Na dobrym towarze trzeba się znać

Wielki uczony rabbi Kahane był jednocześnie wielkim bogaczem. Miał jednego tylko syna o imieniu Silak. Jest rzeczą zrozumiałą, że jedynak cieszył się ogromną miłością obojga rodziców. Kiedy chłopak ukończył piąty rok życia, ojciec oświadczył żonie, że przyszedł czas rozpoczęcia edukacji syna. Trzeba go wysłać do miasta, w którym są dobre szkoły. Dzięki nauce wyrośnie na wielkiego człowieka. Matka słysząc te słowa wybuchnęła płaczem i zawołała:

— Co ty mówisz? Chcesz naszego jedynego syna wysłać do obcego miasta? Bez niego nie potrafię żyć. Nie wytrzymam rozstania, nawet gdyby miało trwać jeden dzień.

— Zdaję sobie sprawę — odpowiedział mąż — z twoich uczuć. Mnie również ciężko będzie rozstać się z synem, ale musimy przede wszystkim myśleć o nim, dbać o jego przyszłość. Żeby wyrosnąć na wielkiego człowieka, musi dużo się uczyć.

— Miej litość nade mną. Nie zabieraj go ode mnie. To przecież jeszcze malutkie dziecko. Potrzebuje matki, żeby go doglądała i strzegła. Może uda nam się znaleźć dobrego nauczyciela, który by go kształcił w domu.

Rabbi Kahane obiecał jej rozejrzeć się za takim nauczycielem. Wyszedł w tym celu na miasto. Na rynku roiło się od ludzi przybyłych z innych miast. Spotkał tam Eliezera Zeiriego, człowieka wielkiej wiedzy. Zapytał go, czy nie zechciałby osiąść w mieście na dłużej i zająć się edukacją jego syna Silaka. Rabbi Eliezer wyraził zgodę i udał się do domu Kahanów. Żona rabbiego Kahanego na jego widok bardzo się ucieszyła.

— Przydzielę ci najlepszy pokój w domu. Będę prała twoją bieliznę. Będę ci usługiwała jak najlepsza służąca, żebym tylko nie musiała się rozstać z moim kochanym dzieckiem.

I w ten sposób Silak pozostał w domu. Nauczyciel był dobry i chłopiec uczył się pilnie. Rodzice byli zadowoleni i dumni z postępów syna. Rabbi Kahane nieraz powtarzał:

— Nasz syn dobrze się uczy. Mam nadzieję, że zasłynie jako wielki uczony.

Lata mijały. Silak się rozwijał i rósł. Rosła również jego wiedza. Nauczyciel kształcił go i uczył przez dwadzieścia pięć lat. Silak rzadko wychodził z domu. Nie chciał tracić czasu na spacery.

W 25 rocznicę rozpoczęcia nauki z Silakiem nauczyciel oświadczył rabbiemu Kahane:

— Twój syn już mnie nie potrzebuje. Umie już tyle co ja. Dalsza moja obecność w tym domu nie jest już konieczna.

Rabbi Kahane dał mu w zapłatę za naukę tysiąc monet w złocie i Eliezer wrócił do swego miasta. Silak miał już wtedy trzydzieści lat i oczywiste było, że chciał poznać świat, którego dotychczas nie miał okazji zobaczyć. Włożył na siebie nowe szaty i poszedł na rynek. Dzień był gorący i Silak wkrótce poczuł pragnienie. Nagle usłyszał, jak nosiwoda wychwala swój towar:

— Woda! Zimna woda! Słodka woda! Woda pokrzepi wasze serca. Za jeden jedyny kaskas szklanka wody.

Silak podszedł do nosiwody i poprosił o szklankę wody. Okazało się, że nosiwoda pochodzi z jego rodziny.

— Masz kaskas? — zapytał go nosiwoda.

— A jeśli nie mam? Jaką wartość posiada kaskas? Przecież to najmniejsza moneta w kraju. Czy nie mógłbyś mi dać wody bez pieniędzy? Jestem, jak ci wiadomo, wielkim uczonym.

— A co ja mam z tego, żeś ty uczony? Ciebie Bóg stworzył po to, żebyś się uczył Tory964, a mnie po to, żebym roznosił wodę i w ten sposób mógł wyżywić żonę i dzieci. Chcesz się napić, to płać.

Silak ze smutkiem w sercu wrócił do domu. Podarł na sobie piękne szaty i wybuchnął płaczem.

— Co ci się stało? — zapytali rodzice.

— Doszedłem do wniosku — odpowiedział — że cała nauka niewarta jest złamanego grosza. Dwadzieścia pięć lat poświęciłem nauce, która nie ma wartości w świecie. Nie można za nią nabyć nawet szklanki wody. Ojcze! Nie chcę już więcej znać Tory. Naucz mnie lepiej czegoś innego.

— Dobrze, mój synu — odpowiedział ojciec. — Zrobię z ciebie kupca. Wyjmij z żelaznej skrzynki portfel i podaj mi go.

