XXXVIII. Jak wszystkich rycerzy Dytrycha zabito

Jęczał gród cały, każdy bolał po nim szczerze,

Brzmiał skargą pałac cały i mury, i wieże,

Aż jeden rycerz z Berna z Dytrycha drużyny

Usłyszał i do pana poniósł te nowiny.

Rzecze do swego władcy: «Dytrychu, mój panie,

Otom posłyszał jakieś straszne narzekanie.

Jeszcze me ucho takich jęków nie słyszało,

Kto wie, może co króla samego spotkało?

Bo czemuż by zaś wszyscy podnosili jęki?

Król lub Krymhilda, — pewnie jedno z dwojga, — z ręki

Zuchwałych onych gości zgon poniosło smutny,

Bo rycerze płacz w zamku zawodzą okrutny».

Lecz książę z Berna rzecze: «Z wolna, moi mili,

Nie bierzcie tak gorąco! Co tam porobili

Obcy męże, do tego konieczność ich bodzie.

Pamiętajcie, jam z nimi w przyjaźni i zgodzie».

Więc śmiały Wolfhart na to: «Ot, zaraz się dowiem,

Pójdę tam i zapytam, potem wam opowiem.

Wysłucham, co te straszne narzekania znaczą,

I dowodnie wam opowiem, czemu tam tak płaczą».

Dytrych odpowie: «Nadtoś krewki, mój Wolfharcie!

Gdy człek do gniewu skory, pyta zbyt otwarcie,

Często powód stąd łatwy do bolesnej zwady.

Nie chcę, byś ty, Wolfharcie, chodził na wywiady».

Wysłał książę Helfryda zasięgnąć języka:

Miał zapytać jakiego Ecla wojownika

Lub gości samych, co tych jęków jest powodem,

Skąd niezmierny płacz powstał pomiędzy narodem.

Poszedł poseł i pytał: «Cóż to na was spadło?»

A ktoś im odpowiedział: «Na wieki przepadło

Czem kraj nasz się radował, czem szeroko słynął!

Patrz, za Burgundów sprawą nasz Rydygier zginął!

A z tych, co za nim poszli, ni jeden nie wrócił!»

Boleśnie tą nowiną Helfryd się zasmucił;

Nigdy gorszej on wieści panu nie przynosił.

Wracał poseł, a lica strumień łez mu rosił.

«Co słyszałeś? — zapytał Dytrych — jakież wieści?

Czemu płaczesz? Co takiej powodem boleści?»

A rycerz rzekł: «Jak mogę wstrzymać płacz i jęki?

Oto dobry Rydygier padł z Burgundów ręki».

A książę krzyknął: «Boże! Zemsta zbyt zaciekła,

Zbyt straszna! to szyderstwo na pociechę piekła!

Za cóż by taki koniec spotkał Rydygiera?

Wiem, że go z Burgundami przyjaźń łączy szczera».

A na to Wolfhart rzecze: «Jeśli wieść prawdziwa,

Niech za to gardło dadzą! Zemsta to godziwa!

Hańba nam, gdy tę krzywdę zniesiem obojętnie!

Wszak nam służył Rydygier i wiernie, i chętnie!»

Jeszcze pan Amelungów wieści czekał pewnej,

Siadł w oknie, niespokojny bardzo, smutny, rzewny,

I Hildebranda prosił, by szedł do przybyszy

Z zapytaniem i doniósł, co od nich usłyszy.

Mistrz Hildebrand, co z męstwa w srogich walkach słynie,

Nie brał miecza, ni tarczą nie zbroił się ninie,

Lecz przyjaźnie do gości szedł na rozkaz pana,

Ale go ostry wyrzut spotkał z ust siostrzana.

Rzekł groźny Wolfhart: «Jak to, chcecie iść bez zbroi?

Toć i mnie was wyłajać i zganić przystoi,

Bo z szyderstwem i wzgardą drogę wam ukażą,

Ale w zbroi was widząc, na to się nie ważą».

Więc bierze zbroję stary za młodziana radą,

A zanim spostrzegł, jużci zbroje na się kładą

Wszyscy męże Dytrycha, każdy oręż ima.

Nierad był starzec, myśląc, że ich jeszcze wstrzyma

I pytał, co to znaczy. — «Ot, pójdziemy z wami!

Może Hagen się zechce wstrzymać z obelgami,

Może was to od szyderstw i hańby uchroni».

Więc rycerz iść za sobą drużynie nie broni.

Obaczył śmiały Volker, jak rycerze z Berna

Zbrojni idą, Dytrycha drużyna to wierna,

Miecz u boku, na ręku każdy puklerz nosi, —

Więc rycerz tę nowinę panom swoim głosi

I rzecze: «Otóż ku nam zbliżają się raźnie

Dytrycha męże, kroczą iście nieprzyjaźnie,

Zbrojni w szyszakach, — jakby na nas napadali.

Teraz już nic nas chyba biednych nie ocali».

Tymczasem się Hildebrand ze swymi przybliżył,

Stanął, tarcz zdjął z ramienia i do nóg ją zniżył,

Pytać począł odważnych wojaków Guntera,

Czyli doznali jakich krzywd od Rydygiera.

Mówił: «Przysłał mnie Dytrych, bym na pewno zbadał,

Czyli z was który cnemu margrabiemu zadał

Cios śmiertelny, jak głoszą? prawdziweż pogłoski?

Tożbyśmy nie zdołali przeboleć tej troski».

A Hagen mu odrzecze: «Wieść wam prawdę mówi.

Rad bym szczerze kłam zadać donosicielowi,

Bom go kochał i chciałbym, aby żył. Niestety,

Już po nim płakać muszą męże i kobiety».

