Serce wypełnione dobrocią

Rabbi Szymon957 zwrócił się któregoś dnia do Nieba z prośbą o wskazanie mu miejsca w raju, na którym po śmierci zasiądzie. Uzyskał odpowiedź, że będzie siedział w raju obok rzeźnika. Nie mógł opanować zdumienia.

— Jak to — powiedział z oburzeniem — przez całe życie ślęczałem nad Torą958. Nie było dnia ani nocy, żebym jej nie studiował. I w nagrodę „dorobiłem” się zaszczytu siedzenia obok jakiegoś tam rzeźnika?

Po chwili jednak uspokoił się i na chłodno zaczął rzecz rozważać. Doszedł do wniosku, że trzeba przede wszystkim dowiedzieć się, co to za człowiek.

Jako postanowił, tak i zrobił. Udał się do domu rzeźnika i stwierdził, że jest niezmiernie bogaty. Serdecznie przyjęty, spędził w jego domu osiem dni. Rzeźnik nie szczędził gościowi oznak czci i szacunku. Podczas wspólnego spaceru rabbi Szymon zapytał go, czym się w życiu szczególnie zajmował i czego dokonał.

— Z powodu moich grzechów — odpowiedział rzeźnik — mało zajmowałem się Torą. Byłem przede wszystkim rzeźnikiem. Wyrosłem w biedzie i tylko pracy zawdzięczam moje bogactwo. Kiedy stałem się bogaty, zacząłem rozdawać wszystkim rodakom w mieście i poza miastem mięso w sobotę. Nie żałuję biedakom pieniędzy.

— Czy oprócz tego — zapytał go rabbi Szymon — jeszcze czegoś innego i ważniejszego dokonałeś w życiu?

— Powiem ci szczerze, czego kiedyś dokonałem. Jestem w tym mieście poborcą podatkowym. Kiedy do naszego portu przybija okręt, ściągam z niego podatek. Pewnego dnia po zapłaceniu podatku kapitan zaproponował mi kupno jakiejś drogocennej rzeczy, którą przechowuje na statku.

— Co to za rzecz? Muszę przecież wcześniej wiedzieć, jeśli mam zamiar kupić.

— Zapłać z góry — oświadczył mi kapitan. — Jeśli teraz jej nie kupisz, to już nigdy jej nie dostaniesz.

— Ile za nią chcesz?

— Dziesięć tysięcy złotych denarów959.

— Pokaż mi, co to za towar.

— Nie pokażę ci, póki z góry nie zapłacisz. Tym razem jednak nie dziesięć, ale dwadzieścia tysięcy.

— Dobrze, ale przedtem pokaż mi towar. Chcę zobaczyć to, co warte jest dwadzieścia tysięcy.

— Teraz już za mniej niż czterdzieści tysięcy nie sprzedam.

„Skoro w takim tempie winduje cenę, musi to być coś nadzwyczajnego” — pomyślałem i wyraziłem zgodę na zapłacenie czterdziestu tysięcy. On kazał sobie z góry uiścić zapłatę, co też uczyniłem. Otrzymawszy pieniądze, kapitan wyprowadził spod pokładu statku dwustu Żydów, których pojmał.

— Gdybyś ich nie wykupił — oświadczył — to bym ich wszystkich zabił i wrzucił trupy do morza.

Odebrałem nieszczęsnych ludzi i zaprowadziłem do siebie do domu. Nakarmiłem ich i napoiłem. Dałem wody do mycia i ubranie. Wybrałem spośród nich chłopców i dziewczęta i pożeniłem ich. Wśród dziewcząt była jedna o niezwykłej urodzie. Poczułem dla niej litość i postanowiłem wydać ją za mego syna. Mój syn się z nią ożenił. Na wesele zaprosiłem całe miasto. Więźniowie kapitana również zostali zaproszeni. Podczas ucztowania zauważyłem, że jeden z młodzieńców przeze mnie wykupionych płacze. Podszedłem do niego i zapytałem o powód płaczu.

— Ta piękna dziewczyna, ta twoja synowa, była moją narzeczoną. Tego dnia, kiedy zostaliśmy porwani, mieliśmy się pobrać.

— Zrzeknij się jej, a dam ci dużo pieniędzy!

— Wolę mieć ją niż złoto i srebro całego świata, ale co z tego, kiedy została już poślubiona?

Usłyszawszy to, podszedłem do syna i przekazałem mu słowa młodzieńca. Mój syn natychmiast się z nią rozwiódł, a ja wyprawiłem młodej parze wesele. Dałem im pieniądze i wyposażyłem na całe życie. Oto, co uczyniłem i czego dokonałem w życiu.

Rabbi Szymon wzniósł oczy ku niebu i zawołał:

— Chwała Wiekuistemu, który wynagrodził mnie miejscem w raju obok ciebie.