III. Jak Zygfryd przybył do Wormacji
Żył młodzieniec bez troski, żył w szczęściu, swobodzie,
Aż posłyszał o owej przecudnej urodzie
Królewny ziem burgundzkich. Jej to wdzięki potem
Raj mu i zgon przyniosły za losu przewrotem.
Głośną była jej piękność, a każdy powiada,
Iż w pięknej główce miała rozumek nie lada
I serca zalet wiele; więc się też wybiera
Zalotników bez liku do kraju Guntera.
Lecz chociaż przy niej gachów kręciło się mnogo,
Nie skłoniło się dziewczę jeszcze do nikogo,
Bo miłość nie zbudziła się w dziewiczem łonie:
Daleko był jej przyszły jeszcze, w obcej stronie.
Ale już mu miłosne śniły się pieszczoty —
Wobec nikogo cóż inne znaczyły zaloty?
On musiał zdobyć każde serce, każde wdzięki!
Potem mu i Krymhilda nie wzbroniła ręki.
Miłości nie zażegnasz, gdy się ozwie w łonie:
Więc radzili mu krewni, by myślał o żonie,
By sobie jednę wybrał pośród grona dziewic,
«Więc wybieram Krymhildę!» — zawołał królewic.
«Jej piękność po wszej ziemi rozgłośną brzmi chwałą,
Chlubi się kraj burgundzki jej krasą wspaniałą —
I cesarz, władca świata, mógłby ją bez sromu
Rozkochany, jak żonę wprowadzić do domu».
Wnet się wieść o tych słowach do króla doniosła,
Dwór ją cały powtarzał, a w ustach wciąż rosła; —
Strapił się ojciec bardzo, bo syna zapały
Może mu wiekuistą zgubę gotowały.
A matkę Zygelindę zdjęła także trwoga
O syna, i przygniotła troska ją złowroga:
Znała męstwo Guntera i rycerskie cnoty
Jego druhów. — Zaczęli ganić te zaloty.
Ale Zygfryd do króla rzekł: «Ojcze i panie!
Więc mnie chyba w samotnym przyjdzie umrzeć stanie,
Bo ją kocham, a serce jeno dla niej bije!
Czego pragnę, nie zmienią nagany niczyje!»
«Ha, jeśli taka wola — rzekł ojciec nareszcie —
Toć chwalę taką stałość ku pięknej niewieście
I pomocy nie wzbronię, ile siły służą —
Lecz pomnij, Gunter dzielnych junaków ma dużo.
A choćby tam był tylko jeden Hagen śmiały,
Toć to wojownik butny, dumny i zuchwały —
I boję się, że sprawa nie pójdzie ci składnie,
Że nam twoich zalotów żałować wypadnie!»
«Żałować? — krzyknie Zygfryd — toć niedoczekanie!
będę prosił, — gdy prośbie zadość się nie stanie,
Dobędę miecza, męstwa złożę im dowody.
I zabiorę, co zechcę, i ziemie i grody!»
«Po cóż te groźby? — ojciec niechętnie odrzecze,
Gdy tam powiedzą, że ci w głowie walki, miecze,
Nie wiałbyś pewnie po co jeździć do Guntera.
Znam go z dawna i brata jego, bohatera.
Siłą nie weźmiesz siostry tym wężom walecznym,
Nie zda się krzyk, ni groźba. Lecz jeśli statecznym
Sposobem chciałbyś jechać do króla w gościnę,
To ci zbiorę życzliwych rycerzy drużynę!»
«Ja sam przecież nie myślę zaraz bójki zwodzić —
Rzecze Zygfryd — i na to huf rycerski wodzić;
Przecież wojny o pannę wieść nie mam ochoty,
Ni z mieczem w dłoni moje poczynać zaloty!
Jeśli zaś walczyć przyjdzie, sam pójdę i na stu!
Rad bym przecież w orszaku mieć zuchów dwunastu,
Dajcież mi tylu, ojcze!» Więc druhom wyprawy
Kazał król wydać błamy i sukna postawy7.
A już się do królowej doniosła nowina
O śmiałem przedsięwzięciu, więc ją o los syna
Zdjęła trwoga, bo znała Burgundów zuchwałość,
I w komnacie niewieściej wszczął się płacz i żałość.
Zygfryd młody co prędzej do matki pospieszył,
Zastał ją w łzach i troskach, więc z uśmiechem cieszył:
«Matko, po cóż te płacze i niewczesne trwogi?
Znasz mnie przecie? Mnie żadne nie przestraszą wrogi!
Raczej mi na wyprawę racz sposobić odzież,
Byśmy w burgundzkiej ziemi, ja i moja młodzież,
Mogli wystąpić jako dostatni rycerze,
A wdzięczny za te trudy podziękuję szczerze!»
Więc matka wreszcie rzecze: «Kiedy wola taka,
Cóż robić? Nie poskąpię szat dla jedynaka
I przystroję was pięknie, ciebie i drużynę,
I dam zapas na drogę w daleką krainę!»
Skłonił się matce Zygfryd: «Nie chcę ja orszaków
Licznych, ni wielkiej służby, tylko cnych junaków
Dwunastu, a tych, matko, szaty miej w pamięci,
Bo rad bym wnet obaczyć, jak się sprawa święci!»
Wnet zasiadły niewiasty i w nocy, i we dnie
Bez spoczynku nad igłą, — szyły niepoślednie
Stroje dla królewicza, a był zapas duży, —
Bo go nie mogło odwieść nic od tej podróży.
Król Zygmunt zaś ozdobne rozkazał dać zbroje,
Kiedy z ojczystej ziemi mieli jechać woje, —
Więc rozdano drużynie pancerze błyszczące
I szyszaki stalone i puklerze lśniące.
A kiedy już zabłysnął poranek wyprawy,
Znowu w sercach się troski wszczęły i obawy,
Czyli kiedy w ojczyste powrócą rubieże8.
A tam szaty i zbroje ładują rycerze.
Mieli rumaki dzielne i rzędy złociste,
Dusze pełne odwagi i miny sierdziste, —
Niełatwo byś dzielniejszych poczt zebrał junaków! —
Już chciał się żegnać Zygfryd i dosiąść rumaków.
Jeszcze go chciał wstrzymywać król i we łzach matka,
Lecz Zygfryd przy zamiarze wytrwał do ostatka
I pocieszał strapionych: «Otrzyjcie łzy, mili,
O mnie trwożyć się przecież nie trzeba ni chwili!»
Żal ścisnął mężów serca, niewiasty płakały,
Snać9 im serca przeczuciem wieszczem powiedziały,
Że wyprawa ta wielu przetnie życia wątek.
— Płacz był słuszny, bo nieszczęść i łez tu początek.
