IX. Jak Zygfryda do Wormacji posłano
Kiedy już upłynęło dziewięć dni podróży,
Rzecze Hagen: «Słuchajcie, nie wypada dłużej
Zwlekać, lecz uwiadomić Wormacji mieszkańce.
Już w Burgundii powinni być wasi posłańce».
A król Gunter zawoła: «Dobrze on powiada!
Ale nam do tej drogi nikt tak się nie nada,
Jako wy, mój Hagenie, — pojedźcież wy przodem,
Nikt jak wy nie rozpowie nowin przed narodem!»
«Jać tam — odrzecze Hagen — na gońca niezdatny —
Lepiej usłużę jako podskarbi i szatny.
Będę strzegł szat niewieścich, zostawcie mnie z niemi,
Póki ich nie przystawim do burgundzkiej ziemi.
Proście raczej Zygfryda, niech przodem pobieży,
On to poselstwo spełni pewnie, jak należy;
A jeżeli odmówi, proście, by to zrobił
Dla siostry waszej, by do drogi się sposobił».
Posłał król po Zygfryda. Kiedy ten się stawił,
Rzecze król: «Trzeba, żebym posła dziś wyprawił
Z oznajmieniem przybycia do mej siostry drogiej
I do matki, iż nad Ren powracamy z drogi.
Proszę was, cny Zygfrydzie, weźcież to na siebie! —
Mówił król — ja wam wdzięcznie wygodzę w potrzebie!»
Lecz dzielny wojak naprzód od tego się wzbraniał, —
Król go zasie usilnie do drogi nakłaniał.
Mówił: «Jedźcież, rycerzu, i dla mej miłości,
I dla siostry Krymhildy wdzięków i piękności.
Ja odpłacę i smukła dziewka wam odsłuży!»
Gdy to usłyszał Zygfryd, nie wzbraniał się dłużej,
I rzekł: «Dajcież rozkazy, wykonam je święcie,
Bo dla dzieweczki miłe każde przedsięwzięcie.
Jakżebym jej odmówić mógł czego na świecie?
Dla niej chętnie wykonam, czego tylko chcecie?»
«Więc powiedźcie mej matce, królowej Uocie,
Iż wracamy z podróży w wesołej ochocie.
Donieście braciom wszystko, czegośmy dopięli
I wieści rozpowiedzcie między przyjacieli.
A do siostry to jeszcze daję wam zlecenie:
Nieście jej moje i od żony pozdrowienie!
A powiedzcie też druhom i całej czeladzi,
Że już mamy, czegośmy tak pragnęli radzi.
Do Ortwina miłego zanieś też zlecenia:
Niech każe przygotować nad Renem siedzenia.
A trzeba też uprzedzić pokrewieństwo całe,
Iż wesele z Brunhildą wyprawię wspaniałe.
Siostrze powiedz ode mnie, by, skoro doniosą,
Iż statki już nasz orszak ku lądowi niosą,
Powitała uprzejmie mą oblubienicę:
Za tę łaskę wdzięcznością otoczę dziewicę!»
Zygfryd w drogę, się zbiera, więc żegna się grzecznie
Z Brunehildą, jak każe obyczaj koniecznie,
I z drużyną, a potem wprzód rączo pomyka.
— Nie mógł Gunter lepszego obrać posłannika.
Dwudziestu czterech mężów liczył w swym orszaku,
A gdy ujrzano, że o królu ani znaku,
Zasmucili się wszyscy w płaczu i żałobie,
Bo myśleli z pewnością, że ich król już w grobie.
Zsiedli z koni rycerze, dumnie wznieśli czoła.
A już bieży Giselher i z daleka woła,
Z zapytaniem też Gernot żywo ku nim idzie,
Gdy Guntera nie ujrzał z dala przy Zygfrydzie:
«Witajcież nam rycerzu, a mówcie tej chwili
Gdzieście mi brata mego, króla, utracili?
Pewnie mu Brunehildy siła śmierć przyniosła!
Tożby nam z tych zalotów zgryzota urosła!»
«Porzućcie troski — Zygfryd wesoło odpierał —
Oto wam pozdrowienie niosę od Guntera,
Odjechałem go zdrowym! Przodem do krainy
Posłał mnie, bym wam wszystkie powiedział nowiny.
A pomyślcie łaskawie, jako się to stanie,
Bym mógł mieć u królowej matki posłuchanie,
I u siostry też waszej, i zaniósł od króla
I żony pozdrowienie. Szczęśliwa ich dola!»
A Giselher mu rzecze: «Idźcież do niej żywo,
Zgotujecie jej przez to godzinę szczęśliwą,
Bo dawno już o brata królewna się dręczy.
Ujrzy was chętnie, słowo moje za to ręczy!»
A Zygfryd na to: «Gdy się przysłużyć królewnie
Mogę, z całego serca wykonam to pewnie.
Lecz któż paniom oznajmi o tem, jak należy?»
Więc zaraz do nich dzielny Giselher pobieży.
A kiedy do niewieściej dostał się świetlicy,
Rzecze raźno do matki swej i do dziewicy:
«Stanął Zygfryd, Żuławski książę, tu na dworze!
Gunter go jako posła przodem szle przez morze.
On nam opowie, jak się królowi powodzi,
Więc pozwólcie mu panie, niech na dwór przychodzi,
O Islandii prawdziwe niech nam mówi wieści!»
Kobiety się nie mogły utulić w boleści.
Zerwały się, by zaraz włożyć szaty na się,
I prosiły, by Zygfryd przybywał w tym czasie.
Przyszedł młodzian, bo pragnął ujrzeć ich oblicze
A na wstępie usłyszał te słowa dziewicze:
«Witajcież nam Zygfrydzie, rycerzu wybrany!
Gdzież Gunter się obraca, brat mój ukochany?
