Nad rzekami Babilonu

Nabuchodonozor pędził żydowskich jeńców, nie dając im chwili wytchnienia. Nigdzie nie zarządzał dla nich postoju. Postępując w ten sposób, rozważał w myślach:

— Ich Bóg czeka na to, żeby się pokajali, dopóki jeszcze są na Ziemi Izraela. Wtedy ich uwolni, a nas zabije. Tak jak to już kiedyś uczynił z Sancherybem królem Asyrii!

Dopiero kiedy pędzeni Żydzi znaleźli się nad rzekami Babilonu, Nabuchodonozor poczuł się pewniejszy i zarządził postój. W czasie postoju Żydzi zasiedli do spożywania posiłku w innym miejscu niż prowadzący. Siedzieli i płakali. Jadło z trudem przechodziło im przez gardła.

Nabuchodonozor wydał polecenie, żeby Lewici podczas postoju przygrywali Babilończykom na instrumentach ze Świątyni.

Zaskoczeni poleceniem wrogiego króla, Lewici wymieniają spojrzenia. Jeden patrzy na drugiego. Co robić?

— Nie dość, że wskutek naszych grzechów bet ha-midrasz został spalony, to musimy jeszcze przed tym, który jest Nikim, grać na świętych instrumentach?

Naradzili się i postanowili zawiesić harfy na wierzbach rosnących nad rzeką.

Potem każdy włożył rękę w usta i odgryzł sobie kciuki, żeby wróg nie mógł zmusić ich do grania.

Mówi o tym psalm:

„Nad rzekami Babilonu — tam siedzieliśmy

I płakaliśmy na wspomnienie Syjonu.

Na wierzbach w tamtej krainie

Zawiesiliśmy lutnie nasze,

Bo tam żądali od nas słów pieśni

Ci, którzy nas wzięli w niewolę,

A ciemięzcy nasi — radości:

Śpiewajcie nam jakąś pieść Syjonu!

Jakże mamy śpiewać pieśni Pana

Na obcej ziemi?”.

— Jak możemy śpiewać — powiedzieli do wrogów. — Popatrzcie na nasze ręce. Były mocne jak żelazo. Teraz nie mają palców. Jak więc mamy śpiewać?