Siódmego dnia już konie po nadreńskim piasku
Stąpały ku Wormacji. W pozłocistym blasku
Lśnił dzielny poczt Zygfryda, błyszczał rząd bogaty,
Spokojnie a wspaniale sunęły bachmaty10.
Świecą się w słońcu jasno szerokie puklerze,
Błyszczą hełmy ozdobne. — W Guntera rubieże
Wjeżdża dworno i huczno11 Zygfryd, wojak śmiały, —
Nigdy tu nie zajeżdżał poczt tak okazały.
Ku ostrogom się ostre zwieszały koncerze,
W rękach długie oszczepy dzierżyli rycerze
A Zygfryda kopia gruba na dwie piędzie12
Z ostrym grotem, — straszliwe śmierci to narzędzie.
W ręku wodze złociste, — bogate, jedwabne
Na koniach napierśniki, — stroje sute, zgrabne —
Ludzie gapią się wszędzie, patrząc na rycerzy,
A na ich powitanie liczny orszak bieży.
Dzielnych wielu przypadło dworzanów do gości
I witało imieniem Ich królewskich Mości —
— Tak wymaga obyczaj, — zaczem z koni zsiedli,
A tamci już im tarcze zdjęli, inni wiedli
Konie, by odpoczęły po podróży długiej,
Ale Zygfryd zuchwały zawołał na sługi:
«Niech tu mój koń poczeka i rumaki rzeszy!
Nie zabawim się długo, — w drogę nam się spieszy.
Ale kto tu znajomy13, niech mi nie odmówi
Rady, gdzie pokłon oddać możemy królowi
Gunterowi, co krajem tym potężnie włada?»
Aż jeden, co mu dobrze znane to, zagada;
«Chcecie króla obaczyć? W onej wielkiej sali
Widziałem go, a kołem z nim pozasiadali
Męże rycerscy, — poznać możecie niemało
Bohaterów tej ziemi. Idźcie jeno śmiało!»
A już się i do króla doniosła wieść chyża,
Że się orszak rycerski do grodu przybliża,
W zbroi złotem kapiącej i w szacie wspaniałej,
Obcy pewnie, bo nikt ich nie zna w ziemi całej.
Zadziwił się król Gunter, z jakiej by to ziemi —
Rycerze przybyć mogli z szaty bogatemi
I strojno tak i zbrojno, pocztem okazałym;
Próżno pytał, nie wiedział nikt na dworze całym.
Jeno Ortwin, pan z Metzu, mąż dzielny bez miary
I bogaty, tak rzecze: «Niechaj Hagen stary,
Co mi wujem, przybędzie, to nam pewno powie,
Czego dworscy powiedzieć nie mogą panowie.
On zna postronne ziemie, niechajże obaczy
I powie nam, czy poznał tych obcych siłaczy!»
Więc król co żywo gońca po niego wyprawił
A wnet Hagen ze swymi na dworze się stawił
I pytał, czem królowi przysłużyć się może.
— «Obcy jacyś rycerze są na moim dworze,
Nikt ich nie zna: wy pewnie, Hagenie, powiecie,
Co to zacz, boście wiele bywali po świecie!»
— «Dobrze!» — rzekł Hagen krótko. Do okna się zwrócił,
Gdzie owi goście stali, szybko okiem rzucił,
Spodobały się rzędy i szaty ich świetne,
Ale obce mu były postacie szlachetne —
I rzekł: «Skądkolwiek nad Ren losy ich przyniosły,
Pewnie to są książęta lub książęce posły,
Konie mają przecudne i wspaniałą odzież,
Jaki bądź kraj ich rodzi, dostojna ta młodzież!
A jak mi się z postawy widzi i ich wzięcia14,
Chociaż nigdym Zygfryda nie widział książecia,
Przecież i po postaci, i chrobrej drużynie,
Zda mi się, że ten rycerz do nas przybył ninie15.
Dziwne on nam ze sobą przynosi nowiny!
On to zajął bogate Niblungów dziedziny
I zabił Nibelunga, i Szilbunga księcia
I cuda męstwa zdziałał od jednego cięcia.
Raz się wybrał bez służby i bojowych druhów,
A w podróży obaczył, jak to wiem z posłuchów,
U stóp wysokiej góry orszak mu nieznany,
Tam, gdzie skarb Nibelungów leżał zakopany.
Właśnie powynosili skarby te niezmierne,
Z jaskini, gdzie ich dotąd strzegły straże wierne,
I królewską spuściznę mieli dzielić całą;
Zygfryd patrzył się z boku i dziwił niemało.
Zbliżył się wreszcie do nich, niebawem rycerze
Ujrzeli go, a jeden zaraz głos zabierze:
Patrzcie, to siłacz Zygfry z Żuław, rycerz prawy!
Dziwne go między nimi czekały rozprawy.
Nibelung go i Szilbung uprzejmie przyjęli,
A za radą lenników usilnie poczęli
Prosić, by, co ma każdy z skarbu wziąć, przeznaczył.
Błagali go gorąco, — nakłonić się raczył.
Więc do działu się wzięli. A mówią powieści,
Że sto wozów klejnotów i pereł nie zmieści,
W zasiekach też leżała złota moc potężna. —
Wszystko miała Zygfryda dzielić ręka mężna.
Trud był wielki z podziałem; dali mu w nagrodę
Sławny miecz Nibelungów, — lecz książęta młode
Źle wyszli na rozjemcy, bo pod koniec sprawy
Wszczął się spór, — przyszło snadnie16 do kłótni i wrzawy.
Chociaż mieli przy sobie dwunastu rycerzy
Rosłych i w boju mężnych, Zygfryd gdy uderzy,
Ścielą się duże chłopy trupem, przy nich legło
I siedmiuset z drużyny, co w pomoc przybiegło.
Zygfryd pobił ich mieczem darowanym (miano
Balmunga nosił oręż), więc kiedy poznano
Siłę miecza i jak go dzierży rycerz młody,
Oddali mu i ziemie, i warowne grody.
Bogaci królewicze snem wiecznym posnęli, —
Karzeł Alberyk tylko, gdy inni zginęli,
Chciał pomścić swoich panów, ale poznał snadnie,
Że przed siłą Zygfryda ulec mu wypadnie.
Nie mógł obronić skarbu karzeł on potężny,
Choć jak lew rozjuszony toczył bój orężny,
Musiał oddać zwycięzcy skarbiec on niezmierny,
Także płaszcz dziwnej mocy — oddał sługa wierny.
Kto się walczyć ośmielił, wnet przypłacił głową —
Wreszcie Zygfryd rozkazał skarbiec on na nowo
Zanieść tam do jaskini, skąd go wydobyli,
A karzeł jego sługą stał się od tej chwili.
