III

Po robocie całodziennej,

Hołd złożywszy świętym Pańskim,

Spać się kładzie młynarz senny

W swoim domku nadwiślańskim.

A nim do snu się ułoży,

Przed obrazem kornie klęka,

Gdzie z Dzieciątkiem w glorii Bożej

Przenajświętsza lśni Panienka.

I tak błaga i tak prosi

O dziecinę dla swej chaty,

Ku niebiosom głos podnosi,

I duch w niebo mknie skrzydlaty.

Zda się, płynie w pozaświecie

Swe zwierzając Bogu żale:

Daj mi, Panie, małe dziecię,

Bym je chował ku Twej chwale!

Noc gwieździsta dookoła

Szatą mroku świat osnuwa,

A pod domkiem straż anioła

Nad snem dobrych ludzi czuwa.

Śpi nasz młynarz utrudzony

A wtem: Boże! Jakież cuda!

Czy to niebios sen wyśniony?

Czy to tylko zmysłów złuda?

W płaszczu modrym, jak niebiosa,

Cała w blaskach, gdyby zorza,

Jasnooka, złotowłosa

Przed nim staje Matka Boża!

A gdy pada na kolana,

Wskroś radością wielką zdjęty,

Głos Jej słyszy: „Wielbij Pana,

Bo twój pacierz w niebo wzięty.

Wzięty w niebo, usłyszany,

Człecze dobry, pracowity,

Więc gdy wstanie świt różany

I wybłyśnie na błękity,

Idź po samym Wisły brzegu

Od swojego domku proga,

A gdzie ujrzysz wzgórek w śniegu,

Zbuduj kościół na cześć Boga.

Bo ci mówię w tej godzinie

I nasz Stwórca tak uczyni,

Że nim jeden rok upłynie,

Ochrzcisz synka w tej świątyni.

W prawdzie, w szczęściu, w łasce Bożej,

Mając w sercu cnót promienie,

Twoje plemię się rozmnoży

Po dziesiąte pokolenie.”

Cudna postać się rozpływa,

Jak marzenie, jak mgła lekka,

Młynarz ze snu się porywa, —

A już niebo świt obleka.