Ciosy zamiast zapłaty
Król Adrian972 wyruszył kiedyś z wojskiem przeciwko ludowi, który wzniecił powstanie. Po drodze spotkał starego człowieka, który właśnie sadził drzewa figowe. Adrian zatrzymał się przed nim i powiedział:
— Człowieku, po co się wysilasz? Jesteś przecież bardzo stary, trud twój nie tobie przecież, lecz innym ludziom przyniesie pożytek.
Starzec na to rzekł:
— Nie szkodzi. Ja uczciwie wykonuję moją pracę. Jeśli będę żył, spożywał będę owoce mojego trudu. Jeśli umrę, to korzystały z niego będą moje dzieci.
Wyprawa wojenna Adriana trwała trzy lata. W powrotnej drodze zahaczył znowu o sad starca. Ten przygotował na jego cześć kosz pierwszych fig z zasadzonych przed trzema laty drzew. Wręczając królowi kosz fig, starzec rzekł:
— Panie mój! Przyjmij łaskawie ten oto dar. Ja jestem tym starym człowiekiem, którego ostrzegałeś przed sadzeniem drzew. Jak widzisz, dożyłem zobaczenia na własne oczy owoców mego trudu.
Adrian zwrócił się wtedy do swoich sług:
— Weźcie od starca kosz i zapełnijcie go złotymi denarami973.
Powróciwszy do domu, starzec opowiedział o tym żonie i dzieciom. Sąsiadka na wieść o tym wydarzeniu powiedziała do swego męża:
— Ludzie chodzą po tym świecie, robią coś, a Pan Bóg zsyła na nich błogosławieństwo, ty zaś sterczysz w domu w dzień i w nocy i nic nie robisz. Oto sąsiad nasz dał królowi kosz fig i otrzymał za to kosz złotych denarów. Weź duży kosz i zapełnij go figami, jabłkami i wszelkimi innymi słodkimi owocami. Idź z nim do króla, a on cię również wynagrodzi.
Mąż posłuchał żony. Wypełnił duży kosz różnymi owocami i udał się do pałacu króla. Stanąwszy przed obliczem Adriana, oświadczył:
— Królu mój! Słyszałem, że bardzo lubisz owoce, dlatego też przyniosłem ci duży kosz z owocami.
Adrian skinął na swoje sługi i powiedział:
— Weźcie ten kosz i walcie nim w mordę jego właściciela.
Sługi wykonały rozkaz króla. Rozebrali go do naga i zaczęli obrzucać owocami. Tak długo bili, aż twarz spuchła mu na potęgę. Oczy zaszły mu krwią, i to tak dalece, że oślepł. Do domu powlókł się w tragicznym nastroju. Żona spodziewała się go ujrzeć z koszem pieniędzy, a tymczasem zobaczyła przed sobą złamanego, spuchniętego starca. Na jej pytanie, co się stało, odpowiedział:
— To wszystko dlatego, że posłuchałem twojej rady. Szczęście, że w koszu nie miałem twardych i większych owoców. Wtedy już żywy nie wróciłbym do domu.