Na wieść pewną o śmierci Rydygiera, szczerze

Zapłakali boleśnie dotknięci rycerze,

Strumień łez wojowników męskie lica rosi,

Bo dlań miłość i wierność każdy w sercu nosi.

Sigestap, księże z Berna, boleśnie wyrzeka:

«Przepadła Rydygiera życzliwa opieka,

Co nas przyjął, gdy bieda ostatecznych krańców

Doszła. Padł z waszej ręki opiekun wygnańców?»

To znów skarga się ozwie Wolframa mołojca:

«Choćbym trupem obaczył rodzonego ojca,

To bym nie bolał szczerzej, jak po jego zgonie.

Biada! któż da pociechę margrabiego żonie?»

A śmiały Wolfhart, szczerą żałością miotany

Rzekł: «Któż nam pohetmani na wojenne tany,

Jako czynił margrabia, gotów każdej chwili?

Biadaż nam, biada, żeśmy wodza utracili!»

Wolfprant też, Helpfrych, Helmnot łez wylali wiele,

Z nimi gorzko płakali wszyscy przyjaciele

Hildebrand pytać dalej nie chce, jeno wzdycha,

Mówiąc: «Raczcie wypełnić więc wolę Dytrycha:

Wydajcie nam ze sali zwłoki Rydygiera,

Którego śmierć nam radość wszelaką odbiera,

Pozwólcie nam dopełnić obrzędów powinnych,

Za jego miłość dla nas i dla tylu innych.

Myśmy obcy, on także, wspólna nasza dola!

Czemuż zwlekacie jeszcze? Dajcie, jeśli wola,

Zwłoki, by się odwdzięczyć pogrzebem uczciwym,

Gdyśmy służyć nie mogli, dopóki był żywym».

A Gunter rzecze: «Nie ma zacniejszej usługi.

Jak gdy druha po śmierci pogrzebie druh drugi;

Tu miłość się prawdziwa, tu wierność dowodzi.

On was kochał, więc uczcić rycerza się godzi».

«Lecz pókiż mamy czekać? — wżdy Wolfhart zapyta —

Pociecha nasza cała przez was tu zabita,

Stracony już nie może pośród nas się jawić,

Więc pozwólcie go odnieść i pogrzeb mu sprawić».

A Volker zasię rzecze: «Żaden go z rycerzy

Nie wyniesie; ot, w sali tam Rydygier leży,

A z ciężkich ran śmiertelnych krwi się toczy struga.

Weźcie go sami, — będzie zupełna usługa!»

Na to Wolfhart rzekł: «Panie skrzypku, ej, na Boga,

Nie draźń nas! Dosyć boleść dręczy nas już sroga.

Gdybym śmiał, wnet na ostre z tobą bym pogonił,

Ale pan nasz stanowczo walki nam zabronił».

«Ha, zapewne, lecz strachu naje się do syta —

Drwił Volker — kto co chwila, czy mu wolno, pyta,

I trudno w tym dopatrzyć rycerskiego ducha!»

Cieszył się Hagen, słysząc taką mowę druha.

«Nie wyzywaj — rzekł Wolfhart — nie szukaj zaczepki,

Bo ci struny rozstroję i potłukę skrzypki,

Że nad Ren jeno drobne powieziesz kawałki!

Nie myślę dłużej znosić zuchwałej przechwałki!»

A grajek mu odpowie: «Jeśli słodkie tony

Stracą me skrzypki, wierz mi, to twój hełm stalony

Straci połysk, gdy moja ręka go dopadnie!

Potem do domu wrócisz lub nie, — jak wypadnie».

Już doń Wolfhart przyskoczył, lecz uważał pilnie

Wuj Hildebrand i rękę śmiałka wstrzymał silnie.

«Szalony, nie daj głupiej złości sobą władać,

Bo możesz łaskę króla na wieki postradać».

«Ależ puśćcie to lwiątko, niechaj się wysroży!

Gdy mi przyjdzie pod rękę — Volker wżdy dołoży —

Choćby świat cały zdziwił dowodem odwagi,

Tu się chwalić nie będzie i dostanie plagi93».

Na to berneńscy męże gniewem zapałali

A Wolfhart, junak śmiały, tarcz podsunie dalej

Na ramię i przed nimi bieży, jak lew dziki,

Za nim pospiesznym krokiem mkną przyjazne szyki.

W potężnych skokach dopadł pod pałacu ściany,

Lecz u schodów go dobiegł Hildebrand zdyszany.

Nie chciał, by Wolfhart bitwę rozpoczął. U gości

Znaleźli, czego chcieli w zbytniej zaciętości!

Na Hagena Hildebrand natarł nieulękły

I wnet miecze w ich rękach rozgłośnie zabrzękły

Obaj pałali gniewem, złość im w oczach świeci.

Więc z mieczów na wsze strony skra snopami leci.

Zawrzał bój, zapaśników zgiełk bitwy rozdziela,

Męże z Berna mkną śmiele na nieprzyjaciela,

Więc Hildebrand Hagena rzuca, na Volkera

Zaś całym pędem Wolfhart odważny naciera.

I grajkowi cios w szyszak tak potężny zada,

Że miecz ostry pod hełmu podpinki zapada,

Lecz z taką mu się siłą odciął skrzypek śmiały,

Iż z zbroicy Wolfharta iskry poleciały.

Dosyć ognia z pancerzy sobie nakrzesali,

Bo każdego z nich srogi, zacięty gniew pali.

Aż Wolfwin z Berna dzieli walczących rycerzy,

Zuch to był całą gębą, co każdy uwierzy.