Przysiągł mu służyć wiernie i pilnować świecie
Skarbu, który mu Zygfryd oddał pod zamknięcie. —
Takich to czynów wiele dokazał, bo siłą
Nigdy może równego na świecie nie było.
Inne też krążą o nim powieści po świecie:
Że ogromnego smoka zabił, mówią przecie;
A że w smoczej posoce skąpał się po szyję,
Skórę ma jak róg twardą, — miecz jej nie przebije.
Radzę przyjąć uprzejmie tego bohatera!
Niech na nas pomsty swojej kiedyś nie wywiera,
Boć to mąż niepośledni, mężny, okazały,
A z czynów swych niemałej doczekał się chwały».
Na to król: «Łacno wierzę, zaprawdę, twej mowie!
Patrzcie, jak on tam stoi, z nim jego druhowie,
Zda się, że każdej chwili walki się podejmie.
Pójdziemy go na dole pozdrowić uprzejmie!»
«Można to iście czynić — rzekł Hagen — bez sromu,
Bo to syn potężnego królewskiego domu!
A widząc jego minę, przysiągłbym na Boga,
Że nie dla żartu do nas wypadła mu droga!»
Skończył Hagen, a król się zerwie i zawoła:
«Niechże zasiądzie witeź u naszego stoła,
Bo uczci bohatera burgundzka kraina!»
I wyszedł król powitać Zygelindy syna.
Uprzejmie pozdrowili i król, i dworzanie
Gości, a takie było serdeczne witanie,
Że Zygfryda od razu za serce chwyciło,
Iż go, choć nieznajomi, tak przyjęli miło.
«Rad bym wiedzieć — król pytał — z jakiej to przyczyny,
Cny Zygfrydzie, do mojej zjeżdżacie krainy?
Skąd was droga prowadzi, iżeście przybyli
Do Wormacji?» — A Zygfryd odpowie tej chwili:
«Zaraz powiem! Słyszałem już na dworze ojca,
Że nigdzie nie obaczy tęższego mołojca
Nad waszych zuchów. Trudno opowieści wierzyć,
Więc przybyłem przekonać się i z nimi zmierzyć.
Toż i o was mi z dawna powiadano wiele,
Ze żaden król w rycerskim nie sprosta wam dziele,
Po wszystkiej ziemi ludzie lubią o tem gadać.
Więc przybyłem naocznie prawdy się dobadać.
I jam rycerz, i kiedyś mam chodzić w koronie,
Rad bym pokazać ludziom, że po ojca zgonie
Godzien jestem zasiadać na królewskiej ławie;
Toż cześć moją i życie na los walki stawię.
Jeśli w was męstwo takie, jako naród prawi —
Nie dbam, czy komu radość to, czy smutek sprawi,
Do walki was wyzywam! Pójdziemy w zawody,
Gdy was zgromię, zabiorę i ziemie i grody!»
Król się zdziwił i wszyscy zdumieli rycerze,
Skąd się w onym młodzieńcu zuchwała myśl bierze,
Taka żądza zdobyczy, tak harda przemowa, —
Gniew im lica zapalił, gryzły ich te słowa.
«Cóżem to ja zawinił — król zawoła żywo —
Abym tracił ojcowską spuściznę poczciwą
Ze wstydem i dlatego, że twa siła znana?
Chybabym był niegodzien rycerskiego miana!»
«Próżne słowa! — zawoła Zygfryd — nuż do broni!
Niechże twe ramię kraje i grody zasłoni!
Inaczej biorę wszystko, lecz gdy w walce zginę,
Ty zajmiesz bez oporu całą mą krainę!
Twe dziedzictwo i moje stawmy przeciw sobie.
Kto zwycięży drugiego, weźmie ziemie obie,
I szeroko i krajem, i ludem zawładnie!»
Ale Hagen i Gernot odradzali snadnie.
Ten wdał się w rzecz: «My chcemy panować spokojnie,
Nie pragniemy zdobyczy, nie myślim o wojnie!
Szkoda życia dla łupu. Mamy ziemi mnogo,
Do nas z prawa należy, więcej do nikogo!»
Rycerze też zaledwie gniew swój hamowali,
A Ortwin z Metzu nie mógł powściągnąć się dalej
I zawołał: «Cóż godzić? wszak tu nie ma winy!
Zygfryd wyzwał na rękę królu bez przyczyny!
Ale choćbyście waszej nie mścili urazy,
A choćby Zygfryd rzeszę większą i sto razy
Przywiódł z sobą, niech ze mną spróbuje się śmiałek!
Zmuszę go, by zaprzestał gróźb tych i przechwałek!»
Zygfryd zakipiał gniewem: «Tego by nie stało,
By pierwsze lepsze ramię na mnie się porwało!
Jam z rodu król potężny, tyś królewski sługa.
Stań ty i tuzin takich, gra będzie niedługa!»
Ortwin rwał się do miecza, bolała go wzgarda, —
Był Hagena krewniakiem, dusza też w nim harda; —
Dziwo, że ten wżdy17 milczał, choć słyszał te zwady.
Ozwał się tylko Gernot, jedyny do rady:
«Za gorąco tę sprawę, Ortwinie, bierzecie!
Zygfryd nie chce nas hańbić, ani krzywdzić przecie,
A moja rada taka: zakończmy te waśnie!
A z kłótni szczera przyjaźń niech się zrodzi właśnie».
Hagen wtedy się ozwie: «Jużci nas nie cieszy,
Owszem przykrem być musi rycerzy twych rzeszy,
Że Zygfryd w naszej ziemi rozpiera się butnie18,
Gdy mym panom nie w myśli zajazdy, ni kłótnie!»
Lecz mężny Zygfryd na to żwawo mu odrzecze:
«Czy was, panie Hagenie, słowo me tak piecze?
Dobrze! więc wnet pokażę, że mej dłoni siłą
Narobię wam kłopotu, aż będzie niemiło!»
«Już ja to załagodzę!» — Gernot mu odpowie;
Wdał się między rycerzy, by dać pokój mowie
Zapalczywej, co wszystkim mogła wyjść na szkodę.
Wspomniał sobie i Zygfryd Krymhildy urodę.
Gernot godził zwaśnionych: «Cóż to wy myślicie?
Będziem walczyć, rycerzy wielu straci życie, —
Dla nas sławy niewiele, dla was zysku mało!»
Lecz Zygfryd Zygmuntowic19 odrzecze mu śmiało:
«Czemuż Hagen i Ortwin, co takie junaki,
Nie próbują się w walce z swoimi krewniaki?
Znajdą ich tu bez liku, gdy do walki skorzy!»
Ci milczeli, by kłótni nie rozżarzać gorzej.
Więc Giselher, Uoty ukochane dziecię,
«Powolne niesiem służby! — rzekł — witajcież przecie!
