XXVIII. Jak Burgundowie przybyli do zamku Ecela
Gdy Burgundzi w Ecela przybyli obszary,
Dowiedział się też o tem z Bern Hildebrand stary
I doniósł panu swemu; ten przeczuciem tknięty,
Prosił, aby poczestnie był orszak przyjęty.
Hoży Wolfhart rozkazał wyprowadzić konie,
Wyjechał Dytrych w mężnych swych rycerzy gronie
W pole na przywitanie; u siodła przypięty
Wiózł każdy rycerz namiot wspaniały zwinięty.
Daleko jeszcze byli, gdy ich Hagen zoczył
I z upomnieniem grzecznem do panów poskoczył:
«Z koni, panowie, z koni i pozdrówcie pieszo,
Mężów, co na przyjęcie nasze aż tu spieszą!
Ot tam orszak przybywa, — znam go doskonale,
To z ziemi Amelungów odważni wasale,
Prowadzi ich pan z Berna; gardzić nie należy
Przysługą takich dzielnych i światłych rycerzy».
I tamci, jako każą gościnności prawa
Zsiedli z koni, i rycerz, i pachołek stawa
Przy Dytrychu i razem idą na spotkanie
Burgundów, miłe dla nich niosąc powitanie.
A kiedy się spotkali na drogi połowie,
Dytrych grzecznie do synów Uoty tak powie
(Przyjazd ich trosk go ciężkich niemało nabawił,
A myślał, iż Rydygier wszystko im wyjawił):
«Witaj Gunterze! Witaj i ty Giselherze.
Gernocie i Hagenie! Witaj mi Volkerze,
I ty Dankwarcie! lecz czy na pamięci macie,
Że Krymhilda wciąż płacze po Zygfryda stracie?»
«Niechże płacze do syta — Hagen się odzywa —
Zygfryd już od lat wielu pod ziemią spoczywa.
Niechaj do Hunnów króla miłość swoją zwróci,
Zygfryd już pewnie do niej z grobu nie powróci».
«Nie mówmy o Zygfrydzie! niech z Bogiem spoczywa!
Lecz wam nieszczęście grozi, póki ona żywa —
Odrzecze Dytrych z Berna, przestrzegając gości —
Więc ty, Burgundów panie, miej się na baczności!»
Gunter rzekł: «Jakże strzec się, jak się było pytać?
Król Ecel słał nam posły, iż nas chce powitać
W swoim kraju, a siostra niepomna urazy
W pozdrowieniu serdeczne słała nam wyrazy».
«Przyjmijcież moją radę — Hagen na to powie —
Proście, niechaj król Dytrych i jego druhowie
Powiedzą wam, jak sprawy na dworze zawisły,
Byście jasno poznali Krymhildy zamysły».
Poszli razem królowie trzej, Gunter z Gernotem
I Dytrych, by pomówić na uboczu o tem.
«Raczże nam opowiedzieć, dzielny z Berna panie,
Jakie ty o zamiarach królowej masz zdanie».
A na to im odpowie bohater: «Cóż mogę
Więcej rzec? Co poranka słyszę ją niebogę,
Jak się skarży i wiecznie roni łzy żałośnie
Po Zygfrydzie, że marnie zginął w życia wiośnie».
A dzielny grajek Volker te rozmowy skróci:
«Tego, czem tu nam grożą, los już nie odwróci!
Jedźmyż więc, by na Hunnów przekonać się dworze,
Co takich jak my zuchów złego spotkać może!»
Więc Burgundowie na dwór wnet ruszyli przodem.
Jak każe ich obyczaj, wspaniałym pochodem.
Dziwią się huńscy męże, każdy widzieć żąda,
Jak też ów sławny Hagen z Tronje wygląda.
Opowiadano o nim (a stąd urok wabił),
Iż on Zygfryda z Żuław własną ręką zabił,
Męża Krymhildy, w świecie pierwszego siłacza;
Więc go ciżba ciekawych na dworze otacza.
Jużci człek był pokaźny, każdy mu to przyzna:
Pierś szeroko rozrosła, włosy już siwizna
Nieco mu przyprószyła, lecz krzepko go nogi
Długie nosiły, z oka blask mu strzelał srogi.
Wnet po gospodach rzesza rozeszła się cała.
Czeladź Guntera miejsce osobne dostała
Z rady królowej, co dlań żywi złość ukrytą.
Przez to potem pachołków w gospodzie pobito.
Dankwart jako marszałek zarząd tam prowadzi,
Więc mu król oddał pieczę około czeladzi,
By tam ani napitku nie brakło, ni strawy...
W każdej sprawie wygodzić umiał Dankwart żwawy.
Wyszła piękna Krymhilda, za nią cała świta
Naprzeciw i zdradliwie pocałunkiem wita
Giselhera, dłoń jego do swej biorąc raczki.
To widząc Hageu hełmu poprzyciągał sprzączki.