Zda mi się, że Brunhilda zgubiła go srodze!
Biadaż mi na tym świecie, biadaż mi niebodze!»
A rycerz: «Dajcież panie za poselstwo chleba
I otrzyjcie łzy wasze! Płakać nie potrzeba!
Odjechałem go zdrowym, mogę za to ręczyć.
Przybywam, od obojga wieści wam doręczyć:
Uprzejme pozdrowienie dzielny Gunter w dani
Wraz z swą oblubienicę, śle wam, można pani.
Przestańcie płakać, rychło ujrzycie ich społem!»
Nikt dawno nie pocieszył słowem tak wesołem.
Więc żywo łzy ociera rąbkiem szaty śnieżnej
Dziewczę z pięknego oka, — podzięki należnej
Nie poskapiła za te wieści młodzianowi.
A koniec nastał długim płaczom i żalowi.
Prosiła go, by usiadł. Posłuchał jej grzecznie.
Królewna rzekła: «Wierzcie, rada bym serdecznie
Złotem wam płacić, ale ubliżyć się boję
Przyrzekam wam przychylność więc i względy moje».
A Zygfryd na to: «Choćbym władał nad obszarem
Trzydzieści razy większym, nie wzgardziłbym darem
Z waszej ręki!» — Więc rzekła: «Przekonam się o tem!»
I kazała, by jeden z dworzan szedł ze złotem.
Dwadzieścia cztery dostał bogato sadzonych
Naramienników w okup trudów położonych.
Przyjął, lecz nie zatrzymał, rozdał o tej porze
Dworzanom, co w królewny stawali komorze.
Królowa mu też względów okazała wiele.
Powiem wam jeszcze więcej, rzecze rycerz śmiele,
«Czego król po was żąda na swoje przybycie,
A wdzięcznie wynagrodzi, jeżeli spełnicie,
Prosi, byście przyjęły panie w łaskawości
Podróżną rzeszę jego i naprzeciw gości
Wyjechały na Renu piaszczyste wybrzeże.
O to król prosić kazał serdecznie i szczerze».
A królewna mu na to: «Chętnie to uczynię,
Zawsze służę mu chętnie, usłużę i ninie
I spełnię jego wolę w uprzejmej miłości!»
A na jej licach jasny rumieniec zagości.
Nigdy poseł lepszego nie doznał przyjęcia;
Królewna by go chętnie ujęła w objęcia,
Gdyby można, — nareszcie pożegnał ją mile,
Burgundowie rad jego słuchali w tę chwilę.
Sindold i Hunold, z nimi Rumold, rycerz tęgi
Wyrządzali usilnie wszystko bez mitręgi,
Budowali wspaniałe nad Renem namioty.
Mieli dworzanie króla dosyć do roboty.
Ortwin i Gere też się do roboty wzięli:
Zaraz między przyjaciół chyże wici pchnęli
I radosne drużynie oznajmili gody,
Dziewczęta na uciechę stroją się w zawody.
Ozdobiono pałacu ściany okazale
Na przyjęcie cnych gości, a Guntera sale
Wystrojono, by obce spocząć mogły rzesze».
Poczęły się te gody w szczęściu i uciesze.
Więc ciągną do stolicy już wszystkimi szlaki
Na te radosne wieści trzech królów krewniaki,
By przyjąć okazale zagraniczne woje.
A z skrzyni też wspaniałe wydobyto stroje.
Wtem nagle wieść gruchnęła, że goście już jadą,
Że się Brunhildy męże zbliżają gromadą,
Począł się ruch niezwykły po całej krainie.
— Ileż zuchów po obu stronach stało ninie!
Królewna do swych dziewek rzecze: «Hej dziewczęta,
Która chce widzieć ze mną, jak będzie przyjęta
Obca drużyna, niechże ubierze się strojnie.
Goście za to pochwałą obdarzą was hojnie».
Przyszli też i rycerze, a czeladź przed nimi
Niesie siodła, sadzone ozdoby złotemi;
Jechać miały naprzeciw niewiasty szlachetne.
Nie każdy ma dla koni takie rzędy świetne.
Jakże tam na rumakach lśnił ten połysk złoty!
Wędzidła też drogimi błyszczały klejnoty.
Stawiano stołki złote na świetne kobierce
Dla niewiast do wsiadania. — Śmiało się im serce!
Na podwórzu już stały rumaki gotowe
Dla kobiet, na nich siodła błyszczały godowe.
Rzemienie wąskie miały, pięknie zdobne konie
Najwspanialszym jedwabiem, jaki jest w tej stronie.
Idą przodem zamężne w czepcach białogłowy,
Było ich ośmdziesiąt sześć; koło królowej
Stanęły, po nich szaty w dół spływały jasne, —
Wyszły do nich dziewczęta postrojone, krasne.
Było ich tam pięćdziesiąt, z tej burgundzkiej ziemi
Najpiękniejsze stanęły dziś pomiędzy niemi.
Spod pięknych wstęg spływały jasnych włosów zwoje.
Jako król sobie życzył, stawały dziewoje.
A wszystkie wzięły na się strój cudny, bogaty
Na przyjęcie rycerzy, — śliczne miały szaty,
A dorównała piękność oblicza sukienkom.
Szalony chyba, kto by nie uległ tym wdziękom!
Były futra sobole tam i gronostaje —
A piękne ramię jeszcze piękniejszem się zdaje
W jedwabiach, — na nich błyszczą złociste obręcze.
Nikt godnie nie opisze tych strojów, zaręczę.
Jasne suknie wokoło otaczał im złoty
Pas suty, piękny, długi, kunsztownej roboty,
Ściągając te arabskiej tkaniny postawy.
Dziewki miały radości wiele i zabawy.
Na ich piersiach agrafa połyska wspaniała, —
Ale pewnie by każda gorzko zapłakała,
Gdyby blasku odzienia nie ćmiła uroda!
