XXIII. Jak krzywdy swoje Krymhilda pomścić zamierzała

Otoczony czcią ludu, na królewskim tronie

Siedm lat siedział Ecel szczęśliwie przy żonie,

A w tym czasie królowa powiła mu syna.

Rad był Ecel, radosna przyszła dlań godzina.

Uzyskała Krymhilda, mając króla względy,

Iż jako chrześcijańskie żądają obrzędy

Ochrzczono go, Ortliba więc otrzymał miano, —

A po kraju się wielce z tego radowano.

Starała się królowa pilnie swemi cnoty

Królowi pierwszej żony zastąpić przymioty,

Tutejszych ją zwyczajów uczyła Herrata,

Choć jej bolesną była pierwszej pani strata.

Poznali cudzoziemce ją i własne sługi,

A wszyscy zaręczali, iż królowej drugiej

Jej podobnej nie znajdziesz, ni lepszej niewiasty.

Wśród takiej czci i chwały rok nadszedł trzynasty.

Wiedziała, że się nikt jej nie oprze na dworze

I że na wojowników snadnie liczyć może,

— Dwunastu królów przed nią kłaniało się co dnia, —

Więc jej niezapomniana przyszła na myśl zbrodnia:

Wspomniała, jak ją niegdyś wysoko postawił

Kraj Nibelungów, jak ją wszystkiego pozbawił

Hagen, gdy mąż jej Zygfryd padł z jego przyczyny,

Więc mu pomstą myślała odpłacić za winy.

«Gdyby tu był, ach, straszną zadałabym mękę!»

Raz we śnie jej się zdało, iż wsparta o rękę

Giselhera, braciszka całowała we śnie.

— Stąd wielu potem cierpieć musiało boleśnie!

Z piekła jej przyszła chyba myśl ta wiarołomna,

Iż uroczystej zgody z Gunterem niepomna

Zerwała przyjaźń, aby pomścić się na bracie. —

Rzęsiste łzy gorące spływały po szacie,

Bo ją rano i wieczór myśl ta jeno bodła,

Iż ją sroga konieczność do tego przywiodła,

Że chrześcijanka męża miała poganina,

Sprawiła to Hagena i Guntera wina.

A w piersi jej bez przerwy tajemny głos woła:

«Mam skarby, mam, co zechcę, dostatków dokoła!

Mogę szkodzić, — więc biada moim wrogom, biada!

Zemsty! Hagena głowę w proch bym zetrzeć rada!

Za wiernymi druhami tęskni moje serce, —

Ale gdybym niecnego obaczyć mordercę

Mogła, pewnie bym zemsty nie myślała zwlekać!

Ach, gdyby się tej chwili nareszcie doczekać!»

Rycerze jej wzbudzili takie przywiązanie

Dla siebie, że ich wszyscy kochali dworzanie,

Ekwart pozyskał sobie niejednego druha,

A królowej rozkazów każdy chętnie słucha.

Tak sobie układała: «Będę prosić króla,

A może się nakłonić raczy jego wola,

Iż to sprawi, by do mnie krewni moi przyszli».

Nikt odgadnąć nie zdołał jej zdradzieckich myśli.

Gdy przy swoim małżonku raz leżała w nocy

(On ramieniem objąwszy, ściskał z całej mocy

Żonę, a skarb w niej widział, nad życie mu drogi),

Niewiasta właśnie na swe pomyślała wrogi.

I do króla tak rzekła: «Mężu mój i panie,

Mam prośbę wielką: z wolą waszą niech się stanie, —

Niechaj widzę, czy dla was warta jestem tyle,

Byście serce skłonili do mych krewnych mile».

Król na to (nie zna fałszu dusza jego wcale):

«Bądź pewną, iż co tylko ku ich czci i chwale

Wypadnie, to usłyszę z weselem niemałem,

Bo szlachetnych przyjaciół przez ciebie zyskałem».

A królowa mu rzecze: «Wszakże o tem wiecie,

Że rodzinę mam zacną: więc mnie smutek gniecie,

Iż nigdy mnie odwiedzić w tej ziemi nie raczą.

