Bóg nie lubi pogan

Turnus Rufus946 zapytał kiedyś rabbiego Akibę947, dlaczego Bóg Żydów nie lubi pogańskich Rzymian. Rabbi Akiba obiecał mu dać odpowiedź dopiero następnego dnia.

Z samego rana rabbi Akiba przyszedł. Na widok rabbiego Turnus Rufus z ironią w głosie zapytał:

— No i cóż, rabbi Akibo? Co ci się śniło tej nocy? Co widziałeś we śnie?

— Tej nocy — odpowiedział rabbi Akiba — zobaczyłem we śnie dwa psy. Jeden nazywał się Rufus, a drugi Rufino.

Turnus Rufus wpadł w gniew.

— Nie mogłeś — krzyknął z wściekłością — znaleźć innych imion? Przecież to moje imię i imię mojej żony. Zasłużyłeś na karę śmierci.

— A jaka jest różnica między tobą a psem? Ty jadasz i pijesz i psy jedzą i piją. Ty płodzisz dzieci i psy płodzą dzieci. Ty jesteś śmiertelny i one są śmiertelne. Ty się wściekasz, że nazwałem psy takim samym imieniem, jakie ty nosisz, to wyobraź sobie, jak Bóg powinien się złościć na ciebie. On stworzył niebo i ziemię, On daje życie i zsyła śmierć, a ty bierzesz kawałek drewna i nazywasz to bogiem. Czy wobec tego Bóg może lubić pogan?

Tora948 a ziemski dobytek

Pewnego dnia rabbi Jochanan wybrał się w towarzystwie rabbiego Chiji ber Abba949 w drogę z Tyberiady950 do Cyporii951. Przechodząc obok jakiegoś zaoranego pola rabbi Jochanan oświadczył:

— To pole należało kiedyś do mnie. Sprzedałem je, gdyż postanowiłem całkowicie poświęcić się studiowaniu Tory.

Po krótkim postoju poszli dalej. Tym razem natknęli się na oliwny gaj. Na jego widok rabbi Jochanan przystanął i oświadczył:

— Ten oliwny gaj należał kiedyś do mnie. Sprzedałem go, gdyż chciałem bez reszty poświęcić się studiowaniu Tory.

Tuż przed Cyporią zobaczyli winnicę. Zatrzymawszy się przed nią, rabbi Jochanan oświadczył:

— Ta winnica należała kiedyś do mnie. Sprzedałem ją, gdyż postanowiłem bez reszty poświęcić się studiowaniu Tory.

W tym momencie rabbi Chija ber Abba zaczął płakać.

— Czemu płaczesz? — zapytał rabbi Jochanan.

— Płaczę, ponieważ dla siebie na stare lata nie zostawiłeś żadnego dobytku.

Na to rabbi Jochanan rzekł:

— Chijo, mój synu. Jak to nie zostawiłem dla siebie żadnego dobytku? Sprzedałem rzecz, która dana została w ciągu sześciu dni, a nabyłem rzecz, która dana została w ciągu czterdziestu dni. Cały świat stworzony został w ciągu sześciu dni, ale żeby Mojżesz mógł dać Żydom Torę, musiał przebywać w niebie aż czterdzieści dni i nocy.

Reb952 Jehoszua ben Ileni953

Rabbi Jehoszua ben Ileni był człowiekiem bardzo pobożnym i wykształconym. Pewnego razu miał dziwny sen. Usłyszał w nim następujące słowa:

— Raduj się, Jehoszua, ponieważ w raju zasiądziesz razem z rzeźnikiem Nanasem i równa będzie wasza nagroda.

Po przebudzeniu rabbi Jehoszua długo nie mógł dojść do siebie. Słowa usłyszane we śnie przejęły go smutkiem:

— Biada mi — pomyślał. — Od dzieciństwa służyłem wiernie Bogu, bez przerwy studiowałem Torę954. Wychowałem i wykształciłem osiemdziesięciu uczniów, a teraz okazuje się, że za to zostałem potraktowany na równi z jakimś rzeźnikiem.

I ciężko westchnąwszy, kazał zawołać swoich uczniów. Kiedy ci się zjawili, oświadczył:

— Nie wejdę do beit hamidraszu955, dopóki nie dowiem się, kim jest ten rzeźnik i co takiego uczynił, że zasłużył na miejsce w raju obok mnie.

I wziąwszy uczniów do pomocy wyruszył na poszukiwanie rzeźnika. Szli od miasta do miasta pytając ludzi, czy nie znają rzeźnika o imieniu Nanas. Odwiedzili wiele miast, aż pewnego dnia doszli do miasteczka, w którym rzeźnik Nanas mieszkał. Pierwszy napotkany mieszkaniec na pytanie o dom rzeźnika, odpowiedział:

— Jak to jest? Ty, wielki, znany w kraju cadyk956, dopytujesz się o tak mało znaczącego człowieka?

Wkrótce zebrała się wokół nich liczna grupa ludzi. Rabbi Jehoszua zwrócił się do nich:

— Powiedzcie mi, ludzie, co to za człowiek z tego rzeźnika?

— Lepiej nie pytaj, rabbi. Zobaczysz go i wtedy sam go zapytasz.

Od razu też posłali kilku ludzi, żeby sprowadzili rzeźnika Nanasa. Na wieść, że rabbi Jehoszua ben Ileni chce z nim rozmawiać, oświadczył:

— Kim jestem i co znaczę, że tak wielki człowiek, jak rabi Jehoszua chce się ze mną spotkać? Nie pójdę z wami. Wy chyba kpicie ze mnie.

Wrócili więc wysłannicy z niczym i tak do rabbiego Jehoszuy powiedzieli:

— Jak ty, rabbi Jehoszua, który jesteś światłem Izraela, ty, który jesteś koroną naszej głowy, mogłeś nas posłać do takiego człowieka? Nie chciał nawet dobrze wysłuchać nas. Nie chciał pójść z nami do ciebie.

— Ale ja się stąd nie ruszę, dopóki go nie zobaczę. Sam do niego pójdę.

Na widok przybyłego rabbiego rzeźnika ogarnął strach. Drżącym głosem zapytał:

— Jak to jest możliwe, żeby rabbi, korona ludu Izraela, chciał się ze mną zobaczyć?

— Chcę cię o coś zapytać — odpowiedział rabbi Jehoszua.

— Dobrze, pytaj.

— Co takiego uczyniłeś w życiu?

— Jestem zwykłym, prostym rzeźnikiem. Mam starych, niedołężnych i chorych rodziców. Codziennie myję ich, ubieram i karmię.

Na te słowa rabbi Jehoszua odpowiedział:

— Synu mój! Błogo tobie i błogo twemu losowi. Jakże szczęśliwy jestem, że zasłużyłem na to, żeby być twoim towarzyszem w raju.