Takie dziewki nie każda ma królewna młoda.
Skoro się ustroiły, zbliżyli się wreszcie
Ci, co mieli prowadzić to grono niewieście,
Liczny orszak rycerzy, a za każdym wloką
Tarczę i jesionową kopiję wysoką.
X. Jak Brunhildę w Wormacji przyjęto
Po drugiej stronie Renu jechali rycerze
Za królem licznym pocztem na Renu wybrzeże,
Inni rumaki niewiast prowadzą za wodze,
Tamci też już przybyli, by ich witać w drodze.
A gdy hufce islandzkie przeprawiać się miały,
I Nibelungi, co ich przywiódł Zygfryd śmiały,
Zbliżali się do brzegu, raźno wodę prując,
Stali tamci na drugim brzegu oczekując.
Królowa też Uota z zamku się wybrała,
Z nią przybyła służebnych dziewek rzesza cała,
Które na to przyjęcie wzięła na wybrzeże;
Wnet zawarły znajomość dziewki i rycerze.
Książę Gere prowadził aż po zamku bronę51
Konia Krymhildy, tutaj oddał służby one
Zygfrydowi, co śliczną jej wielbił urodę.
Pozyskał za to względy i łaskę w nagrodę.
Ortwin jechał u boku królowej Uoty,
Rycerze koło panien, wdzięcząc się w zaloty.
Przyjęcie było bardzo wspaniałe i śliczne,
Rzadko ujrzysz tak pięknych niewiast grono liczne.
Po drodze się w rycerskiej popisywał wprawie
Niejeden rycerz, — (było to koniecznem prawie) —
Niejeden w całym pędzie aż do statków goni.
Tam nareszcie kobiety pozsadzano z koni.
Już król stanął na brzegu z gości rzeszą całą,
Co się tam kopij w oczach niewiast zgruchotało!
A po tarczach zagrzmiały i razy, i ciosy,
Szczęk żelaza, chrzest broni wzbił się pod niebiosy.
Piękne panny nareszcie stanęły w przystani, —
Wychodzi król i goście, ochoczo witani.
Brunhildzie podał rękę Gunter, król bogaty —
Świetnie błyszczą w zawody klejnoty i szaty.
Przystąpiła Krymhilda skromnie i statecznie
Witając Bruhildę i orszak jej grzecznie.
Białą ręką zasłony usunęły sobie
I szczerym pocałunkiem witały się obie.
Przemówiła królewna Krymhilda uprzejmie:
«Witajcież! Kraj was cały gościnnie podejmie!
Witam was ja i matka, i przyjaciół rzesza!»
Więc Brunhilda w podziękę skłonić się pospiesza.
Ponownie panie sobie upadły w objęcia, —
Niełatwo kto dożyje takiego przyjęcia,
Jak tu oblubienicy panie zgotowały.
Matka z córką jej usta szczerze całowały.
Kiedy wyszły Brunhildy panny na wybrzeże,
Przyskoczyli już ku nim uprzejmie rycerze,
Każdy chciał ścisnąć rączkę i prowadzić za nią.
Statecznie piękne panny stanęły przed panią.
Trwało to powitanie z wszystkimi godzinę.
Każdy rycerz całował w usteczka dziewczynę,
A potężne królewne52 stały wciąż przy sobie.
Rycerze wzrokiem prawie pochłaniali obie
I napawali oczy, a wierzyli wieści,
Co głosiła, że takiej urody niewieściej
Nigdzie w śniecie nie znajdzie; przyznali to śmiele, —
Nie miały też fałszywej ozdoby na ciele.
Rycerze, co się znali na niewiast piękności,
Sławili Brunehildę z wdzięków szlachetności.
Ale mówili starsi, wytrawni rycerze,
Że ją Krymhilda jeszcze przewyższa w tej mierze.
Przyszły wreszcie niewiasty razem i dziewoje,
Na ich pięknych postaciach błyszczą sute stroje.
A stały tam namioty jedwabne, wspaniałe,
Napełniając Wormacji otoczenie całe.
Cisnęło się krewniaków króla liczne grono,
Więc królewne prześliczne obie uproszono,
By weszły do namiotu z dziewicami swemi,
A powiedli rycerze je z burgundzkiej ziemi.
Goście tymczasem także już na konie siedli
I z rozgłośnym tarcz chrzęstem turnieje zawiedli.
Jak od pożaru pole w dal się zakurzyło.
Poznać było, kto większą odznacza się siłą.
Przyglądały się panny wesołej ochocie,
A Zygfryd przewodniczył swej rycerskiej rocie.
Koło namiotów dzielnie staczając bój tłumny.
Za nim zaś Nibelungów pędził poczet dumny.
Aż przybył wreszcie Hagen na wezwanie króla
I uprosił rycerzy, by zjechali z pola,
Bo pył i kurz niewiastom dokuczać poczyna.
Usłuchała ochoczo i chętnie drużyna.
Rzekł Gernot do rycerzy: «Niech konie zostaną!
Z wieczornym chłodem dalej zabawę przerwaną
Wieść będziem przed pałacem w pięknych kobiet służbie,
A króla odprowadzim do dom w licznej drużbie».
Zakończono na polu rycerskie igrzyska,
A rycerz, się niejeden do namiotu wciska,
By z niewiastami teraz poigrać53 układnie.
Tak mijał czas, aż znowu siąść na koń wypadnie.
Kiedy słońce się wieczór miało do zachodu
I powiał chłodny wietrzyk, poczęli do grodu
Zbierać się wszyscy razem, rycerze i panie.
Młodzieńcy wciąż miłośnie spoglądali na nie.
Niejedna piękna szata w niwecz się podarła
Po rycerskim zwyczaju, nim rzesza dotarła
Do zamku a król zesiadł przed bramą pałacu.