Dlatego mnie sierotą zwą ludzie tułaczą».

Król Ecel jej odpowie: «Żono moja droga,

Jeśli nie za daleka tu od Renu droga,

To bym ich wszystkich chętnie do siebie zaprosił».

Rada była, iż Ecel z tą myślą się nosił.

Rzekła: «Jeśli mi radość chcesz zrobić prawdziwą,

Niech do Wormacji jadą posłowie co żywo,

A skoro jeno moje oświadczą żądanie,

Pewnie niejeden rycerz szlachetny tu stanie».

Król na to: «Rozkaż tylko, stanie się, jak żądasz!

A pewnie ty ich sama chętniej nie oglądasz

Ode mnie! Rad bym ujrzał cne Uoty syny, —

Przykro mi, żem nie widział dawno twej rodziny.

A kiedy ci się, droga, tem przysłużyć mogę,

Niechajże zaraz grajki moje jadą w drogę,

Aby burgundzkie do nas przeprowadzić pany».

Więc natychmiast po grajków posłano dworzany.

Przybiegli szybko, kędy król z królową siedział,

Ecel zaraz wolę swoją zapowiedział,

Że jako gońców obu śle w dalekie kraje

I by ich przybrać strojnie, rozkazy wydaje.

Więc odzież dla dwudziestu i czterech rycerzy

Zgotowano, a król im swą wolę powierzy,

Jak gości prosić mają przemową ozdobną:

Krymhilda jeszcze z nimi mówiła osobno.

Mówił do nich król możny: «Nieścież pozdrowienia

Ode mnie druhom oraz najlepsze życzenia

I prośbę: niechaj raczą przybyć do mej ziemi,

Bom dawno się już gośćmi nie cieszył takimi.

A jeśli do mej woli Krymhildy się krewni

Skłonić raczą, niech do mnie przybędą tem pewniej

W lecie, a nie poszczędzę godów im bogatych,

Pragnąc szczerze oglądać mych powinowatych».

Więc króla dumny grajek Swemelin zapyta:

«A kiedyż ona godów doba nam zawita?

Na kiedyż gości waszych prosić mają gońce?»

Ecel rzekł: «Kiedy zacznie odwracać się słońce73».

«Stanie się wasza wola!» — Werbel mu odpowie.

Krymhilda rozkazała, ażeby posłowie

Przyszli do niej, tam z nimi rozmawiała skrycie.

Stąd spłynął jeno smutek i boleść sowicie.

Mówiła tak do posłów: «Jeśli się sprawicie

Po mej woli, nagrodę wielką zasłużycie.

Powtórzcie w onym kraju wiernie moje słowa,

A czeka złoto na was i szata godowa.

Kogokolwiek z onych druhów na wormackim dworze

Ujrzycie, nie wyznajcie, iżem smutna może,

Albo strapienie jakie mam. Tego nie mówcie,

Rycerzy jeno onych ode mnie pozdrówcie.

Proście, by byli króla wezwaniu powolni,

A i moja się dusza od smutku uwolni.

Niech Hunnowie nie myślę, żem może sierotą,

Rycerzem będąc, ja bym jechała z ochotą.

A do brata Gernota takie nieście słowa,

Iż wierniejszego serca ziemia mu nie chowa.

Proście, niechaj drużynę przyprowadzi wierną

Do nas, a w naszej ziemi znajdzie cześć niezmierną.

Niech też wspomni Giselher, mój braciszek młody,

Żem nigdy z jego winy nie doznała szkody

Ni cierpienia, więc rada bym go mieć u siebie

I wiernem się ramieniem posłużyć w potrzebie.

Mówcie matce, iż cześć mam wszelaką bez sromu.

Zaś jeśli Hagen z Tronje chciałby zostać w domu,

Któż powiedzie, któż drogę pokaże im taki?

Jemu już od dzieciństwa znane huńskie szlaki».

Nie wiedzieli posłowie, czemu za Hagenem,

Tak stanowczo obstaje, ażeby nad Renem

Nie został. Ale powód wkrótce się wyjawił

I życia wielu dzielnych rycerzy pozbawił.

