Hurkanos Wielki
Jak rabi Eliezer zabrał się do nauki.
Do dwudziestego roku życia rabi Eliezer Wielki nie miał żadnego kontaktu z Torą. Jego ojciec Hurkanos był bogatym właścicielem ziemskim. Na jego polach pracowało wielu robotników. Jego synowie, wśród nich Eliezer, także pracowali w polu. Tak się złożyło, że Eliezerowi przypadła ziemia twarda jak skała, podczas gdy jego bracia mieli orać miękką ziemię, od lat już uprawianą. W pewnej chwili, gdy pług o mało nie pękł, trafiając na twardy grunt, rozgoryczony Eliezer przerwał pracę i usiadłszy na skraju pola, wybuchnął płaczem. Widząc, co się dzieje, ojciec podszedł do niego i zapytał:
— Dlaczego płaczesz, synu? Martwi cię, że natrafiłeś na twardy grunt i nie dajesz rady? Przenieś pług w lepsze miejsce i zacznij orać od nowa.
Przeniósł się Eliezer z pługiem na miękką połać ziemi, ale płakać nie przestał.
Ojciec znowu do niego podszedł i pyta:
— Dlaczego teraz płaczesz? To miejsce też ci się nie podoba?
— Nie chodzi o to — odpowiedział Eliezer.
— A o co chodzi?
— Chcę się uczyć Tory!
— Masz już dwadzieścia lat i nagle zachciało ci się uczyć. Lepiej zrobisz, jeśli się ożenisz i spłodzisz dzieci. One za ciebie się będą uczyły.
Po jakimś czasie Eliezer oświadczył ojcu:
— Jutro nie wyjdę do pracy w polu. Postanowiłem udać się do Jerozolimy żeby się uczyć w bejt ha-midraszu Jochanana ben Zakaja.
Rozgniewał się ojciec i skrzyczał go:
— Jutro skoro świt, przed śniadaniem, masz wyruszyć na pole i zabrać się do orania.
Eliezer, posłuszny woli ojca, wstał bardzo wcześnie i wyszedł w pole orać swoją działkę. Nagle krowa ciągnąca pług upadła i złamała nogę. W głowie Eliezera zaświtała myśl: „Krowa złamała nogę dla mego dobra”.
Natychmiast opuścił pole i wyruszył w drogę do Jerozolimy, żeby pobierać naukę Tory w bejt ha-midraszu rabiego Jochanana ben Zakaja.
Jak wieść niesie, zdarzyło się to w wigilię soboty.
Przez całą dobę, to znaczy do końca soboty, Eliezer nie miał nic w ustach. W drodze, zmorzony głodem, podnosił z ziemi kamyki i wkładał je do ust, żeby oszukać spragniony strawy żołądek.
Kiedy przekroczył bramę Jerozolimy, od razu udał się do bejt ha-midraszu Jochanana ben Zakaja. Wszedł do środka i usiadłszy w kącie, zaczął płakać.
Zobaczył to rabi Jochanan i zapytał:
— Dlaczego płaczesz?
— Bo chcę się uczyć Tory.
— Czy już kiedyś się uczyłeś?
— Nie! Nigdy!
Zaczął go rabi Jochanan uczyć od podstaw. Najpierw zapoznał go z modlitwą Kriat Szma, potem z błogosławieństwami i na dodatek przyswoił mu dwie halachy. Cały materiał przerobiony w ciągu tygodnia Eliezer powtarzał w sobotę z pamięci. Przez osiem dni z rzędu wkuwał tak zapmiętale, że zapomniał o jedzeniu. W pewnej chwili pochylony nad nim rabi Jochanan poczuł z jego ust dziwny zapach. Zapytał go:
— Eliezerze, synu mój, czy dzisiaj zdążyłeś już coś przekąsić?
Eliezer nie odpowiedział na pytanie rabiego. Ten ponowił pytanie, ale Eliezer zamknął się w sobie i milczał. Wtedy rabi Jochanan stanowczym głosem rzekł:
— Dzisiaj będziesz jadł u mnie!
— Nie jestem głodny. Już dzisiaj jadłem w zajezdnym domu.
Rabi Jochanan nie dał mu wiary i posłał kilku uczniów, żeby sprawdzili to w zajezdnym domu.
Rozeszli się uczniowie po wszystkich ulicach Jerozolimy, żeby znaleźć ów zajezdny dom, w którym Eliezer miał jakoby się zatrzymać. Okazało się, że w żadnym zajezdnym domu miasta pojęcia o nim nie mieli. Po długich poszukiwaniach znaleźli na peryferiach miasta nędzny domek zajezdny należący do jakiejś kobiety. Na pytanie, czy zatrzymał się u niej uczeń studiujący Torę, odpowiedziała:
— Ma tu jakiś niby worek, do którego codziennie rano przykłada wargi i ssie z niego tak, jakby to był bukłak z winem.
