Rozdział VII

Po wyjściu za mąż Kachny Leszczyńskiej, podrastająca Krysia zajęła jej miejsce. Wprawdzie Marysia Krupska zawsze była niezbędna i najpotrzebniejsza we wszelkiej pokojowej usłudze i przy ubieraniu miłościwej pani, ale znowu żadna z dworek nie czytała tak pięknie ani też śpiewać przy lutni nie umiała tak wdzięcznym głosem jak Krysia.

Dziewczyna ukochała królowę gorącą, pokorną miłością od pierwszej chwili, gdy ją Anna pieszczotliwą ręką przygarnęła do siebie. Wzrastając w lata, rozumiała coraz lepiej swoje sieroctwo bezimienne, zwłaszcza że nieraz dostał jej się gorzki docinek od panien dworskich, zazdrosnych o łaskę królowej. Za to właśnie serdeczne wyróżnienie, za służbę przy boku jej miłości Krysia wdzięczna i całą duszą oddana gotowa była w przepaść skoczyć dla swej najlepszej opiekunki i pani.

Smutek i czarne myśli chowała na swobodne nocne godziny: we dnie swym dziecinnym szczebiotaniem, śpiewkami spędzała zadumę z czoła królowej, a gdy zgryzoty zasępiały oblicze Anny Jagiellonki, Krysia klękała u jej stóp i z przymileniem tuląc główkę do jej kolan, przyciszonym głosem zaczynała odmawiać różaniec. Królowa wyciągała zza pasa bursztynową koronkę i modliły się razem.

— Ani wiesz, Krysiuniu, co cię czeka — rzekła jej miłość pewnego ranka do swej ulubienicy.

— Zgadywać? — spytała dziewczynka, przechylając figlarnie główkę na ramię.

— Nie próbuj nawet, bo nie zdolisz, ot, powiem ci od razu: jutro rano wyjeżdżamy do Krakowa.

— Jezus! Toć miłościwa pani cztery lata już nie ruszała się z Warszawy?

— A tak; od pierwszej wojny moskiewskiej. Męża i króla nie było w Krakowie, a na starość człek do miejsca przywyka; dobrze mi w Warszawie, to i siedzę, gdzie mi dobrze.

— Król jego miłość już wrócił?

— Właśnie od króla pismo dziś otrzymałam: zaprasza mię do Krakowa na wesele synowicy159 swej Gryzeldy.

— Powie mi wasza królewska miłość, kogo ta panna poślubia?

— Zaszczyt z obu stron: panna młoda — Batorówna, a narzeczony kanclerz i hetman wielki koronny — Jan Zamoyski.

— O święta Matko... i mnie miłościwa pani chcecie wziąć z sobą?

— Wszystkie zabieram, a ciebie bym miała ostawić? Tuszę pewnie, że bezpieczno możesz jechać.

— Sądzicie, miłościwa pani, że już nikt nie czyha na mnie?

— Wszakże już siódmy rok biegnie, jak dziad z piekła rodem, którego się tak srodze lękałaś, złapany w nocy w sieni mego tu dworca i osadzony in fundo160 zmarł nagle na trzeci dzień, jednego słowa nie wyznawszy. Od tego czasu mamy spokój.

— Pamięta wasza królewska miłość, jak się pan krajczy onej śmierci dziwował!

— A tak: zapewniał, że jakaś zbrodnicza ręka zaprawiła mu pożywienie trującym jadem, bo zmarł w boleściach niebawem po obiedzie.

— Mała byłam wtedy, ale mi się wierzyć nie chciało takowym posądkom. Po cóż by go miano uśmiercać?

— Mała niemądra urosła i nie zmądrzała. Toć łacno odgadnąć, że on dziad był ino sługą kogoś możnego, komu ty z niewiadomej przyczyny w drodze stoisz. Ów tajemny zbrodzień dawał zapewne pozór na to, co się dzieje, a gdy spostrzegł, że i ten raz się nie powiodło, struł swego sługę, aby go przed sądem nie zdradził.

— Wszak do więźnia nikogo nie dopuszczano?

— Pieniądz mury przenika i żelazne kłody otwiera. Przepłacił którego z pachołków i ten zaniósł dziadowi zatrute jadło. Ot, dziękowałaś tylekroć Matce Najświętszej za ocalenie, poproś i nadal o wszechmocną opiekę i bądź dobrej myśli. Mniemam, że ów zły człowiek lęka się, by go nie schwytano, i dlatego przycichł. A kto wie, może i umarł do tej pory... tyle lat! Wracając do naszej podróży, przepatrzcie skrzynie i szafy w gotowalni, wybierzcie co najpiękniejsze stroje, szaty, pasy, manele, łańcuchy i spakujcie do kufrów ostrożnie, coby się rzeczy nie pogniotły. O sobie nie zabacz, Boże, uchowaj; trzeba się bogato zaopatrzyć, gdyż wszędy będziesz mi towarzyszyła.

„Ach, Boże, Boże... co mnie Kraków obchodzi, nijakie zabawy mi nie w głowie... — pomyślała Krysia wzdychając. — Kto wie, gdzie się biedny Jędruś podziewa!”

Dnia 4 czerwca 1583 zjechała królowa na Wawel.

Przywiązanie wzajemne nie złociło pożycia małżonków, czemu trudno się dziwić, gdyż Stefan Batory niechętnie poślubił niemłodą i nieładną królową. Anna zaś w poczuciu szlachetnej dumy usunęła się odeń od razu i stale mieszkała w Warszawie. Pozory jednak były troskliwie zachowywane; od czasu do czasu król odwiedzał żonę w jej rezydencji, ona zaś, nawzajem, jeździła niekiedy do Krakowa. W takich dniach bywali razem w kościele, zasiadali na majestacie przy biesiadnym stole, a zawsze okazywali sobie wielką uprzejmość.

Na wesele bratanki królewskiej zjechało mnóstwo osób; zdało się, że Kraków podwoił na te dni liczbę swych mieszkańców.

Gdy zawiadomiono pana hetmana o zbliżaniu się narzeczonej do granic Polski, rozstawił na jej drodze pachołków konnych, by mu dali znać natychmiast, skoro będzie dojeżdżała do Niepołomic, gdzie na zamku miało nastąpić powitanie. Naprzeciw Batorówny wyjechały panie polskie: Radziwiłłowa, Oleśnicka, Myszkowska, Bonarowa i wiele innych. Panna młoda zaś miała przy sobie żony magnatów węgierskich i poczet znamienitej szlachty.

Po wzajemnym poznaniu się i nieodzownych, przesadnie pochlebnych oracjach, towarzystwo rozeszło się po salach zamku; niektóre panie węgierskie i polskie zostały z Gryzeldą w bawialnej komnacie.

Wtem nadbiegł paź, oznajmując przybycie Jana Zamoyskiego. Narzeczona powstała z krzesła i szła do połowy izby161; zaś we drzwiach ukazał się wspaniałej urody, acz nie pierwszej młodości narzeczony. Pokłonił się nisko, ale nie uniżenie, i w łacińskiej mowie radość z tak szczęsnej godziny w swym życiu wyraził. Gryzelda nie pozostała mu dłużną i bez zająknienia odpowiedziała po łacinie, sypiąc hojnie miłymi słówkami.

— Jeżeli wasza miłość nie czujesz się zbytnio utrudzoną — rzekł hetman — mam zlecenie od najjaśniejszej pani, by was niebawem przywieźć do Krakowa; królowa pragnie was poznać i przy ślubnym obrządku jako matka pobłogosławić.

— Każdej chwili towarzyszyć waszej miłości jestem gotowa — odpowiedziała z dwornym ukłonem Gryzelda. — Ja również rada bym co rychlej ucałować ręce miłościwej królowej za tak wiele łaskawości, gdy mnie nawet jeszcze nie zna.

— Skoro zatem nic nie stoi na przeszkodzie, to każę powozem zajeżdżać.

Ruszono tedy w drogę ku Krakowu, panowie konno, panie w kolasach. Gryzelda zamieszkała w jednej z komnat królowej, które dziś liczne a bogatymi sprzętami przybrane inaczej wyglądały niż dawne izdebki królewny.

Nazajutrz rano, po mszy św., odprawionej w kaplicy św. Stanisława, państwo młodzi udali się do apartamentów jej królewskiej miłości, gdyż tego sobie życzyła. Tam w sali, ozdobionej kwiatami i zielonością, urządzony był ołtarz, lśniący od srebra i złota i zasłany kunsztownie haftowanym obrusem. Świeczniki wieloramienne jarzyły się dokoła ścian, a na ołtarzu płonęło dwadzieścia cztery świec z białego wosku.