Koło niewiast rycerze dotrzymali placu.
Rozdzieliły się wreszcie przemożne królowe,
Uota poszła z córką w obszerną alkowę,
Z niemi panny służebne, aby użyć wczasu54.
Dom się od wesołego trząsł cały hałasu.
Biesiada ich czekała. Zasiadł król u stoła
Z gośćmi, a przy nim stała z koroną u czoła
Piękna Brunhilda, teraz Burgundów królowa,
— Bogata to i wielce można białogłowa. —
Stały wokoło długie dla rycerzy ławy,
Uginały się stoły pod ciężarem strawy,
Niczego tam nie brakło, — uczta była świetna,
Przy królu siadła rzesza rycerzy szlachetna.
Wodę w czarach złocistych niósł zastęp usłużny
Pokojowców królewskich. Trud by to był próżny,
Wszystko mówić, a gdyby rzekł kto, iż w tej mierze
Lepiej było gdzie indziej, nigdy nie uwierzę.
Lecz zanim król do wody wziął się, przybył snadnie
Dzielny Zygfryd do niego, zbliżył się układnie
I przypomniał królowi dawną obietnicę.
Zanim się w Brunehildy wybrali ziemicę.
Rzecze doń: «Pomnij królu, coś mi przysiągł święcie,
Że gdy dobrze się skończy nasze przedsięwzięcie,
Dasz mi siostrę za żonę. Gdzież rycerskie słowo?
Jam dla was w tej podróży nakładał i głową».
A król na to odpowie: «W dobrą rzekłeś chwilę;
Przysiąg moich nie złamię, nadziei nie zmylę
I wszystko wnet wypełnię, jako wasza wola!»
Posłano po Krymhildę, by przyszła do króla.
Przyszła, a z nią dziewczęta służebne dokoła,
Lecz Gizelher doń bieży ze schodów i woła:
«Dziewczęta niech się wrócą w komnatach pobawić!
Przed królem ma się tylko siostra moja stawić».
Przywiedziono dziewicę przed króla oblicze,
Dokoła stały obcych mężów wojownicze
Postacie, — sala była wielka i wspaniała —
Właśnie się Brunehilda do stołu zbliżała.
Wtedy Gunter przemówił: «Siostro urodziwa!
Zaklinam, rozwiąż mojej przysięgi ogniwa.
Przyrzekłem cię druhowi, — gdy mu oddasz rękę,
Pozyskasz moją wdzięczność i tkliwą podziękę».
Królewna na to: «Drogi bracie mój i panie,
Wam nie prosić przystoi, wasze przykazanie
Dla mnie święte! — Wypełnię, czego żądacie, —
Chętnie przyjmę za męża, kogo przeznaczacie!»
Krasnym rumieńcem męskie spłonęły wnet lica
Zygfryda, gdy go chętnie przyjęła dziewica.
Otoczyli rycerze kołem piękną parę,
Pytając, czy małżeńską przysięgnie mu wiarę?
Wstydziła się, jak zwykle dziewczę przed zamęściem,
Lecz młodzieńca los takiem udarował szczęściem,
Że się do tego związku okazała skłonną.
On jej miłość i wierność poprzysiągł dozgonną.
A kiedy się odbyły nagłe zrękowiny,
Nie chciał z objęć wypuścić prześlicznej dziewczyny
Zygfryd, tuląc do piersi jej wdzięki dziewicze,
I wobec wszystkich cudne całował oblicze.
Rozdzieliła się służba. Przy biesiadnym stole
Siadł Zygfryd po przeciwnej stronie w mężów kole
Z swoją Krymhildą w druhów służebnych orszaku,
Stało przy nim rycerzy tysiąc jego znaku.
Siedział Gunter za stołem, przy nim jego żona,
Lecz ciężkim była dzisiaj smutkiem przygnębiona,
Gdy widziała Krymhildę u Zygfryda boku;
Łzy po licach jej biegły w rzęsistym potoku.
A król rzecze troskliwie: «Jakiż smutek mroczy
Twoją twarz, miła żono? czemuż we łzach oczy?
Ciesz się raczej i wesel! krajów szereg długi
Masz i grodów, i mężów dosyć na usługi!»
«Jak nie płakać — Brunhilda przemówi do króla —
Kiedy mnie smuci pięknej siostry twojej dola,
Co lennikowi wzbronić nie mogła swej reki!
Płaczę, że w poniewierkę idą takie wdzięki».
Ale Gunter jej na to: «Daj pokój tej sprawie,
Innym razem ci wszystkie powody wyjawię,
Dlaczego mu Krymhildę za żonę oddałem.
Dobrze jej pewnie będzie przy nim w życiu całem!»
Lecz ona rzecze: «Szkoda wdzięków i urody!
Gdybym mogła, rzuciłabym raczej te grody
I nie ległabym nigdy przy tobie na łoże,
Nim poznam, co tych związków powodem być może».
Król odpowie: «Posłuchaj! On także posiada
Kraje takie, jak moje, i potężnie włada.
Król to możny, wiedz o tem, dlatego bez sromu
Daję za żonę dziewkę mu z mojego domu».
Ale choć jej tłumaczył, nie była wesoła.
Wtem poczęli rycerze już wstawać od stoła,
Rozpoczęto turnieje, zamek brzmiał od wrzawy,
Lecz królowi za długo trwały te zabawy.
Myślał, że przy małżonce spocząć lepiej iście,
A serce w tej nadziei biło mu ogniście,
Spodziewał się rozkoszy i tkliwej pieszczoty,
A więc słodkiem spojrzeniem rozpoczął zaloty.