Miłymi nam tu gośćmi i wy, i drużyna!»
A z królewskiej piwnicy przyniesiono wina.
Gunter dodał uprzejmie: «Co nam nieba dały,
Podzielim chętnie z wami, rycerzu wspaniały!
Dla druha radzi mieniem nałożym i głową!»
Ostygł Zygfryd, — uprzejmą ujęli go mową.
Więc podróżne zasoby i zapaśne szaty
Z koni zdjęto, do stajni powiedli bachmaty,
Rycerzom co najlepsze rozdano gospody,
W gościnnym kraju gościom nie brakło wygody.
Sute było przyjęcie na królewskim dworze,
Uciech i zabaw wiele, któż policzyć może?
Czczono męstwo Zygfryda; kto go poznał z bliska,
W tym dzielny młodzian pewnie przyjaciela zyska.
Królowie i rycerze bawili się społem,
Ale zawsze przodował przed rycerskiem kołem
Dzielny Zygfryd; o lepsze nikt nie śmiał z nim chodzić,
Czy kamień przyszło rzucić, czy oszczepem godzić.
A kiedy się rycerze wdali między panie,
Poczynając umizgi, żarty, zalecanie,
Tu go wabiły oczka, tam uśmieszek prosił.
Ale on w swojej duszy wyższą miłość nosił.
Do czego zawołano, nigdy się nie lenił,
Ale trwał w swym zamiarze i serca nie zmienił,
A choć nie wiedział o tem, w komnacie niewieściej
Już myśl o nim rozkosznie młode serce pieści.
Bo kiedy po rycersku igrali na dworze
Rycerze i dworzanie, w panieńskiej komorze
Stała w oknie Krymhilda, patrząc na harc żwawy,
A ten widok za wszelkie starczył jej zabawy.
Gdyby przeczuć mógł Zygfryd, że z okna świetlicy,
Patrzą nań piękne oczy nadobnej dziewicy,
Gdyby ujrzeć ją zdołał, tę, co w sercu nosił,
Pewnie by najszczęśliwszym śród ludzi się głosił.
Gdy w rycerskim orszaku kroczył dzielny młodzian
Przez podwórze, młodości świeżą krasą odzian,
Tak śród innych odbijał pięknością i siłą.
Że niejedno serduszko skrycie dlań zabiło.
Ale Zygfryd rozmyślał jeno o sposobie,
By zobaczyć dziewicę, jak poczynać sobie.
Nie znał jeszcze królewny, choć mu była bliska,
Więc tęsknota i miłość serce żalem ściska.
Kiedy możni królowie wyjeżdżali w drogę,
To smutek dręczył znowu Krymhildę niebogę,
Bo i Zygfryd z królami wyjeżdżał pospołu,
Dla niej ani zabiegów szczędząc, ni mozołu.
I rok cały upłynął, odkąd się w krainie
Króla Guntera zjawił, rok bawił w gościnie,
A królewny nie widział, aż mu losu kolej
Przez nią i szczęścia wiele dała i niedoli.
IV. Jak walczył z Sasami
Aliści wieść się dziwna w Guntera stolicy
Rozeszła, że przybyli na dwór z zagranicy
Obcy posłowie, niosąc zapowiedzi wojny
I posmutniał królewski dwór dotąd spokojny.
Przybywali posłowie króla Liudgera
Z ziemi saskiej, możnego wielce bohatera;
Z nim Liudgast, król z Danii, zbierał się na boje
A wiódł w swoim orszaku co najlepsze woje.
Wysłali z zapowiedzią posłów najezdnicy.
Ci tę wieść do Guntera przynieśli stolicy,
A gdy tam posłyszano słowa wojownicze,
Wnet ich na dwór przed króla stawiono oblicze.
Król zapytał uprzejmie: «Witajcież na dworze
A powiedzcie, kto taki do mnie o tej porze
Przysłał was, bo mi wasi nieznani panowie!»
Mówił grzecznie, a przecież bali się posłowie.
I składali się, mówiąc: «Jeżeli raczycie
Posłuchać, możny królu, snadnie się dowiecie:
Liudger i Liudgast chcą najechać zbrojno
Wasze kraje i grożą, o królu, wam wojną.
Winy waszej nie znamy, lecz obaj książęta
Wrą na was srogą zemstą, nienawiść zawzięta
Wojną nadreńskiej ziemi grozi, a po temu
Sił im nie braknie! Słowu wierzcie rycerskiemu!
Za dwanaście tygodni mają począć wojnę:
Wiec przyjaznej drużyny zbierzcie hufce zbrojne,
Niechaj ziemi i grodów bronić wam pomogą,
Bo tu pęknie wnet hełmów i puklerzy mnogo.
Ale jeśli układów chcecie, miasto20 boju,
Raczcie rzec jeno, wtedy waszego spokoju
Nie naruszą, wojennej odstąpią wyprawy,
Którą życiem przypłaci niejeden zuch żwawy!»
«Dozwólcie chwilę, zanim wolę mą obwieszczę —
Odpowie król spokojnie — namyślę się jeszcze
I zapytam się wiernej o radę drużyny.
Wszak utaić nie mogę tej przykrej nowiny».
Zafrasował się Gunter tą wieścią niemało,
Wżdy milczał, ale w duszy rozważał rzecz całą,
Słał gońce po Hagena, po innych, by orzec
Przyszli, co czynić; słał też na Gernota dworzec.
Przybyli wnet do króla dostojni rycerze,
Zawezwani na radę, a król głos zabierze:
«Grozi nam wojna wielka, radźcież na to, mili!»
A Gernot, rycerz dzielny, zawoła tej chwili:
«Wojna grozi? Toć mamy miecz jeszcze u boku
Nikt śmiercią bez bożego nie padnie wyroku,
Kto ma zginąć, niech ginie, lecz z honoru drogi
Strach mnie nigdy nie zepchnie! Gdzież te nasze wrogi?»
Ale Hagen do rzeczy nie brał się tak skoro:
«Liudger i Liudgast wielkie siły zbiorą,
My wici nie zdołamy rozesłać tak snadnie, —
Zresztą — może Zygfryda zapytać wypadnie!»
Tymczasem posłom w mieście wskazano mieszkanie,
A Gunter prosił, aby uprzejme staranie
Mieć o nich, choć to wrogi, — (powinnością było,
Posłów szanować) — zanim obliczy się z siłą.
Rozmyślał król, co począć, a troska mu czoło
Ciężką chmurą zaległa. Wtem nadbiegł wesoło
Młody Zygfryd, — o wojnie nie słyszał nic jeszcze
I pytał króla, skąd te smutki w nim złowieszcze:
«Dziwo, że wy, mój królu, pierwszy do zabawy
I wszelakiej ochoty, dla jakowejś sprawy
Oblicze przysłonili czarną smutku szatą!»