Na wysokich, złotą makatą zarzuconych krzesłach, przy ścianie przeciwległej ołtarzowi, siedzieli oboje królestwo. Drużbowie i druhny podprowadzili ku nim narzeczonych i ci, trzymając się za ręce, klękli u stóp monarszej pary.

Król Stefan polską mową niezbyt biegle władał, przemówił więc po łacinie z wielką serdecznością, kilkakrotnie zowiąc pana młodego swym najwierniejszym przyjacielem. W końcu dodał, zwracając się do synowicy, że powinna gorąco Bogu dziękować za szczęście, iż mąż tak wielkich cnót i niezmiernych zasług wybrał ją za dozgonną towarzyszkę.

Anna błogosławiła państwa młodych ze łzami w oczach; serce jej ścisnęło się żałośnie. Gdybyż to był jej syn rodzony... albo córka rodzona... Dlaczego całe życie musiała być samotną!

Biskup kamieniecki, Marcin Białobrzeski, dopełnił ślubnego obrządku i prosto od ołtarza nowożeńcy, miłościwi państwo i tłum gości weselnych przeszli do wielkiej komnaty stołowej, gdzie już oczekiwała ich uczta. Stefan Batory zasiadł z małżonką w pośrodku niezmiernie długiego stołu. Potem od strony króla panowie po starszeństwie i godności, po stronie królowej panie. Naprzeciw zaś najjaśniejszych państwa hetman i Batorówna, raczej Jan i Gryzelda Zamoyscy.

Co tylko Polska miała mężów znakomitych i niewiast cnotą, urodą, nazwiskiem sławnych, wszystko się znalazło przy owym weselnym stole. Z Węgier przybyli wysokich rodów przedstawiciele: Ifin, Banffy, Csaki, Patoczy, Bebek, Bocskay, Pernoczy z żonami lub córkami.

Po uczcie, nie nazbyt długiej, król odszedł do swych komnat, królowa została i zaraz szepnęła podkomorzym, by kazali muzyce grać do tańca. Uprzątnięto stoły i olbrzymia sala balowa zawrzała uciechą.

Jej miłość kazała przywołać do siebie Krysię i inne panny, które w towarzystwie młodych dworzan jadły obiad w przyległej izbie.

— Zasiądźcie na ławach wedle ścian, wasza kolej teraz, poskaczcie sobie — rzekła do swych dworek łaskawie. — Ty, Krysiu, stań za moim krzesłem.

Rozpoczęły się ochocze tany. Senatorscy synowie zwracali się do wojewodzianek i córek węgierskich panów, dworzanie królewscy i hetmańscy tańczyli z panienkami królowej. Największe powodzenie miała Krysia, bo drugiej takiej ślicznej, smukłej i zręcznej dziewczyny darmo było szukać i wśród swoich, i wśród gości. Ona jednak zimnym sercem przyjmowała hołdy, obojętnie słuchała komplementów, czarne oczy przesuwały się po komnacie tam i na powrót, jakby czegoś lub kogoś upatrując.

Z dawnego szczupłego grona panien ubyła Kasia Leszczyńska i Jagna Kłodzińska; obie wyszły za mąż: pierwsza za Wacława Ostroroga, lecz owdowiawszy po roku, zaślubiła ochmistrza miłościwej królowej, Jana Koneckiego, starostę łomżyńskiego. Nie było jej na weselu Gryzeldy, bowiem synaczek przed miesiącem urodzony nie puszczał matusi od siebie. Jagna zaś, pani Zaborowska, cześnikowa zakroczymska, uzyskawszy pozwolenie małżonka, pląsała z zawziętością wielką; a że jej czepiec162 przy tańcu wadził zdjęła go ukradkiem i hulała, jakby na własnym weselu. Ewunia Reyówna, co tak z Kachny Matuzalowych lat żartowała, sama dobiegła tejże mety, bo właśnie we wielkanocne święta cyfrę dwóch dwójek przekroczyła. Basia Szczepiecka, mimo że raczej niedźwiadkowi niż pannie była podobna, przecież znalazła wielbiciela i tańczyła prawie ciągle — tylko ze swym narzeczonym, imci panem Jakubem Oleskim, podsędkiem sochaczewskim. Tenże, bardzo szczupłej urody młodzian, a wzrostem pannie ledwie ramienia sięgający, dumny był, że taka sążnista dziewa jego mizeraczka na dozgonnego towarzysza sobie upodobała.

*

Król Stefan darował młodej pani trzy sznury pereł uriańskich, królowa Anna modlitewnik łaciński w szczerozłotej oprawie, od męża dostała Gryzelda kilkanaście sztuk drogich materii na suknie i skrzynkę pełną klejnotów. Prócz tego wszyscy goście, tak Polacy, jak Węgrzy, znosili jej cenne podarunki.

W kilka dni po weselu odbyło się wspaniałe przyjęcie na zamku w Rabsztynie, własności pana hetmana. Po uczcie dwie roty żołnierzy pieszych kruszyło ze sobą kopie, wieczorem palono ognie sztuczne. Zamoyski ofiarował królowi najpiękniejszego konia ze swego stada, królowej kubek złoty, a wszystkim gościom pamiątkowe monety złote z wizerunkiem twarzy królewskiej.

Późno w nocy wrócono do Krakowa.

Jaś Chojnacki, odbywszy chrzest wojenny pod Wielkimi Łukami, powrócił do domu pomagać staremu ojcu w gospodarstwie, inni paziowie pełnili teraz służbę przy królowej. I właśnie jeden z nich, dyżurny, wniósł na tacy śniadanie miłościwej pani, ulubiony jej krupniczek z drobnej, jęczmiennej kaszki. Nakrył stolik białym haftowanym ręcznikiem, ustawił na nim wazkę, talerz i łyżkę i nie odchodził ku drzwiom, lecz stał jak żołnierz przed hetmanem, patrząc bystro w oczy królowej.

— Masz co do powiedzenia? — spytała.

— Jego wielmożność pan miecznik Wolski uprasza o posłuchanie w pilnej sprawie.

— Mówiłeś mu, żem jeszcze nie śniadała?

— Tak jest; powiedział, że zaczeka, pokąd rozkażecie. Siedzi w antykamerze.

— Wpuść pana miecznika do bawialni i proś, by raczył spocząć. Za ćwierć godziny będę mu rada.

— Dawno nie widziałam waszej miłości, panie mieczniku — rzekła Anna wchodząc po niedługiej chwilce do bawialnej komnaty. — Witam was uprzejmie. Jakąż to sprawę macie do mnie? Jeżeli ino w mojej mocy przysłużyć się wam, skwapliwie to uczynię. Lecz... nie sami jesteście... paź nie powiadomił mnie, że macie towarzysza ze sobą.

— Ten ci to człek niepoczciwy jest przyczyną, dla której ośmieliłem się nachodzić waszą królewską mość o tak wczesnej porze.

— Zaciekawiacie mię srodze, panie mieczniku...

— Mam zaszczyt przedstawić najmiłościwszej pani syna dobrego przyjaciela: Stanisław Żółkiewski163, wojewodzic bełski.

— Zbliżcie się, panie wojewodzicu; znam od wielu lat zacnego ojca waszego. Że zasię niedaleko pada jabłko od jabłoni, tuszę, że chlubę ino a pociechę przynosicie rodzicowi i miłej matce Rzeczypospolitej.

Podała mu rękę, ucałował ją ze czcią i skłoniwszy się nisko, stanął skromnie na uboczu.

— Cóż tedy usłyszę, mości mieczniku? — spytała siadając za stołem i wskazując gościom ławę po drugiej stronie.

— W krótkich słowach rzecz przedstawię — rzekł Wolski. — Pojutrze na cześć nowożeńców i ku chlubnemu przypomnieniu tylokrotnych zwycięstw miłościwego pana nad Moskwą odbędą się piękne przedstawienia i zabawne igrzyska na rynku krakowskim. Młodsi z rycerstwa, pochopni do uciesznych pomysłów, ułożyliśmy, by własnym sumptem, własnymi dworzany, a nawet z osobistym udziałem poczynić orszaki wojenne, alegoryczne wizerunki, takoż pogańskie bożyszcza nadobnie wyobrażone przez żywe osoby164 i one ciekawe bawidła przeprowadzić dokoła rynku, zatrzymując się dłużej przed domem Spiglera, gdzie najjaśniejszy pan przyrzekł zasiąść na ganku wraz z waszą królewską miłością, gwoli165 przypatrywania się igrzyskom.

— Tak jest, ale nie dorozumiewam się, w czym ja?

