Bej-Iloi

Pewnego razu cesarz Adrian powiedział do rabiego Jehoszuy:

— Wasi prorocy przyrównują często Boga do lwa. Z tego porównania wynika, że wasz Bóg nie jest tak silny, albowiem byle rycerz potrafi zabić największego lwa.

— Przyrównują Boga nie do każdego lwa, lecz tylko do lwa z Bej-Iloi — wyjaśnił mu rabi Jehoszua.

— Wskaż mi tego lwa. Chcę go zobaczyć.

— Nie dasz mu rady.

— Ty mi go jednak pokaż!

Pomodlił się rabi Jehoszua i lew wyszedł z lasu Bej-Iloi. Kiedy zbliżył się na odległość czterystu parsot76 od Rzymu, ryknął tak mocno, że mury miasta zawaliły się, a ciężarne kobiety poroniły. Trzysta parsot od Rzymu znowu wydał ryk. Od tego ryku mieszkańcom miasta wypadły szyby, a sam cesarz Adrian spadł z tronu.

Śmiertelnie przerażony cesarz zaczął błagać rabiego Jehoszuę.

— Spraw, żeby lew wrócił do swego lasu.

Rabi Jehoszua pomodlił się do Boga i lew wrócił do gęstego, ciemnego lasu Bej-Iloi.

Rozkaz cesarza i rozkaz Mojżesza

Pewnego razu cesarz Adrian powiedział do rabiego Jehoszuy:

— Mnie jest lepiej niż waszemu mistrzowi Mojżeszowi.

— Pod jakim względem?

— Pod tym względem, że ja żyję, a on nie. Znasz chyba powiedzenie: „lepiej być żywym psem niż martwym lwem”.

— Jak myślisz cesarzu, czy byłbyś w stanie sprawić, żeby nikt w Rzymie nie zapalił ognia w ciągu trzech dób?

— Z całą pewnością.

I nie zwlekając, wydał rozkaz, w którym zabraniał mieszkańcom miasta zapalania ognia.

Tego samego dnia wieczorem cesarz Adrian razem z rabim Jehoszuą weszli na taras pałacu, żeby zobaczyć, jak Rzym tonie w ciemnościach. Patrzą i nagle dostrzegają, że gdzieś daleko unosi się dym.

— Co to dym? — zapytał rabi Jehoszua.

— Jeden z moich książąt jest ciężko chory i lekarz zalecił mu gorące kąpiele.

Wtem rabi Jehoszua zauważył dym unoszący się z innego miejsca w mieście.

— A co to za dym? — zapytał znowu Jehoszua.

— W tym domu leży chory naczelnik miasta. Doktor polecił mu wsypać leki do szklanki z ciepłą wodą i zamieszać.

Usłyszawszy to, rabi Jehoszua oświadczył:

— Zważ więc cesarzu, że rozkaz wydany przez ciebie, żyjącego władcę, nie wytrzymał próby nawet przez jeden dzień, natomiast rozkaz Mojżesza, żeby Żydzi nie rozpalali ognia w sobotę, jest po dziś dzień przestrzegany. Czy widziałeś kiedyś, żeby Żyd zapalił ogień w sobotę? A ty twierdzisz, że jesteś lepszy od Mojżesza.

Rabi Jehoszua i ateńscy uczeni

Pewnego dnia w trakcie rozmowy z rabim Jehoszuą cesarz Adrian powiedział:

— Skoro uważasz się za mądrzejszego od ateńskich uczonych, to proponuję ci, żebyś się udał do Aten i tam na miejscu pokonał ich w dyskusji naukowej. Potem masz ich sprowadzić do mnie, do Rzymu.

— Dobrze, ale ilu uczonych tam jest?

— Sześćdziesięciu.

— Każ więc zbudować dla mnie statek, na którym ma być sześćdziesiąt kajut. W każdej z nich należy postawić sześćdziesiąt krzeseł.

