SCENA XXIV
Poprzedni i Sokrates.
Wychodzi Sokrates, witając na widok prezentu bardzo grzecznie.
SOKRATES
Czołem, mości Wykręt!
WYKRĘTOWIC
Czołem, niechże ta, lecz przyjmij to naprzód!
Trza bowiem uczcić pana profesora.
Sokrates odstawia na bok wór241.
Teraz gadajcie, czy syn mój, co u was
W szkole się uczy, pojął te praktyki?
SOKRATES
Pojął.
WYKRĘTOWIC
westchnąwszy z ulgą — do Arcychmury
Chwałaż ci, Królowo krętaczy!
SOKRATES
Tak, że się wyłżesz snadnie z każdej sprawki.
WYKRĘTOWIC
Choćby i świadki byli, żem pożyczył?
SOKRATES
Tym snadniej, choćby ich było tysiące!
WYKRĘTOWIC
tańczy i śpiewa solo
Hurra, Hurra! Krzyk podnoszę,
Z pełnej piersi, niech drży wróg!
Rońcie łzy, o ważygrosze,
Wy, kapitał, proces, dług,
I procenty od procentów!
Już wy mi teraz nie zrobicie psoty:
Taki mi synek roście szczerozłoty
W domu tych krętów!
Dwusiecznym ozorem łyskający w skos,
Rycerz na kresach242, gazdostwa zbawca, na wrogi knut243,
W gorzkich opałach ojcu słodki miód!
Dalejże raźno do mnie go pozywaj!
„Dzieciątko moje, synu, przybywaj244,
Słysz ojca głos!”