— Otóż wchodzę właśnie in medias res166... O pana wojewodzica tu chodzi, którego nieświadomego mych celów, chytrze przed obliczność waszej królewskiej miłości przywiodłem. Błagam pomocy najjaśniejszej pani. Ten oto młody rycerz wzdraga się uparcie przedstawić swą osobą Dianę boginię rzymską, której rolę my starsi przeznaczyliśmy dlań jednogłośnie. Poczynione są właśnie wozy o wyzłacanych kołach i kwiatami przystrojonych siedziskach, na tych to rydwanach stać będą, niczym rzeźbione posągi, przeróżni starożytni bogowie, boginie i nimfy. Nie w mocy naszej przedstawić całe mnóstwo tych mieszkańców pogańskiego nieba, ino co ważniejsze wybraliśmy. Cóż teraz począć z kozłem zaciętym, co się uwziął zepsować nam taki grzeczny pomysł.

— Toć bez Diany można się obyć... — rzucił niechętnie Żółkiewski.

— A nie można! Właśnie Diana konieczna. Król jego miłość ino wojnę a łowy miłuje? Pomoną167 ani Florą168 go nie uraczymy.

— Takżeście nieużyty, panie wojewodzicu? — spytała z uśmiechem królowa.

— W niewieścich szatach, jak na pośmiewisko... nie żądajcie tego ode mnie, najmiłościwsza pani! — szepnął Żółkiewski hamując niezadowolenie.

— O taką drobnostkę wam chodzi? Wszakże ta bogini przedstawiana bywa z łukiem i kołczanem, a sforę psów na smyczy dzierży. Taka niewiasta to pół rycerza! Dajcie się uprosić! Małżonek mój dowie się... ręczę wam, jakoście męskiej dumie gwałt zadali dla zgotowania mu chwili uciechy.

— Wszystko uczynię... wszystko, co rozkażecie, miłościwa królowo! — zawołał Żółkiewski gorąco. — Wstyd mi ino, żem śmiał się wam przeciwić.

Anna Jagiellonka uśmiechnęła się dobrotliwie.

— Przeciwienia cale nie dosłyszałam; ale uprzejmość waszą i dobrą wolę ku spełnieniu mej prośby wysoce sobie ważę. Przyjmijcie, panie wojewodzicu, szczerym sercem tę drobnostkę, jak ze szczerego serca ją darowuję.

Skinęła nań ręką, powstał z ławy, zbliżył się i przykląkł na jedno kolano.

— Siła macie klejnotów i pierścieni, zapewne droższych i piękniejszych — rzekła — ja wam też ino dla pamięci dnia dzisiejszego ten pierścionek na palec wkładam, com go przed laty od siostry Izabeli dostała.

— Łaska miłościwej pani stokrotnej ceny dodaje temu podarunkowi, nie rozstanę się z nim nigdy! — zawołał Żółkiewski, całując rękę królowej, a ona dodała wesoło:

— Pomnijcie, urodna bogini, że was będę pilno upatrowała w onym pochodzie, a łaskawego skinienia głowy czekać.

Żółkiewski powstał i usiadł znów obok Wolskiego.

— Ach, najjaśniejsza pani... — odezwał się miecznik, trąc czoło z miną zakłopotaną — jeszcze nie na tym koniec. Lękam się, że drugiej prośby tak łacno nie wysłuchacie.

— Spróbować nie zawadzi — odparła Anna żartobliwie.

— Małżonka moja... nie dziwujcie się, wasza królewska miłość... młodemu zawżdy pstro w głowie, umyśliła sobie jechać na wozie przybranym snopami zboża jako Ceres169, bogini urodzajów. A że uwidziała na uczcie weselnej panienkę z waszego fraucymeru przecudnej urody, uparła się, że Prozerpinę170 musi posadzić przy sobie i nie kogo inszego, ino tej dziewuszki jej się zachciewa.

— Bez wahania przyrzekam — odpowiedziała Anna. — Miło mi okazać waszmość państwu przychylność moją we wszelakiej mierze. Owszem, niech się Krysia zabawi pod tak znakomitą opieką. Czy aby nie będzie wadziło pani miecznikowej, że to biedactwo sierota, nieznanych rodziców...

— Oblicze panny i postawa starczą za pergaminy herbowe — rzekł Wolski z przekonaniem — a jeśli wasza królewska miłość raczy ją cierpieć przy sobie, przecz171 byśmy się my pychą unosili?

— Ino że stroju potrzebnego nie mam, a do jutra...

— Wszystko gotowe, najjaśniejsza pani! — zawołał miecznik uradowany. — Jest piękna szata ze szkarłatnego aksamitu, złotem bramowana, jako przynależy monarchini piekielnych podziemi. Na wypadek pomyślnej odpowiedzi przysposobiła ją moja Marychna.

Pochylił się ku miłościwej pani i szepnął:

— Samuel znowu grasuje po Rzeczypospolitej...

— Na miły Bóg... prawdę powiadacie?

— Widziano go we Lwowie, przed tygodniem był w Kielcach, pewnikiem i Krakowa się nie zlęknie. Drwi sobie z sądów i wyroków.

— Za wiele dufa w łaskawość królewską — westchnęła Anna. — Zuchwałość ściąga słuszny gniew... to się może źle skończyć.

— Służby wierne składam u stóp waszej królewskiej miłości.

— Powodzenia w zabawie życzę waszmościom. Do zobaczenia jutro.

Pan Jakub Spigler, rajca miejski i właściciel kamienicy Pod Sobolem, chodził od rana jak błędny z radości. Toż to jemu przypadło w udziale gościć najmiłościwszych państwa kilka godzin w swym domu. Przystroił na to święto wykusz z ganeczkiem na pierwszym piętrze, że naprawdę było się czemu dziwować; ściana z czerwonych róż pokrywała mur szczelnie, a na tym tle ognistym świetnie odbijał utkany z białych stokroci orzeł polski ze złotymi literami S—A na piersiach. Baldachim ze złotogłowiu unosił się nad ganeczkiem, a krzesła królewskie, przyrzucone aksamitnymi poduszkami, z kutego były srebra.

Najjaśniejsi państwo przybyli o samej trzeciej godzinie i wśród długo nie milknących okrzyków ludu zajęli przygotowane miejsca. Stefan Batory był wesoły i mowny jak rzadko; zaprosił ku sobie pana hetmana, który w sąsiednim oknie siedział z małżonką, i ciągle mu rzucał jakieś żartobliwe uwagi, z czego tak Zamoyski, jak i królowa Anna śmieli się serdecznie. Gryzelda wychylała się ku nim z okna i z nadąsaną minką żaliła się królowej, że miłościwy pan zabiera jej męża.

Na rynku morze głów ludzkich falowało i szumiało gwarem. Na gankach Sukiennic, na dachach domów roiło się od widzów; nawet na gzymsach szkarp i ponad drzwiami kościoła Mariackiego uwiesiło się kilkunastu wyrostków. Zdawało się, że nie będzie miejsca na zapowiedziane widowisko. A jednak, gdy pierwsze zastępy ruszyły od strony ulicy Wiślanej, a mijając Sławkowską i św. Jana kierowały się ku domowi Spiglera, tłumy rozstąpiły się na dwie strony i nawet bez nawoływania ceklarzy uczyniono szeroki plac przed lożą królewską.

Torując sobie drogę krzykiem i krótkim biczem, przybieżał przed króla Murzyn jaskrawo odziany, na karym koniu, i oznajmił przybycie swego pana. Niebawem ukazał się pan miecznik Mikołaj Wolski również w murzyńskim, ale bogatym przybraniu, na czele pocztu usmolonych dworzan, pokłonił się najjaśniejszym państwu i wskazał ręką poza siebie. Tuż za murzyńską rotą toczył się wóz pozłocisty, na nim panna biało ze srebrem ubrana, wsparta na tarczy z herbem Zamoyskich. Obok niej młodzieniec ze sztandarem, na którym herb i cyfra172 Stefana Batorego.

Najmiłościwsi królestwo wychylili się z ganku, klaszcząc w ręce i głośno dziękując za piękną niespodziankę. Gryzelda śmiała się do Murzynów, a pan hetman powiewał czapką.

Wtem bystre oko jego dojrzało coś równie jak murzyński zastęp niespodziewanego, na który to widok ciemny rumieniec twarz mu oblał i głęboka bruzda przecięła czoło: nie dalej jak o dziesięć kroków harcował na siwym dzianecie... banita, Samuel Zborowski, wcale się nie ukrywając ani odwracając twarzy. Owszem, wzrok zuchwały utopił w obliczu Zamoyskiego. Pan hetman przygryzł wąsa... w obecności króla wszczynać pościg za zbrodniarzem, niweczyć całą zabawę było niepodobieństwem. Czuł się bezsilnym i bezbronnym, a drwiący uśmiech Samuela przytakiwał jego myśli.