Otrzymali rozkazy i listy do drogi,

Hojnie zaopatrzeni mieli żywot błogi,

Na ciele im ozdobnie lśni szata wspaniała, —

Nareszcie ich królewska para pożegnała.

XXIV. Jak Werbel i Swemmel poselstwo spełnili

A gdy w nadreńskie kraje wysłał Ecel posły,

Już się z ziemi do ziemi wieści o tem niósły,

Z zaproszeniem na gody pobiegł szybki goniec

Wszędy. — Lecz tam niejeden smutny znalazł koniec.

Tymczasem z huńskiej ziemi jechali posłowie

Do Burgundii, z wezwaniem, ażeby królowie

Wszyscy trzej z całą swoich wojowników rzeszą

Do Ecela przybyli; więc w podróży spieszą.

A gdy do zamku Bechlarn po drodze wstąpili,

Usłużono im chętnie, przez nich polecili

Margrabiostwo rycerzom z burgundzkiej krainy

Pozdrowienie od siebie i córy jedynej.

Na odjezdnem znów posłów obdarzono hojnie,

By w podróży żyć mogli godnie i spokojnie;

Uoty synom wieli rzecz od Rydygiera,

Iż w jego sercu dla nich gości wierność szczera.

Dla Brunhildy też nieśli z sobą pozdrowienia,

Służby i pomyślności wszelakiej życzenia.

Wysłuchawszy, iść mieli znów w pochód daleki —

Gotlinda dla nich nieba błagała opieki.

Zanim bawarskiej ziemi granicznego słupa

Dosięgli, Werbel żwawy odwiedził biskupa,

Ale jakie on wieści słał swojej rodzinie

W nadreńskie kraje, tego pieśń nie mówi ninie.

Jeno złotem czerwonem hojnie obdarzywszy

Posłów, rzekł biskup Pilgrym: «Byłbym najszczęśliwszy,

Gdybym u siebie siostry mej oglądał syny.

Mnie tak trudno się wybrać nad Ren do rodziny».

Nie wiem, jakimi szlaki nad Renu wybrzeże

Dostali się, lecz srebro i strojne odzieże

Przenieśli cało, strzegła ich potęga pana,

Bo szlachetnego króla moc powszechnie znana.

Dwanaście dni jechali, aż nad Renem w mieście

Wormacji obaj grajki stanęli nareszcie,

A już król się dowiedział z dworzanami swymi,

Iż doń posłowie z obcej przybywają ziemi.

Więc rzecze pan znad Renu: «Któryż z was mi powie,

Z jakich to ziem ci obcy zjechali posłowie?

Kto oni zacz?» Lecz żaden z drużyny nie wiedział,

Aż ich obaczył Hagen z Tronje i powiedział:

«Patrzcież! Wnet się ciekawych nowin każdy dowie!

Poznałem ich, — to króla Ecela grajkowie.

Zapewne siostra wasza przysyła ich tędy.

Przyjąć ich każą słuszne dla Ecela względy».

A tamci już stanęli u podwoi sali,

Nigdy grajki tak hucznym pocztem nie jechali —

Powitał ich królewski wnet orszak usłużny

I wskazawszy gospody, sprzęt schował podróżny.

Mieli na sobie z drogi szatę tak wspaniałą,

Iż się w niej i przed królem mogli stawić śmiało,

Ale chcąc się na dworze pokazać inaczej,

Pytali, czy kto od nich suknie przyjąć raczy.

Znaleźli się też zaraz ludzie jednej miary,

Co chętnie skorzystali z łaskawej ofiary.

A z gości wnet się każdy w sutą szatę stroi,

Jak potężnego króla posłowi przystoi.

Więc kędy stał na sali króla tron wyniosły,

Za jego przyzwoleniem stawili się posły,

Hagen naprzeciw spieszył aż do progu sali

I wprowadził ich, — dzięki posłowie składali.

On pytał, bo był wielce ciekaw tej nowiny:

Jak tam zdrowie Ecela i jego drużyny?

A grajek odpowiedział: «Kraj w szczęście opływa

A ludek nasz, jak nigdy, wesela zażywa».