Proszono, by przestali zabaw biesiadnicy,
Królewskie pary iść już miały do łożnicy, —
A na wschodach się obie królowe spotkały,
Brunhilda i Krymhilda, — (jeszcze się kochały). —
Przyszła czeladź, z pochodem nie zwlekano dłużej,
Dworzanie nieśli światła, huf rycerzy służy
Układnie obu królom i kroku przyspiesza.
Za Zygfrydem szła liczna i pokaźna rzesza.
Zaszli panowie, kędy zgotowano łoże;
Radowali się, jakiej w małżeńskiej komorze
Użyją dziś rozkoszy; serce raźniej biło. —
Zygfrydowi spłynęła noc weselna miło.
Kiedy przy lubej piersi spoczął i w objęcia
Miłośnie tulił wdzięki ślicznego dziewczęcia,
Byłby dla niej poświęcił i mienie, i życie
I marzyć nawet nie chciał o innej kobiecie.
Nie będę opowiadał dalszej ich pieszczoty,
Lecz posłuchajcie, ile Gunter miał zgryzoty
Z Brunhildą owej nocy. Bohater ten żwawy
Wolałby z inną zażyć miłosnej zabawy.
Poszli rycerze, poszły służebne dziewoje,
A za sobą zamknęli komnaty podwoje.
Uściskać szczerze żonę nie brakło ochoty,
Ale nie dozwoliła Brunhilda pieszczoty.
W białej jak śnieg koszuli do łoża się kładnie —
Król myślał: «Otóż teraz pozyskam już snadnie,
Czego pożądał, czego pragnął zapał krewki!»
Ujęła go niezmiernie uroda tej dziewki.
Więc by zamysł wykonać, za kotarą świecę
Stawia, idzie, gdzie znaleźć miał śliczną dziewicę,
Kładnie się przy niej blisko, żądzą rozpalony
I rozkoszną niewiastę obejmie w ramiony.
Do miłosnej zabawy miał dosyć ochoty,
Ale dziewka szlachetna wzbraniała pieszczoty
I gniewać się poczęła, — król się zmartwił srodze:
Zamiast rozkoszy, znalazł przeszkodę na drodze.
Ona rzekła: «Rycerzu, wstrzymajcie te chęci!
Nim wybadam, jak sprawa z Krymhildą się święci,
Nie odpłacę pieszczoty wzajemną miłością
I dziewicą zostanę!» — Gunter zawrzał złością.
Chciał ją siłą przymusić, darł bieliznę w szmaty,
A dziewka pochwyciła pasek, co nim szaty
W biodrach zawsze wiązała, — rzemień to był gruby —
Omal nim nie przywiodła Guntera do zguby.
Ręce i nogi wiąże pasem niespodzianie,
Niesie go, gdzie hak sterczał, i wiesza na ścianie.
Że jej we śnie przeszkodził, pieszczoty wzbroniła.
Dała mu się we znaki boleśnie jej siła!
Błagał ten, co miał panem być i rozkazywać:
«Rozwiąż te więzy, pani, a nigdy używać
Nie chcę siły nad tobą, przyrzekam to święcie,
Nie obrazi cię więcej śmiałe przedsięwzięcie».
Nie zważała nań, sama zalegając łoże —
Wisiał przez noc na haku, aż powstały zorze,
Aż się blaskiem słonecznym szyby zaświeciły.
Nie znać było po królu wielkiej jego siły!
«No jakże, cny Gunterze, będzie wam do smaku —
Rzekła dziewka — gdy słudzy znajdą was na haku
I ujrzą, jak związały was niewieście ręce?»
Król na to: «Źle byś wyszła ty na mojej męce,
A ja bym też niewiele zyskał na powadze.
Dla twej sławy, do siebie dopuścić mnie radzę,
A jeśli moja miłość tak wstręt w tobie budzi,
Przysięgam, moja ręka już cię nie utrudzi».
Wstała, zdjęła go z haku, gdzie wisiał noc całą,
Więc przy żonie na pościel położył się białą. —
Leżał z dala, jej szaty dłoń nie tknęła krewka.
Miała spokój, a tego tylko chciała dziewka.
Przyszła służba i szaty przyniosła im nowe,
Co na ślubny poranek od dawna gotowe,
Wszyscy byli weseli, lecz ciężko strapiony
Był król, choć go nad innych wznosił blask korony.
Jak każe stary zwyczaj i odwieczne prawo,
Poszedł Gunter z Brunhildą do kościoła żwawo,
By wysłuchać mszy świętej; przybył Zygfryd z żoną
Ścisk był wielki w kościele, liczne wiernych grono.
A przyniesiono, co się królowi należy,
Korony i królewskiej zapasy odzieży.
Ksiądz ich pobłogosławił, a gdy msza skończona,
Na czterech głowach jasno błyszczała korona.
Wiele pacholąt, sześćset może albo więcej
Miecz rycerski z prawicy dostało książęcej,
Radość wielka powstała po krainie całej —
W ręku młodych rycerzy kopije pękały.
W oknach stały dziewoje, patrząc na igrzyska,
Przed niemi moc puklerzy w słoneczku połyska.
Lecz król rzucił zabawy i rycerskie koło,
Wśród wesołej ochoty posępne miał czoło.
Niejednako się młodym małżonkom powiodło!
Wiedział rycerz od razu, co króla ubodło,
Więc przystąpił poufnie i począł go badać:
«Jakże tam dziś wypadło? Raczcież opowiadać!»
A Gunter rzekł: «Doznałem haniebnego sromu,
Ot, sprowadziłem diabła, nie żonę, do domu,
Chciałem ją czule pieścić, ona mnie tymczasem
Na huku powiesiła, związanego pasem.
Wisiałem przez noc całą na gwoździu do ranka,
A na łożu wygodnie leżała bogdanka!
Więc usilnie cię proszę, poradź co w tej mierze!»
Zygfryd na to: «Prawdziwie, żałuję cię szczerze.
