SCENA ÓSMA
Pani de Léry, Chavigny.
PANI DE LÉRY
czytając z roztargnieniem
Dzień dobry, hrabio. Chce pan herbaty?
CHAVIGNY
Dziękuję bardzo, nigdy.
Siada i spogląda dokoła.
PANI DE LÉRY
Cóż bal, zabawny?
CHAVIGNY
Jak to? Nie była pani?...
PANI DE LÉRY
Pytanie niezbyt pochlebne. Nie, nie byłam, ale wyprawiłam nań Matyldę, której pan zdaje się szukać oczyma.
CHAVIGNY
Żartuje pani, jak widzę.
PANI DE LÉRY
Co?... przepraszam pana, ale jest tu w „Revue”31 artykuł, który mnie mocno ciekawi.
Milczenie. Chavigny, niespokojny, wstaje i przechadza się.
CHAVIGNY
Czy naprawdę Matylda jest na balu?
PANI DE LÉRY
Ależ tak? Widzi pan, że czekam na nią.
CHAVIGNY
To osobliwe; nie chciała jechać, kiedy ją pani namawiała.
PANI DE LÉRY
Widocznie zmieniła zamiar.
CHAVIGNY
Dlaczego nie pojechała z panią?
PANI DE LÉRY
Bo mnie przeszła ochota.
CHAVIGNY
Obeszła się tedy bez karety?
PANI DE LÉRY
Nie, pożyczyłam jej mojej. Czy pan to czytał, panie de Chavigny?
CHAVIGNY
Co takiego?
PANI DE LÉRY
To „Revue des Deux Mondes”, bardzo ładny artykuł pani Sand32 o orangutanach.
CHAVIGNY
O czym...?
PANI DE LÉRY
O orangutanach. Ach, nie, mylę się, to nie jej, to ten obok; bardzo zabawne.
CHAVIGNY
Nie rozumiem tego pomysłu, aby jechać na bal, nie uprzedzając mnie. Byłbym ją chociaż odwiózł z powrotem.
PANI DE LÉRY
Czy pan lubi romanse pani Sand?
CHAVIGNY
Nie, bynajmniej. Ale jeżeli ona tam jest, jakim cudem jej nie widziałem?
PANI DE LÉRY
Kogo? „Revue”? Leżała33 tutaj.
CHAVIGNY
Czy pani drwi ze mnie?
PANI DE LÉRY
Być może; to zależy.
CHAVIGNY
Mówię o mojej żonie.
PANI DE LÉRY
Czy pan mi polecił jej pilnować?
CHAVIGNY
Ma pani słuszność; śmieszny jestem; idę natychmiast jej szukać.
PANI DE LÉRY
Uwięźnie pan między powozami.
CHAVIGNY
To prawda; na jedno wyjdzie czekać tutaj; zaczekam.
Zbliża się do ognia i siada.
PANI DE LÉRY
przerywając czytanie
Czy pan wie, panie de Chavigny, że pan mnie zdumiewa? O ile mi się zdaje, słyszałam, że pan zostawia Matyldzie zupełną swobodę i że żona pańska bywa, gdzie się jej podoba.
CHAVIGNY
Oczywiście; ma pani dowód.
PANI DE LÉRY
Niezupełnie, wydaje się pan wściekły.
CHAVIGNY
Ja? Cóż znowu! ani trochę.
PANI DE LÉRY
Nie może pan usiedzieć na fotelu. Miałam o panu zupełnie inne pojęcie, wyznaję. Mówiąc poważnie, gdybym wiedziała, jak rzeczy stoją, nie pożyczyłabym Matyldzie karety.
CHAVIGNY
Ależ upewniam panią, uważam to za zupełnie naturalne, i dziękuję pani, żeś to uczyniła.
PANI DE LÉRY
Nie, nie, nie dziękuje mi pan; zaręczam panu, że jest pan niezadowolony. Szczerze mówiąc, zdaje mi się, że jeżeli Matylda pojechała, to po trosze dlatego, że pan tam był.
CHAVIGNY
To wyborne! Czemuż po prostu nie pojechała ze mną?