Murzyni zawrócili ku Pannie Marii i posuwali się z wolna rynkiem w ulicę Grodzką; a tymczasem nadchodziła druga grupa.

Mikołaj Zebrzydowski jechał na starożytnym wozie jako Saturn173. Dwanaście pacholąt ubranych czarno i dwanaście biało, czyli godziny dnia i nocy, ciągnęło rydwan. Każde miało na głowie tarczę zegarową. Obok Saturna siedziała postać trzymająca oburącz kulę złotą, co miało oznaczać złoty wiek za panowania Batorego.

Potem jechał Jowisz174 z Minerwą175 na wozie otoczonym obłokami z jakiejś lekkiej, bawełnianej tkaniny. Z rąk boga bogów padały iskry piorunowe, bardzo kunsztownie przyrządzone... Wtem bogini mądrości, zapominając o swej niebiańskiej godności, wrzasnęła przeraźliwie, uniosła greckiej szaty wyżej, niż boginiom uchodzi, i jednym susem była na bruku, wśród tłumu nędznych śmiertelników. Jowisz spuścił na nią wzgardliwe spojrzenie, ale i jego boskie oblicze zzieleniało nagle przestrachem... bawełniane obłoki buchały płomieniami. Tedy i Najpotężniejszy zeskoczył z rydwanu. Na szczęście o dwa kroki stamtąd stała pod rynną Sukiennic kadź z wodą; w jednej chwili ugaszono ogień, a bogowie już bez obłoków i bez piorunów pojechali dalej.

— Gdzie Chwalibóg? — spytał Samuel Zborowski jednego ze swych dworzan, rozglądając się w tłumie.

— Był przed chwilą — odparł tenże — coś chyba ciekawego dojrzał, bo widziałem, jak parł koniem ku ratuszowi.

Tymczasem uwagę wszystkich, a nawet i Zamoyskiego, zajął widok przewspaniały: oto rozpoczynał się pochód i tryumfalny, przedstawiający zwycięstwa króla nad Moskwą. Była to wieża, którą toczono na kołach przed miłościwego pana, a na niej złotymi, olbrzymimi literami wypisane zamki i miasta zdobyte przez Batorego. Powyżej wiersz łaciński, głoszący chwałę zwycięzcy. Za wieżą szedł oddział konny i wojsko piesze, dalej wozy ze zdobytą bronią i przywiązani do wozów słudzy i czeladź pańska, przebrani z moskiewska, jako jeńcy wojenni spod Połocka, Wielkich Łuków i Pskowa.

Samuel Zborowski wmieszał się między rycerstwo i przedefilował bezczelnie z kilku dworzanami przed królem. Szczęściem dla niego, Batory nie przypuszczając nawet podobnego zuchwalstwa, mniej przypatrywał się wojsku niż pięknie umajonym wozom z trofeami; szlachta zaś, choć go prawie każdy poznał, nie śmiała go zaczepiać, by nie wywołać burdy albo i czegoś jeszcze gorszego.

— A taż białogłowa na trzecim wozie, co ma oznaczać? — spytał król Zamoyskiego. — Pancerzem okryta, u jej stóp skrępowany Moskwicin.

— To ziemia inflancka oswobodzona orężem waszej królewskiej miłości.

— A ci, co teraz nadjeżdżają? Orzeł biały na przedzie, cztery konie białe.

— Na wozie stoją książęta Słuccy, przebrani na hetmanów — tłumaczył Zamoyski — z tyłu trzy kopie związane łańcuchem, a do łańcucha przykuci słudzy książęcy, niby to bojarowie i starszyzna moskiewska.

— Powiedz im wszystkim wasza miłość koniecznie, ino nikogo nie pomiń... że mię okrutnie ucieszyli tymi widowiskami; ani mi w myśli postało, że tyle wspaniałości oglądał będę.

— Pojrzyjcie, miłościwy mężu — wmieszała się królowa Anna do rozmowy — wojenne obrazy skończone zda się, a zbliża się na dwukolnym176 rydwanie Kupido177 z łukiem w ręku i kołczanem na ramieniu.

Król powstał z krzesła, oparł się rękoma o kamienną balustradę i patrzył rozbawiony w rynek.

— A tuż za synem Wenus178 podąża, patrzcie, wasze miłoście, jaki specjalny ma wozik, na podobieństwo muszli morskiej. Ino... jak na niewiastę... bary za silne i kark jak u tura... cha, cha, cha! toż to Piotr Myszkowski! Daj go katu z taką Wenerą! A tenże skrępowany u jej stóp?

— To starszy brat, Jan Myszkowski, przedstawuje Parysa179 zwyciężonego przez piękność.

— Ho, ho, i muzykę mają, i wonność rozpryskują dokoła, i dwór okazały... cóż za deputacja ku nam podąża?

Trzech jeźdźców strojnych zatrzymało się przed gankiem, jeden z nich podał hetmanowi wbite na ostrze włóczni złocone jabłko z napisem łacińskim „dla najpiękniejszej”.

Zamoyski podziękował i złożył ten dar pochlebny w ręce swej żony.

— Teraz, teraz miłościwy panie i mężu — zawołała królowa Anna z wielkim ożywieniem — raczcie zwrócić uwagę, zbliża się właśnie owa urodziwa Diana, o której wam już wczoraj wspominałam. Nikt by nie odgadł, że to rycerz, a nie panna.

— Zaprawdę, cale nadobnie wygląda — zdumiewał się król — maskę ma arcypięknie udaną.

Rydwan bogini Diany, ciągniony przez sześć chartów, toczył się z wolna i zatrzymał przed gankiem domu Spiglera. Smukła postać w zielonej greckiej szacie i wieńcu na płowych włosach zwróciła twarz zamaskowaną ku najmiłościwszej pani, przycisnęła rękę do piersi i pochyliła głowę.

Ukłon ten przyjęto hucznymi oklaskami; król jegomość wychylił się z ganku i bił w dłonie, jak tylko mógł najgłośniej.

Diana przystanęła trochę na uboczu, a zaraz ukazał się wóz drabiniasty, ciągniony przez cztery węgierskie woły o zakrzywionych jak olbrzymie widły rogach. Drabki oplecione były gęsto pękami polnych kwiatów, a na snopach żyta i pszenicy siedziała boska opiekunka żniw, hoża Ceres, ze swą córką, Prozerpiną.

Pani miecznikowa, rosła, przystojna blondynka, dobrała strój licujący z odgrywaną przez nią rolą. Zwinęła wysoko na głowie swe bujne, jasne włosy, a maleńki złoty sierp o rękojeści z drogich kamieni tworzył na nich rodzaj diademu. Szata z brokatu koloru słomy skrzyła się od brylantowych kropel rosy. Bogini Ceres była prześliczna.

Obok niej Prozerpiną, szczupła, śniada, z puszczonymi wolno kosami, wieńcem ognistych maków nad czołem, w szacie pąsowej ze złotem. Przy dorodnej żniw przodownicy wyglądała jak prawdziwie nadziemskie zjawisko. Uśmiechnięte usteczka szły z makami w zawody, z przecudnych oczu płynął czar.

W orszaku rycerzy, co po skończonym pochodzie zwycięskim zostali na rynku jako widzowie, znajdował się pan Samuel Zborowski z kilkunastu dworzanami. Był tam i Andrzej Chwalibóg. Od chwili pojawienia się wozu Cerery zapomniał, gdzie jest, z kim jest, zapomniał, że to Kraków, że to zabawa na cześć króla i państwa młodych, nie widział nic prócz Krysi... zmysły mu się mieszały. Kierował nieznacznie koniem, wymijał pieszych i jezdnych, byle iść tuż za nią, byle jej z oczu nie stracić.

Woły stąpały poważnie, powoli; najjaśniejsi państwo raczyli przemówić kilka słów łaskawych do pani miecznikowej, a ona z wysokości swego słomianego tronu podała królowej na posrebrzanych grabiach pięknie uwity wieniec z kwiatów i kłosów.

— Gdzież nam zawrócić i którędy jechać? — spytał siostrzeniec pani miecznikowej, który był za woźnicę.

— Rade byśmy już odpocząć — odpowiedziała — do domu, Stachu. Ino Małym Rynkiem i popod Gródek, bo tędy bliżej.

Jeszcze nie dojechali do rogu, gdy nagle z tłumu wypadł mąż jakiś zamaskowany i nie zatrzymując nawet wierzchowca, pochwycił Krysię na ręce, posadził przed sobą i pognał we Floriańską ulicę, gdzie ludzie z rzadka stali pod domami.