A mądrze mu wytrawny rzecze Gunter na to:
«Toć nie mogę każdemu mówić, co mnie boli
I dręczy. Temu tylko zwierzam się w niedoli,
Co wiernym zawsze druhem mi i sprzymierzeńcem!»
Zygfryd bladł, to znów twarz mu płonęła rumieńcem,
Wreszcie rzekł: «Jam ni razu nie zawiódł was przecie;
Więc pomogę i teraz, gdy troska was gniecie.
Potrzeba wam przyjaciół? Liczcie na mnie śmiało,
Pomogę wam z honorem zakończyć rzecz całą!»
«Niech ci za dobre słowo zapłaci Bóg w niebie!
A chociażbyś mi pomóc nie zdołał w potrzebie,
Dość mi, żeś tak gotowy stać przy mnie w niedoli:
Może Bóg mi się kiedy odwdzięczyć pozwoli.
Teraz powiedzieć mogę, czemu jestem smutny:
Wypowiedział mi wojnę przez posły wróg butny21,
Ziemie mi chce najechać, kraj zabrać i grody, —
Takich wieści jam nigdy nie odbierał wprzódy».
«Więc jeno o to chodzi? — młodzieniec zawoła —
Rzućcie precz troski wasze, precz ten smutek z czoła!
Ja wam i sławę zyskam stąd i korzyść mnogą!
Proście jeno rycerzy, niech nam dopomogą.
Choćby wara zagrażało nieprzyjaciół więcej —
I choćby z sobą wiedli trzydzieści tysięcy
A ja tysiąc, nie pokpię sprawy! Za to ręczę!»
Na to Gunter zawoła: «Jakżeć się odwdzięczę!»
«Zwołajcie tylko tysiąc walecznych rycerzy, —
Bo ze mną li dwunastu po gospodach leży, —
A bezpieczne wam będą burgundzkie rubieże;
Dłoń moja wiernie w walce usłuży i szczerze.
Niechże Hagen, niech Ortwin w tej sprawie pomoże
Żwawy Dankwart i Sindolt, co na twoim dworze,
I Volker niechaj z nami na wojnę podąży, —
Pojedzie zuch ten przodem, jako nasz chorąży.
A posłowie niech do dom wracają co żywo
Z odpowiedzią, że stawim się im nieleniwo,
O grody zaś nie trwożym się, ni o krainę».
Więc król zaraz po krewnych słał i po drużynę.
I Liudgera posły stanęli na dworze,
— Każdy rad był, że cało do dom wracać może,
Jeszcze ich miłościwy król obdarzył hojnie
I dał glejty, by nazad22 wracali spokojnie.
«Odpowiedzcie — rzekł Gunter — tym, co was posłali,
By raczej tej wyprawy na mnie zaniechali,
Jeśli zaś wojny pragną, staną hufce chrobre
Druhów przy mnie. Zaczepka nie wyjdzie na dobre!»
Bogate posłom dano przy odprawie dary,
— A miał ich w swoim skarbcu król Gunter bez miary —
Nie śmieli wzgardzić niemi Liudgera posły
A na myśl o powrocie aż serca w nich rosły.
Kiedy do duńskiej ziemi poselstwo przybyło,
A Liudgast usłyszał, co im się zdarzyło
To nad Renem i z jakim powracają skutkiem,
Harda odpowiedź ciężkim przejęła go smutkiem.
Powiadali posłowie, że w burgundzkiej ziemi
Rycerzy dzielnych mnogo, jeden między nimi,
Zygfryd z Żuław, nad całą góruje drużyną.
Strapił się bardzo Liudgast tą przykrą nowiną.
Więc kiedy wysłuchano opowieści całej,
Nakazał król, by większe hufce się zebrały.
Miał dwadzieścia tysięcy wojaków wytrawnych
Wziąć na wojnę, rycerzy i dzielnych, i sprawnych.
Liudger swoich Sasów zbierał co najwięcej,
Że mieli razem wojska czterdzieści tysięcy
I już na kraj Burgundów wiedli hufce zbrojne,
Lecz i Gunter już wici rozesłał na wojnę.
Wezwał braci i krewnych z swoimi lenniki,
By do boju powiedli swe orężne szyki,
I Hagen przybył z swymi. Gotowy do drogi
Stanął zastęp, zagładę sposobiąc na wrogi.
Więc na wojnę! Gdy w pole ruszyli pochodem,
Przed wojskiem dzielny Volker niósł chorągiew przodem;
Nad Renem, kiedy orszak miał się już przeprawiać,
Hagen z Tronje, mąż dzielny, musiał szyki sprawiać.
Ruszał na boje Sindolt i Hunolt z ochotą,
Pragnąc w walce zasłużyć na Guntera złoto;
Ruszał Dankwart, Hagena brat, i Ortwin śmiały,
Dodając tej wyprawie i blasku, i chwały.
«Wy zaś zostańcie w domu, królu mój i panie —
Rzecze Zygfryd — boć za was dosyć mężów stanie, —
Więc spokojnie komnaty pilnujcie niewieściej, —
Nie uronim wam ziemi, ni rycerskiej cześci23.
A tych śmiałków, co wojną grozili zuchwale,
Zatrudnię w domu! — Chętka odejdzie im wcale,
Gdy ujrzą, że w ich ziemi nasze znaki błysły, —
Wnet się w smutek zamienią harde ich zamysły!»
Więc znad Renu przez heskie ruszyli rubieże
W kraj Sasów, a pożoga, zgliszcze i grabieże
Znaczyły pochód wojska; rozniosły to wieści —
Obaj królowie ciężkiej doznali boleści.
Przybył poczt na granicę. Pachołków, w tył szyków
Postawiono, a Zygfryd pytał wojowników:
«Któryż będzie po drodze czeladzią dowodził?»
— Jeszcze Sasom nikt w boju tak srodze nie szkodził —
«Niech wiedzie pacholęta — odrzekli rycerze —
Żwawy Dankwart, mąż dzielny, sprawny w każdej mierze!
Ustrzeże nas od szkody, mając baczność pilną,
Niechaj Dankwart i Ortwin obejmą straż tylną».
«A ja zaś — rzecze Zygfryd — pojadę na zwiady,
Aby dostać języka lub trafić na ślady,
I wybadać koniecznie, gdzie te wrogi przecie».
Wnet też zbroja okryła Zygelindy dziecię.
Zdał wojsko na Hagena pieczę i Gernota,
Co pierwszy, gdzie rycerska zdarzy się robota;
Sam na zwiady się w saską zapuścił ziemicę
I niejedne dnia tego porąbał przyłbice.
Ujrzał, jak tam na polu roją się niezmierne
Zastępy, — przy nich nikły hufce jego wierne,
Było tam ze czterdzieści tysięcy lub więcej.