Silak przyniósł ojcu srebrny portfel. Rabi Kahane wyjął z niego drogą perłę i tak do syna powiedział:

— Weź tę perłę i udaj się na rynek. Najpierw pójdź do kramarzy, którzy handlują fałszywymi diamentami, i zapytaj ich, ile ci dadzą za perłę, ale nie sprzedawaj jej. Potem idź do kramarzy, którzy handlują prawdziwymi diamentami. Im masz sprzedać ją za najwyższą cenę, jaką zdołasz od nich wytargować. Połowę z uzyskanych pieniędzy oddasz nam, rodzicom, a połowę sobie pozostawisz. Pamiętaj przy tym, że jeśli osoba z naszej rodziny nie miała dla ciebie litości i nie chciała ci podarować łyku zimnej wody, której wartość była minimalna, to tym bardziej obcy ludzie nie będą się oglądali na twoją pozycję i wiedzę. Dobrze więc, że będziesz posiadał trochę pieniędzy, albowiem za nie można wszystko dostać.

Silak udał się do kramarzy handlujących fałszywymi diamentami, którzy oszacowali i wycenili perłę. Zgodnie z nakazem ojca nie sprzedał im perły i poszedł do kramarzy handlujących prawdziwymi diamentami. Pierwszy kramarz na widok perły natychmiast zaproponował mu tysiąc szekli965, ale Silak udał się do drugiego kupca, który był gotów dać mu więcej. Od niego poszedł do trzeciego i czwartego, i następnych kupców, aż dziesiąty z kolei zapłacił tysiąc pięćset złotych szekli.

Zadowolony z dokonanej transakcji wrócił do domu i z radością w głosie powiedział do ojca:

— Chodź, podzielimy pieniądze, które uzyskałem ze sprzedaży perły.

— Mój synu — oświadczył ojciec — dałem ci perłę nie tylko po to, żebyś ją sprzedał, ale po to, żeby cię nauczyć rozumu i udowodnić, że tak jak handlarz kolorowych szkieł nie może się znać na perłach, tak samo nosiwoda nie może się znać na Torze, na nauce.

Zwycięstwo Szoszany i klęska oszczerców

W królestwie babilońskim966 żył pewien człowiek o imieniu Jehojochin. Jego żoną była Szoszana, córka pobożnych rodziców, którzy wychowali ją w duchu prawości, bojaźni Bożej i wszelkich cnót. Jehojochin był człowiekiem wykształconym, sprawiedliwym i rozumnym. Cieszył się przeto ogromnym mirem967 wśród swoich pobratymców, którzy w ważnych sprawach zawsze zasięgali jego rady lub szukali u niego pomocy. W ten sposób stał się głównym arbitrem968 w ich sporach zarówno majątkowych, jak rodzinnych.

Miał Jehojochin piękny dom i wspaniały ogród, przez który przepływała rzeczka. Szoszana zwykła była codziennie spacerować po ogrodzie i kąpać się w jej czystej, chłodnej wodzie.

Do Jehojochina codziennie również przychodzili dwaj sędziowie wyznaczeni spośród najmądrzejszych starców, którzy wraz z nim rozstrzygali spory zwaśnionych stron i wydawali wyroki.

Pewnego dnia starzy sędziowie zauważyli Szoszanę. Na widok pięknej kobiety rozgorzał w ich sercu płomień nieczystej żądzy. Z trudem doprowadzili sprawy sądowe do końca, po czym udali się do domów. W drodze podzielili się myślami i uczuciami, które ogarnęły ich na widok Szoszany. Naradzili się, w jaki sposób wciągnąć Szoszanę w swoją sieć.

Nie było dnia, żeby nie mówili o swoich niecnych zamiarach. I w nocy również nie zaznali spokoju. Ciągle mieli przed oczyma piękną Szoszanę. Pewnego dnia, kiedy rozprawa sądowa dobiegła końca i ludzie opuścili dom Jehojochina, sędziowie nie udali się do swoich domów. Postanowili pozostać i szukać sposobności zetknięcia się z Szoszaną. Wiedzieli, że wkrótce jak zwykle wyjdzie do ogrodu. Po cichu wyślizgnęli się z domu i ukryli za dużym, gęsto zarośniętym drzewem.

Ze swego ukrycia widzieli, jak Szoszana w towarzystwie dwóch służek wchodzi do ogrodu. Po chwili usłyszeli, jak poleciła im udać się do domu po dzbanek olejków do wysmarowania ciała. Nakazała im również zamknąć drzwi domu na klucz, żeby nikt nie mógł wejść do ogrodu. Kiedy służące oddaliły się, Szoszana zdjęła suknię z zamiarem wykąpania się w rzeczce. Wtedy obaj starcy wyskoczyli ze swojej kryjówki i chwyciwszy nagą Szoszanę w swoje łapy, zawołali:

— Zostań naszą kochanką. Jeśli się nie zgodzisz, powiemy wszem i wobec, że złapaliśmy cię na randce z młodym człowiekiem.