Proszą kobietę, żeby im pokazała ten worek. Kobieta czyni zadość ich prośbie. Otwierają worek i okazuje się, że jest wypełniony ziemią. Pytają, czy Eliezer przekąsił coś na śniadanie?
— Nie — odpowiada kobieta. Wszyscy tu byliśmy pewni, że stołuje się w domu rabiego. Wychodzi na to, że w ciągu ośmiu dni głodował.
Kiedy uczniowie opowiedzieli to rabiemu Jochananowi, ten rzekł do Eliezera:
— Biedny mój Eliezerze! Poniewierasz się wśród nas i nic nie mówisz. Wiedz jednak, że zapach głodu, który teraz ulatnia się z twoich ust, spowoduje to, że później będzie się z nich ulatniał zapach Tory. I zapach ten ogarnie cały świat. Od krańca do krańca.
Od tej chwili rabi Jochanan przyjął go na swój wikt. Wkrótce Eliezer przyszedł do siebie i nabrał sił.
I tak minęły trzy lata, podczas których Eliezer pilnie studiował Torę u rabiego Jochanana. Domu ojca ani razu w tym czasie nie odwiedził.
Pewnego dnia pozostali synowie Hurkanosa powiedzieli do ojca:
— Zwróć, ojcze, uwagę na to, co ci zrobił Eliezer. Opuścił cię na starość, żeby zaspokoić swoją chęć nauki w Jerozolimie. Zasłużył na to, żebyś go wydziedziczył.
Posłuchał ich Hurkanos i udał się do Jerozolimy, żeby sporządzić akt prawny, na podstawie którego Eliezer nie otrzymałby nic w spadku. Tego dnia, kiedy przybył do Jerozolimy, rabi Jochanan wydawał właśnie ucztę, na której znalazły się najznakomitsze osobistości kraju, jak Ben-Cicit-Haksat, Nakdimon ben Gurion i Ben-Kalba-Szawua. Dowiedziawszy się, że od miasta przybył właściciel ziemski Hurkanos, rabi Jochanan polecił natychmiast sprowadzić go do swego domu. Tu posadził go na honorowym miejscu przy stole, wśród znakomitości kraju. Zaszczytem siedzenia razem z takimi znakomitościami Hurkanos tak się przejął, że zaczął dygotać. W trakcie biesiady nagle podniósł się z krzesła rabi Jochanan i spojrzawszy na Eliezera, rzekł:
— Zabierz głos i powiedz nam coś.
— Co ja — rzekł nieśmiało Eliezer — mogę powiedzieć w takim gronie? Czy studnia może dostarczyć więcej wody, niż do niej wlano? Czy potrafię dać z siebie więcej Tory, nić od ciebie otrzymałem?
— Synu mój, nie jesteś studnią, tylko źródłem. Żywym, tryskającym własną wodą zdrojem.
I kiedy rabi Jochanan, wspierany przez swoich uczniów, nie przestawał zachęcać Eliezera do zabrania głosu, ten wstał i przemówił.
Z ust Eliezera padały słowa, których od powstania świata jeszcze żadne ucho nie słyszało. Twarz młodego mówcy jaśniała niczym słońce. Zdawało się, że z jego głowy biją promienie jak z oblicza naszego nauczyciela Mojżesza. Olśniewały i oślepiały oczy słuchających tak, że ci zatracili orientację, w jakim świecie się znajdują. Zatracili też poczucie czasu. Nie wiedzieli, czy to dzień, czy też noc.
Kiedy Eliezer skończył, podszedł do niego rabi Jochanan i pocałowawszy go w czoło, powiedział:
— Abrahamie, Izaaku i Jakubie, możecie być szczęśliwi, albowiem z waszego rodu przyszedł na świat taki wspaniały potomek.
— Kogo ma na myśli? — zapytał Hurkanos.
— Twego syna — odpowiedzieli mu.
— Jeśli jego miał na myśli, to powinien był podkreślić, że Eliezer, mój syn, jest powodem mego szczęścia.
I wypowiedziawszy te słowa, stary Hurkanos wskoczył na krzesło i zawołał donośnym głosem:
— Moi szanowni panowie! Przybyłem do Jerozolimy po to żeby wydziedziczyć mego syna Eliezera. Pod wpływem tego co zobaczyłem i usłyszałem, zapisuję mu cały mój majątek. Pozostałym moim synom niczego nie zapisuję.
— Nie rób tego ojcze — zawołał Eliezer. — Gdybym poprosił Boga o ziemię, niechybnie dostałbym ją. — „Cała ziemia i wszystko, co w niej się kryje, należą do Boga”. Gdybym zapragnął złota i srebra, też bym je dostał od Boga. — „Srebro jest moje i złoto jest moje — powiada Bóg”. Tym zaś, czego pragnę od Boga uzyskać, jest tylko jedna rzecz. Na imię jej Tora.