XIV

«Niechaj kto ludzi zgadnie! — Jeśli to nie zdrada,

To mojej biednej Marii radość zapowiada.

Pisze mi Wojewoda w cukrowych wyrazach,

Że mamy już zapomnieć o naszych urazach;

Że żałuje za grzechy — nie tylko ogłasza

Swój afekt dla synowej, ale w dom zaprasza:

Więcej jeszcze — takiego, jak mówi, zamęścia105

Syn nie wart, bo zasługą trza się dobić szczęścia;

Pragnie więc, żeby wprzódy w wojennej potrzebie

Jakim rycerskim czynem stał się godnym ciebie:

I gdy właśnie Tatarzy grasują w tej stronie,

Jemu stawić się kazał w twych wdzięków obronie;

A tak z laurem u czapki światu się pochwalić,

Że tę, co umie kochać106 — potrafi ocalić!

Dziś ma tu z wojskiem ciągnąć».

«Dziś? ja go zobaczę?

O! Boże, jaka radość! jakże serce skacze!

Ale na cóż te bitwy? Czyż z twarzy wyrazu,

Że śmiały i szlachetny, nie widać od razu?

Jednak to rzadko ludzi jak pan Wojewoda107,

Sam wyznaje się winnym — lecz mnie ciebie szkoda!

Ojcze! ja taka blada — on mnie się przerazi;

Może się dużo zmartwi — może się obrazi

Trza by się trochę przywdziać — jakże znajdujecie?

Ja bym chciała być jemu najpiękniejszą w świecie!»

«Czekaj! czekaj — przed siecią nie złapiesz szczupaka108;

Może tu jeszcze przyjdzie zagrać nam w straszaka109

Wszakże i ja Tatarów wypłoszyć stąd żądam,

A dlaczego wżdy110 siedzę? bo się wzad oglądam111;

Zobaczym tych rycerzy — mnie się wszystko roi,

Że jakieś mataczyny112 Wojewoda stroi».

Ale już trąb w powietrzu rozlega się brzmienie;

Słychać z dala chrzęst zbrojnych, a ziemi jęczenie:

Już wyprzedziwszy hufce, co w wolnej szły mierze,

Stanęli jacyś u wrót skwapliwsi rycerze.

«Wacław»! — krzyknęła Maria — i prędzej niż strzała,

Kirem okryta postać do niego leciała.