XIII

Za wrotami koń grzebie, a we wsi psów wrzawa,

Skąd to kozak przypędził, że taka kurzawa?

I zsiada — i na płocie cugle zarzuciwszy,

Wchodzi w duży dziedziniec, wąsa poprawiwszy.

Na ogorzałej twarzy ostrych chwil wspomnienie;

Prosty jego był ukłon, krótkie pozdrowienie;

Jednak różnym się zdaje od służalców grona,

Poddany — lecz swobodę z ojca powziął łona96.

I gdy dumnie pojrzawszy do pana iść żąda,

Wśrzód wiodącej go zgrai jak władca wygląda;

Zwinne jego obroty, kroki jego letsze97,

Bo swoje członki wędził na stepowym wietrze,

A barania mu czapka, za każdym ruszeniem,

Miga gdyby chorągiew, czerwonym płomieniem98

Pomiędzy chwast, zarośle — gdzie lipy z okopu

Są i cieniem, i trwogą poziomemu chłopu —

Aż przed pana Miecznika stawi się z orszakiem.

A koń rży, jak za matką tęskni za kozakiem!

«Czy masz pismo? » — «Jest, Panie — i jeszcze list wczora

Oddałby, nim kur zapiał, bo świsnął z wieczora99,

Ale że czart na stepie tumany wyprawiał100,

To żeby was z Jejmością Bóg od złego zbawiał»101. —

«Że wasze mi z listami spóźnił się — to gorzéj:

Czyj kozak, co się diabłów, abo ludzi trwoży?»

«Alboż wam nie świadoma krasnych czapek sława102,

Co z rodu panom wierna? — czyj? — grafa Wacława!»

Czyta Miecznik: gdy w Marii ocknionym wejrzeniu

Nie czcza tylko ciekawość — życie w przesileniu;

Jej łono podniesione w lekkiej pływa fali,

Co ją do szczęścia niesie lub szturmem obali;

Jej lica płomień zajął spod serca zapory103,

Pięknym, lecz przykrym blaskiem — jak suchot kolory.

«O kozaku i koniu niech mają staranie!

Ja wraz listy odpiszę — Waszeć czekaj na nie».

Na głośno grzmiące słowa słuch miał przytępiony104;

Na śliczne, czarne oczy spojrzał rozczulony;

Skłonił nisko Ichmościom, i co bądź się zdarzy,

Kozak z służbą odchodząc — wesoło im gwarzy.