V

Pędzą konie, co rano, aż dudni,

I co wieczór, gdzie je wojak poi,

A na placu przy stajennej studni,

Boże! Cóż to za figura stoi?

Aż się język w ustach onieśmiela!

Aż, jak lodem, krew się w żyłach ścina!

To Pan Jezus! To krzyż Zbawiciela!

Splugawiony ręką poganina!

Na znak wzgardy złe niewiernych dłonie,

Bijąc posąg ze złością przeklętą,

Do nóg Zbawcy przywiązują konie

I śmigają biczem przez twarz świętą.

Tak codziennie o świcie i zmroku

Czerń nad krzyżem znęca się szalenie,

Aż łzy, zda się, błyszczą w Bożem oku,

Aż pierś z drewna podnosi westchnienie.