Dzielny Gunter nie szczędził ręki na przyjęcie

Amelungów przesławnych, tnąc wkoło zacięcie;

Młody książę Giselher koło siebie sprawił,

Iż szyszak się niejeden zbroczył i pokrwawił.

I Dankwart, brat Hagena, srożył się niezmiernie:

Czego wprzódy dokazał, rąbiąc Hunnów czernie,

To wszystko niczem było! Chwalebnego miana

W tym boju się dosłużył cny syn Aldryjana.

Tu grzmi Ritschart i Gerhart, Helprych, Wichart pędzi,

Żaden z nich nigdy w boju krwi swojej nie szczędzi,

Już przekonali o tem lenników Guntera;

Ówdzie się mężny Wolfprand przez miecze przedziera.

Indziej stary Hildebrand walczy jak szalony,

Z Wolfharta ręki ginie zasię z tamtej strony

Wielu zuchów i w własnej strumień krwi się chyli:

Tak bohaterzy stratę Rydygiera mścili.

Tam znów Sigestap, jak mu każe męstwo harde,

Walcząc tnie nieprzyjaciół swych szyszaki twarde.

Poznali królewskiego wrogowie siostrzeńca,

Bo nikt dzielniej nad tego nie walczył młodzieńca!

Lecz kiedy Volker śmiały jego czyny zoczył,

Gdy ujrzał, jak Sigestap wciąż zbroice broczył

Krwawą strugą, straszliwym gniewem się rozjuszył,

Poskoczył i obcesem na młodzieńca ruszył.

Zginął Sigestap, — brakło sił mu do obrony,

Bo grajek jął wygrywać mu na wszystkie tony,

Aż ów rażony smykiem we krwi trupem leży.

Lecz śmiało już z odwetem mistrz Hildebrand bieży.

«Oj, szkoda nam miłego pana — rzecze stary —

Którego Volker włączył między swe ofiary,

Ale i grajek wreszcie niech głowę położy!»

Niezmiernym gniewem stary Hildebrand się sroży.

I całą siłą godzi w skrzypka, aż podpony

Hełmu w kawałki ścięte lecą na wsze strony,

I szyszak mu z puklerzem popękał w kawały, —

Więc wreszcie taki koniec znalazł Volker śmiały.

A tymczasem rój mężów Dytrycha się wciska,

Tnąc w pancerze, aż obręcz po obręczy pryska,

Pękają miecze, ostrza wzlatują błyszczące,

A po szyszakach płyną strugi krwi gorące.

Ujrzał Hagen, że Volker już leży bez ducha,

— Straszne dlań były gody, co mu wzięły druha!

Nie krewnych, nie lenników, ale grajka stratą

Tknięty żywo, okropną pomścił się zapłatą.

«Nie będzie się Hildebrand tem zwycięstwem chwalił,

Że mego towarzysza drogiego powalił!

Najwierniejszy z przyjaciół przez niego umiera!»

Więc tarcz wznosi i rąbiąc naprzód się przedziera.

Dankwart ginie, Helpfrycha dzielnym mieczem cięty.

Zabolał Gunter, srogą boleścią przejęty,

I Giselher na widok, jak bohater padał;

Lecz on przed zgonem wrogowi dosyć szkody zadał.

Tymczasem Wolfhart tam i nazad się przebiera,

Ścieląc sobie pod nogi rycerzy Guntera,

Już po raz trzeci zwraca się, krocząc po sali

A co chwila się jaki rycerz przed nim wali.

Więc Giselher, by wstrzymać Wolfharta, wykrzyka:

«Biada, iżem takiego znalazł przeciwnika!

Na mnie racz, cny rycerzu, twoje ciosy zwrócić!

Walka trwa już za długo, trzeba ją raz skrócić!»

Więc na króla się oręż obrócił Wolfharta:

Wnet między nimi walka pocznie się zażarta,

Bo rycerz przez walczących wprost do króla kroczy,

A krew spod nóg tryskając aż szyszaki broczy.

Lecz go dobrze przyjęto, bo oręż książęcia,

Syna pięknej Uoty, gęste sypał cięcia.

Padł Wolfhart, choć orężem władał tak potężnie.

— Nigdy młody król w boju nie walczył tak mężnie,

Bo mu przez zbroje zadał cios taki głęboki,

Iż z rany popłynęły jasnej krwi potoki,

Śmiertelną ranę lennik Dytrycha odbiera, —

Po takiem jednem cięciu poznać bohatera.

Lecz kiedy Wolfhart poczuł, że zbroja przebita,

Rzucił tarcz, a oburącz za swój oręż chwyta,

— Ostry był miecz, — do góry wznosi go i godzi,

Ciął, a oręż przez szyszak, przez pancerz przechodzi.

Od razu śmierć zabrała obu przeciwników.

Ani jeden już nie żył z Dytrycha lenników,

Jeno Hildebrand; widząc, jako Wolfhart padał,

Strapił się, nikt mu bólu sroższego nie zadał.

Więc pokotem przy sobie spoczął huf rycerzy

Dytrycha i Guntera, a Hildebrand bieży,

Kędy był upadł Wolfhart w strumień krwi czerwonej

I dzielnego rycerza obejmie ramiony.

Chciał go unieść, z tej sali zabójczej wybawić,

Ale mu był za ciężki, musiał go zostawić.

Jeszcze się konający z snu wiecznego budzi,

Widzi, jak koło niego wuj się skrzętnie trudzi,

Więc rzecze umierając: «Wuju mój, w tej porze

Już za późno, i trud twój już nic nie pomoże,

Strzeż się jeno Hagena, proszę cię serdecznie;

Wielka w nim złość, z nim walczyć bardzo niebezpiecznie.