Ze strachu Szoszana zaczęła drżeć. Zdała sobie sprawę, że znalazła się w sytuacji niemal bez wyjścia. Wiedziała, że starcy gotowi są na wszystko. Bała się skandalu i kompromitacji. Zaczęła rozważać:

— Co zrobić? Sama niczego nie wymyślę. Trzeba zdać się na pomoc Boga. On jest sprawiedliwy. On pomaga tym, którzy Mu ufają.

Zaczęła głośno wołać:

— Pomóż mi, Boże żydowski! Wybaw mnie z rąk tych złoczyńców.

Starcy jednak zaczęli jeszcze głośniej krzyczeć. W ich krzyku było jedno wielkie oskarżenie Szoszany. Oczerniali ją i obrzucali błotem.

Usłyszeli to służący w domu Jehojochina. Otworzyli drzwi prowadzące do ogrodu i przybiegli na miejsce, gdzie stali starcy i Szoszana. Wkrótce zjawili się jej krewni i znajomi. W ich obecności starcy powtórzyli swoje oskarżenie. Zdumienie ogarnęło wszystkich. Tego się nikt po Szoszanie nie spodziewał.

Następnego dnia odbył się sąd w domu Jehojochina. Przybyło nań niemal całe miasto. Starcy powtarzali swoje oszczerstwo. Zeznali, że widzieli, jak Szoszana kochała się z pewnym młodzieńcem. Schwytali go, ale ten wyrwał im się z rąk i uciekł. Ludzie zebrani w izbie uwierzyli starcom, dotychczas bowiem znani byli ze swojej pobożności, uczciwości i prawości.

Wezwano Szoszanę do stawienia się przed obliczem sądu. Weszła w towarzystwie krewnych i przyjaciół. Jako skromna i delikatna kobieta miała twarz zakrytą woalką. Starcy w porywie złości zerwali z niej woalkę, po czym bez dłuższych debat zasądzili na śmierć przez ukamienowanie.

Szoszana, usłyszawszy wyrok, podniosła oczy ku niebu i zawołała:

— Gdzie jesteś, prawdziwy i sprawiedliwy Sędzio? Przecież Ty jesteś jedynym rzeczywistym świadkiem, który wszystko wie. Pomóż mi i wybaw od niesprawiedliwej i niezasłużonej kary śmierci. Niechaj nie umrę jako grzesznica na oczach zebranych tu ludzi.

I Bóg wysłuchał ją i zesłał jej pomoc. W owym czasie żył prorok Daniel969. Służył wtedy na dworze perskiego księcia. Z obawy o zanieczyszczenie nie korzystał z potraw kuchni książęcej. Żywił się potrawami koszernymi970 przez siebie samego sporządzonymi. Usłyszawszy głos z nieba o sądzie nad Szoszaną, wpadł do izby sądowej i zawołał:

— Boże mój! Pozwól mi oczyścić z zarzutów imię tej prawej kobiety!

— Kto to jest? Kim jest ten człowiek?

Na te pytania, które padły z szeregu zgromadzonych w sądzie ludzi, ktoś odpowiedział:

— To Daniel.

Ale zaraz rozległy się też pretensje pod jego adresem:

— Jak możesz się za nią wstawiać?

— A jak wy możecie bez zbadania sprawy skazać na śmierć niewinne dziecko żydowskie? Chcecie wbrew prawu Tory971 zgładzić uczciwą kobietę? Zaczekajcie z wykonaniem wyroku, dopóki nie zbadam sprawy do końca.

Starcy nalegali jednak na szybkie wykonanie wyroku.

— Co ty gadasz? Ta kobieta popełniła taki a taki grzech. Za to należy się kara ukamienowania.

— Rozdzielcie obu świadków. Przesłucham każdego z osobna.

Odprowadzono więc jednego ze starców do oddzielnego pokoju i Daniel zaczął wypytywać drugiego:

— Powiedz mi, grzeszny człowieku, w przeciwnym bowiem razie zostaniesz rozszarpany na strzępy. Pod jakim drzewem ukryłeś się?

— Pod dębem.

— Zasłużyłeś na śmierć. W całym ogrodzie nie ma ani jednego dębu.

Potem wprowadzono następnego starca. Daniel zwrócił się do niego tymi słowy:

— Ty nie pochodzisz z plemienia żydowskiego. Twoi przodkowie nieraz rzucali w Izraelu oszczerstwa na nasze piękne młode dziewczęta. Wskutek tego zostaliśmy wygnani z ojczyzny. Powiedz wobec wszystkich tu zgromadzonych ludzi, pod jakim drzewem zastałeś tę kobietę z młodzieńcem?

— Pod kasztanem.

— Za to trzeba drzeć z ciebie pasy. W całym ogrodzie nie znajdziesz takiego drzewa.

Oszczerstwo niecnych starców wyszło na jaw i Daniel wydał na nich wyrok śmierci. Tym wyrokiem jeszcze bardziej umocnił swój autorytet wśród Żydów. Uchronił ich bowiem od przelania niewinnej krwi.