Zygfryd cieszył się, boju pragnął najgoręcej.
Od wrogów też się rycerz wysunął na czaty,
W pełnej zbroi rycerskiej, w piękne odzian szaty.
Widział go Zygfryd, tamten spostrzegł go niebawem,
Obaj się wzajem okiem śledzili ciekawem.
Zacny to mąż wojennej podjął się usługi,
Złoty puklerz mu z ramion spływał, lśniący, długi, —
Był to Liudgast, wartę pełnił nieleniwo,
A już nań dzielny Zygfryd pomyka co żywo.
Zoczył go król i czwałem puścił się na wroga,
Bodzie konia do biegu żelazna ostroga,
Na tarcze mierzą długich kopij ostre groty, —
Nie myślał król, że tyle będzie do roboty!
Pękły drzewce, lecz dalej poniosły ich konie
Rozhukane, jak wicher, co szumi przez błonie,
Zwrócili je wędzidłem, ostrogami sparli,
I z mieczem w dłoni znowu na siebie natarli.
Ciął Zygfryd po szyszaku wroga z siłą całą,
Grzmot się rozległ i pole od ciosu zadrżało,
Prysły iskry z szyszaka, jak z ognistej głowni, —
Zeszli się zapaśnicy, siłą, prawie równi!
Liudgast mu na każde odpowiadał cięcie —
Godził w tarcz przeciwnika, a rąbał zawzięcie,
Już na pomoc Duńczyków trzydziestu pomyka, —
Lecz nim przybyli, Zygfryd zgromił przeciwnika.
Zadał królowi takie okropne trzy rany
Przez zbroję, — bo był cały w żelazo odziany —
Iż miecz po cięciu z rany wyniósł krwawe znaki.
Więc Liudgasta spotkał smutny koniec taki.
Błagał o życie, kraj mu cały w okup składał,
Że jest Duńczyków królem, zwycięzcy powiadał. —
Wtem przybyli rycerze, co widzieli z dala,
Jak im króla na czatach przeciwnik obala.
Zygfryd chciał uprowadzić jeńca, lecz drużyna
Zabiega, odciąć pragnie, godzić nań poczyna,
Ale bułat Zygfryda gęsto na nich padał, —
Obronił jeńca, szkody więcej jeszcze zadał.
Legło onych trzydziestu trupem z jego dłoni,
Li jeden umknął z życiem, ten uszedł pogoni
I przyniósł do obozu wieść o tej przegranej, —
Że nie kłamał, poświadczał szyszak krwią zbryzgany.
A kiedy po obozie gruchnęła nowina,
Że król jeńcem, — strapiła ciężko się drużyna;
Liudger szalał z gniewu, że mu wzięto brata,
Ból go nękał, a ciężka przygniotła go strata.
Tymczasem do obozu powiódł Zygfryd śmiały
Jeńca, kędy burgundzkie szyki go czekały,
I oddał w straż Hagena. Radość ze zwycięstwa
Podniosła ducha w wojsku i dodała męstwa.
A już Zygfryd rozkazał chorągiew przytroczyć
I wołał: «Trzeba więcej krwi jeszcze utoczyć,
Nim zgaśnie słońce, chyba że sam w boju zginę!
Nie jednę my dziś saską zasmucim dziewczynę.
Za mną, męże znad Renu! Za mną, wojowniki!
Powiodę was, gdzie stoją Liudgera szyki, —
Ujrzycie, jako hełmy pękają od ciosu
Chrobrej ręki, — dziś wrogom nie zazdroszczę losu!»
Już Gernot na koń siada, a z nim wierna rzesza,
Bieży cny grajek Volker, uchwycić pospiesza
Swą chorągiew i staje z nią na wojska czele,
Za nim czeladź do walki szykuje się śmiele.
A było ich nie więcej, jak tysiąc wojaków
I dwunastu rycerzy. A kurz się ze szlaków
Wzbił w górę, gdy przez saską jechali ziemicę, —
Lśnią tarcze, błyszczą zbroje, świecą się przyłbice.
Lecz już się przybliżały do nich wrogie szyki,
Ostre miecze dzierżyli w ręku wojowniki
A władali też nimi walecznie w zawody,
Idąc w bój za ojczyznę, za ziemie i grody.
Wiodą wojska wodzowie, dwóch królów hetmany
A Zygfryd w bój pomyka, za nim huf dobrany
Mężów, co dlań ojczyste rzucili Żuławy.
Wpadli na wrogów szyki: dzień się począł krwawy.
Sindolt i Hunolt dzielny pospołu z Gernotem
Walczą, z ich rak niejeden ściele się pokotem,
Zanim jeszcze okazać zdołał swoje męstwo,
Łzy i jęki za sobą wiodło ich zwycięstwo.
Ówdzie zaś Volker śmiały i Hagen z siestrzanem
Walczą śród wrogów z męstwem niepohamowanem,
Kędy cios padł, wnet jasny szyszak krwią opływał;
Tam znowu Dankwart cudów męstwa dokazywał,
Lecz i Duńczycy wcale nie skąpili ręki:
Od pchnięcia kopij tarcze w głośne brzmią rozdźwięki,
A jak gromy na karki padają oręże;
Obok nich walczą dzielnie Liudgera męże.
Burgundzkie hufce ławą w wir walki ruszały,
Grzmiały miecze o hełmy, wnet się krwią zmazały,
Popłynęła po siodłach wraża krew strumieniem:
Czci i sławy się każdy dobijał ramieniem.
Wtem chrzęst rozgłośny! Spadły z grzmotem na puklerze
Ostre miecze: natarli Zygfryda rycerze
W huf najgęstszy, już wrogom wsiadają na karki,
Wódz przodem, w jego tropy lot ich poniósł szparki.
W natarciu im z Burgundów ni jeden nie sprostał,
Kędy przebiegli, potok czerwony pozostał.
Ciął Zygfryd hełmy, strugą krew przelewał wrażą,
Aż znalazł Liudgera z swą przyboczną strażą.
Dwa razy przedarł szyki, trzeci raz przedziera,
Aż Hagen przez zastępy w pomoc się przebiera
Ku niemu i wnet pędem uderzyli razem,
Śmierć siejąc, kędy ostrem dosięgną żelazem.
Gdy spostrzegł król Liudger, co się z wojskiem dzieje,
Jak Balmung, miecz Zygfryda, wszędzie zgubę sieje,
Że padają, jak wichru zdmuchnięci powiewem,
Wstrząsnął się cały, z bólu strasznym zawrzał gniewem.