Przyszli do króla. Pełna była cała sala,

Jak najuprzejmiej jeno obyczaj pozwala,

Witać posły, przyjęcie takie ich spotkało;

Werbel ujrzał przy królu rycerzy niemało.

Gunter z uprzejmym wdziękiem zaraz ich powita:

«Witajcież w moim kraju, wy i wasza świta!

Witam was, których sztuka mężów rozwesela.

Mówcież, czy przybywacie z rozkazu Ecela?»

Na to Werbel oddając ukłon uniżenie:

«Pan i król mój zasyła szczere pozdrowienie,

Toż królowa wam mówi ustami mojemi;

Oni nas po przyjaźni ślą do waszej ziemi».

A możny król odpowie: «Szczerze się raduję!»

I o Ecla pomyślność jeszcze zapytuje

Posłów i o Krymhildy, siostry swojej, zdrowie.

«Zaraz was powiadomię!» — skrzypek mu odpowie.

«Pewnie na całym świecie znajdzie ludzi mało

Tak szczęśliwych, jak oni, mogę to rzec śmiało.

Służy szczęście rycerzom, krewnym i drużynie;

Cieszyli się, gdy do was jechałem tu ninie».

«Dzięki za pozdrowienie — król odrzec pospieszy —

Eclowi i Krymhildzie. Wielce mnie to cieszy,

Iż mu pomyślność wiernie służy w każdej sprawie.

Przyznam się, iż pytałem istotnie w obawie».

A tymczasem dwaj młodzi królowie przybyli,

Usłyszawszy o posłach dopiero w tej chwili.

Giselher do swej siostry przywiązany szczerze;

Rad ich widział i pierwszy zaraz głos zabierze:

«Pewnie byśmy was jeszcze witali weselej,

Gdybyście częściej do nas przyjeżdżać zechcieli,

Bo was tylu przyjaciół uprzejmych tu czeka,

Przyjazne serce, wierność szczera i opieka».

A Swemmel na to: «Wiemy, czego się spodziewać

Po was mamy! Lecz ani podołam opiewać,

Jak was czule pozdrawia Ecel i szlachetna

Siostra wasza. Im zawsze służy dola świetna.

Wspomina łaskę waszą i wierność królowa,

I w sercu wam prawdziwą miłość zawsze chowa,

A oto nas z poselstwem król Ecel przeznaczył,

Prosząc, aby dwór cały doń zajechać raczył.

Powtórzył nam swą wolę pewnie kilka razy

Możny Ecel i dał nam surowe rozkazy;

Mamy zapytać króla, czem obraził przecie

Ecel was, iż odwiedzić swej siostry nie chcecie?

Czemu dla was tak obcą ziemia Ecelowa?

Bo chociażby wam siostrą nie była królowa,

Można by przecież kiedyś nawiedzić sąsiada

Iżby się wielce cieszył z tego, król powiada».

Więc Gunter mu odrzecze: «Odpowiedź udzielę

Za dni siedm; usłyszę, co mi przyjaciele

Powiedzą. Wy tymczasem wróćcie do gospody,

Spocznijcie, a nie braknie żadnej wam wygody».

A Werbel jeszcze rzecze: «Jeśli to być może,

Prosimy, by nas przyjąć raczyła na dworze

Można pani Uota, zanim do gospody

Wrócimy». — Na to rzecze im Giselher młody:

«Jeżeli wola wasza, nikt wam nie zabroni.

Uraduje się wieścią, gdy zajdziecie do niej,

Matka, a siostrę moją mając na pamięci,

Ręczę wam, iż będziecie uprzejmie przyjęci».

Giselher do macierzy poprowadził gości.

Chętnie ich obaczyła pani, łaskawości

I cnót wszelakich pełna, i witała rada.

Począł Swemmul, jak dworska wymaga ogłada:

«Powolne służby swoje i wierność prawdziwą

Oświadcza wam królowa! Jeśliby możliwą

Rzeczą było, by częściej was mogła obaczyć,

Większą by jej pociechą los nie mógł uraczyć».

