Droższe od złota
Kiedy rabbi Abba przybył z Babilonii1024 do Erec Israela1025, oświadczył:
— Kto chce posiąść bogactwo albo pragnie mieć wieczne życie na tamtym świecie, niech przyjdzie do mnie uczyć się Tory1026.
Na apel rabbiego Abby zaczęli do niego przybywać uczniowie ze wszystkich krajów świata. W sąsiedztwie rabbiego mieszkał pewien młodzieniec. Któregoś dnia przyszedł doń i oświadczył:
— Chcę studiować Torę, gdyż moim zamiarem jest uzyskanie bogactwa.
— To z pewnością uzyskasz. Wystarczy, że wykażesz w nauce pilność i zamiłowanie. A jak się nazywasz?
— Nazywam się Josi.
Rabbi Abba powiedział wtedy do swoich uczniów, żeby nowego ucznia nazywali „reb1027 Josi, pan od bogactwa i wielkości”.
Josi zasiadł do nauki. Po jakimś czasie przystąpił do rabbiego Abby i zapytał:
— Gdzie jest moje bogactwo?
— Z tego, co mówisz — oświadczył oburzony rabbi Abba — wnioskuję, że przez cały czas nie myślałeś o nauce, tylko o tym, jak zostać bogatym.
Uniesiony gniewem wszedł rabbi Abba do swego pokoju, aby zastanowić się nad rodzajem kary dla Josiego. Wtem usłyszał głos z nieba:
— Nie karz go. Cierpliwie ucz. Z niego wyrośnie wielki człowiek.
Wrócił rabbi Abba do Josiego i powiedział:
— Siedź, mój synu, siedź. Dam ci bogactwo.
I kiedy tak siedzieli, podszedł do nich człowiek trzymający w reku puchar ze szlachetnego złota. Od bijącego z pucharu światła zrobiło się w domu jasno. Przybysz zwrócił się do rabbiego Abby tymi słowy:
— Rabbi, chcę dzięki Torze zasłużyć na coś dobrego. Sam nie miałem szczęścia uczyć się, dlatego chcę, żeby ktoś studiował Torę za mnie i dla mnie. Dam mu za to bogactwo. Posiadam duży majątek, który odziedziczyłem po ojcu. Kiedy on zasiadł do stołu, podawano mu napoje w trzynastu takich pucharach.
Rabbi Abba powiedział wtedy do Josiego:
— Pilniej studiuj Torę, a wtedy ten oto człowiek da ci bogactwo.
Przybysz wręczył Josiemu złoty puchar i Josi zabrał się pilnie do studiowania Tory. W jakiś czas potem Josi nabrał zamiłowania do nauki. Z coraz większym zapałem zaczął się uczyć. Pewnego dnia rabbi Abba zastał Josiego w niedobrym nastroju. Josi po prostu płakał. Na pytanie o powód odpowiedział:
— Jakże nie mam płakać? Z powodu tego świata straciłem tamten świat. Nie pragnę teraz niczego oprócz szczęścia, które daje Tora.
— Teraz — zawołał rabbi Abba — widzę, że studiujesz wyłącznie z zamiłowania do Tory.
Rabbi Abba polecił wezwać owego bogatego człowieka, który przyniósł złoty puchar. Kiedy ten się stawił, rabbi Abba powiedział do niego:
— Rozdaj swój majątek biednym i sierotom, a ja dam ci udział w nauce Tory.
Josi zwrócił mu złoty puchar. Od tej chwili zwano go „Ben Pazi”, co oznacza „człowiek ze szlachetnego złota”. Josi zasłynął potem jako wielki Josi ben Pazi1028, znaczy uczony w Piśmie.
Komu sądzone było zrobić dobry i zbożny uczynek
Rabbi Chija1029 i rabbi Josi1030 byli w drodze. Kiedy podczas marszu doszli do wznoszącej się góry, zauważyli u jej stóp dwóch mężczyzn, którzy podążając w tym samym kierunku co oni, zatrzymali się na chwilkę. Wtem do tych dwóch mężczyzn doszedł trzeci. Widać było, że jest zmęczony. Rabbi Chija i rabbi Josi usłyszeli, jak ten człowiek prosi obu mężczyzn o kawałek chleba.
— Od dwóch dni — mówił — nie miałem niczego w ustach. Zgubiłem drogę i nie mogę trafić do jakiegoś osiedla.
Usłyszawszy prośbę głodnego, jeden z mężczyzn wyjął z podróżnego worka swoją porcję jedzenia i butelkę wody i powiedział:
— Weź to i niech ci wyjdzie na zdrowie.
