SCENA VII
Ci sami.
SOKRATES
Pokornie, starcze, umilknij
I słuchaj duchem modlitwy:
rzuca uroczyście kadzidło na ołtarz i kadzielnicę, wznosi dłonie w modlącej posturze i mówi z emfazą
Władyko, Wietrze bezkreśny,
Co dzierżysz ziemię w zawiesi,
Eterze jasny, wy Chmury,
Boginie łun i piorunów.
Wstań, Trójca włastów122 — i jaw się!
Nad głową ucznia zawiśnij!
Horyzont ciemnieje, słychać dalekie grzmoty.
WYKRĘTOWIC
z okrutnym strachem, dzwoniąc zębami, naciąga płaszcz na głowę
Nie teraz, jeszcze nie teraz,
Aż ściągnę kaptur, bo zmoknę.
Żem ja też z domu wychodząc,
Zapomniał czapy — psiajucha!
SOKRATES
kończąc modlitwę uroczystym tonem
Bywajcie, Chmury prześwięte!
Wyznawcy temu się jawcie,
Czy na Olimpu turnicach123,
Zawianych śniegiem, siedzicie,
Czy w Okeana gdzieś sadach
Rej124 święty Nimf spowijacie,
Czy wodę z Nilu limanów125
Konwiami126 ssiecie złotymi,
Czy Staw Meocki127 tulicie,
Czy łeb śnieżystą Mimanta128,
Głos słyszcie, przyjmcie ofiarę
I obrzędowi folgujcie129!