Na to królowa rzecze: «Trudno przeinaczyć!

Chociaż bym ją gorąco pragnęła obaczyć,

To za daleko wasza mieszka mi królowa.

Niechajże ją z Ecelem Bóg szczęśliwie chowa

Bądźcież u mnie, nim znowu do waszej krainy

Powrócicie. Od dawna tak miłej nowiny

Nie przynieśli mi z obcej posłowie ziemicy».

Więc przyrzekli jej wolę spełnić posłannicy.

Odeszli do gospody swojej huńskie zuchy:

Gunter zaś wnet obesłał swoje wierne druhy

I pytał, jako im się posłów zaprosiny

Podobały. Więc radził niejeden z drużyny,

Iż śmiało jechać może w Ecela rubieże;

Mówili to najlepsi, jakich miał, rycerze

Prócz Hagena; on ciężką troską zdjęty siedział.

— «Chyba zguby pragniecie!» — cicho doń powiedział.

«Wszakże wam o przeszłości nie trzeba rozprawiać.

Wiecie, że się Krymhildy musimy obawiać,

Jam jej zabił małżonka rękami własnemi, —

Więc mamyż teraz jechać do Ecela ziemi?»

Ale król na to rzecze: «Wszak się przeprosiła

I pocałunkiem przecież z nami pogodziła

Przed odjazdem, a chyba was jeno, Hagenie,

Nie tyczyło Krymhildy owo przebaczenie».

«Niechże was — rzecze Hagen — nie uwodzi przecie

Posłów mowa! Jeżeli ją odwiedzić chcecie,

I cześć waszą, i życie możecie utracić,

Krymhilda długo czeka, aby nam odpłacić».

Lecz Gernot swoje zdanie do rady dołoży:

Że Hagen w swojej winy poczuciu się trwoży

I śmierci może lęka, czyliż nam to szkodzi?

Zaniechać tych odwiedzin przecież się nie godzi!

Jeszcze Giselher temi przemówił doń słowy:

«Jeśli on się poczuwa do winy jakowej,

Może zostać i życia swego strzec na dworze.

Kto ma czyste sumienie, z nami jechać może!»

A Tronejczyk odpowie, rozgniewany srodze:

«Nie chcę, ażeby kto wam towarzyszył w drodze,

Co by śmielszym się ważył pokazać nade mnie.

Ja pojadę, skoro was ostrzegam daremnie».

Zaś kuchmistrz Rumolt rzecze: «Dość zapasów w domu,

Aby swoich i obcych ugościć bez sromu;

Po cóż w obczyznę jechać? Zostańcie, jak radził

Hagen, — on jeszcze nigdy przecież nas nie zdradził.

A jeżeli Hagena nie słuchacie mowy

Posłuchajcie Rumolta, co zawsze gotowy

Służyć wiernie, więc bacznie na moje błaganie!

Niech sobie przy Krymhildzie król Ecel zostanie!

Cóż wam lepsze da szczęście, jak ojczyste progi?

Tu was pewnie zawistne nie dosięgnę wrogi,

W szatni dla was wspaniały gotów przyodziewek,

Wina dość, jest na dworze dosyć pięknych dziewek,

Macie jadło wybredne, jakiem się nie raczy

Żaden król w świecie. Jeśli to wam nic nie znaczy,

Rozważcie, czy tu żonę samotną zostawić,

Czy na szwank cześć i życie dziecinnie wystawić?

Pozostańcie! Bogaty kraj macie wormacki, —

Łatwiej was też tu z jakiej wybawić zasadzki

Niż w Hunnów ziemi, — zresztą, kto wie, co się stanie?

Posłuchajcie Rumolta! Pozostańcie, panie!»

«Nie zostaniemy! — rzecze Gernot. — Wszak zaprasza

Do siebie nas przyjaznem sercem siostra nasza

I król Ecel; możemyż wzgardzić tem bez sromu?

Kto nie chce jechać, niechaj pozostanie w domu!»

Więc Hagen odpowiedział: «Niechże moje zdanie

Nie wyda się opacznem, cokolwiek się stanie.

