II

Szumi stary młyn nad rzeką

I trajkoce i terkoce.

Młynarz patrzy, hen, daleko

I w źrenicach łza migoce.

Taka piękna, taka młoda,

Siedzi w izbie młynarzowa,

Czemuż ćmi się jej uroda?

Czemuż smutna, gdyby wdowa?

Skąd ten smutek i tęsknota?

Skąd te w oczach srebrne łezki,

Gdy w alkierzu tyle złota,

Gdy tak jasny strop niebieski?

Są na niebie dla nich chmurki:

Ni im syna, ni im córki!

I cóż przyjdzie z bogactw w domu

Choćbyś pereł wór zarobił,

Gdy zostawić niema komu,

Czego człek się pracą dobił.

Nic dziwnego, że się łzami

Zalewają młynarzowie,

Boć są sami, zawsze sami,

Czy w robocie, czy w alkowie!

Czy dzień zwykły, czy to święto,

Czy mrok idzie, czy blask świta,

Nikt ich buzią uśmiechniętą

Przez okienko nie powita.

Rozchylając ustek wiśnie,

Nie zagwarzy, jak to dzieci,

I tatusia nie uściśnie,

I do mamy nie przyleci.

Głucha cisza w długie noce

I w dzień cisza na dom spada,

Tylko stary młyn turkoce

I z wiślaną falą gada.

Gdybyż w domku życia kwiecie:

Jedno dziecię! Jedno dziecię!