Cesarz wyraził zgodę i polecił zbudować dla rabiego Jehoszuy statek, jakiego sobie życzył.

Przybywszy do Aten, rabi Jehoszua najpierw udał się do i rzeźni. Zobaczył, jak rzeźnik zarzyna krowę. Podszedł do niego i zapytał:

— Czy twoja głowa jest do sprzedania?

— Owszem.

— Ile chcesz za nią?

— Pół złotego denara.

Rabi Jehoszua zapłacił mu i powiedział:

— A teraz daj mi ją.

Podaje mu rzeźnik głowę krowy, ale rabi Jehoszua pyta go:

— Czy kupiłem od ciebie głowę krowy? Kupiłem przeciez twoją głowę. Jeśli chcesz, żebym cię zwolnił ze zobowiązania, to wskaż mi gmach, w którym przebywają ateńscy uczeni.

Drżąc ze strachu, rzeźnik na to powiada:

— Tego się boję. Ten bowiem, który wskaże wejście do gmachu uczonych, zostanie przez nich uśmiercony.

— Zrobimy to tak. Włożysz na plecy wiązkę drewna i przechodząc obok wejścia do gmachu uczonych, udasz, żeś zmęczony. Przystaniesz i zrzucisz z ramion ciężar. Będzie wyglądało na to, że chcesz trochę odpocząć. Dalej to ja już będę wiedział, co i jak.

Doszli do gmachu uczonych. Widzą, że u wejścia stoją straże. Straże na zewnątrz i straże wewnątrz gmachu. Nikogo nie wpuszczają i nikogo nie wypuszczają. Gdyby uczeni zauważyli wewnątrz ślad obcej obecności, strażnicy pilnujący gmachu z zewnątrz zostaliby natychmiast zabici. Gdyby zaś zauważyli ślad człowieka, który zdołał wyjść z gmachu, zostaliby zabici stojący wewnątrz.

Co robi rabi Jehoszua? Podchodzi i stawia jeden krok przed wejściem do gmachu i jeden za progiem. W rezultacie zostają zabici zarówno zewnętrzni, jaki i wewnętrzni strażnicy. Rabi Jehoszua wchodzi bez przeszkód do środka. Widzi, że młodsi uczeni siedzą na górnych ławkach, starsi zaś na dolnych. Zastanawia się: Kogo powinien najpierw pozdrowić? Jeśli najpierw pozdrowi starszych, mogą go zabić młodsi. Jeśli najpierw pozdrowi młodszych, zabiją go starsi uczeni. Młodsi bowiem mogą powiedzieć: „My jesteśmy ważniejsi, bo my siedzimy na górze, a starsi na dole”. Starsi zaś mogą powiedzieć: „My jesteśmy ważniejsi, bo my jesteśmy starzy, a oni to jeszcze dzieci”. W tej sytuacji rabi Jehoszua zdecydował się jednocześnie pozdrowić starych i młodych uczonych.

Widząc przed sobą przybysza, pytają go:

— Co tutaj robisz?

— Jestem żydowskim uczonym. Przybyłem tu, żeby się u was uczyć.

— W takim razie mamy do ciebie pytanie.

— Bardzo proszę, pytajcie. Jeżeli w toku dyskusji okaże się, że ja przegrałem, możecie mnie zabić. Jeśli natomiast ja was pokonam, będziecie musieli spożyć obiad ze mną na statku.

Ateńscy uczeni zaczynają zadawać mu pytania:

— Czy potrafisz zbudować dom w powietrzu?

— Jeśli dostarczycie mi w powietrzu cegieł i gliny.

— Gdzie znajduje się środek świata?

— Tutaj!

— Skąd wiesz, że tutaj?

— Przynieście sznury i zmierzcie.

— Mamy studnię w polu. Przenieś ją do miasta!

— Jeśli upleciecie mi sznur z jęczmienia, to ja przeniosę.