PANI DE LÉRY
No tak! To samo jej mówiłam. Ale taka już nasza kobieca natura: nie chcemy, potem znów chcemy... Stanowczo, nie pije pan herbaty?
CHAVIGNY
Nie, szkodzi mi.
PANI DE LÉRY
Zatem niech pan da mnie.
CHAVIGNY
Co, pani?
PANI DE LÉRY
Niech pan da mnie.
Chavigny wstaje i napełniwszy filiżankę, podaje ją pani de Léry.
Dziękuję; niech pan postawi tutaj. Czy mamy już nowe ministerium34?
CHAVIGNY
Nic nie wiem.
PANI DE LÉRY
Paradne domy zajezdne te nasze ministeria! Wchodzą tam, wychodzą, nie wiadomo czemu; istna procesja marionetek.
CHAVIGNY
Niechże pani pije herbatę; jest już na wpół zimna.
PANI DE LÉRY
Nie dał pan dosyć cukru. Proszę włożyć jeden albo dwa kawałki.
CHAVIGNY
Jak pani każe; ale to na nic się nie zda.
PANI DE LÉRY
Dobrze; a teraz troszkę mleka.
CHAVIGNY
Już pani zadowolona?
PANI DE LÉRY
Teraz kroplę gorącej wody. Już? Niech mi pan poda filiżankę.
CHAVIGNY
podając
Jest; ale to na nic się nie zda.
PANI DE LÉRY
Tak pan sądzi? Czy pan jest pewny?
CHAVIGNY
Bez żadnej wątpliwości.
PANI DE LÉRY
Czemuż to na nic się nie zda?
CHAVIGNY
Bo zimna i przesłodzona.
PANI DE LÉRY
Zatem, jeżeli na nic, niech pan wyleje.
Chavigny stoi, trzymając filiżankę; pani de Léry patrzy nań, śmiejąc się.
Och, mój Boże! jak mnie pan bawi! W życiu nie widziałam czegoś tak markotnego!
CHAVIGNY
zniecierpliwiony, wylewa filiżankę w ogień, następnie przechadza się wielkimi krokami i mówi z podrażnieniem
Na honor, prawda, głupiec ze mnie.
PANI DE LÉRY
Nie widziałam pana nigdy w ataku zazdrości, ależ z pana istny Otello35!
CHAVIGNY
Ani trochę; nie mogę znosić, aby się ktoś krępował, albo krępował w czymkolwiek innych. Skądże tedy, wedle pani, mam być zazdrosny?
PANI DE LÉRY
Z miłości własnej, jak wszyscy mężowie.
CHAVIGNY
Ba! kobiece gadanie. Mówi się: „Zazdrosny z miłości własnej”, bo to już jest gotowy frazes, tak jak się mówi: „Sługa uniżony”. Świat jest bardzo surowy dla tych biednych mężów.
PANI DE LÉRY
Nie tyle, co dla biednych żon.
CHAVIGNY
Och, mój Boże, owszem. Wszystko jest względne. Czy można się zgodzić, aby kobiety żyły na tej samej zasadzie co my? To niedorzeczność, która bije w oczy. Istnieje tysiąc rzeczy bardzo poważnych dla kobiety, które dla mężczyzny nie mają najmniejszego znaczenia.
PANI DE LÉRY
Tak; na przykład kaprys.
CHAVIGNY
Czemu nie? Więc dobrze, tak, kaprys. Nie ulega wątpliwości, że mężczyzna może je mieć, a kobieta...
PANI DE LÉRY
Miewa je czasami. Czy pan sądzi, że suknia jest talizmanem, który chroni od nich?
CHAVIGNY
To zapora, która winna je wstrzymywać.
PANI DE LÉRY
O ile nie zasłona, która je pokrywa. Słyszę kroki. To Matylda wraca.
CHAVIGNY
Och, nie; nie ma jeszcze dwunastej.
Wchodzi służący i oddaje panu de Chavigny mały pakiecik.
Co to? Co to ma być?
SŁUŻĄCY
Przyniesiono to właśnie dla pana hrabiego.
PANI DE LÉRY
Jeszcze jeden podarek spada na pana! O tej godzinie to nadzwyczajne.