A jeśli będą zgon mój opłakiwać krewni,

To najbliższych, najlepszych ode mnie zapewnij,

Iż płacze niepotrzebne, ni żałosne jęki,

Bo umieram zaszczytnym zgonem z króla ręki,

A opłaciłem bardzo drogo moje życie,

Wycisnąłem łez wiele niejednej kobiecie,

A jeśli ktoś zapyta, możesz mówić śmiało,

Iż z rąk moich stu mężów świat ten pożegnało».

Ale wspomniał i Hagen kochanego skrzypka,

Co go z rąk Hildehranda spotkała śmierć szybka,

Więc rzecze: «Trzeba, żebyś ty nasz ból przypłacił,

Jam tu przez ciebie druhów dzielnych dość utracił».

Jął godzić w Hildebranda, a rozgłośnie brzmiały

Szczęki Balmunga, — co go niegdyś Zygfryd śmiały

Nosił, a Hagen zabrał; — głośno oręż dzwonił,

Ale się stary wojak też potężnie bronił.

A miał lennik Dytrycha miecz bardzo szeroki,

Nim godził, — miecz był ostrzon na obydwa boki,

A przecież nie mógł zadać Hagenowi rany,

Ten zaś ciął go przez pancerz sztucznie wykowany.

Uczuł stary, iż rana mocno mu dolega,

Bał się, iż więcej weźmie, trwoga go przebiega,

Tarcz na plecy zarzuca i z rąk przeciwnika,

Choć ciężko ranny, przecież z życiem się wymyka.

Z owych wszystkich rycerzy, co walczyli w sali,

Jeno Gunter i Hagen przy życiu zostali.

A Hildebrand, po którym krwi strumienie płyną,

Biegł do króla Dytrycha z tą smutną nowiną.

— Siedział król, pogrążony w smutku, z okiem łzawem,

Lecz więcej cierpień jeszcze miał doznać niebawem;

Obaczył Hildebranda w pokrwawionej zbroi.

I pytał, aby trosce pofolgować swojej:

«Mów, mistrzu Hildebrandzie, gdzieżeś się tak zbroczył?

Któż ci to krwi gorącej z własnych żył utoczył?

Pewnie tam z gośćmi w sali krwawy bój wiedziecie,

Zakazałem, więc słuchać należało przecie».

«To miecz Hagena! — rycerz do króla zagadał —

On to mi w onym domu taką ranę zadał,

Kiedy chciałem już wrócić do mojego pana.

Ledwie z życiem umknąłem z rąk tego szatana».

Ale król z Berna rzecze: «Dobrze ci się stało!

Słyszałeś, jak im przyjaźń przysięgałem stałą,

By wstyd i wieczny wyrzut nie miał na mnie spłynąć,

Iż łamiecie przymierze, powinien byś zginąć!»

«Nie unoś się zbyt gniewem, mój królu i panie!

Strata nasza zbyt wielka, miej politowanie!

Chcieliśmy Rydygiera wynieść ze świetlicy,

Ale nie dozwolili Guntera lennicy».

«Biadaż mi! Więc on zginął? Wiadomość ta boli

Bardziej niż wieść o innej, mej własnej niedoli.

Gotlinda po kądzieli idzie z mego rodu, —

Biedne sieroty w murach Bechlarskiego grodu!»

Zgon przyjaciela dotknął Dytrycha głęboko,

Zabolał szczerze, męskie łzą mu zaszło oko:

«Biadaż mi, w nim wiernego tracę przyjaciela!

Nie zapomnę dzielnego lennika Ecela.

Opowiedz mi przynajmniej, który to zuch dzielny

Rydygierowi zdołał cios zadać śmiertelny?

Ów odrzekł: «Książę Gernot, co swą siłą słynął,

Ale i on od miecza Rydygiera zginął».

A król rzekł: «Wołaj moich rycerzy w tę porę!

Niech kładą zbroję na się, bo sam się wybiorę.

I nakaż, niech podadzą mą bojową zbroję,

Sam pójdę i wypytam sam burgundzkie woje».

Lecz mu odrzekł Hildebrand: «Któż wam się uzbroi?

Tylu macie rycerzy, co tu przy was stoi.

Sam zostałem, bo cała zginęła drużyna».

Przeląkł się król, strapiła srodze go nowina.

On nigdy takiej wieści nie odbierał smutnej,

Więc zawołał: «Gdy moich spotkał zgon okrutny,

To Bóg mi chyba swojej odmówił pomocy!

Niegdyś miałem potęgi dość, siły i mocy.

Ale jak to być mogło? — mówił Dytrych dalej —

Iż tacy dzielni męże wszyscy popadali

Z rąk pomęczonych długim wysiłkiem i bojem?

Jużci jam ich nieszczęściem w grób powalił swojem.

Ale skoro mnie ściga los już bez litości,

Powiedz, czy jeszcze żyje który z owych gości?»

A Hildebrand odrzecie: «Dalibóg, też mało!

Jeno Hagen i Gunter, dwóch tylko zostało».

«Drogi Wolfharcie! Skoro taka mnie spotkała

Strata, żal mi, że matka na świat mnie wydała!

I Sigestap, i Wolfwin, i Wolfprand? — Mój Boże!

Któż w powrocie do domu teraz mi pomoże?

Helpfrycha mi zabito, Gerharta, Wicharta!

Ach została mi boleść przenigdy niestarta, —

Tu kres, tu dzień ostatni wszelkiej mej radości!

Bieda, że nikt nie może umierać z żałości!»