Dopomogę, gdy na to twa miłość przystanie,
Że dzisiaj jeszcze legniesz przy niej na posłanie
A ona ci najtkliwszych pieszczot nie odmówi!»
Miłą ta obietnica była Gunterowi.
A Zygfryd dodał: «Dzisiaj będzie w twojej mocy!
Lecz jakże nam się różnie wiodło w ślubnej nocy!
Twoja siostra nad życie milsza mi, nad duszę.
Lecz i tobie Brunhildę do pieszczot przymuszę.
Dziś wieczór będę w twoim pokoju sypialnym,
Przyjdę w płaszczu cudownym, będę niewidzialnym,
By nikt nie poznał moich sztuk i skrytych planów,
Ty wcześnie do gospody odeślij dworzanów.
W ręku pacholąt zgaszę świecę niewidzialny,
Po tem poznasz, że wszedłem do izby sypialnej
I służyć chcę: — do tego ci żonę przywiodę,
Że dzisiaj ci ulegnie lub życie dam młode».
«Tylko dziewiczej cnoty nie narusz! — król powie —
Wszakże to moja żona; zresztą zamiarowi
Twemu nie będę szkodził, a choćbyś ją ubił,
Mniejsza o to, bom straszną kobietę poślubił».
«Przysięgam ci — rzekł Zygfryd — że jej nie naruszę
Dziewiczej cnoty; twoja siostra mi nad duszę
Droższa i z żadną inną już bym się nie bawił!»
Chętnie wierzył król Gunter, co mu Zygfryd prawił.
Turnieje się zaczęły, trudów i zabawy
Mieli rycerze dosyć. Lecz bojowej wrzawy
Zakazano, gdy panie miały iść do sali.
Pokojowcy się gościom ustąpić kazali.
Znikły z dziedzińca konie i rycerzy kupa,
Szły panie, każda wsparta o ramię biskupa,
Kędy miały przy królach znów zasiąść przy stole.
Dzielnych zuchów niemało miały w swoim kole.
Król siadł wesół, radością błyszczały mu lica,
Na myśli mu Zygfryda stała obietnica,
Ten dzień trwał mu tak długo jak innych trzydzieści.
Marzył o tem, jak z żoną wkrótce się napieści.
Ledwie zdołał już końca biesiady doczekać.
Nie wypadało dłużej Brunehildzie zwlekać,
Poszła do swej komnaty, Krymhilda do swojej.
Za każdą siła dzielnych rycerzy się roi.
Zygfryd u boku pięknej żony się umieścił,
Siedział wesół, a z lubą bawił się i pieścił,
Ona ściskała jego ręce dłonią białą, —
Nagle — znikł, już go oko żony nie widziało.
A kiedy to się stało — prawie w środku słowa,
Rzekła do służebnego orszaku królowa:
«Dziwo, gdzie król się podział? Wszakżem go widziała?
Jak wyjął ręce, które jam w dłoni trzymała?»
Więcej pytać nie chciała. On się skrycie skrada,
Kędy ze światłem w ręku pacholąt gromada,
I pocznie w rękach paziów świece gasić zdradnie.
Że Zygfryd już przybywa, poznał Gunter snadnie.
Wiedział, po co przychodzi, — więc służbie kobiecej
Kazał precz pójść; gdy wyszły niewiasty z świetlicy,
Król możny sam dziś urząd sprawuje klucznika
I drzwi na dwie zasuwki żelazne zamyka,
A świecę za kotarą ustawia wspaniałą.
Zaraz rozpoczął Zygfryd, jako wypadało,
Wdzięczną igraszkę, niby prosząc o rozkosze.
— Gunter cieszył się z tego i trapił po trosze.
Położył się na łożu Zygfryd blisko przy niej:
Ona rzekła: «Daj pokój, boć znowu uczyni
Jak przeszłej nocy wielką przykrość moja siła!»
— Potem się na Zygfrydzie strasznie za to mściła.
Zygfryd się nie odzywał, nie wyrzekł ni słowa,
A Gunter, choć nie widział, poznał, że dochowa
Przysięgi i rozkoszą z nim się nie podzieli.
Oni zaś nie spoczęli dzisiaj na pościeli!
Zygfryd udawał męża i ujął w objęcia
Silnie wspaniałe kształty pięknego dziewczęcia,
Lecz ona go na ławę wyrzuciła z łóżka,
Iż głowa zatrzeszczała o krawędź podnóżka.
Zerwał się jednak zaraz i chciał po raz drugi
Siłą swą do miłosnej zmusić ją posługi,
Lecz doznał wiele od niej w tej próbie boleści.
— Nie wiem, czy która inna tak broni swej cześci. —
Bo gdy nie chce ustąpić, lecz się do niej tuli
Zerwała się z posłania. «Nie drzej mi koszuli!
Nieskromny jesteś oto! ale pożałujesz —
Zawołała — i znowu siłę mą poczujesz!»
Obejmuje ramiony tęgiego rycerza
I jak wprzódy Guntera wiązać go zamierza,
Aby mogła na łożu spocząć bez przeszkody
I zemścić się, iż podarł jej bieliznę wprzódy.
Nie pomogła mu siła i potęga cała.
Dowiodła mu dziewica mocy swego ciała, —
Niesie go, chociaż różne on przeszkody czyni,
I przyciska przy ścianie gwałtownie do skrzyni.
«Źle! — myślał sobie rycerz. — Jeśli stracę życie
I będę musiał ulec dzisiaj tej kobiecie,
To wnet się białogłowy zbuntują zuchwale
Swym mężom, chociaż dotąd posłuszne im wcale55».
Słyszał król, co się dzieje, i wielce się trwożył.
Zygfryd wstydem i gniewem strasznie się rozsrożył,
I począł się opierać Brunehildzie, w trwodze
Wszystkie siły w obronie wytężając srodze.