CHAVIGNY
Cóż to ma znaczyć u licha? Hej! Franciszku! słyszysz, kto przyniósł tę paczkę?
SŁUŻĄCY
wraca
Jaśnie pan wołał?
CHAVIGNY
Kto przyniósł tę paczkę?
SŁUŻĄCY
Odźwierny oddał ją na górę.
CHAVIGNY
Nic nie było przy tym? Żadnego listu?
SŁUŻĄCY
Nie, proszę pana.
CHAVIGNY
Czy to dawno było u odźwiernego?
SŁUŻĄCY
Nie, proszę pana, oddano mu przed chwilą.
CHAVIGNY
Kto oddał?
SŁUŻĄCY
Nie wie, proszę pana.
CHAVIGNY
Nie wie! Czyście głowy potracili? Mężczyzna czy kobieta?
SŁUŻĄCY
Lokaj w liberii, ale go nie zna.
CHAVIGNY
Jest jeszcze na dole ten lokaj?
SŁUŻĄCY
Nie, proszę pana: zaraz odszedł.
CHAVIGNY
Nic nie mówił?
SŁUŻĄCY
Nie, proszę pana.
CHAVIGNY
Dobrze już.
Służący wychodzi.
PANI DE LÉRY
Psują cię, jak widzę, hrabio. Jeżeli zdarzy ci się zgubić pieniądze, to z pewnością nie z winy twoich przyjaciółek.
CHAVIGNY
Niech mnie powieszą, jeżeli rozumiem cośkolwiek.
PANI DE LÉRY
Dajże pan pokój! udajesz dziecko.
CHAVIGNY
Nie; daję słowo honoru, że się nie domyślam. To chyba tylko pomyłka.
PANI DE LÉRY
Czy był jaki adres?
CHAVIGNY
Prawda! owszem, ma pani słuszność. To szczególne; znam to pismo.
PANI DE LÉRY
Czy można zobaczyć?
CHAVIGNY
Może to niedyskretnie z mej strony, że je pani pokazuję; ale trudno: to wina osoby, która się na to naraża. Proszę. Jestem pewien, że widziałem już gdzieś to pismo.
PANI DE LÉRY
I ja także, z pewnością... Pismo angielskie, czystej krwi... Niech pan spojrzy, jaki wykwintny krój liter! Och! to dama starannie wychowana.
CHAVIGNY
Mam wrażenie, jakby się pani domyślała...
PANI DE LÉRY
z udanym pomieszaniem
Ja! wcale nie.
Chavigny zdziwiony spogląda na nią, po czym przechadza się dalej.
Na czym stanęliśmy w rozmowie? Prawda! zdaje mi się, mówiliśmy o kaprysach. Ten pąsowy prezencik zjawił się w samą porę.
CHAVIGNY
Pani coś wie o tym, proszę się przyznać.
PANI DE LÉRY
Są ludzie, którzy nigdy nic nie potrafią; gdybym była panem, już bym zgadła.
CHAVIGNY
No! niech pani będzie szczera; kto to taki?
PANI DE LÉRY
Myślę że... chyba pani de Blainville.
CHAVIGNY
Jest pani nielitościwa; wie pani, że my się posprzeczamy?
PANI DE LÉRY
Mam nadzieję; ale nie tym razem.
CHAVIGNY
Nie chce mi pani pomóc do rozwiązania36 zagadki?
PANI DE LÉRY
Ładne zajęcie! Niechże pan da pokój; zdaje się, że to rzeczy nie dla pana. Będzie pan to przetrawiał, kiedy znajdziesz się w łóżku, choćby przez samą grzeczność.
CHAVIGNY
Nie ma już herbaty? Miałbym ochotę się napić.
PANI DE LÉRY
Zaraz zrobię: niech pan powie, czy nie jestem dobra!
Chwila milczenia.
CHAVIGNY
wciąż się przechadzając
Im dłużej myślę, tym bardziej nie rozumiem.
PANI DE LÉRY
Nie, doprawdy, czy pan się zarzekł nie myśleć o niczym tylko o tej sakiewce? Zostawię pana pańskim dumaniom.