XXXIX. Jak zginęli Gunter, Hagen i Krymhilda

Pozbierał książę Dytrych sam bojowe stroje,

Z pomocą Hildebranda wdziewał na się zbroję,

A wdziewając tak srodze narzekał mąż prawy,

Iż się po całym domu rozlegał głos łzawy.

Lecz odzyskał wnet spokój, jak mężom przystoi,

I zawrzał żądzą walki, kiedy stanął w zbroi,

Na ramię tarczę twardą, wielką, silną bierze

I z komnaty wychodzą społem dwaj rycerze.

A Hagen z Tronje rzecze: «Otóż tu nadchodzi

Książę Dytrych, zapewne wrogo na nas godzi,

Mszcząc się straty niedawnej i ciężkiej boleści,

Obaczym dziś, kto w walce dobije się cześci94.

Jużci mężnym rycerzem jest pan Dytrych z Berna,

Postać groźna i siła żyje w nim niezmierna,

Lecz jeżeliby pomścić pragnął straty swoje,

Jam gotów walczyć, myślę, że miejsca dostoję».

I Dytrych, i Hildebrand tej mowy słuchali.

Zbliżył się książę, tamci obaj u drzwi sali

Wsparci stoją przed domem, pomęczeni srodze;

Więc Dytrych tarcz swą dobrą opiera przy nodze

I rzecze, do żywego srogą troską tknięty:

«Czemuż ty, cny Gunterze, na mnie tak zawzięty,

Na mnie wygnańca? Czyżem szkody was nabawił,

Iżeś mnie całej mojej pociechy pozbawił?

Azali już nie dosyć było nam, że zginął

Z waszej ręki Rydygier, co dzielnością słynął?

Oto żeście mi całą wybili drużynę, —

Za cóż pomsta tak sroga? Za jakąż to winę?

Pomyślcie jeno sami, jak was w sercu boli

Zgon przyjaciół i druhów i tyle niedoli.

Czyż was troska nie dręczy sroga, hej rycerze?

Och, tak i mnie udręcza żal po Rydygierze.

Zaprawdę, na nikogo cios taki nie pada!

Nie baczyliście, ile boleści to zada

I wam, i mnie! Jam w ciężkiej pogrążon niedoli,

Bo straty tylu druhów serce nie przeboli!»

A Hagen mu odpowie: «Nie nasza w tem wina!

Przyszła na nas ku sali tu twoja drużyna

W pełnej zbroi, a była rzesza ich niemała. —

Ty pewnie nie wiesz prawdy, jak ta rzecz się miała!»

«Na cóż mi więcej, skoro Hildebrand powiada.

Przyszła moja drużyna z Amelungów, rada

Wziąć zwłoki Rydygiera, wynieść z tego domu.

Doprosiła się jeno szyderstwa i sromu!»

Lecz król znad Renu odrzekł: «Chcieli wynieść ciało

Rydygiera z tej sali, lecz nam się nie zdało,

Nie im na przekór, jeno by Ecela strapić,

Aż tu Wolfhart jął zbyt się z obelgami kwapić».

A rycerz z Berna na to: «Jużci tak wypadło

Ale ty, cny Gunterze, cnót wszelkich zwierciadło,

Dajże okup sowity za to, coś zaszkodził,

Junaku, by rzec można, żeś mnie wynagrodził.

Oddaj mi siebie w zakład i lennego męża

A ja strzegł będę, póki ręki i oręża,

Abyście nie doznali szkody w tej rozterce.

Poznasz, iżem ja wierny i dobre mam serce!»

«A niechże Pan Bóg broni — Hagen mu odpowie —

Aby się w pęta dali okuć dwaj mężowie,

Wolni jeszcze, wyborną opatrzeni zbroją,

Co wobec wroga wolę śmią okazać swoją».

A Dytrych rzekł: «Niechaj was to moje życzenie

Nie oburza, Gunterze, i was, cny Hagenie!

Wszak żeście mnie skrzywdzili i strapili dusznie95,

A dając odwet taki, postąpicie słusznie.

Ja zaś wam na to rękę i cześć moją kładę,

Iż z wami do burgundzkiej ziemi sam pojadę,

Odwiozę was poczestnie albo z wami zginę,

Nie pomny, iżem przez was utracił drużynę».

«Szkoda słów — rzecze Hagen — więcej mówić o tem!

Nie godzi się, by o nas kto powiedział potem,

Iż wam się dwóch walecznych rycerzy poddało.

Wszak wam prócz Hildebranda druhów już nie stało».

A mistrz Hildebrand na to: «Bóg widzi, Hagenie,

Oto wam ofiarują cześć i ocalenie,

Przyjdzie czas może, iżbyś rad z tego skorzystać!

Radzę na pana mego wymaganie przystać».

«Przystałbym pewnie — rzecze Hagen uszczypliwie —

Nimbym z domu jakiego uciekał tak tchórzliwie,

Jako twa, Hildebrandzie, zmykała tu noga.

Jam myślał, że ty dzielniej staniesz wobec wroga».

«Wyż to ze mnie szydzicie? — Hildebrand powiedział —

Któż to w Wogezach niegdyś na puklerzu siedział,

Gdy mu Walter z Hiszpanii tyle druhów pobił?

Raczej samemu sobie wyrzuty byś robił».

Dytrych rzekł: «Czyż to może rycerzom się godzić,

Jak stare baby kłótnie i sprzeczki wywodzić,

Zabraniam, Hildebrandzie, więcej mówić o tem!

Jam i tak już wygnaniec, złamany kłopotem,

Raczej mi, cny Hagenie, odpowiedzcie szczerze,

Cóżeście tu do siebie mówili, rycerze,

Widząc, iż ja się w zbroi zbliżam do pałacu.