Długim się czas królowi wydawał, aż w walce
Uległa mu, — tak silnie ścisnęła mu palce,
Że krew z nich wytrysnęła, — boleść mu dodała
Siły, wreszcie uległa dziewica wspaniała,
I zaniechać musiała uporczywej chęci.
Król milczał, ale słyszał wszystko, co się święci,
Zygfryd zasię do łóżka przyparł ją, aż krzykiem
Zdradziła ból i nagły strach przed przeciwnikiem.
Sięgała jeszcze bokiem, by go związać pasem,
Lecz jej Zygfryd w tych chęciach przeszkodził tymczasem
I przygniótł, aż w jej ciele trzeszczeć jęły członki —
Więc wreszcie obowiązkom uległa małżonki.
I rzekła: «Możny królu, przebacz mi łaskawie!
Com zrobiła przykrego, wszystko to naprawię —
Opierać się nie będę twej chęci na próżno,
Widzę, że umiesz zmusić, bym była usłużną».
Zygfryd ustąpił z łoża, gdzie dziewka leżała,
Jakoby prędko szaty chciał pościągać z ciała,
Lecz pierwej jeszcze ujął królowę za rączkę
I zgrabnie, że nie czuła, ściągnął jej obrączkę
A wziął i pas jej także, ową piękną wstęgę.
Nie wiem, czy chciał jej swoją pokazać potęgę —
Dał ją żonie, lecz potem pożałował snadnie.
Tymczasem legł król w łożu przy dziewce układnie.
Uchwycił ją w objęcia gorąco i tkliwie.
Musiała wnet zapomnąć o wstydzie i gniewie.
A po tem uściśnięciu dziewka nieco zbladła,
Owa siła niezmierna zaraz jej odpadła.
Jako innej kobiecie, tyle jej zostało.
Gunter wciąż obejmował miłośnie jej ciało,
Choćby chciała się oprzeć, zabrakło by mocy,
Tak ją Gunter poskromił miłością tej nocy.
Leżała już rozkosznie teraz koło niego
Żona w tkliwej pieszczocie, aż do dnia białego —
Zaś Zygfryd do swej żony tymczasem pospieszył
I serdecznem przyjęciem wielce się ucieszył.
Wymijał zręcznie, kiedy pytała, gdzie bywał,
A co przyniósł jej z sobą, tak długo ukrywał,
Aż w jego kraju wreszcie chodziła w koronie,
Wtedy nie chował więcej, co przyniósł swej żonie.
Na drugi dzień twarz króla jaśniała weselej
Niż wczoraj, więc na dworze bawiono się śmielej
W całej ziemi było niemało radości,
Król podejmował hojnie zaproszonych gości.
Trwały gody wspaniałe aż przez dwa tygodnie
A wciąż się gwar wesoły rozlegał swobodnie
Wśród rozlicznej zabawy i huczna ochota. —
Ze skarbca wydawano bez rachunku złota.
Krewni króla dawali za jego rozkazem
I na cześć jego szaty, złoto, srebro razem
I rumaki, by hojnie obdarzyć minstrele.
Miała biedna drużyna uciechy tam wiele.
Zygfryd zasię, żuławski królewicz bogaty,
I jego tysiąc mężów dali wszystkie szaty,
W których w nadreńską ziemię przyjechali strojnie,
Dali rzędy i konie! Umieli żyć hojnie!
A zanim się bogate szaty rozdzieliło,
Niejednemu już czekać i za długo było, —
Nigdzie goście weselszej nie mogli mieć doli.
Tak się gody skończyły po Guntera woli.
XI. Jak Zygfryd z żoną do swego kraju powrócił
Rozjechali się wreszcie wszyscy z tej gościny,
Wtedy rzekł Zygmuntowic do swojej drużyny:
«Czas i nam się wybierać już w ojczystą stronę!»
A wieść ta ucieszyła wielce jego żonę.
Pytała męża: «Kiedyż udamy się w drogę?
Lecz pomnij, ja zbyt nagle wybrać się nie mogę,
Pierwej od braci moją część odebrać muszę!»
Zmartwił się Zygfryd, że jej to zaprząta duszę.
Przyszli doń trzej książęta i rzekli uprzejmie:
«Wiedzcież, panie Zygfrydzie, nic wam nie odejmie;
Prawa do wiernej służby naszej aż do trumny!»
Pokłonił się za łaskę wdzięcznie młodzian dumny.
A Gizelher doń rzecze: «Podzielim się z wami
Tem, co mamy, i ziemią naszą, i grodami.
Damy wam część obszernych królestwa rubieży,
Jak się to wam i siostrze Krymhildzie należy».
Ale cny Zygmuntowic na to im odpowie,
Gdy spostrzegł, jakie chęci żywią dlań panowie:
«Niech waszego dziedzictwa strzeże łaska Boga
I poddanych też waszych! Moja żona droga
Obejdzie się bez wiana i należnej części,
Gdy w mojej ziemi wdzieje koronę, poszczęści
Lepiej się jej, niż komu innemu na świecie.
Zresztą chętnie usłużę wam, jako zechcecie».
Na to rzecze Krymhilda: «Jeśli nie chcesz ziemi,
Toć wzgardzić przecież trudno druhami naszymi:
Każdy król chętnie w swoim orszaku ich liczy.
Niechże mi łaska wasza mężów tych użyczy».
Więc rzecze Gernot: «Wybierz sama sobie druhów!
Pójdzie z tobą z ochotą dosyć naszych zuchów.
Z trzech tysięcy rycerzy weź tysiąc, byś miała
Liczny orszak przyboczny!» Więc zaraz posłała
Krymhilda do Hagena gońce i Ortwina,
Czy wejdą do niej w służbę, z nimi ich drużyna,
Ale Hagen jej gniewnie odpowiedzieć każe:
«Nikomu nas nie może Gunter oddać w darze!