Jeszcze dla bezpieczeństwa dodam tę przestrogę,

Abyście z zbrojnym hufcem wybrali się w drogę.

Gdy posłuchać nie chcecie, co wam radzę szczerze,

Niechaj na dwór się stawią najlepsi rycerze,

A ja wam z tego tysiąc ludzi wybrakuję, —

By nam nie zaszkodziło, co Krymhilda knuje».

«W tem chętnie was posłucham!» — król Gunter odpowie.

Zaraz się rozjechali po kraju posłowie,

Wnet też stanęło mężów trzy tysiące z górą.

— Nie wiedzieli, na jaką biedę się wybiorą.

Wesoło się na dworze stawił jaki taki,

A tam już rozdawano stroje i rumaki

Każdemu, co opuścić kraj z królem zamierza.

Pozyskał Gunter wiele dzielnego rycerza.

Hagen zaś Dankwartowi wydał rozkaz taki,

By nad Ren co najlepsze przywiódł swe junaki.

Przyszło ich osiemdziesiąt. Okryci w pancerze

Strojno na dwór Guntera zjechali rycerze.

Przybył i dzielny Volker, skrzypek wyśmienity,

Trzydziestu ludzi z swojej przyprowadził świty

W szatach, jakie by nosić przystało królowi.

Że z nim do Hunnów jedzie, mówił Gunterowi.

A kto ten Volker taki, zaraz wam opowiem

Szlachetny był to rycerz, pan możny, albowiem

Miał odważnych lenników, drużynę dobraną,

Że ślicznie grał na skrzypcach, dostał skrzypka miano.

Wybrał Hagen nareszcie z nich tysiąc wasali,

Takich, co dzielnych czynów w boju dokazali

Albo których już dzielność poznał w każdej rzeczy.

Żadnemu z nich nikt pewnie męstwa nie zaprzeczy.

Posłom przykra już była zwłoka przeciągana,

Bo się bardzo swojego obawiali pana.

Prosili o odpowiedź, by dłużej nie czekać,

Lecz Hagen umiał odjazd roztropnie przewlekać.

Mówił do króla: «Jeszcze przeciągnijmy dłużej,

Nie puśćmy ich, aż sami będziem do podróży

Gotowi; w tydzień po nich jedźmy do Ecela,

Tak poznamy, czy mamy tam nieprzyjaciela.

Bo Krymhildzie w ten sposób na przygotowanie,

Gdy zdradę knuje, czasu za mało zostanie;

A jeżeli co pocznie, pewnie się nie uda,

Gdy powiedziemy tyle dobranego luda».

Nagotowano dosyć tarcz, siodeł, oręża

I strojów, by każdego zaopatrzyć męża,

Co się z królem do kraju Ecela wybiera.

Wtedy wezwano posłów wreszcie do Guntera.

A Gernot rzekł, gdy na dwór przyszli posłannicy:

«Król przyjął zaproszenie. Do waszej ziemicy

Pojedzie na te gody, a z nim jego krewni,

Aby siostrę odwiedzić. Bądźcież tego pewni».

Król Gunter zaś zapyta: «Powiecie mi może,

Kiedy te gody będą i w której to porze

Przybyć mamy?» Więc Swemmel odpowie za gońce:

— «Kiedy po dniu najdłuższym odwróci się słońce».

A że posłowie mimo długiego czekania

Nie mieli u Brunhildy jeszcze posłuchania,

Król pozwolił im chętnie, aby do niej przyszli.

Temu przeszkodził Volker, królowej po myśli.

«Brunhilda, pani moja, nie jest teraz w stanie —

Rzekł rycerz — by zezwolić na to posłuchanie,

Poczekajcie, a jutro pójść możecie śmiało».

Czekali, lecz się podług życzenia nie stało.

A możny król, iż posłom przychylny był szczerze,

Nakazał szczerem złotem napełnić puklerze

I zanieść w podarunku, — skarbów miał bez miary.

Żaś jego przyjaciele także nieśli dary.