Rzekliście, iż mi sami dostoicie placu?»

«Nikt się wam nie zapiera — Hagen na to rzecze —

Żem z wami w pojedynku rad skrzyżować miecze,

Chyba mi Nibelungów pęknie klinga duża.

Iż nas w zakład żądano, srodze mnie oburza!»

Wiedząc, że Hagen w sercu gniew zawzięty nosi,

Chwyta Dytrych za tarczę i do góry wznosi

A Hagen już doń raźno w dół po schodach goni

I wnet miecz Nibelungów po Dytrychu dzwoni.

Znał pan Dytrych waleczność tego bohatera

I jego zapalczywość, więc jeno odpiera

Srogie ciosy i broni się wojownik z Berna.

Poznał, jaka w Hagenie odwaga niezmierna.

A bał się też Balmunga, broń to była sroga, —

Więc jeno czasem rąbnie gdzieś ukradkiem wroga,

Aż łącząc z przezornością i namysłem męstwo,

Zadał mu ciężką ranę i odniósł zwycięstwo.

Ale pomyślał: «Długi trud go tak osłabił,

Niewiele czci bym zyskał, gdybym go tu zabił, —

Wolę go w zakład zabrać i do tego zmusić,

Czego nie chciał!» — Niełatwo o to się pokusić!

Rzucił tarcz; na swych ramion siłę licząc jeszcze,

Ścisnął Hagena mocno i ujął jak w kleszcze;

Musiał się wojak dzielny zdać na jego wolę.

A Gunter w głos narzekał na swoją niedolę.

Związał Dytrych Hagena, poprowadził z sobą

I królowej zdał całą władzę nad osobą

Najdzielniejszego pewnie wojownika w świecie.

— Po stratach doczekała się radości przecie.

I ucieszona wdzięcznie kłania się królowa:

«Niechaj się niebo w szczęściu wszelakiem zachowa!

Ta chwila moje troski i mą dolę słodzi:

Wywdzięczę się sowicie, chyba śmierć przeszkodzi».

A Dytrych na to: «Pani, racz go puścić cało!

Wszak on wam jeszcze może za to, co się stało,

Wysłużyć się i straty wasze wynagrodzi.

Że w pętach i bezbronny, niech mu to nie szkodzi».

Na jej rozkaz wtrącono w loch ciemny, wilgotny

Hagena; leżeć musiał spętany, samotny. —

Gunter stroskany wołał: «Gdzieżeś panie z Berna?

Z twojej ręki mnie szkoda spotkała niezmierna!»

Więc Dytrych przeciw niemu znowu się wybiera;

Lecz gorąca chęć boju wrze w piersiach Guntera,

Nie czeka dłużej, pędem bieży na dół z sali

I wnet szczęk ich oręża rozlega się w dali.

Choć Dytrych za odwagę z dawna był sławiony,

Lecz Gunter, miotan gniewem, walczył jak szalony;

Żądza zemsty, nienawiść i boleść w nim wierci.

Iście cudem pan Dytrych uszedł chyba śmierci.

Jednakie męstwo, równej siły też prawice

Trzęsie się pałac, chwieją w posadach wieżyce,

Gdy po szyszakach rąbią oręże w zawody.

Bohaterskiego męstwa Gunter dał dowody.

Ale go zmógł pan z Berna swem chrobrem ramieniem,

Jako wprzódy Hagena; krew trysła strumieniem

Po zbroi od Dytrycha cięcia: i to wiele,

Że po tylu zapasach bronił się tak śmiele.

Teraz królowi Dytrych włożył silne pęta,

Choć nie należy wiązać króle lub książęta,

Lecz myślał: «Gdy ich wolno wypuszczę z pogromu,

Trupem położę, kogo napotkają w domu».

Ujął skrępowanego Dytrych za prawicę,

Powiódł i przed Krymhildy zaprowadził lice.

Na ten widok jej troska kres ostatni bierze,

Rzekła: «Witajże, witaj, burgundzki Gunterze!»

«Powinien bym dziękować siostrze za te słowa —

Odrzekł — gdyby łaskawsza była wasza mowa,

Lecz wiem, iż gniew tak srogi w piersi waszej włada,

Iż nam to powitanie troskę zapowiada».

A Dytrych rzekł: «Królowo łaskawa i pani!

Nikt dzielniejszych rycerzy nie złoży ci w dani

Jako jeńców, niż jam ci przed oblicze stawił:

Puść ich, niech wiedzą, żem ja za nimi się wstawił!»

Odszedł Dytrych, gdy to mu uczynić przyrzekła,

Lecz gdy odchodził, z oka łza mu jednak ciekła, —

Potem Krymhilda zemstę okrutna wywarła

Na obu wojownikach, życie im wydarła.

By im dokuczyć, w więzach jeszcze ich rozdziela,

Żaden z nich nie obaczył więcej przyjaciela,

Aż Hagenowi głowę przyniosła Guntera.

Zemstę iście okrutną Krymhilda wywiera.

Naprzód do owej kaźni, gdzie był Hagen, zmierza

I gniewnie wrogiem słowem rzecze do rycerza:

«Jeśli oddasz skarb, co go zagarnąłeś wprzódy,

Może jeszcze burgundzkie zdołasz ujrzeć grody».

Lecz Hagen groźny rzecze: «Daremna mitręga,

Królowo, i słów szkoda! Mnie wiąże przysięga,

Iż skarbu nie pokażę, póki życia stanie

Któremu z panów moich; nikt go nie dostanie».

«Więc ja to wnet zobaczę!» — rzekła. Za rozkazem

Królowej brata ostrem zabito żelazem,

Odciętą głowę sama przyniosła za włosy

Hagenowi! — Okropne dotknęły go losy!