Głośnym śmiechem i oklaskami przyjęto ten wyborny pomysł. Każdy z widzów dorozumiał się od razu, że był to tylko niewinny figiel, bo przecież tu, na oczach królewskich, nic zdrożnego dziać się nie mogło. Niektórzy obeznani z mitologią wołali śmiejąc się:

— Zuch Pluto180! Porwał Prozerpinę!

— Dzielnie mu się udało!

— Nie wiecie, który to?

— Jeden ze Słuckich może?

— Raczej Osiecki, bo ten chybki jak piorun.

— A to ci diabeł dopiero!

— Ee... musi to być któryś z wojewodziców i z wiedzą królowej to uczynił; panna dworska... gdzieżby się ważył bez pozwolenia!

Pani miecznikowa siedziała przez chwilę jak skamieniała.

— Co to takiego?... Co się stało? Gdzie ten człowiek? — wyjąkała wreszcie do siostrzeńca...

— Ależ, ciotusiu, nie troskajcie się; nie ma wątpienia, że to było umówione, patrzcie, jak się ludzie śmieją. Umówiona krotochwila, nader zręczna.

Zamaskowany rycerz przebiegł ulicę w nieopisanym pędzie, zdawało się, że koń ziemi nie tyka kopytami, zdawało się, że leci. Ta jazda prawdziwie piekielna trwała nie dłużej jak minutę; gniadosz tajemniczego rycerza przemykał już pod sklepieniem bramy, gdy od strony rynku zadudniało rozgłośnie... Drugi jakiś szaleniec gnał wściekłym galopem śladem pierwszego. Bez czapki, z oczyma rozwartymi szeroko, ze zwichrzonymi włosami, siekł konia harapem, kłuł ostrogami i leciał jak opętany.

— Doścignie! — krzyczano dodając mu otuchy.

— Nie doścignie! — słychać było inne głosy.

— Ówten181 konia ma zacnego!

— Ale ten za to lekki i sam jeden!

— Oho, przeleciał bramę!

Kilku wydrapało się na mury, kilku pobiegło do barbakanu, by śledzić z wieżyczek, co się dalej stanie.

— Ależ pędził... Dogania go!

— Oho, odsadził się... umyka, też to umyka!

— Jezus Maria!

Zamaskowany rycerz mknął jak wicher. Lewym ramieniem trzymał silnie porwaną dziewczynę, a krótką nahajką w prawej ręce ćwiczył konia; każde uderzenie znaczyło krwawe pręgi na skórze gniadosza.

— Nie szarp się... spokojnie siedź... bo cię zastrzelę jak psa, dziewko zatracona! — warknął ochrypłym głosem.

— O, rety... puśćcie mnie! Czymże wam zawiniłam? — szlochała Krysia.

— Czym? Tym, że żyjesz ku mojej krzywdzie!

— Nie znam was.

— Milcz... nie mam czasu na gawędki!

Usłyszawszy tętent, obejrzał się.

— Tysiąc biesów! — i ścisnął konia ostrogami.

Przeminęli ostatnie domki przedmieścia, wypadli w pole. Uderzenia kopyt końskich za nimi coraz były wyraźniejsze... pościg zbliżał się...

— Truteń jakiś... gołowąs... psi syn... — rzucał przez zęby rycerz.

Wyjął z olster krucicę i krzyknął odwracając głowę:

— Wracaj precz, bo ją w twoich oczach uśmiercę! — a Krysi syknął w ucho: — Miałaś jeszcze dwie mile przed sobą, podziękuj ówtemu, że zginiesz pierwej!

I gnał przez żytnie łany, a rumak jego pluł pianą i znaczył drogę krwią.

— Nie słuchasz? Pilno ci? No to patrz!

Odwiódł kurek...

Huknął strzał...

Zamaskowany rycerz trafiony kulą w plecy zachwiał się na siodle... koń przebiegł jeszcze kilka kroków, lecz nie czując bata, szedł coraz wolniej, wreszcie przystanął.

Mdlejące ręce puściły zdobycz... dziewczyna ześliznęła się na ziemię. Rycerz runął jak kłoda...

Jędruś Chwalibóg dobiegał już miedzą. Zeskoczył z konia.

— Krysia! Umiłowanie moje!

— Co... to... kto... Matko Boska, Jędruś!

Więcej mówić nie mogli; podali sobie ręce i patrzyli jedno na drugie jak w obraz cudowny. Chrapliwy jęk wrócił im przytomność.

Podeszli do rannego na palcach, w milczeniu, przejęci grozą.

Jędruś odwiązał maskę i żachnął się.

— Co ci jest?

— To ten sam...

— Kto taki?

— Ten, który się z dziadem zmawiał w karczmie.

— Ach, jaki blady!

— Śmierć ma na twarzy wypisaną — szepnął chłopiec. — Co tu robić? Ani we dwoje go nie udźwigniemy...

— Ratować trzeba. Nie szukaj daleko... ot, dwie chałupy tuż za żytem, idź, prędko sprowadź ludzi... ach, nie! zabierz mnie ze sobą! Ja tu sama nie ostanę!

Pobiegli.

Godzina minęła, zanim sprowadzeni chłopi z płachtami, na których złożono nieprzytomnego rycerza, donieśli go do miasta.

— Nie gdzie indziej pójdziemy, ino prosto do króla — rzekł Jędruś. — Niech miłościwy pan sądzi i rozkaże, co czynić.

W rynku wrzała jeszcze zabawa, gdy ponury pochód zawrócił z Floriańskiej ulicy do domu Spiglera.

Na widok obojga młodych, idących ze smutnie spuszczonymi oczyma, a bardziej jeszcze na widok noszów z umarłym czy konającym człowiekiem, przerazili się miłościwi państwo niezmiernie. Król dał znak ręką, by uciszono muzykę, i rzekł do Zamoyskiego:

— Stało się nieszczęście; jakiś rycerz... czy poznajecie kto to?

— Nie; zda mi się, że go pierwszy raz widzę.

— Poślijcie po medyka, ja zejdę na dół. Nie podobna weselić się w obliczu śmierci.

— Zezwólcie, miłościwy panie, że i ja pospieszę za wami — rzekła królowa. — Skąd się tu bierze Krysia, blada, zapłakana, z rozplecionymi kosami... sama z Chwalibogiem... nic nie rozumiem.

— Co to za człowiek i co mu się przygodziło? — spytał król, poglądając po ludziach zgromadzonych dokoła noszów.

Zamoyski pochylił się nad umierającym.

— Teraz go poznaję — rzekł — to Hieronim Płoński, starościc barski; widywałem go kilkakrotnie u kasztelana mińskiego.

Król spytał po raz drugi:

— Czy chory, czy ranny? Co się stało?

— Ja go zabiłem — rzekł Chwalibóg, patrząc królowi spokojnie w oczy.

— Ty? I śmiesz stawać przede mną zuchwale, morderco bezecny?! — zawołał król w najwyższym oburzeniu.

Odetchnął głęboko, przesunął ręką po czole i pohamowawszy gniew, mówił dalej:

— Z jakiej przyczyny zabiłeś tego rycerza?

— Tu w rynku, nie bacząc na majestat, porwał i uwiózł wychowankę najjaśniejszej pani. Puściłem się za nim w pogoń, a gdy widział, że go dopędzam, dobył krócicy i krzyknął, że pannę w mych oczach zabije. Nie dowierzałem tej groźbie... Lecz widząc, że kurek odwodzi, strzeliłem jak do dzikiego zwierza. Teraz mi każcie zdjąć głowę, miłościwy panie, jeślim popełnił morderstwo.

Przez tłum przeciskał się paź królewski, za nim szedł lekarz. Pomacał skronie, wziął za puls.

— Nie godzi się go dręczyć — rzekł — już dusza ucieka. Chyba wina starego... może się ocknie na mgnienie oka.

Gospodarz domu przybiegł z winem; doktor ulał odrobinę na łyżkę i sączył po kropelce do ust umierającego.

Drgnął... otworzył błędne oczy... poruszył ustami...

— Unieście go nieco, podeprzyjcie mu głowę, może chce czego — rozkazał król dworzanom.

— Dopadłem cię... ubiłem jak psa... boli kula? Piecze jak ogień? Moje ciało czuje, jak cię boli!...

Przerywany śmiertelną czkawką głos konającego drgał wściekłością:

— Już nie będziesz... już nie ma Krystyny Płońskiej... skończyło się... ojcowie pomarli... dziewka zmar... ino ja... jedyny dziedzic!... Moja Rychta... moje Przewrocie... Ruda... Braha... Kośmin... jedyny dzie...

Rzucił głową, na wargach pokazała się różowa piana.