Drugi mężczyzna na ten widok żachnął się1031:
— Co ty robisz? Dlaczego oddajesz mu swoje jedzenie i picie? Mamy długą drogę. Kiedy ty poczujesz głód, ja ci nie dam ani jedzenia, ani picia.
— A co to ciebie obchodzi? Ja robię swoje i ty rób swoje.
To rzekłszy, usiadł przy zabłąkanym i czekał, aż ten zje. Pozostały w woreczku kawałek chleba też mu oddał.
Rabbi Chija powiedział wtedy do rabbiego Josiego:
— Widać, że Pan Bóg nie chciał, żeby nam przypadła micwa1032 nakarmienia głodnego.
— Może — odpowiedział rabbi Josi — sądzone było tamtemu mężczyźnie jakieś nieszczęście i Bóg stworzył mu okazję do spełnienia micwy, żeby dzięki niej uzyskać opiekę nieba i uniknąć nieszczęścia.
Rabbi Chija i rabbi Josi dalej szli za obu tymi mężczyznami.
Ten, który oddał swój chleb biednemu, poczuł głód i zmęczenie. Jego towarzysz tak wtedy zareagował:
— A nie mówiłem ci, żebyś nie oddawał chleba?
Rabbi Chija słysząc to, powiedział do rabbiego Josiego:
— Mamy dosyć żywności. Dajmy głodnemu najeść się do syta.
— Nie teraz — odpowiedział rabi Josi. — Jeśli dostanie jedzenie, utraci zasługę za zbożny uczynek. Zaczekajmy i zobaczmy, co z nim dalej będzie się działo. Widzę, jak nad jego głową unosi się cień śmierci, a Bóg chce przez wzgląd na jego zbożny uczynek uratować go.
Tymczasem dobry człowiek, który oddał swój chleb zabłąkanemu w polu biedakowi, usiadł pod drzewem. Jego towarzysz usiadł w innym oddalonym od drzewa miejscu.
— Teraz jestem pewny, że zdarzy się cud — powiedział rabbi Chija.
Usiedli na trawie i nie spuszczają oka z siedzącego pod drzewem dobrego człowieka. I oto widzą, jak przed siedzącym pod drzewem ukazuje się ognisty słup.
— Biada temu człowiekowi, zaraz zginie.
— Nie! Jestem pewny, że Bóg uczyni cud i zostanie uratowany — powiedział rabbi Josi.
Tymczasem z drzewa zsunął się wąż. Powoli zbliżał się do dobrego człowieka. Za chwilę śmiertelnie go ukąsi. I oto ognisty słup spada na węża i spala go. Po chwili, zatoczywszy krąg nad głową dobrego człowieka, ognisty słup ginie z oczu.
— A nie mówiłem ci — powiedział rabbi Josi — że Bóg uczyni cud i dobry człowiek nie utraci zasługi za swój zbożny uczynek.
Po chwili dobry człowiek obudził się, wstał i ruszył w dalszą drogę. Obaj, rabbi Chija i rabbi Josi, przystąpili do niego i dali mu się najeść, po czym opowiedzieli o cudzie, który zdarzył się podczas jego snu.
Mały pieniądz, duża micwa1033
Biedny człowiek przechodząc obok reb1034 Icchaka zauważył w jego ręku pół srebrnika.
— Wspomóż mnie. Ocal od głodu mnie i moje dzieci. Daj mi monetę, którą trzymasz w ręku.
— Co poczniesz z pół srebrnikiem?
— Mam taką drugą połówkę w domu. Jeśli mi ją dasz, będę miał całego srebrnika. Za niego kupię chleba i uratuję od głodu całą moją rodzinę.
Reb Icchak dał mu swoją monetę. W nocy śniło mu się, że spacerował brzegiem morza i w pewnej chwili ktoś go wepchnął do wody. Przerażony szuka pomocy i oto widzi rabbiego Szymona, który stoi na brzegu z wyciągniętą ku niemu ręką. Rabbi Icchak chce chwycić rękę rabbiego Szymona, ale mimo starań nie może jej dosięgnąć. Wtedy nagle zjawił się ów biedny człowiek, któremu dał pół srebrnika, i wyciągnąwszy go z wody, oddał w opiekę rabbiego Szymona.
Z ulgą obudził się rabbi Icchak ze snu. Przypomniał sobie znany werset z Pisma: „Dobrze jest człowiekowi, który wie, jak pomagać biednym”.