Pomknął — i natarł na się przyboczny huf gęsty,
Wszczął się zamęt, ścisk, hałas, rozległy się chrzęsty,
Wodze idą o lepsze, krew się leje rzeką,
Drgnął szyk saski, lecz walczy, — tamci raźniej sieką,
Wiedział już Sasów książę, że Liudgast wzięty
Jeńcem, więc pomsty żądał gniew jego zawzięty,
Wiedział też, że Zygfryda ręki to robota,
(Choć inni posądzali o ten czyn Gernota),
Więc rąbał, co sił stało; od miecza zamachu
Ugiął się koń Zygfryda i potknął z przestrachu.
Lecz gdy się rumak podniósł, już junak bez trwogi
Walczył, siejąc zagładę, rozszalały, srogi.
A pomagał mu Hagen i Gernot niemało,
Pomagał Dankwart, Volker, więc trupem leżało
Mężów mnogo, — i Sindolt i Hunolt z Ortwinem
W boju niejednym chrobrym wsławili się czynem.
Zawsze razem się w walce trzymali junaki,
A coraz to wyleci oszczep nad szyszaki
Z ich ręki, w lot przebija jaką tarczę lśniącą
Że się zaraz zrumieni krwią z rany płynącą,
I co chwila się z konia jaki rycerz zwali
Trupem. Aż wreszcie w walce z sobą się spotkali
Mężny Zygfryd i Sasów król, Liudger śmiały,
W zgiełku, kędy oszczepy najgęściej padały.
Wnet od pchnięcia Zygfryda pękła przeciwnika
Tarcza, pewny zwycięstwa młodzieniec pomyka —
A dzielnych Sasów wiele srodze rannych jęczy,
Bo i Dankwart nie szczędził w pancerzach obręczy.
Wtem dostrzegł król Liudger na tarczy koronę,
Zygfryda godło, — zaczem porzucił obronę:
Wiedział, że temu nic już oprzeć się nie zdoła
Więc na przyjaciół głosem potężnym zawoła:
«Zaniechajcie już walki, i wy, i drużyna!
Oto Zygmuntowego obaczyłem syna,
Zygfryda, co w swej sile wielkiej znalazł chlubę!
Bies go chyba przeklęty przyniósł nam na zgubę!»
Kazał skłonić chorągwie i zaprzestać boju,
I prosił, by zwycięzca nie wzbraniał pokoju:
Otrzymał go, lecz jeńcem miał pójść przed Guntera.
Zgromiła go Zygfryda ręka, bohatera.
Zaczem wszyscy przystali, by zaniechać wojny;
Dziurawe hełmy, tarcze, i czem kto był zbrojny,
Musieli złożyć, każda zbroja była krwawą,
Po każdej krew pociekła za Burgundów sprawą.
Każdy jeńca do woli z pobitych wybierał,
Gernot jeno z Hagenem baczył i dozierał,
Aby rannych na nosze złożono, a z niemi
Pięćset rycerzy wiedli w plon do swojej ziemi.
Zwyciężeni do Danii wracali w boleści,
I Sasi wielkiej w walce nie zyskali cześci24
Nie było się czem szczycić ni pochwalić w domu,
Płakali i poległych, i własnego sromu25.
Zdobytą broń zabrano do burgundzkiej ziemi.
Dzielnie zakończył wojnę cny Zygfryd ze swymi
Wojakami i sławy dobił nie niemałej,
Że przyznać mu to musiał Guntera huf cały.
Gernot mężny słał przodem do Wormacji posły,
By się prędzej do kraju nowiny doniosły,
Jak szczęśliwie z wojennej wracają wyprawy,
Ile w boju zyskali i cześci26, i sławy.
Biegli przodem posłowie i przynieśli wieści,
Wnet radość szczera miejsce zajęła boleści,
Cieszył się każdy, słyszeć każdy pragnął gońca,
A kobiety badały, pytały bez końca,
Jak się królewskiej rzeszy wyprawa udała?
I Krymhilda jednego do siebie przyzwała
Tajemnie, bo otwarcie pytać o nowiny
Wstyd bronił, — wszak na wojnie był i jej jedyny.
Zaledwie wszedł wezwany poseł do świetlicy,
Uprzejme słyszał słowa nadobnej dziewicy:
«Mów wieść miłą, a złotem nagrodzę cię hojnie
I łaską mą, gdy wiernie opowiesz o wojnie:
Jak się ma Gernot? inni? kto nam w boju zginął?
Kto najdzielniejszym czynem nad innych zasłynął?
Opowiedz mi!» — A poseł żywo się odzywa:
«Tchórza śród nas nie było, pani miłościwa!
Ale w harcach rycerskich i gdzie bój wrzał srogi,
Nie zebrał nikt tej chwały, mogę rzec bez trwogi,
Co gość on, co tu przybył z żuławskiej krainy!
Cudów męstwa dokazał, nadludzkie to czyny!
Choć po staremu w boju i mężni, i czynni
Byli Dankwart i Hagen, i rycerze inni,
I chociaż czci rycerskiej zyskali niemało,
Wszystkich przewyższył w walce Zygmuntowic27 chwałą.
I tamci trupa dosyć przed sobą nasłali,
Ale nikt nie wypowie, co ostrzem swej stali
Dokazał mężny Zygfryd, kiedy wpadł na wroga.
Niejedna swych krewniaków opłacze nieboga,
Lub się łzami zaleje cała po kochanku!
Grzmiał ostry miecz Zygfryda głośno, bez ustanku
Po hełmach, a za każdym ciosem krew bryznęła, —
Boć to mąż rycerskiego dobrze świadom dzieła.
Prawda, i Ortwin z Metzu popisał się dzielnie:
Kogo dopadł miecz jego, to albo śmiertelnie
Ranny, albo się trupem powalił na trawę;
I brat wasz miłościwy utrwalił swą sławę,
Orężem siekąc szczerby w nieprzyjaciół szykach.
O wszystkich śmiele można wyznać wojownikach,
Iż poczynali sobie dzielnie w każdej porze,
I żaden iście zarzut spaść na nich nie może.
Kiedy miecze rozgłośnym uderzyły grzmotem,
Wrogowie lecąc z siodeł, słali się pokotem,
Niejeden z nich zaniechać walki rad by szczerze;
Tak dzielnie wojowali nadreńscy rycerze.
I Hagena lennicy wyrządzili szkody
Wiele, kiedy się wojska puściły w zawody;
Kędy Hagen się zjawi, wróg się trupem ściele.
Jak walczył, o tem trzeba opowiadać wiele!
Także Sindolt i Hunolt z Gernota drużyny
I Rumolt się chrobrymi odznaczyli czyny.
Poznał Liudger późno, że ciężko zapłaci
Za to, iż się zuchwale porwał na twych braci.
Ale wszystkich przewyższył, najdzielniej się sprawiał
Mężny Zygfryd; on takie cuda tam wyprawiał,
Jakich nikt nie obaczy, ni przedtem, ni potem.
