SCENA VI
Wykrętowic, Sokrates.
WYKRĘTOWIC
woła coraz głośniej
Mości Sokrates, mości Sokratesku!
Sokrates, zawieszony w powietrzu, opuszcza się z wolna i, nie dotykając sceny, mówi z kosza.
SOKRATES
Po cóż mnie wzywasz, ty marna istoto?
WYKRĘTOWIC
Racz mnie nasamprzód110 objaśnić, co robisz?
SOKRATES
W eterach bujam, słońce w myślach ważę.
WYKRĘTOWIC
Więc z góry patrzysz na bogów, jak z grzędy
Kogut na kury?
SOKRATES
Nie mógłbym inaczej
Nadziemskich tajni przeniknąć do głębi:
Muszę zawiesić jaźń, aby um111 wiotki
Zmieszał się z równie powiewnym eterem112,
Kto z ziemi, z dołu, bada górne zjawy,
Nic nie wykryje. Ziemia bowiem ciągnie
Swą siłą k’sobie mdłe113 opary umu;
Tak ciągnie z ziemi opary rzeżucha.
WYKRĘTOWIC
do siebie
Jako? Um ciągnie parę do rzeżuchy?!
do Sokratesa
Mój Sokratesku, zleź ty z kosza do mnie,
Byś mnie nauczył tego, po com przybył.
Sokrates wychodzi z kosza, który podciąga jeden z uczniów w górę. Postać jego gruba, jakby „od topora”, głowa potężna, kark krótki, gruby, oczy wypukłe, groźne, chiton brudny, boso. Majestatycznym krokiem zbliża się ku ławie i zasiada, podczas gdy Wykrętowic stoi z uszanowaniem.
SOKRATES
Za czym przybyłeś?
WYKRĘTOWIC
wznosząc doń ręce błagalnie
Naucz ty mnie gadać,
Albowiem lichwa114 i te psy, lichwiarze,
Drą, żrą, roznoszą mnie żywcem i grabią!
SOKRATES
Jakże się stało, żeś tak zabrnął w długi?
WYKRĘTOWIC
Choroba końska, nosacizna115 żre mnie:
Wżdy wyucz ty mnie swojej drugiej mowy,
Tego wywodu, co nic nie oddaje...
A ja ci, klnę się na bogi, zapłacę!
SOKRATES
Na jakie bogi klniesz się? Tej monety
Boskiej my wcale nie uznajem.
WYKRĘTOWIC
Tylko
Żelazną? Klniesz się, jako Bizantyńcy,
Na żeleziaki116?
SOKRATES
Nie rozumiesz tego.
A czy chcesz poznać li prawdę o bogach?
WYKRĘTOWIC
Jużci, na Zeusa.
SOKRATES
Chcesz, by moje Bóstwa,
Chmury, gadały z tubą?
WYKRĘTOWIC
Z całej duszy!
SOKRATES
Siadaj tu zatem na święty trój... tapczan117!
WYKRĘTOWIC
Już siedzę.
Natychmiast siada na tapczanie: w tej chwili przybiega kilku uczniów, niosących przybory potrzebne do rytuału, jako to: wieńce, mąkę w koszyczku, kadzielnicę i żużelnik z ogniem. Wprawnie pomagają mistrzowi w ceremonii.
SOKRATES
z kapłańską powagą wkłada sobie wieniec mirtowy na głowę, a drugi podają chłopu.
Ten zaś wieniec włóż na skronie118.
WYKRĘTOWIC
z trwogą
Po cóż to? Gwałtu! Chciałbyś mnie, Sokracie,
W ofierze bogom rznąć, jak Atamanta119?
SOKRATES
Nie. Obrzęd jednak od wtajemniczanych
Wymaga tego.
WYKRĘTOWIC
wkłada wieniec na głowę z pomocą chłopaków
Cóż ja zyskam na tym?
SOKRATES
Będziesz frant120 gębą, będziesz mełł, jak pytel121: —
Ani truń teraz!
Sypie na głowę chłopa mąkę i sól z koszyczka.
WYKRĘTOWIC
zasłaniając się rękami przez zbyt grubymi kawałkami soli
Przebóg! Nie zełgałeś;
Wżdy łeb mój zbity zacznie wnet siać mąką!