Stroskany rycerz, widząc swego pana głowę,

Rzecze, — chciał jeszcze strapić i znękać królowę: —

«Otóż, jakeś pragnęła, tak się dokonało!

Jakem ja się spodziewał, tak się też i stało.

Szlachetnego Burgundów władcę śmierć już kryje,

Giselher młody, Gernot, — żaden z nich nie żyje,

Gdzie skarb, to między Bogiem a mną tajemnicą,

Której się nigdy w życiu nie dowiesz, diablico!»

«Zdrajco! — rzekła — tak chytre twe postępowanie?

Więc chociaż miecz Zygfryda przy mnie pozostanie.

Gdy mnie żegnał, ten oręż miał bohater drogi, —

Z waszej winy ja po nim smutek noszę srogi».

Wyjęła oręż z pochwy, — on nie mógł przeszkodzić, —

I aby go śmiertelnie od razu ugodzić,

Podnosi miecz oburącz, głowę jednem ciosem

Odcina, — więc się strapił król Hagena losem.

«Biada! — zawołał — oto śmierć poniósł, niestety,

Najwaleczniejszy rycerz i to z rak kobiety!

Nie było nadeń w boju lepszego junaka!

Choć to wróg, żal mi, że go śmierć spotkała taka!»

A Hildebrand zawoła: «Śmierć tego człowieka

Na nic się jej nie przyda, cokolwiek mnie czeka!

Choć mnie niedawno trwogi nabawił śmiertelnej,

Przeze mnie pomszczon będzie on wojownik dzielny».

To rzekł i do królowej pełen gniewu skoczył,

Nad Krymhildą miecz jego straszny łuk zatoczył,

Ciężką jej boleść zamysł Hildebranda sprawił,

Krzyknęła, krzyk rozpaczy już jej nie wybawił.

Na ziemi jeno trupy zabitych leżały,

Między nimi królowa, pocięta w kawały,

Dytrych i Ecel łkali, strumienie łez rzewnych

Wylewając po stracie przyjaciół i krewnych.

Owe blaski, zaszczyty, kwiat rycerstwa — w grobie!

Naród za nimi płacze w smutku i żałobie.

Tak się królewskie gody skończyły żałośnie,

Bo z miłości w ostatku zawsze żal wyrośnie.

Co potem było, tego pieśń moja nie powie,

Jeno, że długo potem panie i panowie

I młódź rycerska w ciężkiej płakali boleści. —

— O Nibelungów doli koniec opowieści. —

Przypisy:

1. Teodoryk — w poemacie Dytryk. [przypis edytorski]

2. dawniejszy stosunek Brunehildy do Zygfryda, widoczny z zwrotek części VI — patrz wersy: „A przyjmijcie ode mnie tę radę (...) swą bogdankę miłą”; „A niejeden z nich (...) drużyna”; „Królowa rzecze na to (...) małżeńskie łoże” i „Królewna, gdy wśród gości Zygfryda zobaczy (...) co was do mnie przyprowadza ninie”. [przypis edytorski]

3. Ecel (Attyla) jest poganinem (...) pełnym tolerancji — patrz zwrotki z pieśni XX: „Rzekła do Rydygiera (...) zostać jego żoną”. [przypis edytorski]

4. pozwala (...) ochrzcić swego syna (...) — patrz zwrotka pieśni XXIII: „Uzyskała Krymhilda (...) radowano”. [przypis edytorski]

5. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

6. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]

7. postaw a. sztuka — daw. jednostka miary długości tkanin, zróżnicowana zależnie od terytorium i licząca średnio 30 łokci (łokieć: 2 stopy, ok. 50–60 cm) sukna; na 10 lub tuzin (12) postawów (sztuk) dzielono belę materiału. [przypis edytorski]

8. rubież — granica ziem a. państwa. [przypis edytorski]

9. snać a. snadź (daw.) — widocznie, najwyraźniej [przypis edytorski]

10. bachmat — koń; szczególnie koń silny, szybki i zwinny, od nazwy rasy koni tatarskich. [przypis edytorski]

11. dworno, huczno — dziś: dwornie, hucznie. [przypis edytorski]

12. piędzie — dziś M.lm: piędzi; piędź: daw. antropometryczna miara długości równa odległości między końcem kciuka a końcem małego palca rozwartej dłoni dorosłego mężczyzny i równa ok. 20 cm. [przypis edytorski]

13. znajomy — tu: obznajomiony; komu znajome są sprawy, stosunki. [przypis edytorski]

14. wzięcie (daw.) — sposób zachowania. [przypis edytorski]

15. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

16. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]

17. wżdy (daw.) — zawsze. [przypis edytorski]

18. butnie — dumnie i zuchwale; por. buta: skłonność do wywyższania się i demonstrowania swej przewagi, połączone z prowokacyjnym zachowaniem. [przypis edytorski]

19. Zygmuntowic — syn Zygmunta. [przypis edytorski]

20. miasto (daw.) — tu: zamiast. [przypis edytorski]

21. butny — cechujący się butą; buta: duma i hardość; skłonność do wywyższania się i demonstrowania swej przewagi, połączone z prowokacyjnym zachowaniem. [przypis edytorski]

22. nazad (daw., gw.) — z powrotem. [przypis edytorski]

23. cześci — dziś: czci. [przypis edytorski]

24. cześci — dziś: czci. [przypis edytorski]

25. srom (daw.) — wstyd, hańba. [przypis edytorski]

26. cześci — dziś: czci. [przypis edytorski]

27. Zygmuntowic — syn Zygmunta. [przypis edytorski]

28. zaniosąć — skrócone: zaniosą ci. [przypis edytorski]

