II
Pewnego razu uczeń zapytał rabiego Jehoszuę:
— Czy wieczorna modlitwa maariw jest obowiązkowa, czy też dowolna?
— Dowolna — odpowiedział rabi Jehoszua.
Z tym samym pytaniem zwrócił się uczeń do rabana Gamliela. W odpowiedzi usłyszał:
— Obowiązkowa!
— Dlaczego więc — pyta uczeń — rabi Jehoszua powiedział mi, że jest dowolna?
— Wiesz co? Zaczekaj, zaraz przyjdą tu moi „szermierze”66, to usłyszysz co powiedzą.
Zaraz też zjawili się „szermierze” i uczeń zadał to samo pytanie.
Raban Gamliel odpowiedział:
— Modlitwa maariw jest obowiązkowa.
I powiedziawszy to, zwrócił się do mędrców z pytaniem:
— Czy jest wśród was ktoś, kto nie zgadza się ze mną?
— Nie ma — oświadczył rabi Jehoszua.
— Mnie jednak powiedziano, że ty właśnie uważasz maariw za modlitwę dowolną.
I podnosząc głos, zawołał:
— Jehoszuo, wstań! Niech świadek złoży przeciwko tobie zeznanie.
Wstał rabi Jehoszua i rzekł:
— Gdybym ja był człowiekiem żywym, a świadek umarlakiem, to jako żywy mógłbym zaprzeczyć słowom świadka. Skoro jednak obaj jesteśmy żywi, to jak mógłbym zaprzeczyć?
Raban Gamliel na siedząco dalej przemawiał, rabi Jehoszua zaś przez cały ten czas stał.
Ludzie na ten widok zaczęli szeptem wyrażać swoje niezadowolenie. Szept powoli przeszedł w szum. Rozległ się z tłumu głos wzywający meturgemana67, żeby przestał tłumaczyć słowa rabana Gamliela. Meturgeman natychmiast zamilkł. Rozległy się protesty, mieszały się głosy:
— Jak długo raban Gamliel będzie się znęcał nad rabim Jehoszuą?
— Najwyższy już czas, żeby zdjąć go ze stanowiska!
— Kogo postawimy na jego miejsce?
— Dlaczego by nie rabiego Jehoszuę?
— Nie wchodzi w rachubę! To z jego powodu zaczęła się cała sprawa.
— A może rabiego Akiwę?
— Zbyt niebezpiecznie. Za nim nie stoją zasługi jego przodków.
Zostało na tym, że trzeba powołać na przełożonego jesziwy rabiego Elazara ben Azaria. On będzie nosił tytuł nasi. Ma odpowiednią dla tego stanowiska wiedzę i pochodzi z bardzo nobliwej rodziny. Jest dziewiątym potomkiem z rodu Ezry.
Do rabiego Elazara ben Azaria udała się delegacja i pyta go:
— Czy rabi byłby skłonny objąć stanowisko przełożonego jesziwy?
— Muszę przedtem poradzić się moich najbliższych — odpowiedział rabi Elazar.
Najpierw pyta żonę o zdanie. Ta odpowiada mu pytaniem na pytanie:
— A co będziesz robił, jak cię zdejmą ze stanowiska?
— Świat na ten temat tak powiada: „Warto choć przez jeden dzień pić z drogiego kielicha, gdyż następnego dnia kielich ten może się rozbić na kawałki”.
— Ale ty przecież jesteś jeszcze bardzo młody — powiada do niego żona — nie masz ani jednego siwego włosa. Nie wypada, żeby przełożonym jesziwy był człowiek, który nie ma siwej głowy.
I oto zdarzył się cud. W ciągu jednej nocy osiemnastoletni młodzieniec osiwiał. Jego głowę ozdobiło osiemnaście pasem siwych włosów.
Tego dnia drzwi jesziwy stały otworem. Nikt ich nie pilnował. Każdy łaknący wiedzy uczeń mógł swobodnie wejść do środka. Sprawujący dotychczas funkcję przełożonego jesziwy raban Gamliel wydał uprzednio zakaz tej treści:
„Uczeń, który tylko z pozoru wygląda na miłośnika wiedzy, a w głębi serca nie jest w sprawie nauki uczciwy, nie ma prawa przestąpić progu jesziwy”.
Kiedy młody przełożony jesziwy zniósł ten zakaz, zgłosiło się do nauki bardzo dużo uczniów. Trzeba było dostawić ławki.
Raban Gamliel widząc to, poczuł wyrzuty sumienia:
— Może, nie daj Bóg, swoim zakazem oddaliłem od Tory wielu Żydów?
Żeby uciszyć jego niepokój, niebiosa pokazały mu we śnie biały dzbanek wypełniony popiołem68.
Raban Gamliel postanowił wtedy pójść do rabiego Jehoszuy i przeprosić go. Kiedy wszedł do jego mieszkania, zauważył, że ściany są zadymione. Powiedział wtedy do rabiego Jehoszuy:
— Ściany w twoim mieszkaniu świadczą o tym, że jesteś kowalem.
— Biada pokoleniu — odpowiedział rabi Jehoszua — któremu ty przewodzisz. Biada statkowi, którego jesteś sternikiem. Co ty wiesz o cierpieniach, które znoszą uczeni w Piśmie? Czy wiesz, jak i z czego żyją?
— Zawiniłem wobec ciebie — rzekł raban Gamliel. — Przebacz mi!
Rabi Jehoszua nie przyjął jego przeprosin. Raban Gamliel ponowił więc prośbę o przebaczenie:
— Zrób to — powiada — przez wzgląd na honor całego mego życia.
Ustąpił wtedy rabi Jehoszua i przebaczył mu. Przeprosili się. Żydzi, świadkowie tego wydarzenia, zaczęli zastanawiać się, kogo by tu posłać, żeby zawiadomić o tym uczonych w Piśmie. Na ochotnika zgłosił się pracz:
— Ja pójdę — oświadczył donośnym głosem.
Rabi Jehoszua polecił mu, żeby przekazał uczonym następujące słowa:
„Kto urzędowo zawsze nosił szaty,
Niechaj dalej je nosi.
Temu zaś, kto nigdy ich nie nosił,
Nie można rzec:
«Zdejm z siebie szaty
Bo ja chcę je nosić»”69.
Powiada rabi Akiwa do mędrców w bejt ha-midraszu:
— Szybko zamknijcie drzwi, żeby nie wdarli się tu słudzy rabana Gamliela i nie obrazili nas.
— Lepiej będzie — myśli sobie rabi Jehoszua — jeśli sam pogadasz z ludźmi.
I doszedłszy do bejt ha-midraszu, zapukał w drzwi i zawołał:
— Kapłan, syn kapłana ma kropić wodę oczyszczającą: ten, który nie jest kapłanem, ani synem kapłana nie ma prawa mówić kapłanowi: „Twoja woda, wodą z jamy jest, Twój popiół z opałowego drzewa jest”70.
Zapytał go rabi Akiwa:
— Rabi Jehoszuo, czy to prawda, że dałeś się przeprosić?
— Zrobiłem to ze względu na cześć, jaką do siebie obaj żywimy. Jutro, skoro świt, razem z tobą pójdziemy do niego, do domu.
A jednak nie zwolnili rabiego Elazara ze stanowiska przełożonego jesziwy. Raban Gamliel wygłaszał od tego czasu kazanie przez dwie soboty z rzędu i rabi Elazar co trzecią sobotę.