CHAVIGNY
Jestem, doprawdy, jakbym spadł z księżyca.
PANI DE LÉRY
Powiadam panu, że to pani de Blainville. Zastanowiła się nad kolorem swojej sakiewki i posyła panu inną, przez skruchę. Albo lepiej jeszcze: chce pana wystawić na próbę i przekonać się, czy pan będzie nosił tę czy tamtą.
CHAVIGNY
Tę, bez żadnego wątpienia. To jedyny sposób dowiedzenia się, kto ją robił.
PANI DE LÉRY
Nie rozumiem; to za głębokie dla mnie.
CHAVIGNY
Przypuśćmy, że osoba, która mi ją przysłała, zobaczy ją jutro w moich rękach; czy pani myśli, że mógłbym się omylić?
PANI DE LÉRY
parskając śmiechem
Nie, to już nadto; nie wytrzymam!
CHAVIGNY
Czyżby to była pani?...
Milczenie.
PANI DE LÉRY
Oto herbata przyrządzona moją białą dłonią; będzie lepsza niż ta, którą pan mnie uraczył przed chwilą. Ale niechże pan już przestanie wpatrywać się we mnie. Czy mnie pan bierze za list anonimowy?
CHAVIGNY
To pani, to jakiś żart. Czuję w tym spisek.
PANI DE LÉRY
Spisek dziergany wcale misternie.
CHAVIGNY
Niech się pani przyzna, że pani w nim paluszki maczała.
PANI DE LÉRY
Nie.
CHAVIGNY
Proszę panią.
PANI DE LÉRY
Także nie.
CHAVIGNY
Błagam.
PANI DE LÉRY
Proś, hrabio, na kolanach, a powiem.
CHAVIGNY
Na kolanach? Ile pani zechce.
PANI DE LÉRY
No, czekam.
CHAVIGNY
Serio?
Klęka, śmiejąc się, przed panią de Léry.
PANI DE LÉRY
sucho
Podoba mi się ta pozycja, bardzo w niej panu do twarzy; ale radzę panu wstać, iżby mnie pan zanadto nie rozczulił.
CHAVIGNY
wstając
Zatem, nic pani nie powie, nieprawdaż?
PANI DE LÉRY
Ma pan swoją niebieską sakiewkę, nieprawdaż?
CHAVIGNY
Sam nie wiem; zdaje mi się.
PANI DE LÉRY
I mnie się tak zdaje. Niech mi ją pan da, a powiem, kto robił tamtą.
CHAVIGNY
Wie pani tedy?
PANI DE LÉRY
Tak, wiem.
CHAVIGNY
Czy to kobieta?
PANI DE LÉRY
O ile nie przyjmiemy, że mężczyzna, nie widzę...
CHAVIGNY
Chcę powiedzieć: czy ładna kobieta?
PANI DE LÉRY
Kobieta, która w pańskich oczach uchodzi za jedną z najładniejszych w Paryżu.
CHAVIGNY
Brunetka czy blondynka?
PANI DE LÉRY
Niebieska.
CHAVIGNY
Od jakiej litery zaczyna się jej imię?
PANI DE LÉRY
Nie chce się pan zgodzić na mój układ? Proszę mi dać sakiewkę pani de Blainville.
CHAVIGNY
Wysoka czy drobna?
PANI DE LÉRY
Proszę o sakiewkę.
CHAVIGNY
Niech mi pani choć powie, czy ma małą nogę?
PANI DE LÉRY
Sakiewka lub życie.
CHAVIGNY
Powie mi pani jej imię, jeżeli dam sakiewkę?
PANI DE LÉRY
Tak.
CHAVIGNY
wydobywając niebieską sakiewkę
Słowo honoru?
PANI DE LÉRY
Słowo honoru.
CHAVIGNY
zdaje się wahać, pani de Léry wyciąga rękę, on patrzy na nią uważnie. Nagle siada obok niej i mówi wesoło
Mówmy o kaprysach. Przyznaje pani tedy, że kobieta może mieć kaprys?
PANI DE LÉRY
Czy pan się potrzebuje dopiero o to pytać?
