IV

Idzie młynarz Wisły brzegiem,

W śpiewem ptaków ranek gwarny;

Gdzież tu wzgórek kryty śniegiem,

Gdy na świecie lipiec skwarny?

Fale zboża wietrzyk wzdyma,

Słonko parzy, świecąc cudnie,

Toć daleka jeszcze zima!

Toć na śniegi mroźne grudnie!

Ale w wierze niepożytej

Nie zawaha się na chwilę,

Bo, co spojrzy na błękity,

Coś mu w sercu szepce mile:

Niech cię trudność nie przeraża,

Kto nie sieje — ten nie zbiera,

Szczera wiara cuda stwarza,

Góry nosi wiara szczera!

Już przybliża się południe,

Nagle: istne dziwowiska!

Patrz, młynarzu, jakże cudnie

Bliski wzgórek srebrem błyska.

Na szczyt wzgórza młynarz bieży

I przyklęka oniemiały,

A tam śniegu obrus leży,

Obrus śniegu, zimny, biały.

Cud się spełnił z woli nieba,

Więc ku czci Jej nieustannej,

Teraz prędko, prędko trzeba

Stawiać kościół Marii Panny!