Wiedzie jeńców, co hojnie wykupią się złotem.
A nabrał ich niemało wojak ten wsławiony:
Król Liudgast potężnie przez niego zgromiony,
I Liudger, brat jego, co Sasami władał!
Słuchaj pani, coć jeszcze będę opowiadał:
Do niewoli ich wzięła Zygfryda prawica
A nigdy takich jeńców nasza okolica
Nie widziała, jak teraz pojmać się zdarzyło!»
Słuchała, a serduszko radośnie jej biło.
A poseł mówił: «Wziętych pięciuset rycerzy
Z okładem, zaś na noszach krwią oblanych leży
Rannych mnóstwo, — tych noszów z ośmdziesiąt wloką
Miecz Zygfryda ich własną tak oblał posoką.
Zuchwalce, co niedawno nam wyzwanie harde
Słali, dzisiaj w niewoli zgięli karki twarde
Przywiodą ich niebawem wojska do stolicy!»
Na tę wieść pokraśniało oblicze dziewicy
I prześliczna twarzyczka zakwitła różowo,
Bo z trudów i zapasów walki wyszedł zdrowo
Dzielny Zygfryd, on junak nad wszystkie junaki,
I dzielnie się sprawili w boju jej krewniaki.
Więc rzecze urodziwa dziewka: «Za te słowa
Nagrodą niech ci będzie ta szata godowa
I dziesięć grzywien złota zaniosąć28 ode mnie!»
Możnej pani wieść przynieść dla posła przyjemnie,
Bo w nagrodę i złoto, i bogate szaty. —
Dziewczęta już czatują przy oknach komnaty,
Wyglądają na drogę, — już butni rycerze
Śpieszą, wojnę skończywszy, w ojczyste rubieże,
Przodem zdrowi, za nimi szli ranni do domu, —
Każdy z nich mógł się z druhem przywitać bez sromu29.
Król wyjechał wesoło powitać swych gości,
Znikł jego smutek, miejsca ustąpił radości.
Pozdrowił swych rycerzy i obcych układnie.
Godziło się królowi potężnemu snadnie
Podziękować łaskawie rycerzom po wojnie,
Że mu sławy zwycięstwa przysporzyli hojnie.
Pytał Gunter o losy druhów i wyprawy,
Kogo mu śmierć zabrała śród wojennej sprawy:
Utracił w walce jeno sześćdziesiąt rycerzy. —
Żal było, — lecz ukoi się każdy żal świeży.
Zwycięzcy wieźli z sobą puklerze pocięte,
Poszczerbione, pogięte i hełmy pęknięte;
Przed pałacem królewskim wszyscy z koni zsiedli, —
Po powitaniu harce wesołe zawiedli30.
Wnet rozdano rycerzom po mieście gospody,
Król kazał, by im żadnej nie szczędzić wygody,
Ranni mieli opiekę i staranność wszelką,
Bo król i wrogów łaską swą otoczył wielką.
Do Liudgasta rzecze: «Witajcie w mej ziemi!
Zadaliście mi szkody rękami waszemi
Wiele, lecz powetuję straty me tej chwili,
Dzięki druhom, co dobrze mi się zasłużyli».
«Podziękujcie im szczerze! — Liudger odpowie —
Takich jeńców nieprędko dostaną królowie!
Za uczciwe przyjęcie okup złożym suty,
Że pobitym zwycięskiej nie dasz uczuć buty31».
Król odrzekł: «Wam zostawiam wolność całkowicie,
Lecz by jeńcy mi z kraju nie umknęli skrycie
Bez mego pozwolenia, chciałbym mieć porękę!»
Więc Liudger ochoczo dał królowi rękę.
Zaraz też dano królom gospody swobodne;
Ranni pościel dostali i łoża wygodne.
Zdrowych winem i miodem uraczono hojnie
Było się czem pocieszyć po trudach, po wojnie.
Potrzaskane puklerze wnieśli do komory
I siodła pokrwawione, — był ich poczet spory, —
By niewiastom usunąć widok opłakany.
Spoczął wreszcie niejeden trudami znękany.
Król wszystkich podejmował ochoczo i szczerze,
Snuli się gęsto swoi i obcy rycerze,
Rannym wrogom nie brakło starannej opieki,
Lecz ich duma zuchwała w pył starta na wieki.
Kto się znał na lekarskiej sztuce, ten bogate
Dostał dary i srebra, złota dość w zapłatę
Swych trudów, by wyleczyć rycerzy schorzałych.
Król gościom podarunków nie szczędził wspaniałych.
Ten i ów do ojczystej chciał już wracać włości;
Król wstrzymywał, uprzejmej pełen gościnności,
Wdzięczen był za ich trudy, radził się krewniaków,
Jak godnie wynagrodzić tych dzielnych wojaków.
Gernot taką dał radę: «Niechaj do dom jadą!
Za sześć niedziel zaś uczcij zwycięstwo biesiadą —
Z zaproszeniem niech gońcy rozjadą się chyżo,
Tymczasem się i ranni z ran swoich wyliżą».
Chciał i Zygfryd w ojczyste już powracać strony,
Lecz Gunter o zamiarze w czas powiadomiony,
Uprzejmie prosił, aby pozostał w stolicy.
Więc Zygfryd gwoli lubej wstrzymał się dziewicy.
«Lecz jak go wynagrodzić!» — Płacić królewica
Nie można; — więc przyjaźnią sam król go zaszczyca
I krewni króla, — dobrze im wiadomo było,
Jakich on w boju czynów dokazał swą siłą.
Jedynie dla królewnej swej wyjazd odwlekał.
Spodziewał się ją ujrzeć, wreszcie się doczekał
Spełnienia swoich życzeń i poznał dziewicę! —
Potem wrócił szczęśliwy w Zygmunta dzielnicę.
Nie brak było na dworze rycerskiej ochoty,
Zabawiała się młodzież, w tarcze grzmiały groty —
Król tymczasem pod miastem kazał stawiać ławy,
Gdzie się miały odbywać harce i zabawy.
A kiedy przybyć mieli sproszeni nareszcie,
Dostała się wieść o tem w komnaty niewieście.
Usłyszała Krymhilda o bliskiej zabawie,
Więc kobiety się jęły32 bez spoczynku prawie
Do roboty, by wstęgi gotować i stroje,
I na pani Uoty zabiegła pokoje
Wieść o godach, że obcych nazjeżdża się gości.
Więc ze skrzyń dobywała stroje, kosztowności.
Kazała piękne szaty zdobić złotem hojnie,
By niewiasty i panny swe odziać przystojnie,
Niepoślednio przybrała też rycerską młodzież
I dla gości wspaniałą przyrządziła odzież.