— Nie ja go sądził będę — rzekł cicho Stefan Batory.

W tydzień po opisanych wypadkach na pokojach miłościwej królowej odbyły się zrękowiny szlachetnie urodzonego kawalera imci pana Andrzeja Chwaliboga, towarzysza chorągwi usarskiej wojewody podolskiego, z szlachetnie urodzoną imci panną Krystyną Płońską, wychowanicą najjaśniejszej pani.

Przypisy:

1. Anna Jagiellonka (1523–1596) — królowa polska z dynastii Jagiellonów (wyniesiona na tron w 1575 r.). W czasie, gdy zaczyna się powieść (1572 r.) była jeszcze królewną jako siostra panującego króla, Zygmunta II Augusta (1520–1572). [przypis edytorski]

2. urodzony (tu daw.) — skrót od: szlachetnie urodzony. [przypis edytorski]

3. nawiedzać zdrowie — tu zwrot grzecznościowy: dopytywać się o zdrowie, życzyć zdrowia. [przypis edytorski]

4. WM — skrót zwrotu grzecznościowego: wasza miłość, tu: waszej miłości (dziś: pani, pana). [przypis edytorski]

5. tedy (daw.) — zatem, więc. [przypis edytorski]

6. od paniej (daw. forma) — dziś popr. forma D. lp: od pani. [przypis edytorski]

7. Dan w Ujazdowie 7 Junii 1572 — list napisany w Ujazdowie 7 czerwca 1572. [przypis edytorski]

8. on (tu daw.) — ten. [przypis edytorski]

9. zawżdy ochotnie bieżę (daw.) — zawsze chętnie biegnę. [przypis edytorski]

10. kędy (dwa.) — gdzie; dokąd. [przypis edytorski]

11. W. Kr. M. — skrót: wasza królewska mość. [przypis edytorski]

12. raić (daw.) — doradzać, polecać. [przypis edytorski]

13. białogłowski (daw.) — kobiecy, damski. [przypis edytorski]

14. bakałarz (daw.) — nauczyciel. [przypis edytorski]

15. pokazować — dziś: pokazywać. [przypis edytorski]

16. ino (daw. a. gw.) — tylko. [przypis edytorski]

17. potrza a. trza (daw. a. gw.) — potrzeba, trzeba. [przypis edytorski]

18. samowtór (daw.) — w dwie osoby; sam z kimś drugim. [przypis edytorski]

19. akomodować się (tu daw.) — zastosować się, wprowadzić w życie. [przypis edytorski]

20. panny dworskie — nazwiska dworzan i służby autentyczne, wzięte z Jagiellonek Przeździeckiego. [przypis autorski]

21. dziewosłęb (daw.) — swat, pośrednik przy zawieraniu małżeństwa. [przypis edytorski]

22. Pewnikiem otrzymała zapowieść od jakiego zamorskiego króla, jako niebawem dziewosłębów przyśle — do czasu wstąpienia na tron Anna Jagiellonka nie była zamężna, wyszła dopiero w wieku 52 lat za Stefana Batorego. [przypis edytorski]

23. sromać się (daw.) — wstydzić się. [przypis edytorski]

24. A jej miłość się sroma, sama nie wie, co począć; nie dziwota: wszak ci młoda jak jagoda, jeszcze jej nie pora. — ironiczne: Anna Jagiellonka miała w tym czasie 49 lat. [przypis edytorski]

25. zaradzić się — tu: poradzić się, prosić o radę. [przypis edytorski]

26. Rozumiecie może, com jest ślepa albo głucha (daw.) — myślicie pewnie, że jestem ślepa albo głucha. [przypis edytorski]

27. dawać pozór (daw.) — uważać na coś, pilnować czegoś. [przypis edytorski]

28. pogwarka (daw.) — rozmowa. [przypis edytorski]

29. żali, zali a. azali (daw.) — czy, czyż; czyżby. [przypis edytorski]

30. fraucymer (z niem. Frauenzimmer: komnata kobiet, pokój dla dam) — damy dworu, stałe towarzystwo królowej lub księżnej. [przypis edytorski]

31. jasyr — niewola tatarska. [przypis edytorski]

32. połowica (tu daw.) — połowa. [przypis edytorski]

33. cale (daw.) — wcale; zupełnie, całkiem. [przypis edytorski]

34. wielebna przeoryszo — ironiczne: dziewczyny zarzucają starszej koleżance, że jest tak surowa, jak matka przełożona w zakonie. [przypis edytorski]

35. Matuzal a. Matuzalem (bibl.) — postać z biblijnej Księgi Rodzaju, dziadek Noego. Wg Biblii żył 969 lat. [przypis edytorski]

36. kolebka na pasach — luksusowy pojazd konny, którego pasażerowie siedzieli w kabinie zawieszonej na skórzanych pasach, żeby mniej odczuwali wstrząsy na nierównych drogach. [przypis edytorski]

37. infantka (z hiszp.) — córka króla, ewentualna następczyni tronu. [przypis edytorski]

38. dawno już bowiem nikt ze dworu nie zaglądał do Ujazdowa — Anna Jagiellonka była skłócona z bratem i jego dworem. [przypis edytorski]

39. aboli (daw.) — albo, lub też. [przypis edytorski]

40. rozsuć się (daw.) — rozsypać się. [przypis edytorski]

41. krubeczka, krubka a. krobka — skrzynka lub koszyczek z kory. [przypis edytorski]

42. podzieć — dziś: podziać. [przypis edytorski]

43. Gość przyjechał (...) z Warszawy — Ujazdów znajdował się wówczas pod miastem. Odległość między Zamkiem Królewskim w Warszawie a Zamkiem Ujazdowskim wynosi ok. 4 km. [przypis edytorski]

44. warza (daw.) — gotowane jedzenie. [przypis edytorski]

45. Zygmunt August (1530–1572) — król polski w latach 1548–1572. [przypis edytorski]

46. Barbara Radziwiłłówna (ok. 1520–1551) — druga żona króla Zygmunta Augusta, córka hetmana wielkiego litewskiego Jerzego Radziwiłła, wdowa po wojewodzie Stanisławie Gasztołdzie. Była wyjątkowo piękna; król zakochał się w niej jeszcze za życia swojej pierwszej żony, a owdowiawszy wziął z Barbarą tajny ślub, wbrew woli polskich magnatów. Barbara zmarła młodo, prawdopodobnie na raka, ale plotki mówiły, że została otruta z rozkazu królowej Bony, matki króla. Wielka miłość Zygmunta do Barbary stanowi temat wielu utworów literackich i filmowych. [przypis edytorski]

47. Laudetur Jesus Christus (łac.) — niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. [przypis edytorski]

48. tuszyć (daw.) — myśleć, być przekonanym; spodziewać się. [przypis edytorski]

49. miasto (tu daw.) — zamiast. [przypis edytorski]

50. zyszcze — dziś popr. forma: zyska. [przypis edytorski]

51. wotywa — msza wotywna, odprawiana w czyjejś intencji. [przypis edytorski]

52. antykamera (daw.) — przedpokój, poczekalnia. [przypis edytorski]

53. przecz (daw.) — dlaczego. [przypis edytorski]

54. słabym jest — dziś: jestem słaby, choruję. [przypis edytorski]

55. Cóż mi grozi? Jeszcze śmierć daleka ode mnie; wszak pamiętasz, co nam obojgu Cyganka wróżyła? — podanie wspominane w historii. [przypis autorski]

56. wyrugowan — wyrugowany, wygnany. [przypis edytorski]

57. żywot (tu daw.) — brzuch. [przypis edytorski]

58. czerwony a. czerwony złoty — dukat, polska moneta ze złota, warta ok. 5 złotych srebrnych. [przypis edytorski]

59. wiązanie — tu: prezent imieninowy; imieniny Anny przypadają 26 lipca. [przypis edytorski]

60. kukiełeczka a. kukiełka — tu: bułka pszenna w kształcie lalki. [przypis edytorski]

61. świetluśki — bardzo jasny; tu: z białej mąki. [przypis edytorski]

62. Panowie Rad Koronnych — senatorzy. [przypis edytorski]

63. wszystko co droższe wysprzedałam. Za całe srebro został mi ino kubeczek, z którego miłościwa matka raczyła mleko pijać (...) Nazwałam go sierotką. — Przeździecki, Jagiellonki, t. V. [przypis autorski]

64. barwa (tu daw.) — mundur, strój służby. [przypis edytorski]

65. fraucymer (z niem. Frauenzimmer: komnata kobiet, pokój dla dam) — damy dworu, stałe towarzystwo królowej lub księżnej. [przypis edytorski]

66. plagi (daw.) — bicie, rózgi. [przypis edytorski]