I rzekł obces: «Po takiem przywitaniu gości.
Wypada nam rycerzom mieć się na baczności,
Inaczej tu się królów wita, jak wasali, —
Źleśmy się na te gody podobno wybrali».
A ona: «Niech was wita, kto was widzieć żądał!
Nie za wami mój tęskny wzrok z dawna wyglądał.
Cóż z domu przywozicie mi, co by mnie cieszyć
Mogło, bym do was miała z powitaniem spieszyć?»
«Gdybym był wiedział — Hagen na to jej odpowie —
Że wam w gościnę dary mają wieźć panowie,
Toć bym się tem nie bardzo był jeszcze zubożył,
Gdybym wam w waszej ziemi podarunek złożył».
«Więc raczcie mi o sprawie opowiedzieć mojej,
Jako rzecz z owym skarbem Nibelungów stoi.
Że on do mnie należał, wiadomo wam przecie.
Myślałam, że go z sobą dla mnie przywieziecie».
«Zaiste, już to ubiegł duży czasu kawał.
Iżem na skarby owe baczenia nie dawał.
Rzucon w Ren z woli panów moich, na dnie rzeki,
Już on pewnie spoczywać będzie aż na wieki».
«Dawno — odrzekła — serce me to przeczuwało,
Dotąd jam korzystała z niego bardzo mało,
Chociaż on po słuszności mnie z dawna należy.
Toteż mi w sercu smutek z ciężkiej krzywdy leży».
A Hagen na to mruknie: «Diabła wam dostarczę!
Dosyć się zmacham, ciężką mą dźwigając tarczę
I mą zbroję żelazną, i mój szyszak jasny,
I miecz, — nie dla was, ale dla potrzeby własnej».
Królowa do rycerzy naokoło rzecze:
«Tu broni się nie nosi, odpaszcie więc miecze
I broń wszelką i dajcie mi na przechowanie».
«Na honor — na to Hagen rzekł — to się nie stanie!
Takich względów nie pragnę, pani moja miła,
Byś za mną do gospody mój puklerz nosiła
I zbroję! Tyś królową! Na to nie pozwolę,
I sam, jak ojciec uczył, służyć sobie wolę».
«Biadaż mi biednej, biada! — Krymhilda się żali —
I brat, i Hagen nie chcą, aby przechowali
Ich tarczę! ktoś ich chyba przeciw mnie uprzedził:
Kto to zrobił, niech by go skon rychły nawiedził!»
A Dytrych zapłonąwszy gniewem jej odpowie:
«Jam ostrzegał, by zbroi nie dali panowie
I Hagen! Jam zamiary im objawił twoje!
Nuże, diablico! gniewu twego się nie boję!»
Zawstydziła się wielce Krymhilda, a znała
Moc Dytrycha, więc bardzo go się obawiała.
Ni słowa nie odrzekła idąc do swych progów,
Tylko dziko na swoich spoglądała wrogów.
A tam do siebie dwaj się zbliżyli rycerze,
Dytrych i Hagen, ręce swe ściskając szczerze,
A Dytrych rzekł, w wszelakiej doświadczony doli:
«Zaiste, podróż wasza do Hunnów mnie boli,
Iż waszemu przybyciu królowa nierada».
Lecz Hagen mu odpowie: «Będzie na to rada!»
Tak z sobą rozmawiali odważni rycerze.
Obaczył ich król Ecel, ciekawość go bierze.
«Rad bym też wiedzieć przecie, co to zacz — zapyta —
On rycerz, co go Dytrych tak uprzejmie wita.
Z postawy już w nim zucha przypuszczać się godzi,
Rycerz to jakiś słuszny, ktokolwiek go rodzi!»
A na to rzecze jeden z Krymhildy drużyny:
«Ojcem jego Aldryjan z tronejskiej rodziny.
Mąż to groźny, choć teraz wygląda układnie.
Że nie kłamię, przekonać mogę was dosadnie».
«Jakże bym ja go kiedy mógł poznać z tej strony?» —
Rzecze król, bo nie wiedział o zamiarach żony,
Ni jak pomścić się miała nad krewnymi swymi,
Iż żaden żywcem z huńskiej już nie wyszedł ziemi.
«Znałem ja Aldryjana, u mnie się tu z chwałą
Okrył jako mój lennik, i darów niemało
Otrzymał: tu rycerzem został, bo był wielki
Ulubieniec mej pierwszej żony, wiernej Helki.
Stąd mi i Hagen znany. Raz mi w zakład dano
Dwoje pacholąt, jego to wtedy przysłano
I Waltera z Hiszpanii, jegom nazad wrócił,
A Walter z Hildegundą skrycie dwór porzucił».
Zamyślił się król, wspomniał dzieje sprzed lat wiela,
Gdy dzielnego z Tronje ujrzał przyjaciela,
Co mu się pacholęciem tak przysłużyć lubił —
A w starości mu druha niejednego ubił.