I

Był raz sobie prawowity Mazur,

Bitny wojak z dziada i pradziada,

Gdy wróg Polsce pokazywał pazur,

On, bywało, na rumaka siada.

Goni w polu Turki i Tatary,

Oko w oko z poganem1 się zmierza, —

A że człek był staroświeckiej wiary,

Nigdy w bitwę nie szedł bez kaplerza.

Na kaplerzu, co lśnił z napierśnika,

Swe Dzieciątko tuli Boża Macierz,

Gdy w namiocie wojak się zamyka,

Przed kaplerzem odmawia swój pacierz.

Wzlata w niebo duszą chrześcijańską,

Zanim jutro skoczy w boje krwawe,

I wspomina Farę Świętojańską,

Stare Miasto i starą Warszawę.