Śmierć rabiego

Przed śmiercią rabi nagle oświadczył:

— Niech przyjdą moje dzieci. Chcę je zobaczyć.

Kiedy dzieci weszły do jego pokoju, rabi powiedział do nich:

— Dzieci moje! Waszym obowiązkiem jest oddać cześć ojcu. Uważajcie, żeby świece płonęły w wyznaczonych dla nich miejscach. Łóżko ma stać na swoim miejscu i powinno być zawsze zaścielone. Josef Hejfski i Szymon Efrati, którzy usługiwali mi za życia, mają mnie obsłużyć po śmierci.

Następnie powiedział dzieciom, żeby wezwały mędrców. Kiedy mędrcy Izraela przyszli do niego, rzekł do nich:

— Nie wygłaszajcie po mnie pośmiertnych przemówień w miastach. Po trzydziestu dniach żałoby wróćcie do nauki w jesziwie. Mój młodszy syn Szymon ma piastować godność chachama. Starszy mój syn, Gamliel, ma zostać nasi, zaś Chanina ben Chama ma objąć stanowisko przełożonego jesziwy.

Po ogłoszeniu tej decyzji polecił wezwać do siebie młodszego syna, Szymona. W krótkich, acz zwartych słowach zaznajomił go z obowiązkami i zasadami, jakimi ma się kierować chacham.

Następnie wezwał do siebie starszego Gamliela, którego również zaznajomił z obowiązkami, regułami i zasadami, którymi będzie musiał kierować się jako nasi.

— Synu mój — oświadczył — masz piastować tę funkcje ze świadomością jej wielkiej wagi i znaczenia. Wobec uczniów powinieneś okazywać surowość.

Na dzień przed śmiercią rabiego Jehudy Hanasi mędrcy ogłosili post i nieustanne modły.

Z tłumu modlącego się o życie dla rabiego Jehudy rozległ się okrzyk:

— Ten, który pierwszy wypowie słowa „rabi umarł”, powinien ponieść śmierć. Powinien zginąć od miecza.

Służąca rabiego weszła na dach domu i wzniósłszy oczy ku niebu, modlitewnym głosem zawołała:

— Ci w niebie pragną mieć rabiego u siebie i ci na ziemi chcą go mieć przy sobie. Oby, Boże, tak się stało, żeby ci, którzy są na ziemi, zwyciężyli tych, co są w niebie.

Widząc jednak, jak cierpi rabi Jehuda, zmieniła zdanie:

— Panie świata, spraw, żeby ci, którzy są na wysokościach, wygrali z tymi, którzy są na ziemskim padole.

Mędrcy nie ustawali w modłach. Błagali Boga o życie dla rabiego Jehudy. Wtedy służąca wzięła dzban i zrzuciła go z dachu. Na odgłos pękniętego dzbana mędrcy przerwali modlitwę i w tej samej chwili dusza rabiego opuściła ciało.

Tymczasem mędrcy polecili rabiemu Bar-Kapara wejść do pokoju rabiego i sprawdzić, jak wygląda sytuacja. Rabi Bar-Kapara wszedł do pokoju i stwierdził, że rabi nie żyje. Rozdarł wtedy szaty na sobie i zaczął go opłakiwać:

— „Niebiańskie lwy i ziemskie skały115

Podtrzymywały świętą Arkę.

Niebiańskie lwy pokonały ziemskie skały

I święta Arka została pojmana”.

— Czy umarł? — zapytali go przerażeni mędrcy.

— Wyście to powiedzieli, a nie ja — oświadczył rabi Bar-Kapara.

Rabi Jehuda nim skonał, zdążył jeszcze podnieść obie ręce ku niebu i zawołać:

— Panie świata! Ty najlepiej wiesz, że całym ciałem i duszą poświęciłem się Torze. O siebie nie dbałem i o siebie się nie troszczyłem. Niech się stanie Twoja wola. O jedno Cię tylko proszę: o spokojne odpocznienie.

I wtedy rozległ się głos z nieba:

— Niech spocznie w spokoju na swoim wiecznym posłaniu.

W dniu śmierci rabiego Jehudy ludzie usłyszeli wyraźnie słowa płynące z nieba:

— „Ten, kto był obecny przy śmierci rabiego, ten ma zapewniony wieczny żywot na tamtym świecie”.

Był w mieście pewien pracz, który codziennie odwiedzał rabiego Jehudę, ale traf chciał, że akurat tego dnia, w którym umarł rabi, nie mógł z jakiegoś powodu przyjść do niego. Kiedy usłyszał głos z nieba, wszedł na dach i skoczył w dół, ponosząc śmierć na miejscu.

Wtedy rozległ się znowu głos z nieba:

— Pracz także ma zapewniony żywot wieczny na tamtym świecie.