IV

Że Polacy do koni zwyczajni, —

Naród ziemian i naród wojaków, —

Służy Mazur przy sułtańskiej stajni

I arabskich pilnuje rumaków.

Konie ścigłe, jak wiatr, a rozumne,

A tak zwinne, jak panienka z tańca, —

O, mój Boże! daj, nim pójdę w trumnę,

Takim koniem zdeptać łeb pohańca6!

Od świtania już na służbie swojej,

Co wojenkę na pamięć przywodzi,

Rycerz karmi, czyści je i poi,

Po podwórcu pałacowym wodzi.

A był jeden siwek między niemi,

Co, jak pies, się przypodobać umie,

Na grzbiet skoczysz — ledwo tyka ziemi

I, jak człowiek, głos ludzki rozumie.