— Mamy rozłupane kamienie młyńskie. Zszyj je.

— Zszyję je, kiedy wystrzępicie z nich nici.

— Jest taka grządka, na której rosną noże. Czym je skosić?

— Rogiem osła.

Następnie podali mu dwa jajka i spytali:

— Które jajko pochodzi od białej kury, a które od czarnej kury?

Na to rabi Jehoszua pokazuje Ateńczykom dwa kawałki sera i pyta:

— Który kawałek sera pochodzi od białej kozy, a który od czarnej?

Zamiast odpowiedzi ateńscy uczeni zadają mu nowe pytanie:

— Powiedz nam, którędy wychodzi dusza pisklęcia, które zdechło w skorupie?

— Tędy, którędy weszła.

— Pokaż nam naczynie, które nie jest warte trudu włożonego w jego wykonanie.

Rabi Jehoszua przynosi im wtedy matę, rogożę, którą tak rozciąga, że nie można jej wnieść do gmachu.

Brama okazała się za mała. Zwraca się do uczonych tymi słowy:

— Weźcie siekierę i rozwalcie ścianę. To jest właśnie owo naczynie, które nie jest warte włożonego w nie trudu.

Po udzieleniu odpowiedzi na wszystkie pytania i po rozwiązaniu wszystkich zagadek rabi Jehoszua zaprosił ateńskich uczonych na swój statek. Każdego umieścił w oddzielnej kajucie. Zobaczywszy, że w kajucie jest sześćdziesiąt krzeseł, każdy z ateńczyków pomyślał, że zaraz wejdą do niego pozostali koledzy.

Tymczasem rabi Jehoszua polecił kapitanowi statku odbić od brzegu i wypłynąć na morze. Przed odjazdem z Aten wziął na drogę garść ziemi. Kiedy statek przepływał przez miejsce znane z niebezpiecznych wirów, które niejeden już statek pochłonęły, nabrał wody do dzbanka.

Kiedy przybyli do Rzymu, rabi Jehoszua od razu zaprowadził ateńczyków do cesarza Adriana. Ten zobaczywszy przed sobą zgarbionych i podupadłych na duchu uczonych, zawołał:

— Jehoszuo, to nie są ateńczycy!

Wziął wtedy rabi Jehoszua dzbanek z morską wodą i oblał nią uczonych ateńczyków, po czym obsypał ich głowy ziemią z ojczystego ich kraju. I oto w jednej chwili ateńczycy nabrali animuszu i wyprostowawszy się, przyjęli wobec cesarza postawę pełną dumy. Rozgniewało to cesarza, który gromkim głosem zawołał:

— Jehoszuo, możesz z nimi zrobić co zechcesz.

Wlał wtedy rabi Jehoszua morską wodę do beczki i rzekł do ateńczyków:

— Jeśli wypełnicie beczkę wodą po brzegi, to będziecie wolni.

Zaczęli ateńczycy czerpać wodę, żeby napełnić nią beczkę. Wlewali i wlewali wodę do beczki i nic z tego nie wyszło. Beczka nie chciała się napełnić. Woda z morskiego wirowiska, zwana „wodą pochłaniającą”, pochłaniała wlewaną wodę. Tak długo nosili wodę i wlewali do beczki, aż opadły im ręce. Wkrótce z wyczerpania wszyscy zmarli.

Rabi Jehoszua w jesieni życia

Cesarz Adrian zwrócił uwagę, że od pewnego czasu rabi Jehoszua przestał odwiedzać Dom Bej-Awidar, w którym zbierali się zwykle uczeni, aby przedyskutować skomplikowane kwestie naukowe. Zapytał wtedy rabiego, dlaczego nie uczestniczy w zgromadzeniach:

— Góra — odpowiedział rabi Jehoszua — jest pokryta śniegiem. Wokół góry płachty lodu. Psy już tam nie szczekają i młyny tam już nie mielą77.