CHAVIGNY
Niezupełnie; ale może się zdarzyć, że człowiek żonaty ma dwa sposoby mówienia i, do pewnego stopnia, dwa sposoby działania.
PANI DE LÉRY
I cóż! a nasz układ, czy się ulotnił? Myślałam, że to rzecz ubita.
CHAVIGNY
Człowiek żonaty nie przestaje mimo to być człowiekiem; błogosławieństwo nie przeobraża go, ale zmusza niekiedy do wzięcia roli i przestrzegania jej tekstu. Chodzi na tym świecie tylko o to, aby wiedzieć, do kogo się ktoś zwraca: czy do istoty rzeczywistej, czy przybranej, do osoby czy do maski.
PANI DE LÉRY
Rozumiem; otwarty wybór; ale po czym publiczność ma poznać...
CHAVIGNY
Nie sądzę, aby dla sprytnej publiczności było to zbyt długie ani trudne.
PANI DE LÉRY
Wyrzeka pan się zatem poznania tego imienia? No! czekam! Proszę o sakiewkę.
CHAVIGNY
Sprytna kobieta, na przykład (sprytna kobieta wie tyle rzeczy!), nie powinna się mylić, jak sądzę, co do prawdziwego charakteru człowieka: powinna czytać w nim od pierwszego rzutu oka.
PANI DE LÉRY
Czy stanowczo chce pan zachować sakiewkę?
CHAVIGNY
Mam wrażenie, że pani coś bardzo na tym zależy. Sprytna kobieta, nieprawdaż, pani, powinna umieć odróżnić męża od człowieka. Jak pani jest uczesana? Miała pani dopiero co masę kwiatów na głowie.
PANI DE LÉRY
Tak; ciążyły mi; zrzuciłam je. Och, mój Boże! włosy mi się zupełnie rozplotły z jednej strony.
Wstaje i poprawia je przed lustrem.
CHAVIGNY
Ma pani najładniejszą figurę, jaką sobie można wymarzyć. Kobieta sprytna jak pani...
PANI DE LÉRY
Kobieta sprytna jak ja oddaje się diabłu, kiedy ma do czynienia z mężczyzną sprytnym jak pan.
CHAVIGNY
Nie ma w tym nieszczęścia; dobry ze mnie diabeł.
PANI DE LÉRY
Nie dla mnie, o ile mi się zdaje.
CHAVIGNY
Widocznie tedy ktoś mi szkodzi wobec pani.
PANI DE LÉRY
Co pan chce powiedzieć?
CHAVIGNY
Chcę powiedzieć, że jeżeli się pani nie podobam, ktoś inny stoi mi na zawadzie.
PANI DE LÉRY
Skromnie i grzecznie! Ale myli się pan; nikt mi się nie podoba i ja nie chcę podobać się nikomu.
CHAVIGNY
W pani wieku i z tymi oczami! Nie wierzę.
PANI DE LÉRY
Mimo to, to szczera prawda.
CHAVIGNY
Gdybym uwierzył, nabrałbym lichego pojęcia o mężczyznach.
PANI DE LÉRY
Łatwo pana o tym przekonam. Próżność moja nie zniosłaby nad sobą pana.
CHAVIGNY
A czy nie może znieść i sługi?
PANI DE LÉRY
Ba! jako słudzy czy jako panowie, zawsze jesteście tyranami.
CHAVIGNY
wstając
Jest w tym coś prawdy; i wyznam pani, zawsze raziło mnie postępowanie mężczyzn w tej mierze. Nie wiem, skąd im się bierze ta mania panowania, która zyskuje im tylko nienawiść.
PANI DE LÉRY
Czy to pańskie szczere mniemanie?
CHAVIGNY
Bardzo szczere; nie rozumiem, jak można sobie wyobrażać, iż dlatego, że ktoś znalazł w czyichś oczach łaskę dziś wieczór, jest w prawie nadużywać tego jutro.
PANI DE LÉRY
Jest to wszelako pierwszy rozdział historii powszechnej.
CHAVIGNY
Tak, i gdyby mężczyźni byli pod tym względem rozsądniejsi, kobiety nie byłyby tak ostrożne.
