SCENA V
Przed domem Sokratesa. Wykrętowic i uczeń Sokratesa, pełniący obowiązek odźwiernego.
UCZEŃ
Wściekł się! To wali! Któż tam do pioruna!!
WYKRĘTOWIC
Ja, syn Odrzyców, Wykrętowic, z Kikin95.
UCZEŃ
Gbur jesteś w rzeczy, bo walisz piętami
Tak bez systemu we wrota, żeś sprawił,
Iżem poronił myśl w łonie poczętą...96
WYKRĘTOWIC
Odpuść mi, jestem z wioszczyny zapadłej.
Lecz przebóg, cóżeś za dziwo poronił?
UCZEŃ
Zakon97 nie każe mówić, li98 współuczniom!
WYKRĘTOWIC
Mów zatem śmiało, toć ja, w mej osobie,
Idę na ucznia do tej pomysłowni.
UCZEŃ
Powiem, lecz to jest tajemnica święta.
Właśnie Sokrates spytał Chajrefonta,
Ile pchła własnych stóp uskoczyć zdoła,
Co jednym susem ze brwi Chajrefonta
Skoczyła sobie na mistrza łysinę.
WYKRĘTOWIC
z ogromnym zaciekawieniem
I on to zmierzył?
UCZEŃ
Najdokładniej w świecie.
Wosk roztopiwszy, pchłę sprawnie uchwycił
I obie łapki zanurzył w płyn lepki.
Wosk ostygł: pchła ma damskie, perskie buty.
Te zdjął i nimi rozmierzył odległość.
WYKRĘTOWIC
Królu Dijosie! To ci spryt nad spryty!
UCZEŃ
Zdziwisz się kiedy poznasz inny pomysł
Mistrza!
WYKRĘTOWIC
No — jakiż? Zaklinam, mów śmiele!
UCZEŃ
Pytał go kiedyś Chajrefont Sfetejski99,
Jak myśli o tym: czy ryjkiem gra komar,
Czy też muzykę czyni tyłka końcem?
WYKRĘTOWIC
Cóż mistrz powiedział o komarzym tonie?
UCZEŃ
Tak rzecz wyłuszczył: komar ma kiszeczkę
Wąską. Jelitem cienkim wiatr pomyka,
Przemocą party, wprost na dół do tyłka,
Który się kończy podwiniętym lejkiem.
Więc zadek śpiewa, gdy weń dmuchnie komar.
WYKRĘTOWIC
ze zdumieniem
To tak... to zadek u komarów trąbką...
O trzykroć szczęsny bądź, badaczu kiszek!
Jak snadnie100 taki wykpi się z procesu,
Co na wskróś przeznał jelita komara!
UCZEŃ
Onegdaj pomysł świetny był postradał
Z winy jaszczurki.
WYKRĘTOWIC
bardzo zaciekawiony
Jako? Gadaj żywnie101!
UCZEŃ
Gdy badał drogi i zmiany księżyca
Z głową zadartą, gębę rozdziawiwszy,
Jaszczurka z dachu wprost siknęła do niej102.
WYKRĘTOWIC
śmieje się do rozpuku
Jaszczurka twoja, sikająca w mistrza,
Jest, wiesz, ucieszna!
UCZEŃ
Wczoraj na wieczerzę
Nie było w domu ni kawałka chleba.
WYKRĘTOWIC
No — czym was karmił, jak się mistrz wychytrzył?
UCZEŃ
Byli-m w palestrze: tam na stół ofiarny
Nasypał piasku, zgiął rożen, by103 cyrkiel,
Wszyscy się gapią: on łap ćwiartkę mięsa!
WYKRĘTOWIC
O, już Talesa104 nie uwielbiam wcale!
Więc otwórz, puść mnie do tej pomysłowni
I zaraz mi tu pokaż Sokratesa!
Chce mi się na gwałt, chce, chce... uczyć: puszczaj!
Uczeń otwiera drzwi ostrożnie, lecz w tej chwili wysypuje się cała gromada młodzików obszarpanych, bladych, chudych i brudnych. W głębi dużej sali widać innych uczniów w rozmaitych pozach; tuż obok stoją różne przyrządy naukowe, jak cyrkle, gnomony105, tablice geograficzne z metalu, oraz astronomiczne rysunki gwiazd i nieba. Wykrętowic, zobaczywszy tylu obdartusów, woła zdumiony
WYKRĘTOWIC
O Heraklesie, a to co za stwory?
UCZEŃ
Co się tak gapisz, do kogo ich równasz?
WYKRĘTOWIC
Do jeńców z Pylos, głodomorów Sparty106.
Przecz patrzą na dół, w ziemię ślepia wbiwszy?
UCZEŃ
Szukają rzeczy pod ziemią.
WYKRĘTOWIC
A? cebul
Szukają? Chłopcy, nie troszczcie się o to!
Znam pole takie, gdzie są duże, ładne.
A ci, co robią, co się tak zgarbili?
UCZEŃ
Erebu107 mroki przebijają wzrokiem.
WYKRĘTOWIC
pokazując na bose pięty uczniów
Czemuż ich zady spoglądają w niebo?
UCZEŃ
śmiejąc się
Z własnej fantazji liczą niebios gwiazdy.
do uczniów, którzy się tłoczą z ciekawością do nowo przybyłego.
Wnijdźcie108 w dom zaraz, bo tu mistrz was spotka!
WYKRĘTOWIC
Daj im pozostać, chciałbym z nimi chwilkę
Pogwarzyć w sprawie, która mnie obchodzi.
Uczniowie odchodzą i nikną w głębi budynku.
UCZEŃ
Lecz im nie wolno na świeżym powietrzu,
Ani na dworze długo baraszkować.
WYKRĘTOWIC
Więc gorze nam, gorze!
Rozchylają się w głębi uczelni opony: widać w górze, u samego stropu, Sokratesa siedzącego w ogromnym koszu, wiszącym na linie. Teraz spostrzega go Wykrętowic.
WYKRĘTOWIC
A tam ki kaduk109? Któż tam buja w koszu?
UCZEŃ
On jest.
WYKRĘTOWIC
Któż ten on?
UCZEŃ
Sokrates.
WYKRĘTOWIC
z adoracją
Sokrates!?
Sokrates nie słyszy wołającego, przeto chłop zwraca się do ucznia.
Nuże, wołaj go, wołaj wielkim głosem!
UCZEŃ
udając ogromnie zajętego
Sam go zawołaj; nie mam chwilki czasu!
wybiega pędem.