„Szczęśliwa jego matka”
Stary Jonatan ben Horkinas na widok rabiego Jehoszuy zacytował słowa Izajasza:
„Kogóż to chce uczyć poznania. Czy odwykłym od mleka, odstawionym od piersi?”. Przypominam sobie — kontynuował — że jego matka zanosiła go w kołysce do bejt ha-midraszu, żeby do jego dziecięcych uszu przylgnęły słowa Tory.
Sam zaś rabi Jehoszua zwykł mawiać:
— Gdyby nawet wszystkie morza były wypełnione atramentem i wszystkie łodygi oczeretu były piórami, niebo zaś i ziemia pergaminem, a wszyscy ludzie pisarzami, toby to wszystko nie wystarczyło do opisania tego ogromu Tory, który zdążyłem sobie przyswoić. I mimo to nie uszczknąłem z jej bogactwa więcej, niż zdolny jest pędzelek uszczknąć wody z morza.
Piękna mądrość w brzydkim naczyniu
Rabi Jehoszua nie był urodziwy. Kiedy pewnego dnia zobaczyła go córka cesarza, krzyknęła z wrażenia:
— Piękna mądrość w brzydkim naczyniu.
Powiada wtedy do niej rabi Jehoszua:
— Powiedz mi, dziewczyno, w jakim naczyniu ojciec twój przechowuje wino?
— W glinianym.
— Czy wypada, żeby cesarz przechowywał wino w takich samych glinianych naczyniach jak zwykli ludzie?
— A w jakich naczyniach miałby cesarz przechowywać wino?
— W złotych lub srebrnych.
Poszła córka do ojca i opowiedziała mu o rozmowie, jaką miała z rabim Jehoszuą. Cesarz natychmiast polecił sługom przelać wino z glinianych naczyń do złotych i srebrnych.
Na wynik nie trzeba było długo czekać. Wino w tych naczyniach szybko skwaśniało. Rozgoryczony cesarz wezwał córkę i zapytał ją:
— Kto ci poradził przelać wino do złotych i srebrnych naczyń?
— Rabi Jehoszua ben Chanania.
Rozkazał cesarz sprowadzić rabiego Jehoszuę.
— Jak mogłeś — zapytał go — udzielić takiej rady mojej córce?
— Tak jak ona mnie spytała, tak ja jej odpowiedziałem.
Lew i bocian
Pewnego dnia władze rzymskie udzieliły Żydom zezwolenia na odbudowanie Świątyni Pańskiej.
Na wieść o tym dwaj znaczący, wysoko postawieni w hierarchii społecznej Żydzi, Papus i Lulianus, ustawili na drodze między miastami Akko i Antiochią stoły, na których piętrzyły się złote i srebrne monety.
Każdemu Żydowi, który zdecydował się wrócić z diaspory do Jerozolimy, ofiarowali tyle złota i srebra, ile tylko potrzebował. Usłużni Samarytanie donieśli cesarzowi, że Żydzi szykują bunt przeciwko Rzymowi.
— Co w takim razie — zapytał ich cesarz — mam zrobić?
— Zakaż im budować Świątynię na dawnym miejscu lub każ zmniejszyć rozmiary budowli. Wtedy sami zrezygnują z jej odbudowy.
Tymczasem lud Izraela zebrał się już w dolinie Beit-Rimon. Kiedy nadeszła wieść o tym, że cesarz nakazał wybrać inne miejsce pod budowę i zmniejszyć rozmiary Świątyni, lud wpadł w rozpacz. Niektórzy, bardziej krewcy Żydzi, oburzeni, rozkazem cesarza, postanowili przeciwstawić mu się siłą...
Bardziej umiarkowani Żydzi ostrzegali lud przed niebezpieczeństwem stawiania oporu cesarzowi. Tłum coraz wyraźniej się burzył. Umiarkowani zaczęli się zastanawiać nad tym, który spośród mędrców potrafi uspokoić wzburzony lud. Po wymianie poglądów doszli do wniosku, że najlepiej nadaje się do tego rabi Jehoszua ben Chanania. Wiedzą i mądrością przewyższał wszystkich potencjalnych konkurentów.
Rabi Jehoszua wystąpił wtedy przed tłumem i zaczął swoje przemówienie od przypowieści:
— Pewnego razu lew pożarł owieczkę. Kość owieczki stanęła mu w gardle. Ryknął lew na cały głos: „Kto wydobędzie kość z mego gardła, ten dostanie nagrodę”.
Na wieść o nagrodzie zjawił się bocian i wsunąwszy dziób w gardło lwa, wydobył tkwiącą w nim kość, i powiedział:
„Teraz, lwie, możesz mi zapłacić!”
— „Co? — ryknął lew. — Mało ci tego, że pozwalam ci odejść spokojnie i nawet chwalić się, że byłeś w paszczy lwa i szczęśliwie uniknąłeś śmierci?”.
To samo można powiedzieć o Żydach:
— Wystarczy, że wpadliśmy w ręce Rzymian i uszliśmy z życiem.