PANI DE LÉRY
Możebne37; dzisiejsze miłostki są istnym małżeństwem; kiedy zaś chodzi o ślub, warto się namyślić.
CHAVIGNY
Ma pani po tysiąc razy słuszność. Niechże mi pani powie, dlaczego tak jest? Czemu tyle komedii, a tak mało szczerości? Czy ładna kobieta, która się chce zawierzyć taktownemu mężczyźnie, nie umie go rozpoznać? Wszak nie sami głupcy są na ziemi.
PANI DE LÉRY
W tej materii to wielkie pytanie.
CHAVIGNY
Ale przypuszczam, iż trafem znajdzie się człowiek, który na tym punkcie nie dzieli mniemania głupców: i przyjmuję, iż zdarzy się sposobność, w której można być szczerym bez niebezpieczeństwa, bez ukrytej myśli, bez obawy niedyskrecji.
bierze ją za rękę
Przypuszczam, że ktoś powie kobiecie: „Jesteśmy sami, jest pani młoda i ładna, mam o pani sercu i umyśle mniemanie tak wysokie, jak na to zasługują. Tysiąc zapór nas dzieli, tysiąc przykrości czeka nas, gdybyśmy próbowali spotkać się znów jutro. Pani duma nie chce jarzma, pani przezorność nie chce więzów; nie potrzebuje się pani obawiać ani jednego, ani drugiego. Nie żąda nikt od pani ani zaklęć, ani obietnic, ani ofiary; jedynie uśmiechu tych różowych ust i spojrzenia tych prześlicznych oczu. Niech się pani uśmiecha, dopóki te drzwi są zamknięte; wolność pani jest na progu; odzyska ją pani, opuszczając ten pokój. To, co się ściele do pani stóp, to nie rozkosz bez miłości, to miłość bez utrapień i bez goryczy; to kaprys, skoro o nim mówimy: nie ślepy kaprys zmysłów, ale kaprys serca, który chwila rodzi, a którego wspomnienie jest wieczne”.
PANI DE LÉRY
Wspominał pan o komedii; widzę, że w potrzebie umiałby pan ją zagrać i to wcale niebezpieczną. Mam ochotę mieć kaprys, zanim odpowiem na to przemówienie. Zdaje mi się, że chwila jest po temu, skoro pan bronisz właśnie jego tezy. Czy ma pan talię kart?
CHAVIGNY
Owszem, w tym stoliku; a na co?
PANI DE LÉRY
Niech mi pan da; mam swoją fantazję, pan zaś obowiązany jest być posłusznym, jeżeli nie chcesz przeczyć samemu sobie.
bierze jedną kartę z talii
No, hrabio, powiedz, czarne czy czerwone?
CHAVIGNY
Zechce mi pani powiedzieć, o co gramy?
PANI DE LÉRY
Stawka dyskrecjonalna38.
CHAVIGNY
Niech będzie. — Zatem, czerwone.
PANI DE LÉRY
Walet pik; przegrał pan. Niech mi pan da tę niebieską sakiewkę.
CHAVIGNY
Z całego serca; ale zatrzymuję czerwoną i mimo że jej kolor przyprawił mnie o przegraną, nie będę jej tego nigdy wymawiał; wiem bowiem równie dobrze jak pani, czyja ręka ją robiła.
PANI DE LÉRY
Duża ręka czy mała?
CHAVIGNY
Urocza i miękka jak atłas.
PANI DE LÉRY
Czy pozwoli jej pan uczynić zadość małemu odruchowi zazdrości?
Rzuca w ogień niebieską sakiewkę.
CHAVIGNY
Ernestyno, ubóstwiam cię!
PANI DE LÉRY
patrzy na palącą się sakiewkę. Zbliża się do pana de Chavigny i mówi tkliwie
Nie kocha pan już tedy pani de Blainville?
CHAVIGNY
Och! Boże! nigdy jej nie lubiłem.
PANI DE LÉRY
Ani ja też nie, panie de Chavigny.
CHAVIGNY
Ale kto mógł pani powiedzieć, że ja myślę o tej kobiecie? Och! nie ją z pewnością poproszę o chwilę szczęścia; nie ona mi je da, to pewne!
