VI

Jakże płacze Mazur prawowity,

Pełny wiary rycerz chrześcijański,

Nad bluźnierstwem, co bluzga w błękity,

Nad Postaci pohańbieniem Pańskiej!

Tak codziennie o świcie i zmroku

Czerń nad krzyżem znęca się szalenie,

Aż łzy, zda się, błyszczą w Bożem oku,

Aż pierś z drewna podnosi westchnienie.

Niźli patrzeć na te krzywdy Boże,

Żywym ogniem wolałby się spalić,

Aż już dłużej znieść męki nie może —

I krzyż musi od wzgardy ocalić!

Więc, odziany łachmany nędznemi,

W noc, co blaskiem gwiazd złotych nie płonie,

Pod krzyż biegnie — wydziera go z ziemi —

I w głąb studni krzyż ciska: niech tonie!

Niech on raczej zgnije w czystej wodzie,

Niżby miał się wzdrygać od krzywd wielu,

O, Jezusie! Jużeś na swobodzie,

Jużeś teraz wolny, Zbawicielu!