Obiad dla Boga

W jakiś czas później cesarz znowu zagadnął rabiego Jehoszuę ben Chaninę:

— Chętnie wydałbym obiad dla waszego Boga.

— To niemożliwe — odpowiedział rabi Jehoszua.

— A to dlaczego?

— Bo towarzyszy Mu bardzo liczna gwardia.

— Nie szkodzi.

— Skoro się tak uparłeś, to szykuj obiad nad rzeką Rabuta. Jest tam bardzo duży plac.

Przez sześć miesięcy letnich cesarz pilnie czynił przygotowania do obiadu. I oto skończyło się lato i powiał pierwszy jesienny wiatr i zmiótł do rzeki wszystko, co staraniem cesarza przygotowano na brzegu.

Cesarz jednak nie zrezygnował ze swego zamiaru. W ciągu sześciu zimowych miesięcy zmobilizował wielu robotników do pracy nad przygotowaniem uczty dla żydowskiego Boga. Nie zdążył. Oto bowiem nastąpiła wiosna. Zaczęły się wczesne wiosenne deszcze, które zmyły wszystko, co stało na brzegu. Przygnębiony niepowodzeniem cesarz zapytał rabiego Jehoszuę:

— Wytłumacz mi, co to ma znaczyć?

— Widzisz, te wiatry i deszcze to tylko przednie straże boskiej gwardii.

— Jeśli tak się rzecz ma, to rzeczywiście z obiadu dla waszego Boga nic nie będzie.