PANI DE LÉRY
Ani ja też nie, panie de Chavigny. Uczynił mi pan małą ofiarę, to bardzo dwornie z pańskiej strony; ale nie chcę pana oszukiwać: czerwona sakiewka nie moim jest dziełem.
CHAVIGNY
Czy podobna? Któż ją więc robił?
PANI DE LÉRY
Ładniejsza ręka od mojej. Raczy pan zastanowić się trochę i wyjaśnić znowuż mnie tę małą zagadkę. Złożył mi pan w przystępnych słowach oświadczyny bardzo pochlebne; ukląkł pan na oba kolana i to, zważ pan, na gołej posadzce; zażądałam niebieskiej sakiewki, pozwolił mi pan ją spalić. Czymże ja jestem, powiedz mi pan, aby zasługiwać na to wszystko? Co we mnie widzisz tak nadzwyczajnego! Niebrzydka jestem, to prawda; jestem młoda, mam małą nogę, przyznaję. Ale, ostatecznie, to nie jest tak rzadkie. Gdybyśmy sobie dowiedli wzajem, ja, że jestem kobietą łatwą, a pan, że jesteś nicponiem, jedynie dlatego, że jest północ i że znaleźliśmy się sam na sam, zyskalibyśmy, w istocie, bardzo heroiczny fakt do zanotowania w naszych pamiętnikach! A to przecież wszystko, nieprawdaż? I tego, czego mi pan użycza, śmiejąc się, co pana nie kosztuje nawet chwili żalu, tej błahej ofiary, którą czynisz dla jeszcze błahszego kaprysu, odmawiasz jedynej kobiecie, która pana kocha, jedynej, którą pan kochasz!
Słychać turkot pojazdu.
CHAVIGNY
Ależ, pani, kto pani mógł powiedzieć!...
PANI DE LÉRY
Niech pan mówi ciszej, oto Matylda wraca, a równocześnie powóz zajeżdża po mnie. Nie mam czasu roztrząsać panu sumienia; jesteś człowiekiem z sercem i serce pańskie uczyni to za mnie. Jeżeli ujrzysz, że Matylda ma oczy czerwone, obetrzyj je tą sakiewką, którą łzy jej poznają; to pańska dobra, dzielna i wierna żona spędziła dwa tygodnie nad tą robotą. Do widzenia; dziś będzie się pan na mnie dąsał, ale jutro zmieni się to w nieco przyjaźni, a wierzaj mi pan, to więcej warte niż kaprys. A jeżeli trzeba go panu koniecznie, masz oto Matyldę, śliczny kaprys na wypełnienie dzisiejszego wieczoru. Pozwoli panu, mam nadzieję, zapomnieć o innym, o którym nikt w świecie, nawet ona, nie dowie się nigdy.
Wchodzi Matylda, pani de Léry idzie na jej spotkanie i ściska ją; pan de Chavigny patrzy na nie, podchodzi, zdejmuje z głowy żony girlandę z kwiatów i oddając ją pani de Léry, mówi:
CHAVIGNY
Przepraszam panią, owszem, dowie się i nie zapomnę nigdy przysłowia, że młody proboszcz miewa najlepsze kazania.