67. gdym się rwała do Tykocina po śmierci Zygmunta, by uczcić modlitwą najdroższego brata zwłoki, to mię nie dopuszczono — historyczne. [przypis autorski]

68. nikto (daw.) — nikt. [przypis edytorski]

69. Sama obyczajność nakazuje na listy odpowiadać; a jednak znając powinność względem swego stanu królewskiego i panieńskiego, że bez wiedzy panów Rad Koronnych nic nie mam czynić, ani jednym słowem na one listy, nawet jej królewskiej miłości siostrze mej nie odpisałam — Wyjątek z listu Anny Jagiellonki, Przeździecki, Jagiellonki, t. IV. [przypis autorski]

70. elekcja, także wolna elekcja — wybory nowego króla. Odbywał się wielki zjazd (sejm elekcyjny) szlachty z całego kraju, a najbogatsi, magnaci, prowadzili różne intrygi, starając się przekonać zebranych do swojego kandydata. Po śmierci Zygmunta Augusta pretendentami do polskiego tronu byli arcyksiążę Ernest Habsburg (1553–1595, syn cesarza Austrii Maksymiliana II), król szwedzki Jan III Waza (1537–1592) i car rosyjski Iwan IV Groźny (1530–1584) lub jego syn. Sejm elekcyjny odbył się na wiosnę 1573 we wsi Kamień pod Warszawą (dziś Kamionek, część Pragi Południe w Warszawie), wybrano Henryka Walezego (1551–1589), syna króla Francji. [przypis edytorski]

71. pacta conventa (łac.) — zbiór zobowiązań wobec szlachty, który musieli podpisywać polscy królowie elekcyjni, kiedy wstępowali na tron. Pacta dotyczyły nakładów finansowych na obronę kraju i edukację, w 1573 r. zawierały też warunek poślubienia Anny Jagiellonki. [przypis edytorski]

72. kondycja (tu daw., z łac. conditio) — warunek, wymóg. [przypis edytorski]

73. altembasowy — z jedwabiu przetykanego złotem. [przypis edytorski]

74. teletowy — z tkaniny jedwabnej przetykanej złotą nicią. [przypis edytorski]

75. tabinowy — z cienkiej, połyskującej tkaniny jedwabnej. [przypis edytorski]

76. giezłeczko, giezło (daw.) — biała powiewna tkanina. [przypis edytorski]

77. kamieńmi — dziś popr. forma: kamieniami. [przypis edytorski]

78. wilczura — futro z wilczych skór. [przypis edytorski]

79. denar — w XVI w. najdrobniejsza moneta polska, warta 1/10 grosza lub mniej. [przypis edytorski]

80. Na trzy dni przed pogrzebem odprawiono żałobne nabożeństwa po wszystkich kościołach krakowskich. — Opis pogrzebu Zygmunta Augusta wzięty z Wspominków ojczystych A. Grabowskiego. [przypis autorski]

81. egzekwie — nabożeństwo żałobne. [przypis edytorski]

82. zasuty (daw.) — zasnuty. [przypis edytorski]

83. sumpt (z łac.) — koszt, nakłady finansowe. [przypis edytorski]

84. Dnia 16 lutego już wcześnie z rana zaczęły się ukazywać większe i mniejsze orszaki dworzan i służby królewskiej na przedmiejskich ulicach Krakowa — A. Grabowski, Wspominki ojczyste. [przypis autorski]

85. ceklarz — pachołek ze straży miejskiej. [przypis edytorski]

86. koń fryzyjski — koń rasy zimnokrwistej, hodowanej we Fryzji (dziś w Holandii), duży i silny, przeważnie karej (czarnej) maści. [przypis edytorski]

87. lilie francuskie — herb królów francuskich z rodu Andegawenów. [przypis edytorski]

88. zabaczyć (daw.) — zapomnieć. [przypis edytorski]

89. nie lza (daw.) — nie można, nie wolno. [przypis edytorski]

90. dworować (daw.) — żartować, naśmiewać się. [przypis edytorski]

91. antykamera (daw.) — przedpokój, poczekalnia. [przypis edytorski]

92. nie darmo Anna Jagiellonka była córką niewiasty słynnej z uczoności — tj. królowej Bony Sforzy (1494–1557). [przypis edytorski]

93. infantka w żałobnej szacie — historyczne. [przypis autorski]

94. à propos (fr.) — przy okazji. [przypis edytorski]

95. siąg a. sążeń — daw. jednostka długości, niecałe 2 m (szerokość wyciągniętych ramion dorosłego mężczyzny). [przypis edytorski]

96. doma wczasu zażywać (daw.) — odpoczywać w domu, siedzieć spokojnie w domu. [przypis edytorski]

97. miasto (tu daw.) — zamiast. [przypis edytorski]

98. manewra — dziś popr. forma B. lm: manewry. [przypis edytorski]

99. ite missa est (łac.) — idźcie, ofiara spełniona; ostatnie słowa mszy. [przypis edytorski]

100. Szczerbiec — miecz koronacyjny królów polskich, wg legendy należący jeszcze do Bolesława Chrobrego; dziś przechowywany w Państwowych Zbiorach Sztuki na Wawelu. [przypis edytorski]

101. cyfra (tu daw.) — inicjały, monogram. [przypis edytorski]

102. przedać (daw.) — dziś: sprzedać. [przypis edytorski]

103. raczcie uświetnić moje wesele waszą najłaskawszą obecnością (...) wahał się Henryk, ale mu oczy błyskały ochotą — Henryk Walezjusz był zaraz po hołdzie na weselu Andrzeja Zborowskiego (Grabowski, Wspominki ojczyste). [przypis autorski]

104. bucić się (daw.) — chełpić się, pysznić się. [przypis edytorski]

105. zaliś nie skłamał (daw.) — czy nie skłamałeś. [przypis edytorski]

106. incognito (łac.) — zatajenie tożsamości, nie podawanie nazwiska. [przypis edytorski]

107. Requiem aeternam (łac.) — wieczny odpoczynek; pierwsze słowa modlitwy za zmarłych. [przypis edytorski]

108. klucz — tu daw: majątek ziemski, obszar (kilka czy kilkadziesiąt wsi lub folwarków) należący do jednego właściciela albo dzierżawcy. [przypis edytorski]

109. puścizna — dziś: spuścizna, spadek. [przypis edytorski]

110. crimen lesae majestatis (łac.) — zbrodnia obrazy majestatu. [przypis edytorski]

111. czekan — broń o kształcie zaostrzonego młotka, służąca w bitwie do rozbijania zbroi przeciwnika. [przypis edytorski]

112. Król Henryk, pomny wielkich zasług rodu Zborowskich względem swej osoby czasu elekcji, wydał na Samuela wyrok łagodny — Samuel Zborowski nie zastosował się do wyroku banicji, w 1584 r. wjechał na teren Polski, został aresztowany i stracony. [przypis edytorski]

113. banicja — wygnanie. [przypis edytorski]

114. doma (daw.) — w domu. [przypis edytorski]

115. imienie (daw.) — majątek ziemski. [przypis edytorski]

116. w zaopatrzeniu dworu mego posuwają skąpstwo do najdalszych granic. Śmieszno przyznać: na całe utrzymanie mojej osoby, dworzan, sług i koni pięćset złotych tygodniowo — Przeździecki Jagiellonki, t. V. [przypis autorski]

117. nie dostaje (tu daw.) — brakuje. [przypis edytorski]

118. jeszcze mi dwóch rzeczy nie dostaje na prawego monarchę Sarmatów: nie nauczyłem się polskiego tańca i nie polubiłem dotąd piwa — A. Grabowski, Wspominki ojczyste. [przypis autorski]

119. polski taniec — polonez (z fr. danse polonaise), majestatyczny taniec dworski, którym rozpoczynano tradycyjnie bale. [przypis edytorski]

120. Ładny taniec, Henryczku? — zapiszczał po francusku błazen, karzeł Krassowski (...) Wszak w Paryżu na nic ci się nie przyda — A. Grabowski, Wspominki ojczyste. [przypis autorski]

121. suponować (daw., z łac.) — przypuszczać. [przypis edytorski]

122. De profundis clamavi ad Te, Domine (łac.) — z głębokości wołam do ciebie, Panie; psalm żałobny. [przypis edytorski]

123. Domine, exaudi orationem meam (łac.) — Panie, wysłuchaj modlitwą moją (dalsze słowa psalmu żałobnego). [przypis edytorski]

124. Będziesz pod zamkowymi murami szpiegował? (...) No, przeżegnaj się przede śmiercią! — kuchta dworski Antoni był świadkiem ucieczki Henryka Walezego (list Tomasza Plazy do Marcina Kromera), zob. Jagiellonki Przeździeckiego. [przypis autorski]

