami w długiej sali dziwnie
Kusząco zabrzmią trąba, flet...
Parys260 miasteczek okolicznych
Rzuca herbatę z rumem; z licznych
Pań wybrał Olgę, objął stan:
Już mój Pietuszkow pomknął w tan.
Leński z Tatianą; z Charlikową
Puszcza się w tan Tambowski wieszcz;
Walc w nich rozkoszy budzi dreszcz;
Uniósł Bujanow Pustiakową,
Tłum sypie się z sąsiednich sal
I w całej krasie błyszczy bal.
XXXVIII, XXXIX
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
XL
Jam na początku poematu
(Patrz pierwszy zeszyt) zamiar miał,
Jak Alban261, hołdy składać światu,
Stołeczny bal opisać chciał...
Ale porwało mnie marzenie;
Znajomych nóżek przypomnienie
Uniosło w snów młodzieńczych świat;
O nóżki, wasz wąziutki ślad
Bez uwag muszę dziś zostawić;
Trzeźwiejszym, mędrszym trzeba być,
Przestać w dojrzalszych latach śnić,
W czynach i w stylu się poprawić —
I piątej pieśni snując treść,
Dygresji brzydki zwyczaj znieść.
XLI
Migają pary; walca tony
Miarowo-słodko brzmią i w rytm
Kłębi się walca wiatr szalony,
Jak wicher śród piaszczystych wydm...
Godziny zemsty słysząc bicie,
Oniegin się uśmiecha skrycie,
Podszedł do Olgi... Spełnia plan...
Na długo ją porywa w tan,
Potem na krześle usadowił,
Przemówił do niej kilka słów,
A po minutach paru znów
Z swoją tancerką walca wznowił;
Wszyscy zdziwieni krokiem tym...
Leński nie wierzy oczom swym.
XLII
Wtem mazur zagrzmi... Dawnym czasem
Bywało, kiedy mazur grzmi,
Posadzka trzeszczy pod obcasem,
W ogromnej sali wszystko drży
I z dźwiękiem szyb się trzęsą ramy.
Inaczej dziś. — I my, jak damy,
Przyjmujem cichy, śliski chód...
Lecz wieś i powiatowy gród
Mazura w pełnym wdzięku chowa;
Hołubce, podskok, ostróg brzęk,
Ogromny wąs, obcasów dźwięk —
Tam żyją jeszcze; moda nowa,
Choroba dnia, ten tyran nasz,
Nieprędko tam ukaże twarz.
XLIII, XLIV
Bujanow (brat mój) z Olgą Tanię
Prowadzi śród tanecznych zmian
Do Oniegina; ten powstanie,
Wybrał — i... z Olgą idzie w tan!
Niedbale sunie — jeszcze chwila:
Z czułością ku niej się pochyla —
I komplementem pieści słuch
I rączkę ściska... — Oli duch
Miłości własnej pełen: żywy
Rumieniec bije z pięknych lic...
Drgnął Leński — mimowolny widz,
Końca mazura niecierpliwy
Czeka... (Zazdrością oczy lśnią!)
Do kotyliona prosi ją...
XLV
Ona «nie może»... Co? Nie może?
«Dała już słowo»... Komu? Jak?
«Onieginowi!»... Boże! Boże!
Czy wierzyć uszom?... A więc tak?!
Więc to możliwe!... Takie dziecko —
Kokietką! Igra już zdradziecko!
Już wieje chytrość z serca dna!
Wietrznica262, sztukę zdrady zna!...
Leńskiego tłoczy straszna mara;
Klnie serca kobiet, pełne zdrad. —
Wyszedł... na konia spiesznie siadł...
I pędzi. Pistoletów para —
Dwie kule — jednej kuli cios —
Rozstrzygną wkrótce jego los!...