SCENA XIV

Z pałacu wychodzą odźwierny Ajakos i Ksantias.

AJAKOS

Na Zeusa zbawiciela! Zacny jakiś szlachcic

Twój pan!

KSANTIAS

Szlachetny szlachcic, widać to od razu:

Zna się tylko na dwojgu, winie i dziewczynie.

AJAKOS

Ale że cię nie wyprał, gdy się wręcz wykryło,

Że ty niewolnik marny, udawałeś pana!

KSANTIAS

Niech spróbuje!

AJAKOS

Wiesz, zuchu, zrobiłeś to wszystko

Tak czysto po naszemu. Cieszy mnie to mocno.

KSANTIAS

Cieszy cię? Ejże, prawda?

AJAKOS

Ależ jestem w raju,

Gdy mogę nakląć panu, choćby gdzie na boku.

KSANTIAS

Umiesz warczeć, gdy tęgie oberwiesz batogi

I wynosisz się za drzwi?

AJAKOS

Ależ arcyprzednio!

KSANTIAS

U was roboty dużo?

AJAKOS

Diabli mi robota!

KSANTIAS

O Zeusie pobratymie, umiesz podsłuchiwać,

O czym mówią panowie?

AJAKOS

Z radości szaleję!

KSANTIAS

I zaraz tam za drzwiami wszystko paplać?

AJAKOS

Tak jest.

Lecz potem bal mam taki, że z uciechy leję!

KSANTIAS

O Febie166 Apollinie! Dawaj tu swą łapę,

Pozwól się ucałować, pocałuj i gadaj,

Na Zeusa, który dla nas jest kijów patronem,

Co to za burda u was, wrzaski i wyzwiska?

AJAKOS

To kłótnia Ajschylosa i Eurypidesa.

KSANTIAS

z podziwu

Aaaaa!

AJAKOS

Sprawa wielka powstała, awantura, mówię;

Między nieboszczykami bunt i rewolucja!

KSANTIAS

Jak to?

AJAKOS

Jest prawo, z dawna tu ustanowione

Dla wszystkich sztuk szlachetnych, aby mistrz największy

Spomiędzy współartystów miał stół swój w prytanii167

I tron obok samego Plutona...

KSANTIAS

Rozumiem.

AJAKOS

Dopóki nie przybędzie inny większy jaki.

Wtedy musi ustąpić.

KSANTIAS

Któż śmiał Ajschylosa

Niepokoić?

AJAKOS

Toż siedział na tragicznym tronie,

Arcymistrzem swej sztuki będąc.

KSANTIAS

Któż go wygryzł?

AJAKOS

Gdy tutaj Eurypides zstąpił, przedstawienie

Dał przed bandą złodziejów kąpielowych, zbójów,

Rzezimieszków, włamaczy, zbirów, ojcobójców.

A jest tu tej hołoty huk, ot, jak w Hadesie.

Ci słuchając tych kruczków, wykrętasów, zwrotów,

Zwariowali do reszty: zrobili go mistrzem,

A on, poparty przez nich, targnął się na stolec,

Gdzie Ajschylos siadywał.

KSANTIAS

Bili kamieniami?

AJAKOS

Bili weń, ale naród wołał, aby złożyć

Sąd, który z nich w swej sztuce mistrzem się pokaże.

KSANTIAS

Naród tych łotrów?

AJAKOS

Tak jest. Wrzeszczał wniebogłosy!

KSANTIAS

Byli tu przecież inni, stronnicy Ajschyla!

Zwraca się do widzów.

AJAKOS

Ale liczba szlachetnych tu, patrz, jaka mała!

KSANTIAS

Cóż więc Pluton z tym fantem zamierza uczynić?

AJAKOS

Zapasy nam wyprawi, próbę i sąd sztuki.

KSANTIAS

Ależ bo czemu tronu Sofokles nie zajął?

AJAKOS

Nie chciał tego, na Zeusa! Skoro tutaj zstąpił,

Ucałował Ajschyla, prawicę uścisnął,

Chociaż mu się Ajschylos sam usuwał z tronu.

Teraz zaś postanowił czekać, jak w odwodzie.

Jeśli Ajschylos wygra, to go uzna chętnie;

Jeśli nie, z Eurypidem wystąpi do walki.

KSANTIAS

A więc zacznie się heca?

AJAKOS

Tak jest, za chwileczkę:

Właśnie tu, na tym miejscu, wnet się zakotłuje

I na ogromną wagę wpakują poezję!

KSANTIAS

Co? Na kramarską wagę wysypią tragedię?

AJAKOS

Ba, i prawidła168 wniosą, łokieć169 od wyrazów,

I formy czworoboczne...

KSANTIAS

Cegłę robić będą?

AJAKOS

I kliny, i podziałki. Eurypides twierdzi,

Że będzie każde słowo tragedii rozmierzał.

KSANTIAS

Sądzę, że się Ajschylos bardzo teraz sierdzi.

AJAKOS

Jak byk poziera, groźnie pochyliwszy rogi.

KSANTIAS

A kto im będzie sędzią?

AJAKOS

W tym ci sęk nie lada,

Uznali bowiem obaj, że tutaj brak mądrych.

pokazuje na widzów

Ajschylos nie chciał nawet Ateńczyków wybrać!

KSANTIAS

Sądził słusznie, że ogół z nich to rzezimieszki.

AJAKOS

Innych ma on za błaznów, by się poznać mogli

Na wartości poetów. Przeto panu twemu

Rzecz oddali; on przecie rzeczoznawca, majster.

Lecz wejdźmy, bo panowie, kiedy się zawezmą,

To się nam bardzo łatwo dostaną batogi.

Wbiegają w dom.

CHÓR

śpiew (814–819)

Oto gniewem wybuchnie gromowładny wieszcz,

Aż przez białka źrenicą dziki błyśnie szał,

Gdy zobaczy, jak rywal na krytyczny bój

Ząbki ostrzy i wdziewa swój wojenny strój!

Z jednej strony huf w szyszakach pióropusznych rytmów.

Wódz potrząsa grzywą hełmu i grzywą czupryny,

Brwi namarszczy, głosem ryknie, na wroga wyzionie

Wiersze jak maczugi kute — oddechem olbrzyma

Rwąc na drzazgi przeciwnika ni to morski orkan.

Z drugiej strony huf otrębów i na szczudłach wióry.

Wódz się czai, mistrz na gębę, wyrazów oprawca,

Jęzor lata jak kołowrót, wargi drżą złośliwie;

Jak pochwyci w swoje szpony rytm tubalnych dźwięków,

Będzie go krytycznym zębem szarpał, darł ze skóry!

Z pałacu wychodzą Dionizos, Eurypides, Ajschylos.