125. samopiąt (daw.) — w pięć osób; sam z czterema towarzyszami. [przypis edytorski]

126. niegodna — dziś popr. forma: niegodne. [przypis edytorski]

127. Didko jeho bery (z ukr.) — niech go diabli wezmą. [przypis edytorski]

128. więcierz — sieć na ryby w kształcie walca, pleciona z wikliny. [przypis edytorski]

129. interesowany (daw.) — zainteresowany, zaangażowany. [przypis edytorski]

130. motoł — matoł, tępak. [przypis edytorski]

131. od rodzicam go dostał (daw.) — dostałem go od ojca. [przypis edytorski]

132. zmitrężyć — zmarnować czas, opóźnić się. [przypis edytorski]

133. prymaria — msza odprawiana wcześnie rano. [przypis edytorski]

134. kosa (tu daw.) — warkocz. [przypis edytorski]

135. fruczka (daw.) — daw. zabawka dziecięca: fryga, bąk na sznurku. [przypis edytorski]

136. toli (daw.) — tu: przecież. [przypis edytorski]

137. Burmistrz i rada miasta Krakowa oświadczyli, że stoją do śmierci przy królowej Annie i królu Stefanie — Bielski, Kronika. [przypis autorski]

138. zawisnąć (tu daw.) — zależeć, stać się zależnym. [przypis edytorski]

139. Ostroróg (...) przedstawił prośbę narodu polskiego, by wojewoda siedmiogrodzki książę Stefan Batory przyjąć raczył koronę, a w zamian oddał swe serce Rzeczypospolitej — Bielski, Kronika. [przypis autorski]

140. liczne jeńce pobrał — dziś popr. forma: wziął licznych jeńców. [przypis edytorski]

141. Skaczy, wraże, jak pan każe (z ukr.) — skacz (tańcz), kanalio (wrogu), jak pan każe. [przypis edytorski]

142. napracowałszy się (dial.) — napracowawszy się. [przypis edytorski]

143. naraziłszy (dial.) — naraziwszy. [przypis edytorski]

144. skuczno (z ros. a. brus.) — przykro, smutno, nieciekawie. [przypis edytorski]

145. Tak co ja nie robiąc (dial.) — więc co ja robię; więc co ja mam robić. [przypis edytorski]

146. pojidesz w hostynu (z ukr.) — pojedziesz w gości. [przypis edytorski]

147. piśmo wid starosty (z ukr.) — list od starosty. [przypis edytorski]

148. mołojec (daw., z ukr.) — dzielny młody mężczyzna; żołnierz. [przypis edytorski]

149. zali (daw.) — czy. [przypis edytorski]

150. ruśnikarz, właśc. rusznikarz — rzemieślnik wykonujący broń palną. [przypis edytorski]

151. płatnerz — rzemieślnik wykonujący zbroje. [przypis edytorski]

152. kupić się (daw.) — zbierać się, gromadzić się. [przypis edytorski]

153. karbowy — nadzorca pilnujący robotników w polu; wykonaną przez poszczególnych chłopów pracę notował sobie, znacząc karby na kiju. [przypis edytorski]

154. Commentari de bello GallicoO wojnie galijskiej (Commentarii rerum gestarum belli Gallici a. De bello Gallico), dzieło w ośmiu księgach, spośród których siedem napisał wódz rzymski Gajusz Juliusz Cezar (100–44 p.n.e.), a ósmą jego szef sztabu, Aulus Hirtius (90–43 p.n.e.). [przypis edytorski]

155. chycić (gw.) — chwycić, złapać. [przypis edytorski]

156. załoga moskiewska chyciwszy cztery dni temu kilkunastu oblegających Niemców z naszej piechoty najemnej (...) umęczyli ich okrutnie i wyrzucili ciała do Dźwiny — historyczne: J. Bielski, Kronika. [przypis autorski]

157. nasz mistrz Rudolfino w swym tajemnym warsztacie wielką nam posługę uczyni. Jego kule niczym sępy z rozpędem lecą, a upadłszy na ziemię, wybuchają i śmierć niosą — wynalazca kul eksplodujących, Rudolfino, przebywał w obozie Stefana Batorego. [przypis autorski]

158. beluarda — narożna baszta obronna lub drewniana ruchoma wieża oblężnicza. [przypis edytorski]

159. synowica (daw.) — bratanica, córka brata. [przypis edytorski]

160. in fundo (łac.) — tu: w podziemiach. [przypis edytorski]

161. Narzeczona powstała z krzesła i szła do połowy izby; zaś we drzwiach ukazał się wspaniałej urody, acz nie pierwszej młodości narzeczony. Pokłonił się nisko, ale nie uniżenie, i w łacińskiej mowie radość z tak szczęsnej godziny w swym życiu wyraził — B. Paprocki, Herby rycerstwa polskiego, opis wesela Gryzeldy Batorówny. [przypis autorski]

162. czepiec — daw. nakrycie głowy kobiety zamężnej. [przypis edytorski]

163. Stanisław Żółkiewski (1547–1620) — późniejszy hetman wielki koronny, zwycięski wódz wielu wojen, zdobywca Moskwy, zginął w bitwie z Turkami pod Cecorą. Pradziad króla Jana III Sobieskiego. [przypis edytorski]

164. orszaki wojenne, alegoryczne wizerunki, takoż pogańskie bożyszcza nadobnie wyobrażone przez żywe osoby — tzw. żywe obrazy, rozrywka modna w XVIII–XIX w. Aktorzy-amatorzy, często osoby z wyższych sfer, przebierali się stosownie i odtwarzali sceny z literatury lub z malarstwa. [przypis edytorski]

165. gwoli (daw.) — dla, w celu. [przypis edytorski]

166. in medias res (łac.). — do sedna sprawy. [przypis edytorski]

167. Pomona (mit. rzym.) — bogini sadów, ogrodów i drzew owocowych; przedstawiana z koszem owoców i kwiatów lub z rogiem obfitości. [przypis edytorski]

168. Flora (mit. rzym.) — bogini kwiatów i wiosennej roślinności; na jej cześć w Rzymie świętowano na przełomie kwietnia i maja wesołe Floralia. [przypis edytorski]

169. Ceres a. Cerera (mit. rzym.) — bogini urodzaju, matka Prozerpiny. Odpowiednik Demeter z mit. gr. [przypis edytorski]

170. Prozerpina (mit. rzym.) — córka Cerery, porwał ją i poślubił Pluton, bóg krainy umarłych. Prozerpina co roku wracała do matki na lato, a opuszczała ją na zimę; tak mitologia tłumaczyła następstwo pór roku. Odpowiednikiem Prozerpiny w mit. gr. jest Kora-Persefona. [przypis edytorski]

171. przecz (daw.) — dlaczego. [przypis edytorski]

172. cyfra (tu daw.) — inicjały, monogram. [przypis edytorski]

173. Saturn (mit. rzym.) — bóg zasiewów, rolnictwa, pór roku i czasu. Odpowiednik Kronosa z mit. gr. [przypis edytorski]

174. Jowisz a. Jupiter (mit. rzym.) — najważniejszy bóg Rzymian, pan dziennego nieba, blasku słonecznego i pioruna; odpowiednik Zeusa z mit. gr. [przypis edytorski]

175. Minerwa (mit. rzym.) — bogini mądrości, rzemiosł i sztuki; odpowiednik Ateny z mit. gr. [przypis edytorski]

176. dwukolny — dziś: dwukołowy. [przypis edytorski]

177. Kupido (mit. rzym.) — bóg miłości, syn Wenus. [przypis edytorski]

178. Wenus a. Wenera (mit. rzym.) — bogini miłości i piękna; odpowiednik Afrodyty z mit. gr. [przypis edytorski]

179. Parys Aleksander (mit. gr.) — postać z Iliady Homera, syn króla Troi; wybrany na sędziego w sporze między boginiami, za najpiękniejszą uznał Afrodytę. Ta nagrodziła go miłością pięknej Heleny, żony Menelaosa, co stało się przyczyną wojny trojańskiej. [przypis edytorski]

180. Pluto a. Pluton (mit. rzym.) — bóg świata podziemnego, krainy umarłych. Zakochał się w Prozerpinie, córce Cerery, i porwał ją. Konflikt zakończył się kompromisem: Prozerpina została żoną Plutona, ale pół każdego roku spędzała z matką na ziemi; jej powroty do męża powodowały rozpacz bogini urodzaju i zimę. Odpowiednikiem Plutona w mit. gr. był Hades. [przypis edytorski]

181. ówten (daw.) — tamten. [przypis edytorski]