Niech tam inni za wami jadą w obce kraje!
Wszak wam znajome naszej rodziny zwyczaje,
Że musimy przy królu pozostać na dworze
I służyć będziem dalej, jako o tej porze!»
Nie proszono ich więcej. — Inni przyszli radzi,
A Krymhilda wybrała do siebie z czeladzi
Trzydzieści i dwie panien i pięćset rycerzy,
Graf Ekewart oświadczył, że za nią pobieży.
Żegnali się na drogę, męże, pacholęta,
Niewiasty, dziewki — z dawna rzecz to już przyjęta —
Pocałunkiem żegnali się jeszcze miłośnie
I ruszyli z Guntera krainy radośnie.
Towarzyszą im w drodze przyjaciół szeregi,
A wszędzie zgotowano już naprzód noclegi,
Gdzie im było najmilej aż po ziemi krańca
Zygmunta już przodem bieżeli posłańce,
By prędzej do rodziców dobiegła wieść chyża,
Że Zygfryd, z nim Uoty córa się przybliża,
Śliczna owa Krymhilda z nadreńskiej krainy.
Nikt im nie mógł weselszej powiedzieć nowiny.
«Dzięki Bogu! — rzekł Zygmunt — żem tego dnia dożył,
Bym na Krymhildy skronie koronę położył.
Wielkie to na mą ziemię spadają honory.
Niechajże Zygfryd królem będzie od tej pory».
Zygelinda posłańcom daje aksamity
Czerwone, w złocie, w srebrze podarek sowity
Za wieści, co ją taką przejęły radością.
A orszak się służebny stroi z troskliwością.
Mówią posłowie, kogo Zygfryd tu prowadzi,
Więc namioty dla gości sposobili radzi,
Gdzie w koronie miał stanąć z pocztem okazale.
Wyjechali naprzeciw Zygmunta wasale.
Nie wiem, czy kogo lepiej przyjęto, jak ninie
Rycerzy przyjmowano w Zygmunta krainie,
Zygelinda naprzeciw synowej przybyła
Z niewiastami, a za nią cnych rycerzy siła.
Jechali dzionek cały, nim gości spotkali —
Swoi i cudzy wiele niewygód doznali,
Nim przybyli pod zamku rozległego bronę,
— Santen gród zwano. — Potem wzięli tam koronę.
Powitali radośnie sędziwi rodzice
Pocałunkiem i syna, i oblubienicę,
Bo się mogli nareszcie rozstać z swą tęsknotą,
I drużynę przyjęto gościnnie, z ochotą.
Powiedziono cnych gości pod sali podwoje,
A z rumaków na ziemię zsadzono dziewoje,
Nie brakło tam rycerzy, każdy rad był snadnie
Pięknym dziewkom się pilnie przysłużyć a składnie.
Prawda, że gody były nad Renem wspaniałe,
Lecz i tu dano zuchom szaty okazałe,
Jakich nigdy nie mieli, bogate i drogie.
Można by o przepychu mówić cuda mnogie:
Gdy zasiedli, — a było wszystko, jak należy, —
Orszak cały w złocistej nosił się odzieży,
Po niej drogie klejnoty połyskały strojnie,
Bo Zygelinda wszystkich obdarzyła hojnie.
Usłyszała te słowa przyjazna drużyna:
«Oznajmiam oto wszystkim krewnym mego syna,
Iż od dzisiaj królewską koronę on bierze!»
Chętnie to usłyszeli żuławscy rycerze.
Zdał nań Zygmunt koronę i władzę, i sądy.
Zygfryd więc ujął berło i odzierżył rządy
A sprawował je dzielnie, iż wszyscy lennicy
Bardzo się obawiali męża krasawicy.
W potędze i honorach panował zaiste
Lat dziesięć i te rządy sprawował sprężyste,
Aż mu wreszcie Krymhilda porodziła syna,
— Bardzo się tem cieszyła królewska drużyna.
Ochrzczono go bez zwłoki, a imię mu dano
Wuja Guntera na chrzcie. Dobrze je wybrano!
Jeśli wda się po wuju, może wyjść na człeka.
Nad dzieckiem zawsze baczna czuwała opieka.
W tym czasie Zygelinda do grobu zatopiła,
Po niej Uoty córa władzę odzierżyła,
Jako się godzi, pani tak rozległej ziemi.
Wielu po matce łzami płakało rzewnemi.
Tymczasem, jak nam wieści mówią, porodziła
Gunterowi dziedzica Brunehilda miła
W Burgundii ponad Renem, a dziecko przybiera
Na chrzcie imię Zygfryda, cnego Bohatera.
Troskliwie go rodzice chowali i strzegli:
Podług woli Guntera wychowawcy biegli
W rycerskich obyczajach ćwiczyli dziecinę!
Lecz niestety wnet całą utracił rodzinę!
Po wszystkie czasy sławią mnogie opowieści,
Jako dzielni rycerze w zabawie i cześci56
Wesoło sobie żyli w Zygmunta krainie:
Podobnie też się wiodło Guntera drużynie.
Miał Zygfryd Nibelungów ziemię na usługi,
(Takich skarbów nie posiadł z jego rodu drugi).
Miał rycerzy Szilbunga, miał skarby i grody,
Więc wysokie zamysły roił witeź młody.
Skarbiec miał najbogatszy, jakim kiedy władał
Mąż — (wyjąwszy tamtego, co go wprzód posiadał) —
Z wnętrza góry go silne ramię wydostało,
Zabiwszy w walce mężów walecznych niemało.
Ale wciąż więcej pragnął czci, honoru, chwały:
Lecz i tak każde usta przyznać mu musiały,
Iż nigdy lepszy rycerz na koniu nie siedział.
Bał się go, kto o jego strasznej sile wiedział.