Tak Giselher z Gernotem, i Gere z Ortwinem,

Że mieli serca hojne, dowodzili czynem;

Takie dary obfite posłom dawać chcieli,

Iż z obawy przed panem ci przyjąć nie śmieli.

Więc rzecze Werbel, poseł układny a gładki:

«Królu, niechaj zostaną przy was te dostatki!

My ich przyjąć nie możem, bo przyjmować dary

Król zabronił, a mamy i swego bez miary».

Ale się tem rozgniewał król znad Renu bardzo,

Iż posłowie królewskim podarunkiem gardzą;

Musieli wreszcie złoto wziąć i sute stroje

I powieźli bogate dary w kraje swoje.

Przed odjazdem Uocie pokłonić się chcieli,

Więc Giselher do matki powiódł skrzypicieli,

A ona swojej córce pozdrowienie zleci,

Mówiąc, iż szczęściem dla niej pomyślność jej dzieci.

I nakazała wdowa, złoto i galony

Dawać posłom, Krymhildzie gwoli ulubionej

I jej mężowi, iżby jechać mogli raźniej.

Mogli przyjąć, co z szczerej dawano przyjaźni.

Odjeżdżając, żegnali po starym zwyczaju

Rycerzy i niewiasty, i do Szwabów kraju

Podążyli wesoło; Gernot dał rozkazy,

By ich odprowadzono, strzegąc od obrazy.

Towarzyszył im orszak w drodze tak daleko,

Aż stanęli pod króla Ecela opieką,

Więc ich nie śmiał nikt strojów ni koni pozbawić.

Spieszyli się, by wcześnie przed królem się stawić.

A po drodze, gdzie jeno jacy przyjaciele

Mieszkali, powiadają, że za dni niewiele

Zjadą burgundzkie zuchy do Hunnów krainy.

Dowiedział się i biskup Pilgrym tej nowiny.

Kiedy zaś koło zamku Bechlarn przejeżdżali,

Rydygierowi donieść też nie omieszkali,

I pani Gotelindzie, zacnej margrabinie,

Cieszyli się oboje, że ich ujrzą ninie.

Teraz już grajki raźniej popędzali konie

I znaleźli Ecela w zamku Ostryhonie,

A gdy mu oświadczyli szczere pozdrowienia

Od królów, temu radość lice zarumienia.

Kiedy się do królowej doniosła nowina,

Że do niej sponad Renu przyjedzie rodzina,

Ucieszyła się wielce i szczodrymi dary

Wynagrodziła grajków, darząc ich bez miary.

Rzekła do nich królowa: «Powiedzcież mi pewniej,

Którzy się na te gody wybierają krewni,

Z tych, cośmy zaprosili do naszej krainy,

I co Hagen powiedział na te zaprosiny?»

Odpowiedzieli: «Przyszedł, jako król go wzywał

Do rady dnia jednego, ale się odzywał

Nieprzychylnie; a kiedy podróż uchwalili,

Z gniewem rzekł, by się własną wolą nie gubili.

Zjadą więc wasi bracia, wszyscy trzej królowie

Z pocztem licznym, lecz w drodze, którzy im druhowie

Towarzyszą, na pewno powiedzieć nie mogę.

Wiemy jeno, że Volker wybiera się w drogę».

«O tego mi nie chodzi — królowa odpiera —

I łatwo mogła bym się obejść bez Volkera,

Ale Hagena lubię, bo to rycerz prawy,

I cieszę się, iż do tej należy wyprawy».

Poszła królowa, kędy król siedział samotnie

I do małżonka swego przemówi pieszczotnie:

«Miłeż ci wieści, drogi królu mój i panie?

Otóż się spełnia serca mojego żądanie!»

«Szczerze mnie to raduje — król odrzec pospieszył —

Wierzaj, jam się na przyjazd mych krewnych nie cieszył

Tyle, kiedy odwiedzić mieli mą ziemicę.

Przyjazd twych braci wszelką rozwiał mi tęsknicę».

Królewscy urzędnicy zwijali się skrzętnie,

Przybierając pałace i sale odświętnie,

Zastawiając siedzenia dla tak miłych gości.

Lecz ci im potem wiele sprawili przykrości.