29. srom (daw.) — wstyd, hańba. [przypis edytorski]

30. zawieść (daw., gw.) — tu: zacząć. [przypis edytorski]

31. buta — duma i hardość; skłonność do wywyższania się i demonstrowania swej przewagi, połączone z prowokacyjnym zachowaniem. [przypis edytorski]

32. jąć się do czego — zabrać się za co. [przypis edytorski]

33. Zielone Święta a. Zielone Świątki — potoczna nazwa Święta Zesłania Ducha Świętego w kościele chrześcijańskim; jest to święto ruchome, przypadające 7 tygodni po Niedzieli Wielkanocnej (a więc pierwszej niedzieli po pierwszej wiosennej pełni Księżyca). [przypis edytorski]

34. gody (daw.) — święto. [przypis edytorski]

35. Zygmuntowic — syn Zygmunta. [przypis edytorski]

36. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

37. tum — świątynia. [przypis edytorski]

38. dla (daw.) — z powodu. [przypis edytorski]

39. huf — hufiec; oddział wojsk. [przypis edytorski]

40. postaw a. sztuka — daw. jednostka miary długości tkanin, zróżnicowana zależnie od terytorium i licząca średnio 30 łokci (łokieć: 2 stopy, ok. 50–60 cm) sukna; na 10 lub tuzin (12) postawów (sztuk) dzielono belę materiału. [przypis edytorski]

41. dank (z niem.) — podziękowanie. [przypis edytorski]

42. snać — widocznie. [przypis edytorski]

43. krasny (daw.) — piękny. [przypis edytorski]

44. gwoli (daw.) — dla. [przypis edytorski]

45. przyzierać się (daw., gw.) — przyglądać się. [przypis edytorski]

46. szczyt — tarcza. [przypis edytorski]

47. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

48. Zygmuntowic — syn Zygmunta. [przypis edytorski]

49. zawarty (daw.) — zamknięty. [przypis edytorski]

50. pomykać — biec. [przypis edytorski]

51. brona (daw.) — brama. [przypis edytorski]

52. królewne — dziś M.lm: królewny. [przypis edytorski]

53. igrać — grać, bawić się. [przypis edytorski]

54. wczas (daw.) — wypoczynek. [przypis edytorski]

55. wcale (daw.) — w całości, całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]

56. cześci — dziś: czci. [przypis edytorski]

57. snać (daw.) — widocznie, najwyraźniej. [przypis edytorski]

58. królestwo — tu: para królewska; król i królowa. [przypis edytorski]

59. gonić na ostre — walczyć na kopie. [przypis edytorski]

60. czego stało — czego starczyło; co było. [przypis edytorski]

61. roztruchan (z tur.) — kielich; zazwyczaj duży, ozdobny, rzeźbiony, służący do wznoszenia toastów. [przypis edytorski]

62. cześci — dziś: czci. [przypis edytorski]

63. tum (z niem.) — świątynia; kościół kolegiacki a. katedralny. [przypis edytorski]

64. wcale (daw.) — w całości, całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]

65. zasiadać się — tu: zasadzać się; przygotowywać zasadzkę. [przypis edytorski]

66. dank (z niem.) — podziękowanie, wdzięczność; tu: zasługa. [przypis edytorski]

67. by — tu: choćby; nawet. [przypis edytorski]

68. kleszy — księży; por. klecha: ksiądz. [przypis edytorski]

69. półczwarta (daw.) — trzy i pół. [przypis edytorski]

70. półpięta (daw.) — cztery i pół. [przypis edytorski]

71. gody (daw.) — święto; tu: wesele. [przypis edytorski]

72. gwoli (daw.) — dla, z powodu kogo. [przypis edytorski]

73. Kiedy zacznie odwracać się słońce — przesilenie letnie, 21 czerwca. [przypis edytorski]

74. obadwa — dziś: obydwa; oba. [przypis edytorski]

75. miasto (daw.) — zamiast. [przypis edytorski]

76. miesiączek — miesiąc, księżyc. [przypis edytorski]

77. poczestny — zaszczytny; z uznaniem i okazaniem należnej czci. [przypis edytorski]

78. snać a. snadź (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]

79. gwoli (daw.) — dla, z powodu. [przypis edytorski]

80. daszli — konstrukcja z partykułą -li; znaczenie: czy dasz. [przypis edytorski]

81. obadwaj — dziś: obydwaj, obaj. [przypis edytorski]

82. wzięcie — sposób zachowania, też: sposób poruszania się. [przypis edytorski]

83. darzyć się — szczęścić się. [przypis edytorski]

84. gwoli komu — dla kogo, z powodu kogo, ze względu na kogo. [przypis edytorski]

85. łupież — tu: łupieżcza wyprawa; wyprawa po łupy. [przypis edytorski]

86. snadnie (daw.) — łatwo, z łatwością. [przypis edytorski]

87. poprzed — przed; por. daw.: popod. [przypis edytorski]

88. wraży — obcy, wrogi. [przypis edytorski]

89. snać a. snadź (daw.) — widocznie, prawdopodobnie. [przypis edytorski]

90. wżdy (daw.) — zawsze; tu: przecież. [przypis edytorski]

91. mieliżbyście — konstrukcja z partykułą -ż-; znaczenie: czy mielibyście. [przypis edytorski]

92. wżdy (daw.) — zawsze, nadal; przecież. [przypis edytorski]

93. plagi — baty, lanie. [przypis edytorski]

94. cześci — dziś: czci. [przypis edytorski]

95. dusznie (daw.) — duchowo, na duszy. [przypis edytorski]