Przypisy:
1. ludwik a. luidor (fr. Louis d’or: złoty Ludwik) — złota moneta francuska z podobizną króla, bita w latach 1640–1791; ludwikami nazywano później tradycyjnie złote 20-frankówki. [przypis edytorski]
2. czym się dzieje (daw.) — jak to się dzieje; w jaki sposób się to dzieje. [przypis edytorski]
3. Wyglądasz zmieszana — dziś popr.: Wyglądasz na zmieszaną. [przypis edytorski]
4. tedy (daw.) — zatem, więc. [przypis edytorski]
5. wietrznik (daw.) — człowiek lekkomyślny i niestały. [przypis edytorski]
6. Strauss, Johann Baptist (1804–1849) — austriacki kompozytor, dyrygent i skrzypek; autor tańców (poza walcami również polki, kadryle, kotyliony oraz marsze); ojciec Johanna Straussa, również kompozytora, autora słynnych operetek i walców. [przypis edytorski]
7. nie trzeba — tu: nie należy, nie wolno. [przypis edytorski]
8. dziergana czarno — tu: z wzorem wyhaftowanym czarną nitką. [przypis edytorski]
9. dystrakcja — roztargnienie. [przypis edytorski]
10. nieopłacony (daw.) — nie do opłacenia; nieoceniony, niezrównany. [przypis edytorski]
11. ucieszny — tu: zabawny. [przypis edytorski]
12. paradne (daw.) — śmieszne, zabawne. [przypis edytorski]
13. sukcesja — dziedziczenie, przejęcie po kimś stanowiska i praw, np. dziedziczność tronu; spadek, spuścizna. [przypis edytorski]
14. kolor perukarzy — fr. bleu perruquier a. bleu de perruquier, czyli niebieski perukarski, oznacza kolor intensywnie, jaskrawo niebieski, jakim malowali swoje sklepiki perukarze. [przypis edytorski]
15. rzecz ułożona — dziś raczej: ustalone. [przypis edytorski]
16. na komorze — chodzi o komorę celną, czyli graniczny urząd celny. [przypis edytorski]
17. Gdybyś je była widziała — przykład użycia czasu zaprzeszłego, wyrażającego czynność wcześniejszą niż opisana czasem przeszłym lub, jak w tym przypadku, niezrealizowaną możliwość; dziś: gdybyś je widziała. [przypis edytorski]
18. berżerka — zdr. od berżera (fr. bergere); wygodny, wyściełany fotel z pełnym, cofniętym oparciem i luźno położoną poduszką na niskim, szerokim siedzeniu. [przypis edytorski]
19. racja — tu: przyczyna, powód. [przypis edytorski]
20. dzieciństwo (daw.) — dziecinada, rzecz dziecinna; właściwa dzieciom, a nie dojrzałym ludziom. [przypis edytorski]
21. niezwalczony — niemożliwy do zwalczenia. [przypis edytorski]
22. niweczyć — niszczyć. [przypis edytorski]
23. nawracać — tu: zawracać. [przypis edytorski]
24. opaść — tu: spaść, odpaść. [przypis edytorski]
25. wyglądam na to, że go nie mam — wydaje się, jakbym go nie miała. [przypis edytorski]
26. nicdobrego (daw.) — ladaco, nicpoń. [przypis edytorski]
27. trzeba ci udać za powrotem — tu: będziesz musiała udawać po powrocie. [przypis edytorski]
28. Inwalidzi — fr. Les Invalides; kompleks budynków w Paryżu, na lewym brzegu Sekwany; składa się z Pałacu Inwalidów (dawniej szpital i pensjonat dla inwalidów wojennych, obecnie Muzeum Armii) i Kościoła Inwalidów. [przypis edytorski]
29. Bastylia — twierdza wybudowana w XIV wieku pod Paryżem, późniejsze więzienie. Zdobyta na początku rewolucji francuskiej przez lud Paryża, 14 lipca 1789 roku, później zburzona. [przypis edytorski]
30. groom (ang.) — chłopiec stajenny; posłaniec. [przypis edytorski]
31. „Revue des Deux Mondes” (fr.: Przegląd dwóch światów) — fr. czasopismo literacko-kulturalne ukazujące się od 1829. Na jego łamach publikowało wielu wybitnych pisarzy. [przypis edytorski]
32. George Sand (1804–1876) — właśc. Armandine Aurore Lucille Dudevant, po mężu Dupin; francuska pisarka epoki romantyzmu; autorka wielu powieści; kochanka Alfreda de Musseta i Fryderyka Chopina. [przypis edytorski]
33. „Revue”? Leżała — fr. rzecz. revue jest rodzaju żeńskiego. [przypis edytorski]
34. ministerium (daw.) — ministerstwo. [przypis edytorski]
35. Otello — bohater sztuki Szekspira o takim samym tytule; synonim zazdrosnego do szaleństwa męża. [przypis edytorski]
36. do rozwiązania — dziś: w rozwiązaniu. [przypis edytorski]
37. możebne — dziś: możliwe. [przypis edytorski]
38. dyskrecjonalna — poufna; jeszcze nie określona. [przypis edytorski]